Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2009

Tego mi (nam?) trzeba!

Właśnie katuję swój najnowszy muzyczny nabytek - "So Much Shouting, So Much Laughter" Ani DiFranco z 2002 roku. Na którym jest zresztą świetna koncertowa wersja piosenki "Ain't That The Way", z której wzięła się nazwa tego bloga (o czym pisałam w pierwszym moim poście parę miesięcy temu). I uświadomiłam sobie, że w moim podsumowaniu roku 2009 nie było ani słowa o muzyce (poza życzeniami dla mnie pod koniec). Suplementu nie będzie, bo skupiłam się na Polsce (z racji tego, że resztę świata ogarniam bardzo wybiórczo i fragmentarycznie), a w Polsce, poza koncertami Beth Ditto i Tracy Chapman, nic się na linii muzyka - LGBTQetcetera nie zadziało. A w każdym razie niczego nie zauważyłam, bo, przyznaję to jak zwykle ze smutkiem, mogę się (i chciałabym w tej kwestii) mylić. Wracając do Ani, na wspomnianej płytce jest między innymi wiersz "Self Evident", napisany pod wpływem wydarzeń z 11 września 2001 roku. To jeden z licznych rewolucyjnych tekstów Ani, bardk…

2009: dużo się działo, niewiele zadziało

Homiki zamieściły właśnie podsumowanie 2009 roku, tak że zamiast kombinować, co by tu w moim debiutanckim autorskim podsumowaniu napisać (no dobrze, nie debiutanckim, po części robiłam to w "Replice" i na Kobiety Kobietom), po prostu wyjdę od ich tekstu i zobaczę, co się dalej wydarzy. A o czymś oryginalniejszym pomyślę za rok.

Bohaterem roku według redakcji Homików jest Ryszard Giersz, który wygrał sprawę o godność przeciw nękającej go sąsiadce. Z tym wyborem zgadzam się w całej rozciągłości, tak jak i z docenieniem wydarzeń pozawarszawskich (moje główne tegoroczne typy to pierwszy Wrocławski Marsz Równości oraz wysyp inicjatyw LGBTQ w praktycznie wszystkich większych miastach) czy kulturalnych - tu dla mnie niekwestionowanym zwycięzcą jest polskie wydanie "Fun Home" Alison Bechdel, wiceliderem pomysł spacerów po HomoWarszawie - przy okazji, mam nadzieję, że z drugiego wydania "HomoWarszawy" zniknie irytujące zdanie o nagrobku Narcyzy Żmichowskiej. Pojaw…

Top Hot Butches i drobiazgi

Wiecie co? Święta nie są do końca takie złe. Mierzi przymusowość i obowiązkowa rodzinność, ale skłamałabym, gdybym ostatnie sześć dni na łonie stęsknionych rodzicieli zaliczyła do nieudanych. Szczególnie miło wspominam wspólne oglądanie pierwszych odcinków "Rancza" (które im zawiozłam w charakterze prezentu) - zgrabnie pomyślany serialik i nawet zabawny. Ciąg dalszy przy okazji kolejnej wizyty, czyli pewnie na wiosnę. Zdecydowany minus tych świąt to to, że już którąś tam z rzędu wigilię spędziłyśmy z Gosią osobno, ale jako że w tym roku ponownie zaprosiłam mamę i tatę na następny rok do Warszawy, może pod koniec 2010 rodzice i teściowie w końcu zasiądą przy jednym stole, a my zadebiutujemy w jakże tradycyjnej i heteronormatywnej roli (będącej ponoć postrachem wszystkich świeżo poślubionych) organizatorek wigilii. Bo na debiut w roli tych, które czniają tradycję i koniec grudnia spędzają na tropikalnej wyspie, przyjdzie nam pewnie jeszcze trochę poczekać.

Powoli przygotowuję …

Przed przerwą świateczną

Ten wpis, jako że jest ostatni przed przerwą świąteczną, miał być z założenia optymistyczny, ale niestety taki nie będzie, a przynajmniej nie do końca. Jeden z powodów to po raz kolejny wyartykułowany pomysł posłów PiS, aby inwigilować środowisko osób nieheteroseksualnych pod pretekstem walki z pedofilią. W jego ramach MSWiA miałoby powołać specjalny zespół, w działania którego wchodziłyby identyfikacja i monitoring lokali rozrywkowych, klubów, melin (sic!) odwiedzanych przez homoseksualistów oraz treści pojawiających się na stronach internetowych. Pomysł sam w sobie obrzydliwy, ale nie dlatego o nim piszę. Wyobraźmy sobie, co by się wydarzyło, gdyby ktoś rzucił taki tekst np. w Stanach Zjednoczonych. Setki tysięcy ludzi wyległoby na ulice, aby zaprotestować przeciw oszczerstwom. Iluś tam polityków stanowczo odcięłoby się od tego pomysłu. A u nas? Tak zwana lewica oczywiście milczy, jeden z posłów PO stwierdza, że pomysł jest wart przedyskutowania, kilka naszych portali i kilkoro dzia…

"Anyone But Me" - kolejny webserial wart zauważenia

O sieciowym serialu "Anyone But Me" usłyszałam przy okazji niedawnej premiery pierwszego odcinka drugiego sezonu. To historia nastoletniej Vivian, która, ze względu na chorobę ojca, przeprowadza się z Nowego Jorku do małego miasteczka, zostawiając swoją dziewczynę. Na stronie serialu można przeczytać między innymi, że "Anyone But Me" jest historią o okrywaniu tego, kim się jest, próbach dopasowania się do otoczenia, próbach bycia sobą niezależnie od nacisków otoczenia, funkcjonowaniu w związku na odległość, próbach nierobienia z siebie idiotki, znajdowaniu swojego miejsca w nowym otoczeniu w skomplikowanym świecie, robieniu tego, co należy, popełnianiu błędów i flirtowaniu. I rzeczywiście wszystko to i więcej można tam znaleźć, a przy okazji jak najbardziej realne problemy okraszone są (choć bez przesady) niezłą dawką humoru (pierwszy odcinek drugiego sezonu jest pod tym względem chyba najlepszy z dotychczasowych). Tak że polecam wszystkim wielbicielkom i wielbicie…

Zmiana terminu występu!

Drogie i Drodzy, w związku z falą grypy, która porywa kolejne występujące osoby, zmuszone jesteśmy przełożyć występ Barbie Girls i Gości w Ustach Mariana z 17.12.2009 na 7.01.2010, co tym samym uczyni nasz program postświątecznym. Do zobaczenia w Nowym, Zdrowym Roku!



BG & Goście

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
biegnijcie, mili, gdzie śmiech się rodzi!
Na zabawę zapraszają,
gdyż świąteczny program dają
Barbie Girls z gośćmi...

a w prezencie:
* wybrane przez Was ulubione skecze Barbie Girls... wystrojone
na Święta
* artyści niekonwencjonalni: Krystyna i Marian
* stand up Eli Wycech
* DK Santa i renifer
*od dawna niewidziana... DQ Mariola
* nowości, niespodzianki i... hej, kolęda, kolęda!

12.17, czwartek
20.00
wjazd 10 pln [składka na nagłośnienie: zbieramy na mikroporty!]

Usta Mariana, Brzozowa 37
www.ustamariana.com

perpetualny matropatroqueeronat: www.homiki.pl, www.u-f-a.pl

Out Music, Lilith Fair, Dragon Age i transkabaret

Wysyp ciekawych stron dla kobiet nieheteroseksualnych (przy okazji dwa newsy: Lesploty dorobiły się nowej skórki, ogólnie daję plusa, ale z ocenianiem czekam na efekt finalny, bo to jeszcze nie koniec, a Wstronekobiet.pl uwzględniło uwagi wyartykułowane w poprzednim poście - super!) ma oczywiście mnóstwo zalet, ale też jedną wadę. Otóż coraz częściej się zdarza, że chcę coś skomentować, ale okazuje się, że już mnie ktoś zdążył ubiec i pozostaje mi się z nim zgodzić (w przypadku gdy nie zgadzam oczywiście jest zupełnie inna zabawa) i ewentualnie powołać. Co gorsza, zaczyna to dotyczyć również muzyki. Ot, na Fioletowej Windzie pojawiła się wiadomość o powrocie objazdowego festiwalu muzycznego Sarah McLahlan Lilith Fair. Wieść o tyle miła, że w 2010 po raz pierwszy w historii festiwal zawita do Europy, a konkretnie do Londynu (choć, jako że trasa, tak jak i lista artystek, nie jest jeszcze domknięta, może również do innych europejskich miast), dzięki czemu również Europejki dostaną szans…

Lesploty idą w stronę kobiet

Nastrój mam nadal przedświąteczny, czyli podły, tak że od razu przepraszam wszystkie osoby, na których maile nie odpisuję - wierzcie mi, to dla waszego dobra, bo jakaś zgryźliwość niechcący mogłaby mi się wymsknąć i potem musiałabym się kajać (wychodzi więc, że to i dla mojego dobra). Ale na pewno kiedyś mi minie, na przykład jak w końcu nabędę wszystkie prezenty, a nasz pies przestanie się bać wystrzałów. No dobrze, może trochę wcześniej. Choć i dla psa jest nadzieja, bo jutro nawiedzi nas psia behawiorystka (czy jakoś tak), zrobi wywiad środowiskowy i pokaże, co możemy dla niego zrobić. Swoją drogą, czuję się trochę jak matka przed wizytą pracowników socjalnych, bo na pewno nie obędzie się bez wałkowania wszystkich błędów wychowawczych, jakie w ciągu naszego trzyipółletniego życia z Absem popełniłyśmy. Aż z tych nerwów odkurzyłam mieszkanie - w czwartek po pracy!

A Absik, na wypadek, gdyby ktoś go jeszcze nie znał, wygląda tak:


fot. Erka

Tyle o mnie, czas na kolejne sieciowe nowinki. …

Grudniowe pocieszajki

Zbliża się przerwa świąteczna, co w moim przypadku oznacza, że nastrój mam taki sobie. Jak co roku żałuję, że nie załatwiłam kwestii prezentów na przykład w sierpniu, bo teraz każde wejście do jakiegokolwiek sklepu oznacza obowiązkowe zetknięcie z piosenkami i ozdobami świątecznymi, choinkami, "promocjami" i oczywiście z dzikim i wcale niepodekscytowanym całym tym zgiełkiem tłumem. Jak co roku mówię sobie, że następnym razem drugą połowę grudnia spędzę nad ciepłym morzem, na leżaczku, obstawiona drinkami z parasolkami i obłożona ulubioną lekturą, i jak co roku wiem, że przez przynajmniej kilka najbliższych lat to nie wyjdzie. Do tego dochodzą coraz śmielsze testy sylwestrowych fajerwerków dokonywane przez małoletnich piromanów, od czego nasz pies ma ataki paniki, i świadomość, że znowu trzeba będzie kursować między moją gdańską (biologiczną) a warszawską (z wyboru) rodziną, bo wszak to rodzinne święta, a jako że ja ich wszystkich w sumie lubię, za nic nie chciałabym im spraw…

Lesbijek z wyglądem kłopoty

Na początek chwila na reklamę. Jakiś czas temu w sieci pojawił się kolejny serial z lesbijkami bynajmniej nie w tle - "Seeking Simone". Tym razem jest to produkcja kanadyjska. Koleżanka z Fioletowej Windy niemal na bieżąco dodaje napisy, tak że serial jest dostępny również dla nieanglojęzycznych użytkowniczek i użytkowników sieci. To produkcja niewątpliwie niskobudżetowa, oparta głównie na dialogach, ale naprawdę zabawna. Fabuła kręci się wokół jakże dobrze większości z nas znanego tematu szukania miłości przez internet. Więcej nie napiszę, zapraszam do oglądania - na Fioletowej Windzie lub na stronie serialu. A na zachętę wrzucam trailer:


Skoro już przy Windzie jesteśmy, blog przeszedł sporą metamorfozę, właściwie śmiało można go już określić mianem blogoserwisu. Czekam na kolejny krok, czyli obiecany portal, a przy okazji apeluję o zmianę kolorystyki, bo strasznie nie lubię smutnych szarych stron. Ale może tylko ja tak mam.

Miałam już nie pisać o płci i kategoriach "m…

Kabarety homoseksualnego niepokoju

Kojarzycie bon mot Magdy Mołek "kabaret homoseksualnego niepokoju" z wywiadu z nami? Sama na to nie wpadła, to pierwotny (później, na potrzeby druku, skrócony) tytuł tekstu o wątkach homoseksualnych w polskim kabarecie, który popełniłam jakś czas temu dla "Repliki". Tekst jest tu, a wspominam o nim nie tylko dlatego, że jakoś tam został przywołany w telewizorze, ale też z tego powodu, że od jakiegoś czasu noszę się z myślą uzupełnienia go o kilka pominiętych wówczas przykładów, oczywiście wyłącznie pozytywnych.

Na początek jednak dwa skecze, które w tekście opisałam, a które wówczas rozwaliły mnie swoją progresywnością (bo niestety nadal większość kabaretowych gejów - o lesbijkach niemal nie ma co wspominać - robi za przegięty, choć czasami sympatyczny, dodatek do heteroseksualnego człowieka). I oba są dziełem Kabaretu Moralnego Niepokoju, za którym skądinąd nie przepadam. Pierwszy powstał za rządów trójcy PiS, LPR i Samoobrona i znakomicie przerysowuje podsycane p…

Życie po TVN i parę androgynicznych klipów

Strasznie śmieszne rzeczy się dzieją po naszym wypadzie do TVN. Ci, którzy nas znają i lubią, piszą, że było w porządku i psioczą na nieprzygotowanie prowadzących. Komentatorzy na stronie TVN marudzą na nasze nieprzygotowanie, ewentualnie tępotę lub pożerający nas stres. Lesploty popełniły prześlicznego newsa, w którym pochwaliły nasze wdzianka, zrzuciły przerwy w konwersacji na wczesną porę występu (oj wczesną, szczególnie że po piątkowym występie położyłyśmy się spać o drugiej nad ranem) i zauważyły podprogowe sygnały wysyłane do Magdy Mołek (obawiam się, że to o mnie chodzi). Najbardziej jednak zaskoczyły mnie Przeploty, które nas... chwalą. Wprawdzie w krótkich żołnierskich słowach skromnie okraszonych uroczą analogią między spermą na wizji a tłuczeniem jaj na omlet dla męża przez spoglądające znad garów w telewizor gospodynie domowe, ale to naprawdę miłe, szczególnie po poprzednim newsie, na który żaliłam się tutaj. Słowem, jedni dbają, aby nie było nam za dobrze, drudzy - cudown…

Dobry wieczór UFO, dzień dobry TVN (akt. JEST WIDEO!)

No i co ja mam napisać? Chyba było dobrze. W tym TVN-ie, znaczy się. Bo że występ w UFIE był w porządku, to już nasze reżyserki nam powiedziały, a komu jak komu, ale im muszę wierzyć. Zresztą jak dostaniemy zmontowany materiał i go wrzucimy, to ocenicie i najwyżej przekłujecie ten balonik, w który się powoli zmieniam.

Ale ad rem. Plusy wczorajszego występu w UFIE to profesjonalna organizacja, świetne nagłośnienie (głównie dzięki ekipie z filmówki, która przyszła nas kręcić i przy okazji przytaszczyła mikroporty, ale nasze ulubione studio Fonia też dorzuciło swoje trzy grosze), mnóstwo znajomych twarzy na widowni, no i to, że stare, ale na nowo zaaranżowane skecze, nam po prostu wyszły. Oraz Łukasz, iluzjonista, który pokazał kilka numerów przed naszym występem oraz po - już indywidualnie, przy stolikach. Dodatkowy bonus to Neo (którego tekstem o nas zachwycałam się tutaj i którego komentarze zagościły na moim blogu mam nadzieję już na dobre) z Beatuszką, którzy, jak się okazało, promu…

Ten blog nie jest dla...

Tytuł to oczywiście żart, ale, jak się być może domyślacie, sam post będzie o czymś tutaj nowym, czyli o zasadach. Powód to dyskusja pod poprzednim postem, z której wycięłam kilka obraźliwych komentarzy.

Trzyczęściowy Garnitur powstał z paru powodów. Główny to przyjemność - moja i, o ile chcą w niej partycypować, również czytających. Pozostałe powody mają coś wspólnego z potrzebą pisania, dzielenia się przemyśleniami, weryfikowania spostrzeżeń itd. itp. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że niektórzy wchodzą tu z innych powodów niż dla przyjemności (wszak sama odwiedzam Frondę, a masochistką jednak chyba nie jestem), z sympatii czy z pragnienia pogadania z ludźmi o podobnych poglądach czy pasjach. Niemniej jednak przez wzgląd na te i tych z Was, którzy po prostu lubią tu zaglądać, i na mnie, bo dla odmiany lubię tego bloga prowadzić, postanowiłam jednak wyartykułować jakieś zasady.

Ten blog, jak już napisałam w komentarzu pod lodówkowym postem nr 2, jest miejscem kulturalnej wymiany myśli…

I znów strach otworzyć lodówkę

Coś mamy szczęście do publikacji wywiadów z nami sprzed paru miesięcy (to broń bogini żaden przytyk, po prostu stwierdzenie faktu i przy okazji wytłumaczenie, dlaczego mówimy o czerwcu, a nie na przykład o październiku), bo oto w końcu wyszła nowa "Zadra". I to nie byle jaka, bo jubileuszowa - jedyny feministyczny polski magazyn ma już bowiem 10 lat!



Z tej okazji ruszył też zadrzany blog - 10latzadry.blox.pl. Dodaję do linkoteki i wyrażam nieśmiałą nadzieję, że nie podzieli losów innego feministycznego bloga Bez jaj, który od jakiegoś czasu niestety dogorywa, a szkoda, bo dyskusje na nim bywały pasjonujące. Aha, w nowej "Zadrze" znajdziecie nas na s. 13 i kilku kolejnych.

Żeby było jeszcze gorzej, w najbliższą sobotę pokażemy się w "Dzień dobry TVN". O jakiejś nieludzkiej godzinie, bo chyba o 8.40, gdyby nie to, że tam będę, na pewno bym tego nie oglądała (pomijając już taki drobiazg jak brak telewizji w domu). Ale pewnie pokaże się i na internetowej stro…

Tajemnica Kary Auchemann (akt. NOWE "FAKTY")

W 2006 roku na Homikach ukazał się tekst "Abecadło młodego homika". Dla nas ciekawa jest literka T:

T – Tajemnica Kary Auchemann. Wokół postaci redaktorki wortalu Lesbijka.org aura tajemniczości wisiała od zawsze, jednak wraz ze śmiercią tej kreacji sprawa pogmatwała się całkowicie. Wobec tajemnicy Kary Auchemann problem znalezienia bursztynowej komnaty wydaje się dziecinnym zadaniem.

Kara Auchemann pojawiła się w internecie w 1998 roku. Najpierw jako Wiedźma na liście dyskusyjnej Polles (mój tekst o Polles tu), potem jako współtwórczyni jednej z pierwszych stron dla lesbijek i kobiet biseksualnych Inny Kraków, przekształconej następnie w Les.queer.pl, a w końcu w istniejący do dziś wortal Lesbijka.org. W czerwcu 2005 roku ten ostatni opublikował informację o jej śmierci. Posypały się kondolencje. Większość portali ograniczyła się do wyrażenia żalu, smutku i wyrazów współczucia bliskim Kary. Wyłamał się portal Gaylife, publikując tekst "Tajemnicza Kara nie żyje?", …

Niepoprawny Lynch i mały coming out

Właśnie wróciłyśmy ze strasznie fajnej i kompletnie niezaplanowanej imprezy u Krzysia i Daniela, tak że dziś (w nocy) nie będzie ani o Karze Auchemann, ani o działaczostwie i innych nudach. Będzie za to kilka odkryć, które być może dla czytających tego bloga nie są żadną rewelacją, ale mnie zachwyciły i po prostu muszę się nimi podzielić. Bo tak się złożyło, że chłopaki kolekcjonują bardzo ciekawe klipy i trochę z tego, co zobaczyłam (zanim zaczęliśmy z Danielem śpiewać, przez co reszta imprezy przeniosła się na słuchawki do drugiego pokoju), chciałabym tu wrzucić, na wypadek, gdybym rano już nie pamiętała, co i jak.

Na dobry początek Stephen Lynch, amerykański komik i muzyk, który ma tę cudowną cechę, że potrafi być bardzo, ale to bardzo niepoprawny politycznie, w związku z czym dołącza do grona moich ulubieńców, obok Margaret Cho, Jeffa Dunhama i George'a Carlina. Na start coś lajtowego i w sumie uroczego, czyli "If I were gay":



A teraz co wrażliwsze osoby proszę o ode…

Internet for dummies

Zrobiłam porządek w linkach w prawej szpalcie mojego garniturka - jeżeli ktoś się czuje pominięty, uwzględniony niesłusznie lub źle przyporządkowany, proszę się skarżyć, jest szansa, że uwzględnię, o ile skarga będzie wystarczająco łzawa lub znajdzie się w niej odpowiednia liczba gróźb karalnych.

Ostatnio coraz więcej osób pisze do mnie w sprawie spozycjonowania strony www lub bloga. Zaczynam się zastanawiać, czy to nie jakiś pomysł na biznes (pozycjonowanie LGBTQIetcetera-friendly), bo naszych stron pojawia się w sieci coraz więcej, ale mało która się przebija poza grono osób w jakiś tam sposób bliskie twórcom. Co mnie w sumie martwi, bo o ile od strony społecznościowej (forum, profile, ogłoszenia, blogi) i informacyjnej (kalendarium wydarzeń, newsy) największe LBTQ-portale Kobiety Kobietom i Lesbijka.org prezentują się dobrze, o tyle pod względem tekstów własnych wyglądają ostatnio bardzo słabo. Być może nie powinnam tego pisać, bo sama jestem w redakcji KK, ale z drugiej strony jak…

Słowo o (nie)widzialności lesbijek plus ogłoszenia

Na początek druga fotka z serii queerowo-sakralnych - specjalnie dla tych, którzy twierdzą, że ubranie czy długość włosów ma coś wspólnego z płcią:


fot. Erka

Amerykański magazyn "Out" ogłosił listę stu osób, które w mijającym roku najbardziej się zasłużyły dla społeczności LGBTQetcetera. Pełne zestawienie tu, mnie zachwyciły dwie fotki laureatek:


Erin Mckeown, fot. Jason Bell


Sarah Waters,fot. Jason Bell

Drugi powód, oprócz fotek, dla którego wspominam o zestawieniu, to reakcja AfterEllen.com, któremu "Out" podpadł już w zeszłym roku, gdy jedyną kobietą na okładce numeru podsumowującego rok 2008 była Katy Perry. Tekst, który wówczas powstał, znajdziecie tu. A w tym roku poszło o to, że wśród uhonorowanych osób niecałe 30 procent stanowiły kobiety. Ktoś to skomentował, że w ogóle według badań lesbijek jest mniej, więc nie ma o co się gniewać. Dziwny argument, bo przecież nie procentowy udział w społeczeństwie powinien decydować o tym, czy się doceni czyjeś zasługi. Z dru…