Przejdź do głównej zawartości

Cipy na łańcuchach

Co wrażliwsze osoby przepraszam za tytuł notki, ale nie mogłam się powstrzymać. Inspiracja znów na Lesplotach, a konkretnie idzie o artykuł Łechtaczka na łańcuszku - hit czy kit?. Nie, nie chodzi o bardziej, hm, wyrafinowane sposoby osiągania satysfakcji seksualnej, a o biżuterię w kształcie mniej lub bardziej naturalistycznie oddanych cip. No właśnie, cip, nie łechtaczek, a to drugie słowo pada i w tytule, i w tekście, i w komentarzach na serwisie i na Facebooku, gdzie zresztą jest całkiem zabawnie - panie zastanawiają się między innymi, po co nosić łechtaczkę na szyi, którą wybrać - mniejszą czy większą - oraz czy wielkość ma znaczenie; są też oczywiście reakcje na "fuj" i "obrzydliwe". Czy naprawdę "obrzydliwie", sprawdźcie w notce na Lesplotach albo na stronie sklepu, w którym można znaleźć te cudeńka, a która jest zresztą o tyle ciekawsza, że oprócz biżuterii oferuje jeszcze m.in. kubeczki, poduszki czy obrazy, a oprócz cip można na niej znaleźć również np. macice. Nim klikniecie, jeszcze uwaga - niektóre przedmioty mogą urazić uczucia religijne.

Mnie takie przedmioty akurat nieszczególnie kręcą (choć jeden z obrazów z serii urażających uczucia religijne jest niezły). Dlaczego zatem o nich piszę? Ano z powodu tego nieszczęsnego określenia "łechtaczki", które się przy okazji parokrotnie pojawiło, oraz z powodu reakcji na "fuj". Kiedyś popełniłyśmy z Gosią do "Repliki" tekst o lebijskim seksie. Jednym z jego wątków było to, że lesbijki, a właściwie kobiety w ogóle, nie mają i nie są uczone języka, którym mogą rozmawiać o swojej seksualności. Że używamy określeń w rodzaju "tam na dole", "te sprawy", ewentualnie medycznej "waginy". Że boimy się słowa cipa. Że bardzo wiele kobiet (i nie tylko kobiet) w ogóle uważa swoje cipy za obrzydliwe. Przywołany tekst na Lesplotach i dyskusja pod nim niestety to potwierdzają - bo niby dlaczego w tytule pojawiają się najwyraźniej lepiej brzmiące, ale kompletnie nieadekwatne "łechtaczki"? I czemu tym samym określeniem posługują się wszystkie (oprócz piszącej te słowa) dyskutantki? Podobny kłopot pojawił się też przy okazji ostatniej póki co akcji Lesbijskich Oddziałów Terrorystycznych, o której pisałam tutaj. Tam dla odmiany poszło o "obrzydliwość" zakrwawionych tamponów.

Co ciekawe, nikt jakoś nie krzyczy "fuj", gdy przebrane za wielkie cipy pojawiamy się na scenie w skeczu "Terapia grupowa":

fot. Gryna

Choć w komentarzach do programu z nami na WP.tv pojawiły się oczywiście głosy, że piosenka, którą śpiewamy, jest obrzydliwa:)

No dobrze. Niekoniecznie jestem z opcji grupowego siedzenia z lusterkami między nogami i opowiadania o tym, co się widzi, choć już na przykład pomysł warsztatów z akceptacji swojej seksualności, o których opowiadała mi kiedyś Alicja Długołęcka (jakby ktoś jakimś cudem nie wiedział - największa polska lesbolożka), a których zwieńczeniem było pokrywanie swoich cip farbkami do ciała, odciskanie ich na płótnie i potem taniec w spódnicach z tego płótna, bardzo mi się spodobał. Tak, wiem, takie feministyczne zabawy są bardzo oldskulowe, ale najwyraźniej lekcja samoakceptacji niektórym by się jednak przydała. Ciekawa jestem, swoją drogą, czy czytający tego bloga panowie również powiedzieliby "fuj" na widok dajmy na to penisów na łańcuszkach.

Na zakończenie wątku waginalnego komediowy duet folkowo-rockowy Fempyre w piosence "Me and my vagina":


A teraz być może zła wiadomość. Wasza uniżona na tym blogu się uzewnętrzniająca znika do niedzieli, jako że jutro wybiera się z jedynym i najlepszym polskim lesbijskim kabaretem do Wrocławia na festiwal Lesbijki, geje i przyjaciele. Trzymajcie kciuki za występ i za festiwal w ogóle, nie zapomnijcie w sobotę kupić "Obcasów" i do zobaczenia - z niektórymi mam nadzieję nawet wcześniej niż w niedzielę, bo we Wrocławiu.

Komentarze

  1. zewsząd i znikąd22.10.2009, 13:17

    Ja tam zupełnie serio uważam, że i moje, i cudze (i damskie, i męskie) narządy płciowe są dość obleśne. Ale w tym wypadku jestem konksekwentna i skoro mnie to zniesmacza, to ich nie używam...
    Powiem szczerze... (tak sobie czytam Wasz zalinkowany tekst na Kobiety Kobietom)... jestem całkowicie zadowolona ze swojego aseksualnego trybu życia, z dziewictwa jako Odmienności... ale jakoś PODZIWIAM ludzi, którzy mają odwagę uprawiać seks.

    OdpowiedzUsuń
  2. zewsząd i znikąd22.10.2009, 13:21

    A, i zapomniałam czegoś dodać. Otóż (skoro w jakimś stopniu jednak jestem purystką językową) denerwuje mnie inwazja angołacińskiej terminologii w nazwach miejsc intymnych. Zwłaszcza ta nieszczęsna "wagina"... nawet ładne słowo, ale mam wrażenie, że przez nie zapomina się polskie słowo "pochwa". W ogóle zawsze jestem zdania, że nadużywanie Modnych Słówek prowadzi do tego, że się zapomina ich odpowiedniki (ot choćby Modne Słówko "transparentne", które ma podziwu godną liczbę rodzimych odpowiedników).

    OdpowiedzUsuń
  3. No bo "pochwa" to kolejne "brzydkie" słowo (jak "cipa") i pewnie stąd kariera "waginy".

    Ja w ogóle uważam, że każdy powinien żyć według swoich upodobań, ale bawi mnie strach przed słowami. Ot, jest chociażby mnóstwo lesbijek, którym przez gardło nie przejdzie słowo "lesbijka" - bo ponoć brzydkie!

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja znowu wierszem:
    Pani Bogini stworzyla nas pieknymi istotami, nawet ... pod gaciami.
    Pizdki, chuje, wargi, moszny, wszyscy sie z nimi obnosmy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że w dobrym momencie pojechałam w góry. Przynajmniej mnie dużo nie minęło :)

    Wydaje mi się, że podejście "fuj/obrzydlistwo" jest co najmniej niezdrowe. Jak ktoś, kto uważa, że jej/jego część jest obrzydliwa, może zaakceptować swoje ciało?

    Mnie się ta biżuteria podoba. Nie żebym ją miała nosić (bo w ogóle nie noszę biżuterii), ale jest w pewien sposób "wyzwalająca". Trudno się łudzić, żeby na narządy płciowe będzie się patrzyło, jak na każde inne nawet za 50 lat, ale mężczyźni swoje penisy uważają co najmniej za ósmy cud świata, a kobiety swoich cip się wstydzą. Dlaczego? Bo przyjemność męska jest stawiana nad kobiecą (uznawaną za bezwartościową).
    Trzeba się "oswajać" ze swoją kobiecością i tyle. A breloczki mogą się do tego przyczynić.

    Co do nomenklatury. Mnie się np. wagina podoba bardzo. Każdy powinien używać takich określeń, które mu odpowiadają. Inna sprawa, że ze słowami też się trzeba oswoić. A najprostszym sposobem jest ich używanie. Czyli rozmowa jak najbardziej wskazana :)

    I niezła ta piosenka :) Szkoda, że nie ma ich więcej na YT.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, bo "wagina" generalnie ładna, ale nieadekwatna. Ale może w toku używania ciut się na zewnątrz przesunie i przestanie być.

    Co do określeń - właśnie znalazłam ciekawą dyskusję tutaj:
    http://segritta.blox.pl/2006/08/WAGINA.html

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…