Przejdź do głównej zawartości

Dzieci tak szybko dorastają

Dziś pożegnałyśmy naszego adoptowanego synka, który za chwilę wylatuje do Noweg Jorku. Zabrzmiało odpowiednio łzawo? To teraz od początku:) W weekend miałyśmy najazd Hunów, a konkretnie trójmiejskiej braci artystycznej, która przyjechała robić wizualizacje do piątkowo-sobotniej techno-imprezy na barce przy Moście Świętokrzyskim. Miałyśmy się jedynie spotkać z dwojgiem przyjaciół, którzy stanowili 2/5 owej ekipy, ale gdy się okazało, że mogą nocować albo w Grodzisku (czy Nowym Dworze) Mazowieckim, albo w samochodzie, zgarnęłyśmy wesołą gromadkę do siebie. Gdy nastało sobotnie wczesne popołudnie i nasi mili goście przetarli swe zaspane i w 3/5 bardzo młodzieńcze oczka, i gdy nowa znajomość została przypieczętowana wspólnym śniadaniem, nasz wtedy jeszcze nie synek dostrzegł u nas w domu rzecz wspaniałą - Playstation! I od słowa do słowa 4/5 gromadki poszło na miasto, a on został. I grał, i gadał, i pytał (a choćby o to, które aktorki nam się podobają - przy okazji wspólnie przejrzeliśmy ranking 80 Kobiet na Kobiety Kobietom), i odpowiadał, wykazując się cudowną szczerością, otwartością, poczuciem humoru (gdy po iluś tam godzinach reszta grupy zadzwoniła z miasta z zapytaniem, czy jednak by do nich nie dołączył, z miejsca skorzystał z naszej podpowiedzi i stwierdził, że chyba oszaleli - w końcu on właśnie został sam na sam z dwiema lesbijkami!). Od słowa do słowa wyszło nam, że właściwie mogłybyśmy go adoptować, na co stwierdził, że on bardzo chętnie - przeniósłby się do Warszawy, znalazłby pracę, chodziłby na spacer z psem, robił zakupy, obierał ziemniaki, no po prostu syn idealny. Nie przeciągając historii - został z nami do poniedziałku, pewnie by został i dłużej, ale musiał odebrać z pociągu swoją dziewczynę, z którą do wspomnianego Nowego Jorku za chwilę leci. Obiecał, że napisze :)

Po co przytaczam tę historię? Bo jest cholernie pozytywna. Bo pokazuje, że jest iluś tam fajnych, otwartych ludzi, którzy wprawdzie nigdy żadnej lesbijki czy geja nie mieli okazji bliżej poznać, ale gdy już poznają - to są ich zwyczajnie ciekawi. I nic więcej, żadnych uprzedzeń, stereotypów, chyba że potraktowanych na wesoło.

Mniej pozytywnie dziś u Abiekta, rzecz niestety znów o Fundacji Równości, a konkretnie o tym, dlaczego nam (Stowarzyszeniu Otwarte Forum i Abiekt.pl) z nimi nie wyszło. Plus zastrzeżenie, żeby się mimo wszystko do działalności nie zniechęcać - pod którym to zastrzeżeniem podpisuję się obiema rękami. Mimo iż teoretycznie poza dużymi organizacjami działać jest trudniej, przykład Abiekta czy, z dawnych czasów, Zbyszka Sypniewskiego (który w 2003 roku sam zorganizował na Uniwersytecie Gdańskim przegląd filmowy, panel dyskusyjny i cykl wykładów "Homofobia. Spojrzenie z bliska", a rok później wspólnie z Błażejem Warkockim przygotował słynną już książkę "Homofobia po polsku"), pokazuje, że również indywidualnie działać można, i to i efektywnie, i efektownie. Tak że jeżeli ktoś i chce, i potrafi, potencjalny brak zaufania do organizacji nie powinien być żadną przeszkodą. Żeby nie było - uważam, że w dużych organizacjach działa mnóstwo wartościowych ludzi i powstaje bardzo dużo dobrych projektów. Nie zawsze tak prestiżowych i medialnych jak EuroPride, ale na pewno nie mniej (a śmiem twierdzić, że bardziej) ważnych.

Recenzja "Kobiety kochają kobiety" w końcu na Homikach, sama książeczka leci już z synkiem do Nowego Jorku (swoją drogą, ciekawe, co o tym wszystkim powie jego dziewczyna:)), tak że proszę mnie nie pytać, czy pietruszka wpływa na słodki czy słony smak skóry oraz co jeść, by zmienić swój zapach, bo nie zapamiętałam. Wystarczy, że na Homikach spytali o punkt U i strefę AFE, których to kryptonimów nieopacznie użyłam w recenzji. Skoro przy kryptonimach jesteśmy, niemal już sławne Lesbijskie Oddziały Terrorystyczne uruchomiły bloga, na którym będą informować o kolejnych akcjach i tłumaczyć się z już przeprowadzonych. Adresu obiecałam póki co nie podawać (choć przychodzi mi to z niejakim trudem), ale na dobry początek wrzucę logo.



Przy okazji - na Innej Stronie znalazłam kolejną interpretację akcji z samolotem i tamponami - otóż ponoć chodziło o to, że lesbijki też walczyły w Powstaniu Warszawskim. No pewnie, że tak!

Komentarze

  1. Jestem bardzo ciekawa adresu tego bloga... :) Jak nie podasz go dzisiaj to nie będę mogła w nocy spać ;)

    A historia z synkiem bardzo pozytywna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Chyba już go znasz, prawda? A jak nie to Google jeszcze bloga nie wyłapał, ale wątek o nim na forum KK już tak.

    OdpowiedzUsuń
  3. Forum KK nie śledzę tak często :) Właściwie w ogóle :) Ale dzięki za podpowiedź :) Choć miałam nadzieję, że blog ten wyjaśni co nieco, a tu nic ponadto co już wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyjaśni, wyjaśni - jak go LOT trochę rozkręci. Ale ja oczywiście nic o tym nie wiem. I żeby nie tworzyć legendy - nie mam z nim nic wspólnego :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…