Przejdź do głównej zawartości

Kultura i palemka

Na początek już oficjalnie bardzo dziękuję za wszystkie miłe komentarze. I lansersko donoszę, że o wywiadzie z nami, oprócz Homików i Lesplot, napisali też: Yga (która rok temu jako druga z przedstawicielek i przedstawicieli "naszych" mediów - po Homikach - napisała o naszym istnieniu), Marcin (z niezastąpionych Homików) oraz Abiekt. A wiecie, kto był w ogóle pierwszy? Ela Turlej, niezależna dziennikarka, krótko po naszym mówionym debiucie w 2007 roku w Planie B. Próbowała potem swój tekst sprzedać kilku mniej i bardziej poważnym tygodnikom (nie skusił się żaden), w końcu opublikowała go na Kobietopolis.pl (jak chcecie przeczytać, wpiszcie "Barbie Girls" w ich wyszukiwarkę, bo bezpośredni link jakoś nie wyskakuje) i wykorzystała jego fragment w tekście "Lesbijki są dyskryminowane przez... gejów" opublikowanym w "Przeglądzie". Może to i w sumie dobrze, że wtedy się nie udało, bo w 2007 roku na takie wywiady było grubo za wcześnie (w sumie nie jestem przekonana, czy nadal nie jest), ale o Eli będę pamiętać zawsze, podobnie jak o Japonce, która robiła nam makijaże do pierwszego występu w 2005 roku i pożyczyła buty na kolejne i mimo iż rzeczone buty oddałyśmy po dwóch latach, nadal chce z nami rozmawiać. I jak o Oli i Ewie, Ani i Kasi (autorkach "Brzoskwinek" i dwóch L-wordowych skeczy), Gryzi, Kamili, Uschi i Michałowi (z Homików, a jakże) i wszystkich osobach, które nas od tych paru dobrych lat wspierają. Sentymentalna się robię, wiem, ale wiem też, że bez nich wszystkich po prostu nie dałybyśmy sobie rady.

A dziś miało być o kulturze. Jakiś czas temu pisałam tu i tu o mojej miłości do etykiet, tak że byłabym niekonsekwentna, gdybym nie stwierdziła, że "kultura LGBTQIetcetera" to po prostu kolejna szufladka. Póki co chyba potrzebna (dopóki "książki o lesbijkach" nie staną się po prostu "książkami o ludziach" - że przywołam po raz kolejny ten sam cytat z Błażeja Warkockiego), ale jednak tylko etykieta. Co nie zmienia faktu, że jakby jej, na potrzeby chwili bieżącej, nie definować - wąsko czy szeroko - w Polsce jest z tą kulturą krucho (no dobrze, z literaturą jest nieźle, ale literatura nie jest już niestety masowo spożywana) i szczerze mówiąc, nie wiem, z czego to wynika. To znaczy mam kilka pomysłów, z homofobią zinterioryzowaną na czele, ale mimo wszystko tej posuchy tak do końca nie rozumiem.

Przykład - jakiś czas temu poznałyśmy z Gosią fajną, utalentowaną piosenkarkę. Lesbijkę, a jakże. Specjalizującą się w poezji śpiewanej, tak że od razu pomyślałyśmy, że może chciałaby czasami z nami wystąpić (bo obie mamy takie trochę staromodne podejście do kabaretu i chętnie włączyłybyśmy do niego trochę elementów lirycznych). No i chyba już się domyślacie, jaką dostałyśmy odpowiedź. Nie, bo ona nie chce być identyfikowana ze "środowiskiem". Jej prawo i jej wybór rzecz jasna, ale z drugiej strony, bo zakładam, że bynajmniej nie jest w tej niechęci do bycia identyfikowaną odosobniona, również wielka szkoda. Nie, nie ze względu na BG. Ze względu na to "środowisko" właśnie, które jak dotąd nie dorobiło się swojej bardki. Ze względu na impakt, jaki mógłby mieć jeden otwarty piosenkarz gej czy jedna otwarta piosenkarka lesbijka. Nie wiem, jak wy, ale ja naprawdę wolałabym posłuchać na kolejnym festiwalu "naszych" piosenkarek, zamiast mainstreamowych Kayah czy Reni Jusis, które produkowały się swojego czasu na warszawskich Dniach Równości. Choć oczywiście nie wiadomo, czy gdybyśmy miały choć kilka swoich Meliss czy Ani, to miałyby szansę na takiej komercyjnej imprezie wystąpić.

Z drugiej strony jednak trochę niechęć tej dziewczyny do publicznego samookreślenia rozumiem. Bo co by się wydarzyło, gdyby, daj bogini, odniosła sukces? Ano prawdopodobnie musiałaby się tłumaczyć nie tyle ze swojego talentu, ile ze swojego lesbianizmu. A tak robi to, co lubi, i ma spokój. Nie każdy ma duszę misjonarki. Zastanawiam się, czy mamy w Polsce jakiegokolwiek celebrytę (że użyję tego nie wiedzieć czemu modnego ostatnio w komentarzach na moim blogu słowa), który nigdy nie ukrywał swojej orientacji (niehetoroseksualnej, dodam na wszelki wypadek) i przebił się na dobre do mainstreamowej świadomości. No tak, jest Witkowski, jest Dehnel (choć i on chyba zaliczył etap ciotki kryjki), ale oni jednak ambasadorami naszych spraw są średnimi. I bynajmniej nie chodzi mi o ideologizację tego, co się robi, ale też z drugiej strony jest tak, że niemal wszystko, co robią osoby nieheteroseksualne, jest uznawane za polityczne i jest oceniane przez pryzmat ich tożsamości. Oczywiście nie odmawiam miejsca w kulturze różnym Witkowskim czy Dehnelom, szkoda jednak, że ten nasz lesbijsko-gejowsko-biseksualno-już-nie-gejowski-itd. mainstream kulturalny jest tak mało różnorodny. No ale pewnie wynika to po części z jego malizny.

Tak że o ile, co padło w przywołanym w poprzednim wpisie tekście Neospazmina oraz w komentarzach pod tymże wpisem, kultura ma być tym pomostem między "światem homo" a "światem hetero" (tak, kolejne etykietki), to mam wrażenie, że długa droga przed nami. Choć z samym pomysłem pomostu w sumie się zgadzam - bo ja też wolę posłuchać piosenki, przeczytać książkę czy obejrzeć film niż słuchać kolejnej gadającej heteroseksualnej głowy, więc może działa to i w drugą stronę. I jeśli ten pomost ma nam pomóc w uzyskaniu należnych nam praw, a przy okazji przyczyni się do tego, że Polska stanie się bardziej różnorodna (kurczę, jak to pompatycznie brzmi), to dokładajmy te kolejne cegiełki, już trudno. Może i jakaś śpiewająca pani się w końcu dołoży? I za 150 lat ktoś na jej (ich) cześć zmontuje taki oto filmik (który mnie strasznie, przyznam, wzrusza):



Na koniec - zabawna rzecz. Bo niestety wyszło tak, że jakbym się od gwiazdorskości nie odżegnywała i ile razy bym nie napisała, że doskonale wiem, iż "Obcasy" zrobiły z nami wywiad wyłącznie dlatego, że jesteśmy lesbijskim kabaretem, a nie dlatego, że jesteśmy takie świetne (bo nie jesteśmy), jednak przyczepiono mi łatkę "gwiazduni". A zrobił to plotkarski serwis Przeploty, który postanowił pójść pod prąd i zamiast nasz kabarecik chwalić, stwierdził, że z tymi "Obcasami" to jednak przegięłyśmy i palemka nam odbiła. A konkretnie niżej podpisanej. Dlaczego? A bo zapowiedziałam we wpisie na moim blogu, że mimo iż moje ulubione Lesploty miło o Barbie Girls piszą, to nie mogę obiecać wzajemności, ale przynajmniej obiecuję nie krytykować niezasłużenie. Co jest rzecz jasna dowodem na to, jak niewiele trzeba (wywiad w WO i parę notek na portalach), by rościć sobie prawo do krytyki, co z kolei jest najwyraźniej domeną tych, którym sukces (?) rzucił się na umysł. Ha, wychodzi na to, że mi się już dawno rzucił, bo jak dziś pamiętam, jak po występie w przedszkolnym przedstawieniu uznałam, że mam prawo skrytykować strój, który moja mama zakupiła mi na przedszkolny bal mikołajkowy. No bywa. Mimo wszystko pozdrowienia dla autorki, choć jakoś mam wrażenie, że i bez jej ingerencji Lesploty świetnie bronią się same. Dobrymi tekstami, rzecz jasna.

Komentarze

  1. Panienka od poezji spiewanej przyjdzie do was o ile wasze istnenie nie bedzie kojarzone TYLKO z przekazem dla lesbianek.
    O ile z waszych 5 minut w mediach stworzycie przeswiadczenie u konsumentow/managerow ze nie jestescie TYLKO dla homo.
    Oki, stad sie wywodzicie,ale towar jaki macie do zaoferowania jest atrakcyjny nie tylko dla niszy.
    Ze da sie sprzedac szerszej klienteli.

    Gdybym byl waszym menadzerem to poszedlbym do Kayah czy kto tam jeszcze na dniach nierownosci gral i zapytal czy nie moglybyscie sprobowac gdzies jako jej/ich support?
    Poszedl do wydawnictwa jednego czy drugiego i zapytal o plyte,nawet w groszowym nakladzie.Nagrywana w klubie, z widownia.I to nie po to by dystrybucja byla spod lady czy w internecie,ale w empikach.

    I zadna miara nie wolno byloby tu wypierac sie siebie-tego co dotychczas sie stworzylo.

    Pisanie ze chudo z przekazem homo w kulturze masowej w mej opinii nie pasuje do rzeczywistosci. W szczegolnosci jesli chodzi o kino/teatr.
    To pierwsze wspolczesnie pierdyliard razy efektywniejsze nizli ksiazka,wliczajac w to biblie i Cwierciakiewiczowa.

    Teraz prosba: czy w ramach tego otwarcia zechcialaby pani powiesic ten text( moze byc i z mym komentarzem) na kontrowersjach?
    Na swoim wlasnym tam blogu? Barbie Girls. Noo chyba ze chce pani juz pracowac na wlasny rachunek :).
    Z linkiem do swego macierzystego bloga?

    pozdrawiam

    m@B
    neospasmin.blox.pl

    PS. od slowa "gwiazdka" wole "celebrytka". Uzywam go wobec Barbiów z premedytacja.By pokazac niedorzecznosc jednego i drugiego na etapie na jakim panie wciaz jestescie.Nonsorry.

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  2. jeszcze nie wypiłam wystarczająco dużo kawy, by wgryźć się w meandry Twojego wpisu, a pierwszego komentu to już w ogóle (jedno i drugie wydaje mi się niepotrzebnie zagmatwane), ale zaspanym głosem potężnym żądam poprawienia orta w moim imieniu!. no.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uschi - no już nie marudź, poprawione :) I proszę mnie nie czytać przed porannymi kawami!

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie to juz wogole prosze nie czytac.Beukocik nie sprzyja dobudzaniu.
    Dobrego dnia mme Uschi!

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ilustracje na wasza plytke czy plakaty:
    http://neospasmin.blox.pl/2009/10/Nationalporn.html

    Moze byc?

    Zastrzegam sobie jedynie prawo do odkrycia ze czeska lechtaczka... je modra.

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  6. no dobra, napiłam się kawy i choć nie do końca odgmatwałam Wasze wypowiedzi ;) to naszła mię była refleksja na temat tej bardki, co to nie chce być ze "środowiskiem" identyfikowana. problem tu widzę szerszy, bo wydaje mi się, że mniej tu chodzi o łatkę "pierwszej mainstreamowej (mniej lub bardziej) piosenkarki lesbijki, a bardziej o to nieszczęsne "środowisko".

    tocząc debaty wszelakie ze złym heteryckim światem uświadomiłam sobie niedawno, co to jest to "środowisko". otóż "środowisko" to wypowiadający się w mediach Robert Biedroń mówiący o naszym świętym prawie do małżeństw i adopcji dzieci. i nieważne, że jest nie tylko R.B. w mediach, ale i inni i inne. nieważne, że i on, i oni wypowiadają się na różne tematy. nieważne, że wśród osób LGBTQ, również tych medialnych, jest zróżnicowanie opinii choćby w tych dwóch sprawach. nieważne, że interesuje nas jeszcze pierdyliard innych rzeczy i zajmujemy się mnóstwem spraw, aktywności, działalności. my, LGBTQIetcetera, jesteśmy dla heteromainstreamu takim właśnie "środowiskiem", dokładnie z tymi cechami, i to chyba z tym nie chce się identyfikować nie tylko pani bardka, ale i wiele osób, które my byśmy do środowiska, czy tez społeczności, tak jak my je rozumiemy, zaliczyli.

    zamotałam? mam nadzieję ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewuś, do bycia gwiazdunią miałaś inklinację od dawna, o czym świadczy Twoja wypowiedź na "pollesie" 10 lat temu na temat Conchity Martinez i jej kurtki z frędzlami:). Skrytykowałaś ten strój tenisistki straszliwie. Już wtedy wiedziałaś o wywiadach, notkach i okładce WO?;P
    Uschi: zamotałaś:) Może jeszcze kawy?:) Swoją drogą jeśli ktos mnie utożsami z panami na B, to idę na operację plastyczną!

    OdpowiedzUsuń
  8. Rude: ta operacja plastyczna polegac bedzie na doszyciu fredzli?

    Uschi: to nie do konca tak jak pani pisze. Romscy czy Cyganscy muzycy zaczynaja funkcjonowac w polskiej kulturze gdy zaczynaja spiewac po polsku.Te sama(straszna dla mnie) muzyke. Wtedy sie robia nasi.Robia sie "sprzedawalni" do szerszej klienteli nizli tylko ich rodacy.Gubia latke ktora ich wyklucza z obecnosci w masowym rynku.Latke niszowosci,niesprzedawalnosci.


    Dokladnie to samo z panienka od spiewanej poezji.

    "Naznaczenie" jej przez granie w lesbianskim towarzystwie oznaczac bedzie ze ludzie ktorzy beda ja poznej bez takich kontextow zatrudniac, beda sie obawiac ze ona tylko dla takiej, lesbianskiej widowni.A ona/oni chcialaby wiecej,szerzej...

    W przypadku Barbiow tym gubieniem latki jest wlasnie wywiad dla WO.
    Uczestnictwo w konkursach kabaretowych,granie z innymi kabaretami.Latki nie lesbianstwa ale wynikajacej z niego mitu niesprzedawalnosci/niemasowosci.

    Wywiad z WO i te kawalki jakie w sieci mowia ze nic wiecej, w szczegolnosci formatowania programu nie trzeba.Sprzeda sie.

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdaje się, że Elżbieta Turlej nadal "działa"... Bodaj rok temu poznałem ją przy okazji materiału w "Dobrych Radach" o relacjach matka-syn gej. Nakład pisma ponad 500 tys., bardzo dobra współpraca. Oczywiście niczego nie sugeruję ;)

    Odnośnie kultury - do zbiorowej świadomości tym "pomostem" przebijamy się (jako grupa społeczna, środowisko) stanowczo zbyt rzadko. Ba, często nawet nie my bezpośrednio, bo problematykę LGBT podejmują także heteroseksualni twórcy (np. Homo.pl Glińskiego, Darkroom w teatrze Polonia). Osobiście trudno mi zrozumieć skąd ten strach o zaszufladkowanie jako twórca/twórczyni gejowski/lesbijska szczególnie u osób stawiających pierwsze kroki np. na scenie. Przecież to może być swego rodzaju handicap, pewien istotny wyróżnik, czego dowodzi przykład Barbie Girls.
    Oczywiście każdy ma prawo do ochrony swojej prywatności i komunikowania się np. tylko poprzez swoje dzieła. Nurtuje mnie jednak, czy nie jest przypadkiem tak, że niektórzy twórcy nie chcą być utożsamiani z tzw. środowiskiem, które ich nie wspiera, jest skłócone i plotkarskie ?


    Ja "naszych" celebrytów jakoś nie dostrzegam. Dehnel zupełnie nie ma na to chęci, co - mając na względzie jego twórczość - akurat rozumiem. Witkowski zapętlił się w autolansie lub kręcą nim spece od PR. Raz zaprzecza jakoby był gejem, innym razem słyszę/czytam o jego "związku" z Jacykowem...
    Jedno jest pewne - przydałoby się więcej osób LGBT w kulturze - tej wysokiej i tej niższej. Nawet taka Bułgaria ma swoją gejowską Dodę, którą jest Azis

    OdpowiedzUsuń
  10. Niekoniecznie tak z tym p. Dehnelem! Wystarczy go czasem w Polityce poczytać, albo w Krytyce Politycznej, poświęconej niemonogamii.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale weźmy Gabę Kulkę. Przecież występowała, gdy jeszcze nie była znana, na imprezie przedparadowej 2 lata temu oraz podczas spektaklu Rafalali w Teatrze Polonia. I nie przeszkodziło jej to zrobić kariery. Pamiętam, że dziennikarze chwalili talent wokalny Gaby, a nie talent aktorski Rafalali. Nagrała świetną płytę, teraz wyszła jej kolejna płyta z Kuczem. I jakoś nikt nie pamiętam wywiadów, by maglowali ją z tematu homo.

    Problem polega na tym, że wyobrażamy sobie ze śmiertelną powagą same najgorsze scenariusze. A jednak nie zawsze przymiotnik "homo" przeszkadza w karierze (kariera Raczka rozkwitła). Uważam, że w mediach trzeba się czymś wyróżniać i taka bardka lesbijka byłaby genialnym tematem. Również dlatego, że byłaby pierwsza.

    Oczywiście poza tym ważna jest jakość, dlatego Gaba Kulka broni się talentem. I w zasadzie o to chodzi.

    PS
    Nie czytuję w ogóle Przeplot, ale oni też się muszą czymś wyróżnić, choćby krytyką Barbie Girls :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wydaje mi się, że trzeba odróżnić, co znaczy być nieheteroseksualnym artystą dla:
    1) samego zainteresowanego,
    2) publiczności (LGBT i mainstreamu).

    Ad 1 kwestia orientacji seksualnej nie dla każdego będzie absolutnym fundamentem tożsamości. Na pewno często jest to bardzo ważny element, ale nie każdy ma ochotę się w ten sposób "wyróżniać", zwłaszcza jeśli uważa się przede wszystkim za Artystę. Do tego dochodzą sprawy związane z np. coming outem (rodzina nie wie czy coś).

    Rozumiem też, że niektórzy chcieliby, żeby orientacja była traktowana jak coś obojętnego, nieistotnego dla odbioru (w domyśle "uniwersalnego"). Ale niestety, nie jesteśmy jeszcze na tym etapie i mówienie o nieheteroseksualności ludzi na świeczniku jest ważne.

    Jeśli ktoś zaczyna, musi się bardzo dobrze zastanowić, jaki to będzie miało wpływ na jego karierę. Dla tych którzy osiągnęli sukces to kwestia potencjalnej utraty pozycji. Ale póki co, trudno powiedzieć czy czarny scenariusz się sprawdzi. Więcej znanych czy "wschodzących" musiałoby się zdecydować na otwartość, żeby mówić o jakichś prawidłowościach.

    Jest jeszcze kwestia odwagi i wykształcenia w sobie poczucia odpowiedzialności za np. queerowych nastolatków z Pcimia Dolnego. Przecież (ad 2) dla osób queer widoczność "własnych" artystów jest bardzo istotna pod względem akceptacji samych siebie (przez widoczność i tworzenie kultury stanowiącej alternatywę dla ściśle heteroseksualnych wzorców).

    Z kolei mainstreamowej publiczności (zwłaszcza tej, która geja czy lesbijkę kojarzy co najwyżej z relacji w TV) pokazuje, że nie jesteśmy z kosmosu i nasza (tworzona przez osoby queer bądź nie, w większym bądź mniejszym stopniu związana z bliskimi nam tematami) kultura nie jest "obca". I może, o zgrozo, podobać się nie tylko ludziom z kręgu LGBT.

    OdpowiedzUsuń
  13. Panie Marcinie - dziękuję za zaproszenie na Kontrowersje, ale jednak nie. Z trudnością znajduję czas na prowadzenie tego bloga i paru innych rzeczy, a przeklejania tekstów jednak nie uznaję. Co do łatki lesbijskiego kabaretu, to mi ona akurat nie przeszkadza, o ile będzie to jednak kabaret (na pierwszym miejscu) lesbijski (na drugim). I na tym chciałabym się teraz przede wszystkim skupić. Co do tego, dla kogo jesteśmy - nie chodzi o pokazanie, że my jesteśmy nie tylko dla widowni nieheteroseksualnej. Bardziej o to, że my jesteśmy dla wszystkich, których bawi to poczucie humoru, przy założeniu, że tematyka pozostaje taka sama.
    Co do kultury - chodzi mi o polskie dokonania - i tu naprawdę jest słabo.
    A cipy niczego sobie :)

    Uschi - wydaje mi się, że tłumaczenie, że nie chce się być kojarzonym z Robertem Biedroniem, to tylko zasłona dymna. W końcu każdy inteligentny człowiek wie, że środowisko to nie tylko ci na świeczniku. Także odbierałabym to raczej w kategorii nieszczerego samousprawiedliwienia zupełnie innych obaw. Zamotałam? Mam nadzieję :)

    Junior - znowuż ten sam problem - wydaje mi się, że szukanie jak najgorszych cech w środowisku na usprawiedliwienie swojego nieidentyfikowania się z nim to tylko przykrywka dla czegoś zupełnie innego. Kurczę, KAŻDE środowisko jest plotkarskie i skłócone!

    Marcin - a czy Gaba Kulka jest...? Tzn. Gosia twierdzi, że jej lesbodar jest niezawodny, ale ja, szczerze mówiąc, nie kojarzę jakiegoś jej w tym temacie wyznania.

    Metaxu - i w końcu znowu się zgadzamy :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…