poniedziałek, 9 listopada 2009

Moje dylematy w kontekście queerowo-działaczowskich dylematów

Na Homikach, u Marcina i u Abiekta ciekawa dyskusja o znaczeniu teorii queer dla polskiego ruchu LGBTQetcetera, szansach, perspektywach, strategiach i pomysłach, jak działać w przyszłości. Poszło o nowy numer pisma "InterAlia", w kontekście którego Marcin szuka odpowiedzi na pytanie, w jakim kierunku powinniśmy pójść, aby nasze postulaty zostały zrealizowane. W dyskusji (zachęcam do włączenia się) mnie akurat ujął jeden z argumentów Jacka Kochanowskiego (na wszelki wypadek dodam - jednego ze współzałożycieli KPH) na blogu Abiekta:

Zajmuję się (...) tworzeniem (czy współtworzeniem) wiedzy, która może być przydatna do tego, by prowadzić racjonalną politykę. Problem polega na tym, na co zwraca uwagę też Marcin, że nasi działacze/działaczki mają tę wiedzę głęboko gdzieś, wiedzę opartą na doświadczeniach pokoleń lesbijek i gejów walczących o swoje prawa. Sądzą, że świat zaczyna się od nich, a to, czym zajmuje się Kochanowski czy Mizielińska, to nudne akademickie pieprzenie w bambus. Liczą się akcje, wszystko jedno jakie i wszystko jedno po co. Ja mam pogląd, że zanim coś się zrobi, trzeba wiedzieć: co się robi i po co się robi.

Trudno się nie zgodzić, zresztą o potrzebie edukacji działaczy i działaczek zdarzyło mi się już tutaj parę razy marudzić. Akcje na "hurra!" są fajne dla Lesbijskich Oddziałów Terrorystycznych (które mam nadzieję jeszcze istnieją), ale nie dla uważających się za poważne organizacji. Zresztą ostatnio wyszło mi, że nawet działalność mało poważna, jak nasz kabaret, również powinna być po coś. Bo choć nasze środowisko zazwyczaj wrzuca nas (słusznie!) do szufladki z napisem "rozrywka" (tudzież "to nie jest śmieszne"), to już mainstream doszukuje się w nas czegoś więcej. Nie przez przypadek piszę o tym teraz, bo nagle mamy wysyp (no dobrze, wysypik) propozycji z mainstreamowych mediów, abyśmy się w jednym czy drugim programie śniadanowym pojawiły. No i jest kłopot, bo wiadomo, że nie o wymiar kabaretowy chodzi, ale o nasze bycie lesbijkami (co, przyznaję, zlekceważyłyśmy, idąc do "Strefy wolnych myśli"), a więc o aspekt polityczny całej sprawy. Bo niestety w tym nieszczęsnym kraju jest tak, że cokolwiek zrobią osoby LGBTQetcetera, jest to uznawane za polityczne. Pytanie brzmi, jak to ugrać i czy w ogóle warto. Po co znowu pójdziemy do mediów (jeżeli pójdziemy) i co możemy wygrać, a co stracić. I jako kto w ogóle się tam pojawimy. Przyznam, że gryzie mnie to straszliwie, bo za działaczkę się już mimo wszystko nie uważam, a wiem, że tak - czyli jako "reprezentantki środowiska i jego postulatów" - możemy zostać odebrane. Nie widzę też nas jako następczyń Rafalali, która flirtując z mainstreamem, wygrała wolność do robienia tego, co robi. Kurczę, ja chciałam tylko bawić ludzi, a tu nagle wyszła z tego całkiem poważna sprawa. Mniejsza z tym, że nam to dobrze zrobi na warsztat. Gorzej, że jakoś tam się przyczyniamy do tworzenia portretu zbiorowego polskiego środowiska LGBTQetcetera. Że znowu ktoś powie / napisze "Tak wyglądają polskie lesbijki". I głupio by było, gdyby wyglądały głupio.

I teraz bardzo bym chciała, aby ktoś napisał: "desperujesz, Mirmiłku". Sama bym to chciała napisać, ale jedyne, co mi się pod czaszką kołacze, to złość na fakt, że gdyby ta nasza niższa, bliższa rozrywce kultura była choć ciut bogatsza, nie byłoby problemu. Gdybyśmy mieli misiowy boysband, kilka zespołów, wokalistek, stand-upowców, gdyby mainstream przywykł do faktu, że coś takiego jak nasza kultura po prostu istnieje i nie ma po co robić wokół tego wielkiego halo. Gdyby była taka Ellen...

O właśnie, skoro już padła Ellen, to czas na zabawną przerwę muzyczną. Czy już wspominałam, jak bardzo nie cierpię Katy Perry? Jedynie w tym klipie jestem w stanie ją znieść:



Do samej dyskusji, od której zaczęłam ten wpis, chyba nic mądrego dziś nie dodam. Bo że trzeba mieć plan, to wiadomo. Że trzeba patrzeć szerzej, też. Że potrzebny jesty lobbing i rozliczanie polityków z obietnic wyborczych, że edukacja liderów i działaczy - nic nowego pod słońcem. Tylko jak sprawić, by komukolwiek chciało się nie tyle ową strategię opracować, ale wcielić w życie? Podobny problem ma zresztą również nasz feminizm - bo nie tylko my, jak pisze Abiekt, dostaliśmy jednocześnie i gejowsko-lesbijskie "community", i "gay liberation front". Również wszystkie zdobycze powojennego feminizmu trafiły do nas jednocześnie. Polska specyfika, tak. Tylko jak z tego wyjść?

PS Ostatnio na blogu Lubię alternatywne systemy znalazłam opinię (odnośnie działalności właśnie), że bez zadęcia i patosu nie da się jakoś zaistnieć i poważnie rozmawiać o poważnych sprawach. Bo Polacy to naród od wieków bogoojczyźniany bez krzty dystansu do samego siebie. I że lepiej od migawek z parad czy żenujących wywiadzików z działaczami w TV zadziałałby "zawstydzający monolog jakichś wyoutowanych autorytetów". Niestety autorka nie rozwinęła tematu, bo uważa, że jako że sama nic nie robi, nie ma moralnego prawa się wypowiadać. Szkoda. Może o strategię działania na przyszłość powinno się też zapytać tych, co nie dają sobie prawa głosu. Bo działacze, szczególnie warszawscy, są jednak czasami trochę oderwani od rzeczywistości.

12 komentarze :

To jest chyba właśnie taki czas, kiedy wielu ludzi zadaje sobie pytanie: co dalej, która droga jest właściwa, po co i dlaczego?

Ciekawy wpis Ewo, muszę go przemyśleć.

Paniewa,

zasadniczy dylemat jaki pani tu przedstawila przypomina ten Bertolda Brechta
zaproszonego do programu "Kaffe oder tee?".

Bardziej artysta czy dzialacz?

Patrzac na wywiad jaki macie panie na myspace w momencie wejscia do studia
wchodzice natychmiast w skore dzialczek, to co fajne (kabaret) idzie w kat.
Robi sie to co zawsze-to co ludzie nazywaja biedronizmem.I nie o tematyke tu chodzi ale o sposob narracji.
Smiech(wasz najsilnejszy orez) pojawic sie moze tylko gdy pani podrzuca
cytaty z waszych(paninych) skeczy.

Moze inaczej?

Moze sprzedac to co wasza szczegolnoscia- ironie, dystans, wspolnote jaka
daje smiech?

Az mnie swedzi by cos podrzucic:
inscenizacje transmisji meczu Navratilovej w litewskiej tv?

Wybipkiwanie i arkusz czarnej tektury biegajacy za Martina i nie mogacy jej
dogonic?

czy zaproponowanie interlokutorce by tak poprowadzila wywiad jakby
pracowala na litwie? Pospiech a zakonczenie ucieczka i niebieskimi
kogutami?

Te pomysly oczywiscie juz wjezdzaja w relacje mniejszosc/wiekszosc, ale to
me umyslowe ograniczenie,nie wasze.


A pan naukowiec od queer mnie rozczulil: on wie jak tylko ludzie go nie
sluchaja.zamiast zastanowic sie czemu nie sluchaja on sie mazgai.



Chyba juz sie pani na blogu zalaglem,nonsorry.

Na moim wlasnym zalazek fanclubu Barbiow.Poniewaz on na odludziu stad
jednoosobowy.Z jednym cheerleaderem.

m@B

neospasmin.blox.pl

Interesujące to co powiedział Kochanowski. Dlaczego? Bo wciąż mamy całe mnóstwo kretyńskich akcji, które zrażają społeczeństwo do nas, zamiast nas trochę w jego oczach "oswoić".

Anonimowy pisze, że Kochanowski się mazgai - nie zauważyłam tego. Mazgai to się pan Niemiec, albo nowi/młodzi działacze, którzy mówią "Ale ja przecież tyle robię, a wy tego nie doceniacie!". Robić dużo to jedno, a robić sensownie to drugie.

Co do Barbie Girls - z chęcią bym Was zobaczyła w Dzień Dobry TVN (bo porannych programów innych stacji nie oglądam). Ale po tym jak Was widziałam w WP.tv to pozostał mi lekki niesmak - prawie nic nie było o kabarecie, jedynie o tym, że jesteście lesbijkami.

Cóż... w programie na żywo to chyba nie jest wielki problem - po prostu kierujecie rozmowę "na jedyny słuszny temat" - kabaretu :) No i zawsze możecie użyczyć fragmenty nagrań Waszych skeczy ;)

A artykuł w Wyborczej mi się podobał właśnie dlatego, że te proporcje były zrównoważone...

Wychodzi mi, że do wyboru jest kilka dróg.

Pierwsza - idziecie w działaczniczostwo i kabaret staje się tylko pretekstem do przekazywania innych treści.
Moim zdaniem niedobre. Niedobre, bo możecie się przestać dobrze bawić. Działalność polityczna staje się dominująca, a ludzie i tak mają Was dosyć, tak jak np. kolegi Biedronia, do tego całe środowisko ma coś Wam za złe, bo nie tak robicie, jak chce i w końcu znikacie w przestrzeni działaczniczoskiej. Wygląda przygnębiająco.

Druga - olewacie całkiem działaczniczostwo, robicie tylko kabaret i w ogóle nie myślicie o całej reszcie. Też niedobre, bo nierealne i choćbyście chciały to tak się nie da. Zawsze będziecie lesbijskim kabaretem i zawsze dziennikarze się będą zajmować tym co się Wam u facetów nie podoba i dlaczego macie krótkie włosy, a nie długie i co myślicie o gejach.

Trzecia - promujecie jednak kulturę, a nie politykę, podkreślacie cały czas, że chodzi o kabaret, czyli jednak uparcie szukacie sobie miejsca w tym kabaretowej (kulturowej) przestrzeni. Dzięki czemu pokazujecie, że w ogóle taka kultura istnieje i może być częścią całości. Resztę tematów traktujecie z pewnym dystansem, część tematów ucinacie i się nie wypowiadacie. Nie ignorujecie jednak aspektu społecznego, w pewnych sprawach zajmujecie jakieś wypracowane, przygotowane stanowiska. Dbacie o to, żeby to było pod kontrolą i w jakiejś tam proporcji. Nie wiem, czy się tak da i nie wiem jakie Wy macie potrzeby i aspiracje, ale dla mnie brzmi rozsądnie.

Gośka

P.S. Co do tego jak powinna wyglądać idealna działaczka to była kiedyś taka dyskusja na forum kobiety kobietom odnośnie występu Anki Zet w programie Welman na TVN Style. Wyszło na to, że najbliżej jest chyba Marta Abramowicz, ale i tak wszystkim nie dogodzisz ;)

Nie uciekniecie od bycia reprezentantkami środowiska LGBT. Nawet gdybyście bardzo tego chciały media przypną Barbie Girls łatkę "kabaretu lesbijskiego". Nie przejmowałbym się, że akurat ten aspekt zwraca ich uwagę. Rozumiem dylemat, ale znacznie więcej macie do zyskania niż stracenia na flircie z mainstreamem.
Poza tym miło Was się ogląda i słucha :)
Określcie może po prostu zasady - o tym mówimy, a o tym nie

Dylemat spory. Musicie poważnie zastanowić się nad przyszłością BG.

Macie potencjał, żeby dodać do pojawiających się dyskusji o homoseksualizmie perspektywę niepolityczną.
Warto byłoby te 5 min zainteresowania mainstreamu wykorzystać.

Powstaje tylko pytanie: czy uda się to przeforsować? Może warto byłoby się zgodzić pod warunkiem przeprowadzenia rozmowy nie tyle o Was, co ogólniej - kulturze LGBT. Że i owszem jest kabaret, muzyka, filmy, książki itd.
I niech ktoś powie, że np. "Fun Home" nie jest rewelacyjne bez względu na orientację czytającego :)

Nie odpuszczę Katy Perry.

Oj, jak ja jej nie trawię. Wykorzystywanie motywu "lesbijskiego" do przyciągnięcia uwagi i zarobienia kasy, utrwalanie stereotypów.

Ale jeszcze bardziej wkurza mnie totalne niezrozumienie wielu (oczywiście nie wszystkich) gejów, którzy najwyraźniej nie słyszą, co ona śpiewa w "I Kissed a Girl" i "Ur So Gay". Bo jeśli słyszą, to jak mogą twierdzić, że ta kobieta ma jakikolwiek związek czy pojęcie o środowisku LGBT. Mimo tego, w Stanach trafiła na okładkę 'Out'. A i w Polsce mężczyźni homoseksualni problemu zdają się nie widzieć.

Niedawno słuchałam archiwalnych odcinków "Lepiej późno niż wcale", bo miałam jeszcze braki z wakacji. 16.08 - Katy Perry razy dwa i śmiechy Krystiana Legierskiego i Mariusza Kurca. Aż mi ręce opadły. Widać, bardzo ciężko się czasem zrozumieć :/

@Neo - zaleganie zawsze mi miłe, toteż do dalszego zalegania zapraszam; pomysł z transmisją meczu Navratilowej przedni - kradnę! Fanklub pod kuratelę biorę, choć oczywiście zapraszam do zjednoczenia z oficjalnym fanklubowcami na FB :)

@Metaxu - oj, co ja się z Kurcem odnośnie Kate Perry nakłóciłam - i nic. Pozostaliśmy przy swoich opiniach.

@Gośka - dyskusję na KK kojarzę. Ale tę idealną działaczkę to trzeba moim zdaniem dopiero stworzyć.

@Wszyscy - dziękuję. I zdecydowanie opcja kultura. Może jakoś pójdzie (jak pójdzie) :)

Moze ten navratilovy skecz zaczac "niniejszy skecz jest zgodny z artykulem fafnastym ustawy z dnia... Dziennik Ustaw Republiki Litewskiej..."?

A jak skonczyc?

Mam i koniec: w stanie wojennym Piwnica pod Baranami zaspiewala "dekret o stanie wojennym".


http://www.youtube.com/watch?v=CzCadtsEf5w

Moze i w ten sposob zaspiewac te litewska ustawe?
Poprosic o uzyczenie muzyki Piwnice?

To tez taki kawalek (jesli sie go zrefrenizuje) ze daloby sie do spiewania wciagnac i sale i ludzi/wykonawcow spoza "branzy".

m@B

To oczywiscie wciskanie Barbiom dziecka w brzuch- boo to wasz program,a nie koncert zyczen.

Zakończenie już chyba mamy, ale więcej nie napiszę - będzie nowy program, będzie i skecz :)

hej, ja myślę - idźcie do tych mediów, pokażcie się, ale na swoich warunkach. miejcie przygotowany numer kabaretowy, od czapy, a jeśli będą was wpędzać w kąt, gdzie nie chcecie, zróbcie im "numer". ja bym nie lekceważyła mediów :) pozdr. Yga

Prześlij komentarz