Przejdź do głównej zawartości

"Anyone But Me" - kolejny webserial wart zauważenia

O sieciowym serialu "Anyone But Me" usłyszałam przy okazji niedawnej premiery pierwszego odcinka drugiego sezonu. To historia nastoletniej Vivian, która, ze względu na chorobę ojca, przeprowadza się z Nowego Jorku do małego miasteczka, zostawiając swoją dziewczynę. Na stronie serialu można przeczytać między innymi, że "Anyone But Me" jest historią o okrywaniu tego, kim się jest, próbach dopasowania się do otoczenia, próbach bycia sobą niezależnie od nacisków otoczenia, funkcjonowaniu w związku na odległość, próbach nierobienia z siebie idiotki, znajdowaniu swojego miejsca w nowym otoczeniu w skomplikowanym świecie, robieniu tego, co należy, popełnianiu błędów i flirtowaniu. I rzeczywiście wszystko to i więcej można tam znaleźć, a przy okazji jak najbardziej realne problemy okraszone są (choć bez przesady) niezłą dawką humoru (pierwszy odcinek drugiego sezonu jest pod tym względem chyba najlepszy z dotychczasowych). Tak że polecam wszystkim wielbicielkom i wielbicielom seriali o nastolatkach (do których sama się zaliczam - nie nastolatek, rzecz jasna, a wielbicielek). Dla potrzebujących dodatkowej zachęty dodam, że Vivian jest w typie Winony Ryder,  Astley Angeliny Jolie, produkcja i aktorstwo są profesjonalne, a obejrzenie pierwszego sezonu zajmuje około półtorej godziny.

Pierwszy odcinek wygląda tak:


Całość tu. A tu ciekawy wywiad ze scenarzystkami serialu Susan Miller (zaangażową również przy "The L Word") i Tiną Cesą, w którym opowiadają, dlaczego wybrały internet, czym się "Anyone But Me" różni od "The L Word", a robienie filmów sieciowych od produkowania telewizyjnych.

Komentarze

  1. Oczywiście oglądam od początku :) Nawet niezły serial. Mimo że webowy, przerasta większość naszych rodzimych produkcji pod względem profesjonalizmu :]

    Moje zainteresowanie serialami dla nastolatków też jakoś z wiekiem nie słabnie. Co prawda wolę produkcje telewizyjne (6-10 min odcinka to trochę mało), i brytyjskie (nawet nie ma co porównywać "South of Nowhere" z "Sugar Rush" czy "Skins"), ale czasem naprawdę coś fajnego da się znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że oglądasz :) Pisząc tę notkę, obstawiałam (sama ze sobą), że taki właśnie pod nią komentarz zobaczę :)

    Niestety jeśli chodzi o produkcje telewizyjne, to nie mam pojęcia, co jest teraz na topie - podrzucisz coś?

    OdpowiedzUsuń
  3. No ładnie, strasznie przewidywalna się zrobiłam...

    Hmm, co jest na "nastolatkowym" topie? Akurat z tym na bieżąco nie jestem. Bo to, zdaje się, "Gossip Girl", "90210", "Vampire Diaries", itd. Jakbym wszystkie zaczęła oglądać, chyba na nic innego czasu by nie starczyło :) Przymierzam się do tej "Gossip Girl", ale jest w kolejce za kilkoma innymi pozycjami, więc to jeszcze potrwa.

    Najbardziej cierpię w związku, z brakiem kontynuacji "Aliens in America". Naprawdę duży potencjał miał... :/ Dołączył niestety do grona świetnych-porzuconych (m.in. "My So-Called Life", "Freaks and Geeks").

    Z aktualnych pozycji, z czystym sumieniem, mogę polecić chyba tylko "Skins". Jednak mam większe rozeznanie w produkcjach "dla dorosłych" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. E tam przewidywalna. Po prostu chylę głowę przed Twoją superior wisdom :) I dziękuję za rekomendacje.

    OdpowiedzUsuń
  5. A proszę uprzejmie :)

    "Superior wisdom"? A to dobre :D
    Jeszcze mi sodówka do głowy uderzy :)

    Jak nadrobię resztę, to napiszę czy jest coś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja się zastanawiam czemu nikt jeszcze nie zrobił do tego polskich napisów... buu...
    a z chęcią bym to obejrzała , tylko angielki u mnie to ni chu chu... ;p .

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz polskie napisy? chciałabym zobaczyć ten serial, a mój angielski nie jest aż tak dobry bym wszystko zrozumiała

    Magda

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…