Przejdź do głównej zawartości

El, Bi, Omni etcetera

Już wiem, dlaczego nigdy nie zostanę osobą publiczną. Tak, zdaję sobie sprawę, że czytanie o sobie komentarzy na forach (piję do naszego występu w WP.tv) nie ma sensu, tak, rozumiem, że ludzie zazwyczaj komentują, kiedy są na "nie", że pozorna anonimowość sieci sprawia, iż pozwalają sobie na więcej, niż gdyby mieli się pod swoją opinią podpisać lub wyrazić ją w cztery oczy, ale... No nie mogę, wkurza mnie to. Choć z drugiej strony wolności internetu będę zawsze bronić jak niepodległości - czyli również wolności do anonimowego wyrażania głupich opinii. I weź tu się człowieku sam w sobie połap!

No dobrze, wyżaliwszy się (teraz, gdybym to mówiła, nastąpiłaby zmiana modulacji głosu i uśmiech telewizyjny numer 5), wracam do mojego zrównoważonego, z lekka dydaktyzującego ja. O kim to ja obiecałam, że będzie? A, o osobach biseksualnych. No to na początek historyjka z życia. A może i dwie. Otóż mamy taki skecz "Urodziny", zainspirowany numerem słynnej amerykańskiej grupy "Big Gay Sketch Show". Rzecz z grubsza polega na tym, ze lesbijska para chce zorganizować urodziny jednej z nich, jedna robi listę gości, a druga po kolei wykreśla z niej dziewczyny. Z jakich powodów to robi, niemal nie zdradzę (żeby nie psuć zabawy tym, które nie widziały), a konkretnie zdradzę tylko jeden - że powodem niezaproszenia jednej z dziewczyn będzie to, że inna spotkała ją na czacie dla bi (co jest oczywiście straszne). No i po naszym występie podchodzi do nas koleżanka i stwierdza: "ale pojechałyście po biszkoptach" (swoją drogą - czy słowo "biszkopt" jest obraźliwe w stosunku do osoby biseksualnej? Serio pytam, bo wtedy usłyszałam je po raz pierwszy).

Oczywiście "po biszkoptach" nie pojechałyśmy, pojechałyśmy za to po uprzedzeniach wśród lesbijek w stosunku do osób biseksualnych. Ale sam komentarz koleżanki jest symptomatyczny - bo o ile nie zdarzyło nam się jeszcze usłyszeć "ale pojechałyście po lesbijkach" (a robimy to cały czas), o tyle mała wzmianka w skeczu o osobach biseksualnych spowodowała taką reakcję. Dlaczego? Może dlatego, że, o ile o niewidoczności lesbijek przynajmniej się mówi, o tyle o niewidoczności osób biseksualnych nawet się nie wspomina (podwójna niewidzialność?). Jak również dlatego, że obrywa się im z obu stron - i od osób heteroseksualnych, i od lesbijek i gejów ("lesby są straszne" - powiedziała mi niedawno przyjaciółka, której związku z mężczyzną, choć zawsze podkreślała, że jest biseksualna, jakoś jej znajome nie mogą zaakceptować - bo oczywiście może sobie być biseksualna tylko dopóty, dopóki jest z kobietą).

A przecież skrót LGBTQIetcetera zawiera więcej niż dwie literki. Do tych sześciu, które zazwyczaj wymieniam, można dodać jeszcze przynajmniej dwie - A dla osób aseksualnych i O lub P dla osób omniseksualnych lub panseksualnych. Z tymi ostatnimi wiąże się zresztą kolejna historia - tym razem o mojej ignorancji. W pierwszej wersji mojego tekstu do "Repliki" "Głośne i jawne" (tak, to o śpiewających kobietach - swoją drogą dlaczego tak mało osób zaznacza w ankietce, że chce czytać o muzyce?:)) Sophie B. Hawkins była omniseksualna (bo tak też się określa). Na co dostałam uwagę od mojego wówczas wicenaczelnego, że skoro ona nie jest ani lesbijką, ani osobą biseksualną, to w ogóle dlaczego o niej piszę i że absolutnie jej piękne zdjęcie nie może otwierać artykułu.

O to zdjęcie:

fot. Gigi Gaston

No więc tłumaczę (zamiast sprawdzić znaczenie słowa "omniseksualność"!), że Sophie spotyka się zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami. Na to on, że w takim razie jest po prostu biseksualna. I poszła do druku ta biseksualna - tak, wiem - wstyd! W wersji internetowej jest już jak trzeba. Tak że ku przestrodze wklejam definicję: "omniseksualność / panseksualność jest orientacją seksualną charakteryzującą się potencjalnym estetycznym pociągiem, romantyczną miłością i / lub seksualnym pożądaniem wobec każdego, wliczając w to ludzi, którzy nie mieszczą się w rodzajowym podziale mężczyzna / kobieta zasugerowanym przez pociąg biseksualny". Wydumane? Bynajmniej - przeczytajcie w najnowszej "Replice" historię Ani i Grety. A na okładce piękny Tyndyk, który zamordował "Anioły w Ameryce"...

Komentarze

  1. i jeszcze I można dodać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest I tylko zawsze wygląda jak kreseczka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety to jest problem wolnosci slowa - wsrod madrych i cos wnoszacych opinii, moga sie pojawic idiotyczne opinie i wara komukolwiek tego zabraniac.
    Podobniez jest -moim zdaniem- z wolnoscia do wyznawianej wiary. Jedni wierza w Allaha, inni w Boga, inni w Makaronowego Zielonego Potwora. Kazdy ma prawo wierzyc w co chce i (sic!) glosic, iz jego wiara jest jedyna i sluszna a tamta inna jest be i fuj i do dupy, a nawet sobie z tego zarty robic, traktowac poblazliwie czy wrecz nieznosic. Dopoty nie dojdzie do czynow zakazanych prawem. Oczywiscie wolnosci wyznania w PL nie ma, gdyz mowienie 'inaczej' (nie koniecznie zle) o jedynej i slusznej religii jest traktowane jako atak na 'uczucia religijne', a paradowanie z polnagimi mezczyznami po ulicach i obrazami nastolatek w ciazy, badz zaraz po porodzie jest w porzadku.
    Ja tam jestem za tym by w ogole zaprzestac uzywania skrotu LGBTQIPOetc, bo za chwile bedzie to dlugie jak koronka do Serca Jezusowego, a zwykle pisac osoby nieheteroseksualne (NHP - non heterosexual persons), bo chyba o to chodzi w tym skrotowcu. I tak mamy trzy literki zamiast stuosiemdziesieciu siedmiu i pol okreslajacych wszelkie innye orientacje, pociagi, kolejki, uklady i sklady.
    A o biszkoptach nie slyszalem. Chyba nie czulbym sie urazony, gdyz mam zbyt duzy dystans do swojej orijetacyji. (Zwij mnie pedalem, lachociagem, ciocia, sodomita, a ja wiem jedno jestem szczesliwa osoba, ktora kocha tak samo.)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak lekko N przekrzywić i wyjdzie nam ZHP :)
    (teraz należy oczekiwać stada harcerzy, którzy wpadną tu przypadkiem szukać swojej lilijki)

    OdpowiedzUsuń
  5. Baluk - jako eks-harcerka mogę tylko powiedzieć, że nie zdziwiłabym się, gdyby moje koleżanki po fachu wpadały tu nie tylko w poszukiwaniu lilijki :)

    Dr. E. - żeby z tymi skrótowcami było tak łatwo, to może bym i NHP łyknęła, ale... I tu będzie moja litania:

    1. Literki są potrzebne, bo, jak się czegoś nie nazwie, to to nie istnieje. Osoby nieheteroseksualne to w świadomości większości społeczeństwa jedynie dwie, trzy pierwsze literki, a reszta umyka. Jeżeli chcemy dbać o widoczność (albo chociaż świadomość istnienia) pozostałych, to musimy te literki wymieniać. Zresztą ja to nawet lubię, bo w ten sposób pokazujemy różnorodność, piękne spektrum płci, tożsamości, seksualności itd.

    2. Czy osoba heteroseksualna, która jest w związku z osobą transseksualną przeciwnej płci przestaje być heteroseksualna? W jej odczuciu zazwyczaj nie - bo przecież jest z kobietą / mężczyzną. A jednak przekracza barierę heteroseksualności, wiążąc się z osobą, która znowuż przekroczyła wyznaczoną przez kulturę barierę płci. Także mówiąc osoby nieheteroseksualne, wykluczamy osoby, które w pewnym sensie nadal heteroseksualne są, a w pewnym już nie - są bardziej omni.

    Dlatego jak już bym miała wybrać jedno określenie, to pewnie bym się zdecydowała na queer - jako szersze niż NHP :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ewo: jako eksharcerka potwierdzam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, nie przejmuj sie. Komenatrze na WP zwlaszcza maja bias prawacki do neonazistow nieomal. Poza tym, komu sie chce zostawiac anonimowo komentarze na necie? Na stronie, ktorej nawet znajomi nie uczeszczaja ani nic? Tylko totalne porazki genetyczne, ktore zyja w iluzorycznym przekonaniu, ze ktos ma ochote ich sluchac, LOL.
    (Jak ja)

    Hm, w sumie, z biseksualistami to jest moze troche podwojny problem, nie uwazasz? Z jednej strony sa niewidzialni, i w razie czego moga sie asekurowac ta niewidzialnoscia, i to jest chyba cos, co LG-czesc LBGTetc ma im za zle. Z drugiej strony, "biseksualizm" czesto wynika ze zinternalizowanej homofobii troche. Jak, ile osob nie znalo osobiscie albo nie slyszalo o parze LG, gdzie jedna z partnerow/ek caly czas mowil/a "omg, ty jestes totalnie wieksza ciota ode mnie, a ja jestem bi, lololol".
    Nie chce przez to powiedziewc, ze takie uprzedzenia sa fajne albo zrozumiale, tylko ze to czesc wiekszego problemu spolecznego, gdzie wielu ludziom trudno sie pogodzic z tym, ze sa LG i wyjscie B wydaje im sie jakos bardziej akceptowalne, bo zawsze moga wrocic do "normalnosci". Dan Savage czesto tez pisze o takich "biseksualistach"; na poczatku bylam troche zdegustowana no bo, wah, biseksualisci to tez ludzie i w ogole, ale w sumie, on ma troche racji (co nie oznacza, ze nalezy wszystkicj ludzi bi labelowac jako asekurantow i odstepcow. To znaczy natomiast, ze prawdziwym problemem jest na koncu heteronormatywnosci i (zinternalizowana) homofobia).

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja się w sumie aż tak strasznie nie przejmuję, ale w każdym jest coś takiego, że chce się innym podobać, więc nawet jak wiem, że nie ma co się przejmować tym, co ludzie piszą na forach, to jakaś tam drzazga zostaje.

    Osoby biseksualne - na pewno się zgadzam się co do heteronormatywności i autohomofobii. Co do udawanej biseksualności - wydaje mi się, że mimo wszystko wynika to głównie z samej nieznajomości tematu, tego, że niby uznaje się biseksualizm za orientację seksualną, ale nie traktuje się go do końca poważnie. Stąd może niektórzy geje i lesbijki "uciekają" w biseksualność, bo może im się to wydawać mniej stygmatyzujące, choć w rzeczywistości jest tak samo jak nie bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Believe that life is worth living, and your belief will help create the fact.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…