wtorek, 1 grudnia 2009

Życie po TVN i parę androgynicznych klipów

Strasznie śmieszne rzeczy się dzieją po naszym wypadzie do TVN. Ci, którzy nas znają i lubią, piszą, że było w porządku i psioczą na nieprzygotowanie prowadzących. Komentatorzy na stronie TVN marudzą na nasze nieprzygotowanie, ewentualnie tępotę lub pożerający nas stres. Lesploty popełniły prześlicznego newsa, w którym pochwaliły nasze wdzianka, zrzuciły przerwy w konwersacji na wczesną porę występu (oj wczesną, szczególnie że po piątkowym występie położyłyśmy się spać o drugiej nad ranem) i zauważyły podprogowe sygnały wysyłane do Magdy Mołek (obawiam się, że to o mnie chodzi). Najbardziej jednak zaskoczyły mnie Przeploty, które nas... chwalą. Wprawdzie w krótkich żołnierskich słowach skromnie okraszonych uroczą analogią między spermą na wizji a tłuczeniem jaj na omlet dla męża przez spoglądające znad garów w telewizor gospodynie domowe, ale to naprawdę miłe, szczególnie po poprzednim newsie, na który żaliłam się tutaj. Słowem, jedni dbają, aby nie było nam za dobrze, drudzy - cudownie dopieszczają, więc w efekcie powinno mi być nijako, ale nie jest, bo, co tu dużo mówić, na zdaniu tych drugich zależy mi jednak bardziej. Co nie znaczy, że konstruktywnej krytyki nie biorę pod uwagę. Troszkę biorę. No, troszeczkę.

Ale dość o mnie:) Ostatnio głośno zrobiło się o niejakim Madoxie, który dał się poznać w TVN-owskim "Mam Talent". Mnie Madox jakoś nie przekonuje (bo Davidem Bowie to on jednak nie jest), ale miło w masowych mediach zobaczyć kogoś tak pięknie nieokreślonego płciowo. Z tej okazji kilka piosenek z androgynicznymi motywami.

Na pierwszy ogień idzie Joan Jett i jej "Androgynous" z wydanej w 2006 roku płyty "Sinner". Poza tym, że pasuje tematycznie, wrzucam też dlatego, że Joan wygląda w tym klipie po prostu fantastycznie. Na tyle fantastycznie, że nie sądziłam, że to tak świeża rzecz. Jak będę w jej wieku, chyba zapuszczę włosy. Choć nie wiem, czy mi to pomoże.



Teraz rzecz mocniejsza, bo "Androgyny" Garbage (płyta "Beautiful", 2001), czyli Shirley Manson w wersji, jaką kocham najbardziej (no, może obok "Paranoid"). Garbage to jeden z niewielu mocniej grających zespołów z czasów mojej młodości chmurnej i durnej, do których nadal wracam.



Na deser moi idole z czasów jeszcze wcześniejszej młodości, czyli zespół Suede i piosenka "The Drowners" (debiutancki singiel grupy z 1992 roku). Zabawne, że w czasach, kiedy jeszcze nie do końca wiedziałam, kto mnie pociąga, podobali mi się właśnie tacy faceci jak frontman Suede Brett Anderson (ewentualnie glamrockowcy w rodzaju Marka Bolan z T Rex). Zresztą w tamtych czasach namiętnie pisałam opowiadania, których bohaterami byli geje. Żeby było ciekawiej, kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy, zorientowałam się dopiero, gdy wróciłam do moich zapisków po paru dobrych latach. Ale dość o mnie:)

7 komentarze :

Ha, ha! wtedy też byłam, jeśli o takiej cyniczce-sceptyczce da się to powiedzieć - fanką Suede, i nawet mi majaczy, że debiutowali nagraniem "Be My God", a w "Animal Nitrate" (z tego albumu, co "The Drowners") mieli maleńkie nawiązanie do niesławnej brytyjskiej ustawy zakazującej stosunków homoseksualnych partnerom poniżej 21. roku życia. :)

Zgadza się, wcześniej było "Be My God" (1990), ale grupa była niezadowolona z nagrania i w efekcie prawie cały nakład poszedł na przemiał. "The Drowners" to debiut oficjalny :)

Naprawdę na przemiał? to skąd ja to miałam? To, plus trochę innych rzeczy sprzed pierwszego albumu, teraz już nie pamiętam, cóż konkretnie, ale jestem pewna! XD

A pamiętasz "Queer" Garbage? Mnie majaczy niekonkretnie, nie wiem, czy to był tylko taki tytuł, czy utwór w jakiś sposób "zaangażowany"... (a to już dla mnie nie pora, by na youtube szukać).

Naprawdę. Ale nie cały nakład, poza tym mogli przecież nagrać ponownie. Albo miałaś piracką wersję, bo to przecież były te czasy :)

Pewnie, że pamiętam "Queer", to dla odmiany chyba debiut Garbage. A z "Beautiful" w queerowych kllimatach jest też m.in. "Cherry lips".

A... Garbage to pamiętam piosenkę, która jakoś tak leciała "I will die for you, I will die for you", bo swego czasu na non stopie ją słuchałam :D Ale nie wiedziałam, że mają nagranie o cudnej nazwie "Queer" - muszę poszukać :D

"Życie po TVNie" - jak to przeczytałam przypomniał mi się tytuł książki "Życie po śmierci", albo "Życie po życiu" :D Powiało grozą! W sumie póki co nie macie godnych krytyków negatywnych. Żadna z osób, które Was krytykuje (a którą miałam okazję czytać), nie wykazała się ani odrobiną kultury :)

Co zaś do Madoxa - moja dziewczyna nie chciała uwierzyć jak jej powiedziałam, że to facet. Nawet stwierdziła "że cudna lesbijka z niego by była i nie przyjmuje do wiadomości, że to nie jest kobieta" :D Haha. Fajnie, że ktoś taki się pojawił w telewizji :) Intrygująca postać :)

No no, gratuluję udanego występu w TVN, wstydu nie było, jestem z Was dumna :) I mam nadzieję, że to dopiero początek, jeszcze sporo w tym kraju namieszacie ;)

@Arc - "I would die for you" to z piosenki "Crush", z soundtracku do "Romeo i Julii" (wersja z DiCaprio i Danes). A "Queer" queerowe chyba jednak nie jest, ale do posłuchania jak najbardziej tak.

Tytuł notki - bo ja lubię takie zabawy słowem:) Madox - tak, fajnie że się pojawił, ale mimo wszystko z tych klimatów wolę erę glamrocka.

@Armand - dziękuję:) Tylko do mieszania musimy jeszcze ciut dorosnąć:)

Prześlij komentarz