niedziela, 22 listopada 2009

Niepoprawny Lynch i mały coming out

Właśnie wróciłyśmy ze strasznie fajnej i kompletnie niezaplanowanej imprezy u Krzysia i Daniela, tak że dziś (w nocy) nie będzie ani o Karze Auchemann, ani o działaczostwie i innych nudach. Będzie za to kilka odkryć, które być może dla czytających tego bloga nie są żadną rewelacją, ale mnie zachwyciły i po prostu muszę się nimi podzielić. Bo tak się złożyło, że chłopaki kolekcjonują bardzo ciekawe klipy i trochę z tego, co zobaczyłam (zanim zaczęliśmy z Danielem śpiewać, przez co reszta imprezy przeniosła się na słuchawki do drugiego pokoju), chciałabym tu wrzucić, na wypadek, gdybym rano już nie pamiętała, co i jak.

Na dobry początek Stephen Lynch, amerykański komik i muzyk, który ma tę cudowną cechę, że potrafi być bardzo, ale to bardzo niepoprawny politycznie, w związku z czym dołącza do grona moich ulubieńców, obok Margaret Cho, Jeffa Dunhama i George'a Carlina. Na start coś lajtowego i w sumie uroczego, czyli "If I were gay":



A teraz co wrażliwsze osoby proszę o odejście od monitorów, bo będzie o księdzu i ministrancie:



Jako że znamy się już parę miesięcy, czas, bym zrobiła swój coming out. Otóż uwielbiam Harry'ego Pottera. Każdą część przeczytałam kilkukrotnie, co pewien czas wpadam w ciąg i wtedy nawet nowa Winterson nie powstrzymałaby mnie od ponownego przejścia wszystkich tomów. A jak nadal mam niedosyt, sięgam po fanfiki, najchętniej w wykonaniu polskiej pisarki fantasy Ewy Białołęckiej, która pod pseudonimem Toroj popełniła kilka historii spod znaku nie tyle Pottera, co raczej Snape'a i mieszkańców Slytherinu. Jak ktoś chce poczytać, to najwięcej części jest tu, szczególnie polecam „Trick or treat, czyli Halloween Severusa Snape’a”, „Dla każdego gwiazda – czyli opowieść pod choinkę” i „Hapy Niu Jer albo pojedynek czarnych charakterów". Białołęcka nie bawi się wprawdzie w opowiadania slash (yaoi), czyli nie tworzy męsko-męskich romansów w Potterze, ale za to, w przeciwieństwie do większości twórców i twórczyń fanfików, potrafi pisać. Ale jak ktoś pragnie slasha, to proszę bardzo (wersja ocenzurowana, zresztą kompletnie nie wiem, czemu, amatorki i amatorów "mocniejszych" wrażeń zapraszam tu):



A tu dla odmiany Potter w wersji zaraźliwo-muzycznej (tak że uważajcie, bo się przyczepia) i na dodatek kukiełkowej:



Czy ja już wspominałam, że nie cierpię Katy Perry? Tak, wiem, zdarzyło mi się, chyba sobie koszulkę na tę okazję zrobię, żeby ciągle tego nie powtarzać. No, ale skoro ona może, to i parodyści mogą, tak że wrzucam kolejny teledysk z panami:



Dobranoc! Bo zaraz będzie "skowronek to, a nie słowik".

6 komentarze :

Jakoś stand-up nigdy mi specjalnie nie leżał. Ale tak sobie pomyślałam, że u nas występ z taką dozą niepoprawności, skończyłby się chyba prawdziwym linczem...

Harry Potter? Bałam się,że jakiegoś hardcorowego disco polo słuchasz ;)
Rozumiem (moja młodsza siostra uwielbia), aczkolwiek nie podzielam.
A slash i teatrzyk mnie rozwaliły :D

Zresztą jak i 'I Kissed A Boy'. Czemu to nie jest hitem? :]

Disco polo? Brrr! Nie, jeśli chodzi o muzykę, to nie mam tajemnic. I dzielnie znoszę docinki niektórych, że promuję tutaj country :)

Nasi rodzimi stand-upowcy są niestety do bólu poprawni. Ale dopiero raczkują, więc nie tracę nadziei!

Z okołopotterowych rzeczy, oprócz kukiełek i Białołęckiej, uwielbiam też wariacje w wydaniu French & Sounders. Zresztą one zasługują na osobny wpis.

Snape, Snape, Severus Snape. Snape, Snape, Severus Snape! :)

"I kissed a boy" to piosenka promująca serial "Torchwood" produkcji BBC. Rzecz ma trzy sezony, akcja dzieje się w walijskim Cardiff (ach, akcent!) i należy do gatunku SF. Nie jest to produkcja najwyższych lotów, ale miło się ogląda (choć jeśli ktoś nie jest wielbicielem gatunku, to raczej go nie wciągnie), szczególnie że takich scen jak w teledysku jest więcej... ;-)

Country? Nie zauważyłam... Chociaż, z drugiej strony, co takiego złego w contry? Wielu cenionych muzyków przyznaje się do takich "wpływów" i na pewno w jakimś stopniu znajduje to odzwierciedlenie w ich twórczości, więc jakiegoś wielkiego obciachy to bym w tym nie upatrywała.

"French and Saunders"! :) Chociaż właściwie najwięcej oglądałam "Absolutely Fabulous", które mnie rozbrajało totalnie. Ale to było, kiedy jeszcze BBC Prime funkcjonowało :/

Muszę się chyba wziąć za ten "Torchwood", zapowiada się dość zabawnie :)

Country to pomysł Juniora - odpowiedziałam mu parę wpisów temu postem o muzycznych etykietach :)

"I kissed a boy" - tak gwoli sprawiedliwości, kawałek powstał niezależnie od serialu, a przyczyniła się do tego grupa Cobra Starship (odpowiedzialna również za jedną z piosenek wykorzystanych w "Brzyduli"). Ale chyba też sprawdzę kilka odcinków "Torchwood", bo do pewnego momentu seriale s/f są zazwyczaj fajne. A konkretnie do chwili, kiedy scenarzystom kończą się pomysły i zaczynają na potęgę uśmiercać bohaterów (jak w "4400" czy "Heroes").

Brak BBC w ofercie polskich kablówek to jeden z głównych powodów, dla których nie mam już telewizji:/

Dokładnie. "4400" dotrzymałam do końca 3 serii, ale już ostatniej mi się oglądać nie chciało. Ciesze się, że przerwałam "Heroes" w 3 serii, bo zaczęli tak wymyślać, że to się zrobiło nie do zniesienia.

Ostatnio "V" mi się w miarę podoba. Ale nie wiem czy to sam serial, czy moja słabość do Elizabeth Mitchell :]

Prześlij komentarz