Przejdź do głównej zawartości

The Church

Dawno nie było o muzyce, więc dzisiaj będzie. Przy okazji dziękuję tym czternastu osobom, które zaznaczyły, że właśnie o muzyce chcą czytać, a pozostałym przypominam, że mają jeszcze siedem dni, aby zmienić swój głos.

Parę dni temu, przeczytawszy wywiad z organizatorką pierwszego krakowskiego marszu ateistów, uznałam, że najwyraźniej jednak ateistką nie jestem i zaczęłam się rozglądać za kościołem, do którego mogłabym się przyłączyć. Dziś przedstawiam najpoważniejszego jak dotąd kandydata. To dawny kościół metodystów, dziś znany jako Babeville, Ani's Church lub po prostu The Church. Został zbudowany w 1876 w Buffalo (stan Nowy Jork), rodzinnym mieście Ani DiFranco. W 1995 roku miasto zadecydowało o jego rozbiórce. Fundacja Ani - Righteous Babe Foundation - założona, by wspierać polityczne i kulturalne inicjatywy w całych Stanach, rozpoczęła ruch społeczny na rzecz ocalenia budynku. W efekcie jej starań kościół został odrestaurowany i przekształcony w halę koncertową, galerię sztuki współczesnej oraz kino. Mieści się tam również wytwórnia Ani Righteous Babe Records.

Kościół został na nowo otwarty wiosną 2006 roku, a we wrześniu 2007 Ani zagrała w nim dwa inauguracyjne koncerty, upamiętnione na DVD "Live at Babeville" (mam, katuję, nie pożyczam, zapraszam do oglądania). Na zachętę wrzucam "Little Plastic Castle" - posłuchajcie słów, naprawdę warto.



A z zewnątrz Babeville wygląda tak:


fot. Lori Joyce, źródło: www.babevillebuffalo.com

A teraz coś dla wszystkich, którzy wolą czytać o jedynym słusznym kabarecie. Na naszych stronach na Facebooku, Myspace oraz na Youtubie hula już kilka starych / nowych skeczy, a konkretnie całe "Ze sztambucha Maryi Konopnickiej", "Spowiedź alpinistki" oraz "Prawdziwy romans". Jak ktoś jeszcze nie oglądał - zapraszam, jak ktoś chce sobie wziąć i wkleić do siebie - zachęcam, tylko niech nie zapomni napisać, skąd to ma.

"Prawdziwy romans" wklejam i tu - może jak to jeszcze ze sto razy obejrzę, przestanę się śmiać, gdy widzę to ze sceny i powinnam zachować kamienną powagę.

Komentarze

  1. Dzień dobry :D
    Fajnie, że wkleiłyście te nowe skecze, bo z chęcią je sobie obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Autorska wersja El Łorda zabawna, ale myślę sobie, że przydałby się na koniec jakiś silny element, jakaś pointa, coś mocnego, bo tego jednak zabrakło w tym skeczu. Kończy się trochę nijak.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się co do oceny zakończenia skeczu, z tym że moim zdaniem nie jest to kwestia braku pointy, ale podwójnej pointy. Ale mamy pomysł, jak to naprawić - sprawdzimy we Wrocławiu, czy zadziała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż, ja nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać czytając wywiad z panią organizatorką - nie dokonała apostazji, bo co by na to jej rodzina powiedziała! Właściwie powinnam tam iść jako kontrmarsz...

    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani jest jak Roy Cohn w wersji z "Aniołów w Ameryce" - on był heteroseksualistą, który sypiał z facetami, ona jest katoliczką, która nie wierzy w boga XD

    A ja apostazji dokonałam w wieku 16 lat, w obecności rodziców. Nie byli zachwyceni, ale stwierdzili, że to moje życie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O, to osobie niepełnoletniej było wolno?
    Ale myślę, że każda diecezja (czy jak to tam jest podzielone na jednostki organizacyjne) ma własne procedury, mimo pozorów jednolitych wytycznych, na przykład na południu kraju sprawę da się załatwić korespondencyjnie (tylko czy można wierzyć, że na pewno....?), na zachodzie trzeba się stawić z dwoma świadkami, którzy sami są apostatami (zwykli nieochrzczeni ateiści wykluczeni). Poza tym, nie zostanie się wykreślonym z ksiąg, tylko przy nazwisku pojawi się stosowna adnotacja, hm, dane osobowe to dzisiaj cenna rzecz...

    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja nie dokonałam aktu apostazji... Po prostu rozczula mnie proboszcz z mojej parafii, bo to bardzo dobry człowiek jest i nie chciałabym mu zadać takiego ciosu :) Czy to znaczy, że nadal jestem katoliczką?
    Ale na religię w liceum przestałam chodzić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie, to oznacza chyba tylko tyle, że nadal jesteś w statystykach.

    Przyznam, że nie wiem, jak się ma teraz sprawa z apostazją, ja swojej dokonałam jednak bardzo dawno temu. Może powinnam sprawdzić, czy aby na pewno? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Spowiedź alpinistki mi się bardzo podobała - znaczy jak się wie, że to "SPOWIEDŹ ALPINISTKI" to ta końcówka niepotrzebna :D

    El łord też niezły, najbardziej mi się podobał moment "spojrzały sobie w krocze". :P Chociaż faktycznie dziwnie z tą podwójną puentą :)

    Musicie chyba trochę popracować nad końcówkami :) Ale generalnie wielki plus :)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Spowiedzi..." już raczej nie będziemy grać - to ze starego programu, choć bardzo ją lubimy, wszak to nasz pierwszy skecz :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…