Przejdź do głównej zawartości

Dziś zgodnie z tradycją - o nawiedzonych

Na dzień dobry coś śmiesznego. Każdemu portalowi internetowemu zdarzają się wpadki (a to literówka, a to ortograf na stronie głównej, a to link prowadzący w kosmos), ale to akurat wygląda na działanie świadome:



A o transseksualnych fiksacjach pewnego polskiego dziennikarza śmieszno-gorzko pisze Marcin tutaj.

"Ktoś we mnie" Sary Waters przeczytane i, szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia. Może to ze względu na spore niedostatki redakcyjne (dlatego osobom pod tym względem przeczulonym radzę poczekać na wydanie drugie poprawione), może dlatego, że o ile mroczna strona Waters mi odpowiada, o tyle jej realizacja w powieści o nawiedzonym domu już niekoniecznie. Ale broń bogini nie odradzam, bo oprócz elementów (być może?) paranormalnych jest w tej książce znakomity obraz różnic klasowych, jest nastrój i mnóstwo zabawy (wcale zresztą nie tak zabawnej) z gotyckimi konwencjami, jest w końcu to, co u Waters kochamy, czyli wciągająca fabuła i zakończenie, które wcale nie ułatwia zinterpretowania tego, co właśnie przeczytaliśmy. A jak ktoś się jeszcze waha co do decyzji o zakupie "Kogoś we mnie", to polecam recenzję na LGBT-ece.

Skoro już przy opowieściach o nawiedzonych domach jesteśmy, nie mogę nie wspomnieć o autorce chyba już trochę w Polsce zapomnianej, Amerykance Shirley Jackson. W Polsce wyszło drukiem bodaj pięć jej książek - zbiór opowiadań "Loteria" oraz powieści "Zawsze mieszkałyśmy w Zamku", "Nawiedzony", "Życie wśród dzikusów" i "Poskramianie demonów". Dwie ostatnie to zabawne opowieści o jej życiu jako profesorskiej żony i matki czwórki dzieci, pozostałe to mroczne opowieści o tym, co się kryje pod tak pięknymi frazami jak zwyczajność, konwencja czy tradycja i co spotyka jednostki, które się w przyjętych w ich otoczeniu ramach nie mieszczą. Najbardziej chyba lubię "Zawsze mieszkałyśmy w Zamku", za przewrotne zakończenie pokazujące, że fraza "idylliczne życie" niekoniecznie znaczy dla każdego to samo (a nawet bardzo nie to samo), ale to nie powód, by zmuszać innych do socjalizacji czy do "rozpoczęcia życia na nowo". W sumie w "Kimś we mnie" mamy podobną historię, tam też jest ktoś, kto "wie, jak jest i jak być powinno" - dr Faraday, którego ingerencja w świat mieszkańców dworu Hundreds, próba uporządkowania ich życia według obowiązujących norm i podporządkowane racjonalnemu myśleniu działania po prostu muszą się źle skończyć.

Nawiedzony dom znajdziemy u Jackson, jak się trudno domyślić, w "Nawiedzonym", koszmarnie zekranizowanym przez Jana De Bonta w 1998 roku i znakomicie przez Roberta Wise’a w 1963. Przy okazji, ponoć za ekranizację "Zawsze mieszkałyśmy w Zamku" właśnie zabrał się Michael Douglas - no, zobaczymy. Książkowy "Nawiedzony" to tyleż opowieść o Domu na Wzgórzu, do którego badacz pragnący odkryć jego tajemnicę sprowadza grupę ludzi obdarzonych paranormalnymi zdolnościami, ileż o jednej z tych osób, Eleanor Vance, zupełnie nieznającej zewnętrznego świata, dla której dotąd jedynym życiem była opieka nad niedawno zmarłą matką. Jak to w horrorach bywa, wejście Eleanor do Domu musi sprowokować tragiczne wydarzenia, jednak Jackson udaje się uciec przed banałem, nadmierną egzaltacją czy łatwym wyjaśnieniem tego, co się wydarzyło. Czy muszę pisać, jak bardzo polecam? A ci, co za horrorami nie przepadają, niech siegną przynajmniej po "Loterię" - wartą każdej ceny, za jaką wylicytujecie ją na Allegro. Choć trafia się i na Podaj.net - jak jakimś cudem nie wiecie, co to za zwierzę, to się koniecznie dowiedzcie, bo można bardzo tanio wzbogacić swoją biblioteczkę.

Ostatni news na dziś jakoś nigdzie mi dotąd nie pasował, ale nie będę go dłużej trzymać. Otóż w którymś śniadaniowym programie telewizyjnym (telewizji nie mam, tak że wybaczcie brak konkretów, ja tych programów po prostu nie rozróżniam) Renata Dancewicz stwierdziła, że po czterdziestce kobiety powinny się kierować raczej w stronę związków homoerotycznych. A że Renata właśnie czterdziestkę skończyła, to... Dopowiedzcie sobie sami, ale taki obrót spraw mógłby trochę wnieść do tematu poruszonego w poprzednim poście. Czego Renacie i sobie życzę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…