Przejdź do głównej zawartości

Czy lesbijki mają poczucie humoru?

Pewien sympatyczny młody dziennikarz, robiąc wywiad do "Zadry" z jedynym słusznym kabaretem Barbie Girls, zapytał nas, czy lesbijki mają poczucie humoru. Odpowiedź oczywiście brzmi: nie, lesbijki są ponure jak noc listopadowa. Dowodem na to oczywiście nasze występy, na których nikt się dobrze nie bawi, a niektórzy ponoć nawet płaczą (szczególnie przy numerze z łechtaczkami).

Samo pytanie, prowokacyjne zresztą z założenia, wcale nie jest głupie. O brak poczucia humoru lesbijki i geje wprawdzie nie są podejrzewani tak często jak feministki, ale jednak są, co pokazuje wciąż aktualna sprawa pewnego rysunku w Rzepie, w której za nic (i słusznie!) nie chcemy się ową sympatyczną cechą wykazać. Mimo wszystko jednak zakładam, że większość społeczności LGBTQetcetera śmiać się potrafi, również z siebie. Czemu tego nie widać na co dzień? Bo na co dzień oglądamy jedynie poważnych działaczy poważnych organizacji podczas poważnych manifestacji lub wypowiadających się dla równie poważnych mediów. Dla miłej odmiany - napiszę o dwóch znacznie mniej poważnych akcjach (a nawet jednej organizacji, wprawdzie nieformalnej, ale jednak).

Raczej niewiele osób wie, że podczas słynnego już tegorocznego Kongresu Kobiet miał miejsce debiut pewnej lesbijskiej grupy "terrorystycznej" - choć sam debiut pewien rozgłos zdobył. Objawił się wlepkami na wewnętrznej stronie drzwi toalet z takimi pytaniami jak "Czy lesbijka z PGR-u to polska kobieta?", "Czy kobieta po aborcji to polska kobieta?". Autorki akcji (rzecz jasna anonimowe) chciały w ten sposób zwrócić uwagę na tematy, które ich zdaniem zostały pominięte lub niedostatecznie zaznaczone podczas Kongresu. Ich pomysł okazał się na tyle skuteczny, że "Gazeta Wyborcza" napisała o wlepkach w relacji z Kongresu, uznając je za element jak najbardziej oficjalny. Grupa z tego co wiem działa nadal i planuje kolejne "wywrotowe" akcje. Na razie daję wywrotowe w cudzysłowie, ale liczę, że skończy się czymś na miarę wysadzenia pomnika Waszyngtona, czy raczej, jak to powiedział komik Jeff Dunham w słynnym skeczu o Ahmedzie martwym terroryście, pomnika uznania dla Billa Clintona. Na wypadek, gdyby ktoś nie wiedział, pomnik wygląda tak:

A sam pomysł wysadzenia pomnika, po założeniu nań gigantycznej prezerwatywy, pochodzi z fantastycznej komedii "Itty Bitty Titty Committee":



Druga zabawna historia pochodzi z czasów już prehistorycznych, bo sprzed ponad 4 lat. Prężnie wówczas działające stowarzyszenie Porozumienie Lesbijek postanowiło uczcić IDAHO (17 maja), malując na murach i chodnikach Warszawy znak "STOP HOMOFOBII", o ten:

Działaczki przygotowały szablony, spreje, pozostał tylko problem, kto ową akcję zrealizuje. Ponieważ żadna z młodszych członkiń stowarzyszenia jakoś się do tego nie paliła, przykład postanowiły dać im pewna znana rzeczniczka i równie znana ikona ruchu lesbijskiego. I tak pewnej majowej nocy (tuż przed Europejskim Szczytem Gospodarczym, który pechowo miał się odbyć tamtego roku w maju w Warszawie) udały się na skrzyżowanie Rakowieckiej i Puławskiej (bodaj najlepiej monitorowane w stolicy) i machnęły na ślicznych bielutkich pasach ulicznych ów znak. Nie minęło kilka minut, a już siedziały w wozie Straży Miejskiej (z racji Szczytu nieco nadaktywnej), który powiózł je na komisariat policji, gdzie spędziły średnio upojną noc. Sprawa skończyła się umorzeniem ze względu na niską szkodliwość czynu, ale było wesoło (szczególnie zaniepokojonym współmałżonkom obu, w tym niżej podpisanej).

Trudno porównać impakt tego typu akcji z lobbowaniem na rzecz legalizacji związków osób tej samej płci czy akcjami społecznymi w stylu "Niech nas zobaczą", ale taka działalność "terrorystyczna" ma nad nimi jedną niewątpliwą przewagę - jest zabawna. I wbrew pozorom może być też bardzo medialna - że przypomnę ostatnią akcję "nieznanych sprawców" z zaklejaniem Trójmieście plakatów informujących o spotkaniach z Cejrowskim naklejkami "ODWOŁANE. Pozdrowienia od trójmiejskich gejów i lesbijek". Pointa? Działaczostwo nie musi być związane z cierpiętnictwem (w stylu "ja muszę, bo jak nie ja, to kto, ach kto to dla was zrobi"). Choć to zasadniczo poważna sprawa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…