Przejdź do głównej zawartości

Brzydcy w sieci i różowy Redwatch

Ostatnio w sieci znalazłam dwie warte skomentowania (o odwiedzeniu niech każdy zadecyduje sam) strony. Najpierw coś śmiesznego, czyli serwis randkowy Tylko Piękni - randki bez rozczarowań. W zakładce "O nas" możemy przeczytać m.in.:

TylkoPiekni.pl to portal randkowy stworzony z myślą o atrakcyjnych ludziach, którzy poszukują kontaktu z innymi atrakcyjnymi osobami w sieci. Selekcja przeprowadzana przez panel osób pracujących w świecie mody jest gwarancją wysokiego standardu, jeśli chodzi o wygląd naszych użytkowników. 

Czy mnie to oburza? Sformułowanie "wysoki standard wyglądu użytkowników" trochę tak, sam pomysł - niekoniecznie. W końcu każdy może sobie stworzyć i prowadzić taki serwis, jaki chce. Każdy też może zadecydować, czy ma ochotę wejść do kolejnego klubu z selekcją, czy też wybierze bardziej otwarte miejsce. Rozbawił mnie za to tekst o serwisie na Technonews.pl:

Z drugiej strony, istnieją też portale randkowe dla psów, dla katolików czy dla ogrodników. Tym samym TylkoPiekni.pl znalazł się w doborowym towarzystwie: tylkomilosc.pl, tylkomrok.pl, tylkogps.pl, tylkosex.pl, czy tylko-jezus.pl.

Z drugim serwisem sprawa jest poważniejsza. Grupa Studencka KPH uruchomiła właśnie stronę Pinkwatch.pl. Pinkwatch ma być zbiorem cytatów z wypowiedzi medialnych (zarówno tych negatywnych, jak i neutralnych oraz pozytywnych) na temat osób LGBTQetcetera. Sam pomysł w porządku (choć wykonanie do dopracowania), taka stronka na pewno może się przydać dziennikarzom czy osobom monitorującym tego typu wypowiedzi w mediach. Koszmarna jest za to nazwa serwisu, nawiązująca do niesławnego Redwatcha. W końcu Redwatch to jedna z najohydniejszych internetowych inicjatyw wszech czasów. Jakby ktoś jakimś cudem nie wiedział, co to za paskudztwo, to jest to strona zbierająca dane osobowe "wrogów rasy" - osób nieheteroseksualnych, Żydów, feministek, lewicowców, liberałów, osób o innym kolorze skóry niż biała itd. Nawiązanie nazwą strony tworzonej właśnie przez jedną z tych grup do takiej "inicjatywy" to niemal jak krzyczenie podczas marszu równości "naziole do gazu". No chyba że to nowa metoda walki z mową nienawiści - za pomocą mowy nienawiści. Nie wiem, może się czepiam, może to jakaś nowa polityka tożsamościowa, ale nie podoba mi się i już.

Jako że od jutra oficjalnie jestem na urlopie, zamierzam - oprócz przygotowań do występu we Wrocławiu - nadrobić zaległości korespondencyjne (bo ja o Was wszystkich pamiętam i myślę, tylko czasu coś brak) i trochę się poukulturalniać. W tym celu zakupiłam nową powieść Sary Waters "Ktoś we mnie", na powtórkę czeka też "Fun Home" Alison Bechdel, który dotąd miałam tylko w wersji PDF (przy okazji - wielkie podziękowania dla Abiektowej za ocalenie dla mnie jednego z ostatnich dostępnych egzemplarzy). Więcej raczej nie zdążę, bo wypadałoby też w końcu popełnić przynajmniej jeden z kiedyś tam komuś obiecanych tekstów.

Zazwyczaj jest u mnie muzyka obca, dziś niespodzianka z naszego podwórka. Panie i Panowie - przed Wami jedyny i najlepszy polski kabaret lesbijski Barbie Girls z ich słynną piosenką "Brzoskwinka - mój raj":



Przy okazji - serdeczne pozdrowienia dla Ani - autorki słów - i Kasi - autorki muzyki.

Komentarze

  1. Rzeczywiście nazwa niefortunna, ciekawe czy jest to świadome nawiązanie do Redwatch, czy tylko przypadkowe - choć ta druga opcja mało prawdopodobna.

    Aaaa.. a w ogóle to jestem wniebowzięta informacją, że The Little Stranger jest już po polsku :D No proszę, a niby powinnam o tym wiedzieć pierwsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie martw się, ja się nieczęsto urlopuję, więc z następną premierą mnie na pewno ubiegniesz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przecież monitorowaniem wypowiedzi o osobach i środowisku lgbt+ się właśnie KPH zajmuje!
    Nie rozumiem, na czym by mógł polegać "tożsamościowy" aspekt tej nazwy strony. Raczej odczarowanie, może ironia, może zakwestionowanie zawłaszczenia przez tych, no, z czerwienią w nazwie. Ha! postanowiłam sprawdzić, skąd im się w ogóle ten kolor wziął (może to powszechnie wiadome, btw? no to jestem do tyłu), wyszukałam stronę, ale się autentycznie wystraszyłam, i ją zamknęłam. Zatem bazując na przypuszczeniu (że różowe skojarzenie w odniesieniu do tematyki lgbt+ na pewno jest trafniejsze, aniżeli czerwone dla ksenofobów, homofobów, antysemitów, etc.) i będąc przeciw monopolom kradnącym słowa (Baywatch! Night Watch!), nie krytykowałabym za bardzo tego pomysłu na nazwę. Ja tez nie sądzę, by nawiązanie mogło być przypadkowe. Nie powiedziałabym, że to 'nowa metoda walki z mową nienawiści - za pomocą mowy nienawiści', raczej subwersja. Jakoś używamy po polsku angielskich słów niegdyś nie bez trudu wyciągniętych z rynsztoka (gay, queer... ciekawam, kiedy wyemancypuje się faggot), natomiast we własnym ogródku między Wisłą a Odrą (i jeszcze trochę na boki) godzimy się na "Lubiewo" i Ciocię Juanittę... godzimy? podziwiamy, i oby więcej takiego języka! ale nie w mainstreamie. Może da się wymyślić lepsze kroki... rozumiem zastrzeżenia, oczywiście. Ach, proszę też wybaczyć formę pluralis maiestatis...

    OdpowiedzUsuń
  4. WhipEyE here - the video is just gorgeous... made me lol :) (Although my translation of the song is kinda' different to yours but with the same intent!)
    Btw, let me know what u think of the new Sarah Water's book when you've finished reading it, hhhmmmm. Happy holidays!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja powiem tak: mnie się nazwa "pinkwatch" nie podoba, bo nie lubię różowego koloru. Serio. :]

    Z odniesieniem do RedWatch to bym nie przesadzała. Przecież nie będą tam danych osobowych homofobów zamieszczać i nawoływać do "czyszczenia" społeczeństwa.

    A może po prostu do Human Rights Watch chcieli nawiązać i im się kolor nie udał?
    Jakiś "queerwatch" czy "rainbawwatch" byłby chyba lepszy.

    Poza tym nad stroną powinni popracować, ale sama idea bardzo dobra. Jeśli będą rzetelnie prowadzić serwis, to na pewno się kiedyś komuś do pracy magisterskiej przyda ;)

    Ciekawi mnie czy będą zbierać "archiwalne" wypowiedzi. Sporo jest takiego materiału, więc warto by było go usystematyzować.

    Odwiedziłam też TylkoPięknych :)
    Jako że nie mam zwyczaju skupiać się specjalnie na "ocenianiu" ludzi, zwłaszcza po wyglądzie, nie będę się wypowiadać co do "piękności" ze zdjęć profilowych. Zastanowiła mnie tylko jedna rzecz. Jest możliwość wyszukiwania kobiet przez kobiety. I nawet wyskoczyło 3 strony wyników.

    Czy takie serwisy nie są przeważnie kierowane do heteroseksualistów?
    Czy można to określić jako jakiś "postęp" (choć nie kolosalny, bo spokojnie można wrzucić jeszcze kategorię "inna" do tej wyszukiwarki), czy jestem zwyczajnie nie na czasie jeśli chodzi o takie serwisy?

    Chociaż może mają problem z filtrem wyszukiwania. W końcu nie widziałam jak wygląda formularz i trudno powiedzieć czy w ogóle pytają o orientację.

    Piosenka niezła. Tylko Panie jakieś spięte się wydają (no poza główną wokalistką), trema dokuczała? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ad Pinkwatch - na początku też pomyślałam o subwersji, tylko że tu nie mamy do czynienia z przejmowaniem obraźliwych słów używanych w stosunku do nas, tylko z nawiązaniem do idei "wrogów rasy" - zobaczcie, my też mamy swojego Redwatcha. A przecież idea Pinkwatch jest zupełnie inna (no chyba że to nawiązanie to słów Biedronia o "zwalczaniu homofobów"), więc dla mnie nie ma sensu łączyć jej z tak negatywnym skojarzeniem.

    Ad TylkoPiekni - no popatrz, ja też od razu sprawdziłam opcję wyszukiwania kobiet przez kobiety :) A potem zrobiłam to samo jako "mężczyzna" i dostałam te same wyniki - więc w sumie nie wiem, jak to jest z postępowością serwisu.

    Ad piosenka - spięte? Chyba nie, bo to koniec występu, więc jesteśmy na fali. Raczej staramy się nie pozabijać na cokolwiek małej scenie. Plus ja próbuję się nie rozkaszleć :)

    Ad translation - we tried to make it sound better in English, so you are right, it's not literal.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nazwa nazwą, treść istotniejsza: zobaczymy jak się będą rozwijać.

    Mnie na TylkoPięknych wyniki identyczne nie wyszły przy opcji z mężczyzną szukającym kobiet. Było jednak więcej "trafień".

    Ale pewnie mają problem z wyszukiwarką albo formularzami. W końcu wątpię, żeby tam jakieś "zagłębie" biseksualistek i biseksualistów (w końcu opcja M szuka M też działa) się znalazło.

    Co do występu: a tak się zastawiałam czemu w ogóle Cię nie słychać...

    No i scena faktycznie niewielka - trzeba większych szukać, bo skrzydeł rozwinąć nie możecie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. TylkoPiekni - aż sprawdziłam jeszcze raz. I rzeczywiście jakaś nadreprezentacja biseksualistek mi wyszła, ale to pewnie kwestia niezaznaczenia odpowiedniej rubryki :)

    Pinkwatch - ha, no właśnie dla mnie problem polega na tym, że nie tylko zawartość, ale i nazwa JEST ważna. Bo to pierwsza rzecz, którą widzisz i na podstawie której wyrabiasz sobie cząstkową opinię o tym, co widzisz. Gdyby to był Queerwatch czy Rainbowwatch, to byłoby ok, znikłoby połączenie kolor+watch. A tak, pomijając negatywny wydźwięk, nazwa jest też nieadekwatna do zawartości, która bynajmniej radykalna nie jest. Żeby nie było - ja generalnie JESTEM za radykalnymi działaniami, podoba mi się idea outingu (ale niestety nie stać mnie na procesy) czy pomysł (ale już nie wykonanie, którego praktycznie brak) Lesbijskich Oddziałów Terrorystycznych. Ale uważam też, że każde działanie powinno być adekwatne do sytuacji - dlatego dla odmiany nie spodobało mi się wystąpienie Anki Zet na Kongresie Kobiet, któremu gorąco bym przyklasnęła, gdyby miało miejsce np. na oficjalnych odchodach 20-lecia "wolności".

    Zauważ, że ludzie mają tendencję do postrzegania działań osób LGBTQ jako analogicznych do działań skrajnej prawicy - i to, i to ma być dziełem radykałów, oszołomów, pieniaczy. Krzycząc na Paradzie w stronę MW czy innego NOP-u "faszyści", doskonale się w takie postrzeganie wpisujemy. Podobnie jak używając ich idei. Ot, faszyści mają swojego Redwatcha, a pedały z KPH swojego. Bynajmniej nie twierdzę, że mamy być grzeczni, mili i układni, niczym pary z plakatów "Niech nas zobaczą". Ale po co się podkładać, używając obcej nam retoryki? Po co w ogóle jej używać?

    Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że ta nazwa mi się nie podoba. Otóż cztery lata temu poniekąd przyczyniłyśmy się z Bożeną Umińską i moją Gosią do tego, że ponad 500 nazwisk właśnie na Redwatchu się znalazło. Piszę o proteście w sprawie spacyfikowania przez policję poznańskiego Marszu Równości, który to protest popełniłyśmy, zbierałyśmy pod nim podpisy i go nagłośniłyśmy. I który trafił i na Redwatcha. W efekcie parę lat później te kilkaset osób, w tym wielu naszych przyjaciół, musiało w sprawie swojej obecności na Redwatchu zeznawać na policji (bo prokuratura w ramach walki ze stroną zleciła przesłuchanie wszystkich potencjalnych pokrzywdzonych). Oczywiście specjalnych pretensji nikt do nas nie miał, ale chyba nic dziwnego, że akurat w tym przypadku jestem ciut (?) przewrażliwiona :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje mi się, że masz bardzo duże oczekiwania jeśli chodzi o tę stronę.

    Na pewno pewien radykalizm działań jest uzasadniony. Ale nie uważam, żeby użycie połączenia kolor+watch musiało go implikować dlatego, że akurat Redwatch jest skrajnie radykalny.
    Trudno o radykalizm, jeśli mówimy o bazie danych, a nie wydaje mi się, żeby twórcom Pink Watch chodziło o coś więcej.

    Nie twierdzę, że nazwa nie ma znaczenia, ale wydaje mi się, że w świadomości "przeciętnego Polaka/Polki" Redwatch nie budzi oczywistych skojarzeń. Tym samym Pink Watch nie będzie automatycznie "pedalskim Redwatchem". Nie jest tak popularny, jakby tego chcieli jego twórcy. Obawiam się tylko, że nie zabraknie jednak ludzi z prawa, czy dziennikarzy, którzy będą je łączyć.

    Problem z nazwą dotyczy przede wszystkim osób, które Redwatch bierze na cel. Faux pas to mało powiedziane.

    Nie wydaje mi się jednak, żeby użycie takiego połączenia równało się używaniu retoryki drugiej strony.

    W końcu ktoś może uzasadniać, że taka nazwa jest w pewien sposób próbą "odzyskania" przestrzeni językowej, którą tamta strona próbuje zagarnąć dla siebie. Zrobienie z Redwatcha jednego z wielu. Rozmycia jego jednoznaczności w wielu "kolorowych watchach".

    Ale znów mnie się różowy jednoznacznie ze środowiskiem LGBT nie kojarzy i przez to może odczytuję go bardziej jako nawiązanie do Redwatcha...

    Ojoj, burzliwą dyskusję twórcy Pink Watch wywołali. Niech lepiej zmienią tę nazwę i będzie spokój :]

    OdpowiedzUsuń
  10. E tam burzliwą dyskusję :) Tak sobie w kameralnym gronie wymieniamy poglądy na niszowym blogu. A przy okazji mogę się przekonać, czy moje obawy są uzasadnione, czy jednak równie niszowe jak ten blog.

    Co do radykalizmu, chyba źle się chyba wyraziłam - nie mam dużych oczekiwań co do Pinkwatcha, po prostu przyszło mi do głowy, że, pomijając wszelkie inne okoliczności, radykalizm (realny czy przeze mnie wydumany) nazwy średnio przystaje do nieradykalnych treści. A treści niech sobie będą, jakie są - pod warunkiem, że twórcy w dodawaniu będą bardziej liczyć na siebie, niż na użytkowników, bo inaczej niewiele z całego Watcha wyjdzie :)

    Co do subwersywności nazwy - ha, może w końcu wszelkie kolorowe Watche przestaną mi się z jednym ponrym Watchem kojarzyć (jak ktoś w końcu po latach doprowadzi do jego definitywnego unicestwienia), ale raczej nie za sprawą Pinkwatcha.

    A ten różowy... No, jedyne skojarzenie, jakie mam, znowu jest radykalne - pedalskie bojówki Różowe Pantery :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie nazwa "pinkwatch" się nie podoba. Dlaczego?

    Szedłem sobie niedawno przez swój wspaniały Kraków. Patrzę z daleka na słup jakiegoś przedsiębiorstwa plakatującego miasto, a tam na plakacie... wielkie czarne litery na żółtym tle. Po chwili do mnie doszło, że to ogłoszenie o wystawie minerałów, ale skojarzenie było straszne

    (jak ktoś nie wie o czym mówię - uwaga treści oszczercze, wulgarne i obraźliwe:
    http://www.ko2.pl/wp-content/uploads/2009/05/geje-krakow-768x1024.jpg


    tak wiec teraz wyobrazam sobie, co musi czuc ktos umieszczony na redwatch, jesli przeczyta nazwe pinkwatch

    to mi wystarczy, zeby nazwe skrytykowac

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie akurat nie tyle boli moje nazwisko na Redwatchu (bardziej nazwiska osób, które się "przez" nasz protest tam znalazły), co fakt, że nadal nie udało się doprowadzić do jego zamknięcia. Plus postawa prokuratury, która ewidentnie to utrudnia.

    Przywołany przez Ciebie plakat - oj, pamiętam. Organizację za nim stojącą niestety też. I nie dziwię się, że Cię zmroziło na widok podobnej reklamy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety, komunikat czarno-żółty krzyczy "Uwaga!" (wszelakie 'keep out' i 'under construction'). Arku, ja też Kraków, i to niemal Skałka, ale akurat patrząc na ten plakat, miałam mściwe poczucie, że aktywiści coś sknocili. Jasne, "najsłynniejsze miejsca", Franciszkańska 3 na środku. Co widoczne jako pierwsze? Franciszkańska 3. W drugiej kolejności, ludzie na Franciszkańskiej 3. "Och, tam się ciągle coś dzieje". Nie chcę freudyzować, bo to nie moja para kaloszy, ale jeśli iść tym tropem, mogły to być... jeśli dla kogoś to bluźnierstwo, niech potraktuje to jako spekulację... no dobra, w skrócie, watykańskie dewiacje. Jeden komunikat, zestawienie rozpoznawalnego krajobrazu z krzyczącymi słowami. Mnie przypomina się od razu umieszczony zaraz obok zespół rzeźb nazwanych Aniołami...

    Niestety, "pinkwatch" jest dźwiękowo zgrabniejsze, niż "rainbowwatch" ("rainboWWWatch"? XD)... ale nie będę wymieniała moich pomysłów...

    Ewo, niekoniecznie masz rację. To chyba dobrze, że gromadzimy się wokół Twego bloga, a tendencja jest - czyż nie? - rozwojowa! :)

    A, miałam wczoraj przykrości w pracy, więc potem kupiłam sobie (kupiłam? - ta księgarnia prowadzi niemal rozdawnictwo!) nową Waters. Dopiero zaczęłam. Jestem bardzo ciekawa, kiedy tu (i nie tylko tu) pojawi się jakaś dyskusja! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Paulo - a w czym niekoniecznie mam rację? Bo że generalnie niekoniecznie mam, to niestety wiem, ale akurat pojawiło się tyle wątków, że nie jestem pewna, o który chodzi.

    Ale fakt faktem, że pisząc pierwsze notki, nie sądziłam, że tak szybko pojawi się tu tak wiele osób. Że się w ogóle pojawi :)

    Ja też chcę księgarnię, która prowadzi rozdawnictwo!

    OdpowiedzUsuń
  15. Pardon! XD Nie masz racji, lekceważąc siebie samą! To miałam na myśli: "E tam burzliwą dyskusję :) Tak sobie w kameralnym gronie wymieniamy poglądy na niszowym blogu".

    Jeśli Waters ma na okładce cenę 38 zł, a kupowana również wtedy Highsmith 19, ja zaś za obie płacę 35 z groszami, i nie jest to pomyłka, to cóż innego? rozdawnictwo! Księgarnia na mojej ulicy, chyba nie ma witryny w sieci, ale działa na Allegro.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie no, ja się nie lekceważę, wręcz przeciwnie (co nieraz wyłazi i tutaj). Ale bardzo mi miło, że tak uważasz, naprawdę (aż się zaczerwieniłam).

    OdpowiedzUsuń
  17. A jak! Jesteś opiniotfu!rczą elitą! :p

    OdpowiedzUsuń
  18. Elytarny blog dla opiniotfu!rczej elyty :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Taka tam prowokacja. Byłam, widziałam - pięknych tam tyle samo co gdzie indziej.

    A nazwa pewnie ma prowokować i podnosić ludziom ego.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…