Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2009

Polański, EuroPride - czyli stronniczy przegląd "zabawnych" sytuacji tygodnia

Przy okazji sprawy Polańskiego błysnął wczoraj w TVN-owskiej "Kropce nad i" Krzysztof Zanussi. "Gdyby nie był sławny, to fakt, że ponad 30 lat temu w Los Angeles, mieście szczególnie swobodnych obyczajów, skorzystał z usług jakiejś nieletniej prostytutki, nie miałby dzisiaj przedłużenia" - stwierdził w rozmowie z Moniką Olejnik. Nie wiem, czy Samantha Geimer w wieku 13 lat miała już duże doświadczenie seksualne i poszła z Polańskim do łóżka dobrowolnie (jak twierdzą Polański i ona teraz), czy też niemal żadnego i została przez niego zgwałcona (jak zeznała te 30 lat temu), niezależnie jednak od tego, gdzie leży prawda (zresztą nie jest to istotą sprawy), Zanussi popisał się typową niestety dla naszej kultury pogardą wobec kobiet. Dziewczyna, która miała wielu kochanków, to prostytutka. Jak w takim razie nazwać Polańskiego, który zapewne kochanek miał znacznie więcej niż niejedna "puszczalska"?

W całej tej historii najbardziej jednak bawi mnie oburzanie się…

Barbie Girls trochę historycznie

Dziś naprawdę krótko, bo jakieś potworne przeziębienie mnie złapało i wypada trochę zadbać o siebie.

Już 24 października będziemy z Barbie Girls na festiwalu Lesbijki, Geje i Przyjaciele we Wrocławiu. Choć nasz kabaret istnieje od 2005 roku, to tak naprawdę zeszłoroczny wrocławski festiwal był dla nas punktem przełomowym. Pierwszy raz wystąpiłyśmy z Furją, która debiutowała wówczas słynnym już cyklem "Ze sztambucha Maryi Konopnickiej". Pewnie już wszyscy widzieli, ale wklejam pierwszą część (całość do obejrzenia na Youtube):



Pierwszy raz miałyśmy pełny, półtoragodzinny program, bez konieczności proszenia kogoś, by wystąpił w czasie, gdy my się przebieramy między skeczami. Przy okazji - czy ktoś jeszcze pamięta nasz mówiony debiut w warszawskim Planie B w 2007 roku, kiedy to pokazała się z nami stworzona na potrzeby tego występu drag queen Mariola, czyli obecny naczelny "Repliki" Mariusz Kurc? Cudny był!


Ale wróćmy do Wrocławia. To tam pierwszy raz miałyśmy też okazj…

Wszyscy na tak?

Co jakiś czas na Facebooku dostaję zaproszenie, by wesprzeć jakąś sprawę. Zaprotestować, rozpowszechnić informację, pozyskać dla idei więcej osób, pomóc finansowo. Im częściej takie prośby przychodzą, tym większą mam ochotę zignorować je, nie czytając. Nie dlatego, że nie sprzeciwiam się karaniu śmiercią za homoseksualizm w Iranie czy przemocy wobec kobiet. Po prostu przestaję wierzyć, że tego typu działanie ma sens - bo choć wysłanie takiej informacji nawet do niewielkiej liczby znajomych sprawia, że rozchodzi się w tempie błyskawicznym i może trafić do setek tysięcy osób, to efekt tego działania jest prawdopodobnie mizerny w porównaniu z liczbą osób, które potencjalnie mają możliwość się z danym problemem zapoznać. Oczywiście działanie psychologiczne może być znakomite - wszak udało mi się "pozyskać" (czytaj: sprawić, że posłały informację dalej) ileś tam osób. Czy jednak przekłada się na rzeczywiste benefity dla sprawy? Mimo wszystko wątpię. Trochę mi się to kojarzy z dąż…

Najbardziej czarujące lesbijki Ameryki

Dziś krótko, bo zbieram siły do weekendowej akcji pod hasłem "pomaluj mieszkanie przyjaciółce". 11 października mamy National Coming Out Day, w tym roku obchodzony również w Polsce. Z tej okazji Lambda i Stowarzyszenie Otwarte Forum szykują fajną akcję, przy okazji której znów mamy z Gosią możliwość trochę się polansować, a przy okazji zaprosić do tego również inne osoby mające parcie na szkło. Szczegóły wkrótce.

A mnie osobiście marzy się trochę inna akcja, a właściwie publikacja. Magazyn "GO" co roku wydaje dodatek "America's Most Captivating Couples", w którym prezentuje kilkadziesiąt uznanych za najbardziej czarujące par lesbijskich. Są wśród nich oczywiście pary znanych i lubianych, ale akcja również pięknie pokazuje różnorodność lesbijskiej społeczności - wśród "wyróżnionych" są artystki, biznesmenki, działaczki, lekarki, asystentki i bezrobotne, biedne i bogate, młodsze i starsze, białe, Afroamerykanki, Meksykanki, butch, femme i wszy…

The Church

Dawno nie było o muzyce, więc dzisiaj będzie. Przy okazji dziękuję tym czternastu osobom, które zaznaczyły, że właśnie o muzyce chcą czytać, a pozostałym przypominam, że mają jeszcze siedem dni, aby zmienić swój głos.

Parę dni temu, przeczytawszy wywiad z organizatorką pierwszego krakowskiego marszu ateistów, uznałam, że najwyraźniej jednak ateistką nie jestem i zaczęłam się rozglądać za kościołem, do którego mogłabym się przyłączyć. Dziś przedstawiam najpoważniejszego jak dotąd kandydata. To dawny kościół metodystów, dziś znany jako Babeville, Ani's Church lub po prostu The Church. Został zbudowany w 1876 w Buffalo (stan Nowy Jork), rodzinnym mieście Ani DiFranco. W 1995 roku miasto zadecydowało o jego rozbiórce. Fundacja Ani - Righteous Babe Foundation - założona, by wspierać polityczne i kulturalne inicjatywy w całych Stanach, rozpoczęła ruch społeczny na rzecz ocalenia budynku. W efekcie jej starań kościół został odrestaurowany i przekształcony w halę koncertową, galerię sztuk…

Listy Polles - sentymentalnie

W 1998 roku praktycznie nie było polskich lesbijskich portali ani stron internetowych (oprócz Joey's corner, związanego z listą Polles i powstałego w 1998 roku; Inny Kraków, przemianowany później na les.queer.pl, a teraz znany jako Lesbijka.org, powstał w 1999 roku, Kobiety Kobietom w 2001), forów, nie mówiąc już o serwisach społecznościowych czy innych Facebookach. Była za to, a konkretnie za sprawą Joey pojawiła się 14 kwietnia 1998 roku, lista dyskusyjna Polles. Ja trafiłam na nią w 1999 roku - nie żebym miała tak świetną pamięć do dat, ale w tym właśnie roku sopocki Prokom Polish Open wygrała Conchita Martinez, a jej występu w Sopocie dotyczył mój pierwszy mail wysłany na Polles. Mail głupi i beztroski, który wywołał wielomiesięczną dyskusję, w której padły setki obelg, dwa razy słowo "przepraszam". I w której lista podzieliła się na dwa obozy (no może trzy - bo ileś tam osób tylko obserwowało wymianę zdań i dyskutowało o ciekawszych tematach) - jeden mnie bronił, dr…

Płeć, kabaret i piosenka tolerancyjna

Na początek znowu mały suplement (a nawet dwa) do postów o płci. W najnowszym "Przekroju" dobry tekst Piotra Stanisławskiego "Trudno mieć płeć" - tym razem z punktu widzenia biologii.

Jeśli wiesz na pewno, że jesteś kobietą lub mężczyzną, to masz niesamowite szczęście. Ze współczesnej wiedzy wynika, że między kobietą a mężczyzną jest mnóstwo stanów pośrednich i każdy z nas może być tego przykładem - zaczyna. Artykuł bardzo ciekawy, polecam całość.

Zabawną dla odmiany rozmowę o płci znalazła mi Gosia w "Wyprawie Skrytobójcy" Robin Hobb. Rozmawiają Błazen (biały prorok) i Bastard Rycerski:

- Oto jest kwestia, do której przez wszystkie lata życia pomiędzy twoją rasą nigdy nie przywykłem. Przywiązujecie ogromne znaczenie do płci.
- Trudno jej odmówić ważności...
- Bzdura! - przerwał mi. - Wszystko się sprowadza do sposobu sikania! Dlaczego to takie ważne!?

To oczywiście tylko drobiażdżek, ale generalnie spora liczba pisarzy (a już szczególnie pisarek) fantasy…

Paprotki Fundacji Równości

Choć nadal sporo się mówi o niewidzialności lesbijek, to jednak problem ten wydaje się bardziej dotyczyć mediów i dysursu publicznego niż naszych organizacji. Nawet najbardziej zagorzały przeciwnik Stowarzyszenia Lambda czy KPH nie mógłby im zarzucić, że dyskryminują kobiety - wszak współzałożycielką i obecną prezeską tej drugiej jest Marta Abramowicz, a przewodniczącą Lambdy Warszawa w latach 2005-2007 była Yga Kostrzewa (niektórzy zresztą myślą, że nadal nią jest). Oczywiście w Polsce organizacji LGBT jest znacznie więcej, koncentruję się jednak na tych znanych przeciętnemu zjadaczowi chleba. Obok dwóch wymienionych przynajmniej raz do roku (choć ostatnio - z racji EuroPride - nieco częściej) jest głośno o Fundacji Równości, odpowiedzialnej za organizację warszawskiej Parady Równości. I o ile historię zmian we władzach KPH i Lambdy prześledzić jest dość łatwo, o tyle w przypadku FR już nie - być może z racji tego, że od 2005 roku, kiedy została powołana, niemal co roku ma nową stron…

Zakładam własny kościół

W sobotę 10 października przez Kraków przejdzie marsz ateistów i agnostyków. Ma zwrócić uwagę na dyskryminację tych grup - problemy z dokonaniem apostazji czy realny brak alternatywy dla religii w szkołach. Rzeczniczka prasowa marszu Ewelina Podsiad w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" nazywa tę inicjatywę ateistycznym coming outem, porównuje ją też do akcji "Niech nas zobaczą". Ale od razu zaznacza: "my z mniejszościami seksualnymi mamy niewiele wspólnego". A po chwili dodaje: "Jest wśród nas sporo osób, które zdecydowanie odrzucają antyklerykalną retorykę. Im po prostu jest nie po drodze z Kościołem, ale nie są od razu zwolennikami aborcji czy eutanazji. Marsz 10 października ma pokazać, że ludzie bezwyznaniowi mają normalne poglądy". Czy muszę tłumaczyć, dlaczego, nawet gdybym akurat tego dnia była w Krakowie, nie wybrałabym się na ten marsz? No może tak na wszelki wypadek tylko zaznaczę, że to kolejny śliczny przykład na to, jak grupa mniejszo…

Homofobia zinterioryzowana ma się dobrze

Tradycyjnie zacznę od historyjki z życia, a konkretnie od tego, jak zrozumiałam, że naprawdę nie musimy się wszystkim podobać, że to "społeczeństwo" powinno się posunąć i zrobić nam miejsce, a nie my dopasowywać do jego oczekiwań. Czyli będzie o tym, jak się narodziła moja queerowa świadomość. A stało się to w 2003 roku w Gdańsku podczas panelu dyskusyjnego wieńczącego przegląd filmowy i cykl wykładów "Homofobia. Spojrzenie z bliska". Spośród panelistów pamiętam Kingę Dunin, Izabelę Jarugę-Nowacką (wówczas naszą pełnomocniczkę) oraz Roberta Kulpę. Nie pamiętam, o czym była dyskusja, na pewno o filmach (wcześniej oglądaliśmy m.in. "Paragraf 175" i "Lock Up Your Sons And Daughters"), na pewno o homofobii (Kinga Dunin miała przedtem wykład "Fałszywi przyjaciele", który wszedł potem do książki "Homofobia po polsku" - jak ktoś nie czytał, niech koniecznie nadrobi!). Pamiętam za to bardzo dobrze, jak w pewnym momencie młody człowie…

El, Bi, Omni etcetera

Już wiem, dlaczego nigdy nie zostanę osobą publiczną. Tak, zdaję sobie sprawę, że czytanie o sobie komentarzy na forach (piję do naszego występu w WP.tv) nie ma sensu, tak, rozumiem, że ludzie zazwyczaj komentują, kiedy są na "nie", że pozorna anonimowość sieci sprawia, iż pozwalają sobie na więcej, niż gdyby mieli się pod swoją opinią podpisać lub wyrazić ją w cztery oczy, ale... No nie mogę, wkurza mnie to. Choć z drugiej strony wolności internetu będę zawsze bronić jak niepodległości - czyli również wolności do anonimowego wyrażania głupich opinii. I weź tu się człowieku sam w sobie połap!

No dobrze, wyżaliwszy się (teraz, gdybym to mówiła, nastąpiłaby zmiana modulacji głosu i uśmiech telewizyjny numer 5), wracam do mojego zrównoważonego, z lekka dydaktyzującego ja. O kim to ja obiecałam, że będzie? A, o osobach biseksualnych. No to na początek historyjka z życia. A może i dwie. Otóż mamy taki skecz "Urodziny", zainspirowany numerem słynnej amerykańskiej grupy &…

Barbie Girls w Strefie Wolnych Myśli

Pamiętacie historię naszego nagrania do "Strefy Wolnych Myśli"? No więc nie wyszło tak źle, jak się obawiałyśmy - część dziwnych pytań przepadła w montażu (tak jak niestety również nasze radosne reakcje na pytania prowadzącej), na pozostałe jakoś udało nam się jednak odpowiedzieć. Generalnie na żywo jesteśmy chyba inteligentniejsze i bardziej błyskotliwe - zresztą co ja się tu będę lansować, obejrzyjcie. Może tylko jeszcze mała uwaga - w pewnym momencie mówię, że zakładałam oddział KPH w Trójmieście. Powinnam powiedzieć, że współzakładałam, bo inicjatywa wyszła od Zbyszka Sypniewskiego i Damiana Domskiego, a w grupie założycieli znaleźli się również Anita Więckowska, Adaś Marzec i Tomek Nowicki - tak że oddaję im sprawiedliwość tutaj.



Z zupełnie innej bajki - suplement do posta "Shakira i krowy", podesłany przez Rose z Australii. Chodzi o kwestię ukobiecania piosenkarek na potrzeby mainstreamowej publiczności. Poznajcie Kate Cook, jedną z finalistek "Australij…

Ankietka

Z powodu nadmiaru pomysłów na to, o czym właściwie mogłabym pisać, pozwalam sobie zrobić małe badanie wśród drogich Czytelniczek i Czytelników. I tak pewnie tematy będę dobierać po swojemu (a właściwie dobiorą się same), ale może Wasz głos jakoś pomoże mi się ogarnąć i zdyscyplinować. Zaintrygowanych ostatnią możliwością do wyboru odsyłam do wpisu o etykietach. Zapraszam do głosowania - można zaznaczyć więcej niż jedną odpowiedź.

Etykietom śmierć

Po wczorajszym piku oglądalności mojego bloga (który sama zresztą spowodowałam) i związanym z nim przyrostem komentarzy nazbierało mi się tematów na najbliższy tydzień albo i dłużej. Zanim jednak przejdę do pierwszego z nich (albo i dwóch, zależy, na ile mi wystarczy sił), znowu refleksja na temat tego, jak sobie zapewnić więcej odsłon i komentarzy. Otóż obok już sprawdzonego (nieświadomie acz skutecznie) postem o grzybkach uderzenia w stół i czekania na nożyce, nieźle sprawdza się też najechanie na czyjś tekst na innej stronie i poinformowanie go, gdzie znajdzie komentarz na jego temat. Nie sądzę, aby był to sposób szczególnie odkrywczy, ale się dzielę, może ktoś nie wie, a go to zaciekawi. Nieźle też działa wpisanie w tytule któregoś posta popularnej choć niekoniecznie związanej z tematyką bloga frazy - bo póki co najwięcej osób z Google'a wchodzi do mnie, wpisawszy (w różnej konfiguracji) słowa "porno" i "Madonna" (po czym trafiają tu). Sporą popularnością c…

Jak nie zachwyca, skoro zachwyca

Jeszcze do wczoraj uważałam, że mimo iż Jeanette Winterson odżegnuje się od odczytywania jej literatury przez pryzmat jej tożsamości seksualnej, to fakt, że czasami tak się dzieje, ma jedną dobrą stronę - lesbijki sięgające po jej powieści właśnie z powodu przyczepionej jej łatki "lesbijskiej pisarki" mają przynajmniej okazję poobcować z naprawdę dobrą literaturą. Co się stało wczoraj? Ano znalazłam na portalu Homoseksualizm.org.pl recenzję powieści Sary Waters "Muskając aksamit", której autorka pod koniec swojej rozprawki pisze tak:

To nie jest wielka literatura, ale literatura niewątpliwie dobra; jakościowo przelicytowała Waters samą siebie późniejszą o kilka lat "Złodziejką", więc "Muskając aksamit" nie skończyło jako pojedynczy przebłysk pisarskiego talentu. I dobrze; genderowe zawirowania w historycznym kostiumie lubi Jeanette Winterson (autorka "Namiętności" i "Nie tylko pomarańcze...", mająca znacznie większe literacko-…

Shakira i krowy

Jako że strona wejściowa mojego Myspace'a poinformowała mnie uprzejmie, że mam szansę poznać Shakirę na planie jej nowego teledysku, nie mogę się powstrzymać, żeby nie wkleić tego:



Tak, ta ciemnowłosa rockmanka to właśnie Shakira, a to wideo to jeden z powodów, dla których kocham niezależne artystki - po prostu nie muszą (choć oczywiście mogą) taplać się w błocie i zakładać obcisłych wdzianek, by promować swoje płyty. Mogą na przykład wyglądać jak Ani Difranco i Melissa Ferrick w poniższym klipie (słabe wideo, ale świetna piosenka, z ciekawostek - Ani, tak jak Todd (kontrabasista) i Allison (perkusistka), ma na sobie koszulkę rzuconą przez jedną z fanek na scenę tuż przed występem; ze spostrzeżeń - miss Ferrick, gdy nie gra na instrumencie ani nie śpiewa, zupełnie nie wie, co zrobić ze sobą na scenie - strasznie lubię ją taką oglądać).



Nie zakładam, że Shakira jest bezwolną idiotką, której kazano z siebie zrobić seksbombę, ale mimo wszystko bardziej podoba mi się w klipie z Meliss…

Sport nie jest queer

Uroczy news na Frondzie - "Naziści woleli transwestytę niż Żydówkę". A chodzi o historię Gretel Bergmann (dopiero co przypomnianą w filmie "Berlin 36"), reprezentantki III Rzeszy w skoku wzwyż, która w 1936 roku została wykluczona z kadry olimpijskiej ze względu na żydowskie pochodzenie. Podczas olimpiady w Berlinie zastąpił/a ją Hermann/Dora Ratjen, zmuszony/a przez nazistów do przebrania się za kobietę, aby reprezentacja III Rzeszy miała większą szansę na medal w tej konkurencji. Tyle Fronda (zresztą niedokładnie za Wikipedią). A sam/a Ratjen? Prawdopodobnie był/a interseksualistą/tką. Na pewno nie był/a transseksualny/a, ale kto by się przejmował takimi szczegółami - ważne, żeby tytuł wybrzmiał.

Tymczasem australijski "Sydney Morning Herald", powołując się na nieoficjalne źródła w IAAF, podał, że Caster Semenya, która na ostatnich mistrzostwach świata w lekkiej atletyce zdobyła złoty medal w biegu na 800 metrów, ma zarówno żeńskie, jak i męskie narządy…

LGBT-eka po polsku

"Złodziejka" obejrzana, recenzja do najnowszej "Repliki" gotowa. Tak, nie pomyliłam się - "Złodziejka", ekranizacja powieści Sary Waters, ten brytyjski miniserial z 2005 roku. Właśnie wyszedł w Polsce na DVD i można go sobie zupełnie komfortowo obejrzeć, w wersji z napisami lub cokolwiek adekwatnym do filmu lektorem. Jest więc i powód, by o nim znowu napisać - bo już nie zakładam, że przecież KAŻDA lesbijka go widziała. A nie zakładam, bo wciąż mam w pamięci historię sprzed kilku miesięcy, kiedy to zaproponowano mi napisanie recenzji filmu "Gia" (z tej samej okazji - oficjalne polskie DVD). Odmówiłam, posiłkując się argumentem o KAŻDEJ lesbijce (oraz o tym, że tego filmu po prostu nie lubię i drugi raz oglądać nie chcę). Kilka tygodni później nasza młodziutka webmasterka przyznała, że ona nie widziała. A jednak myślę stereotypowo:) W każdym razie - "Złodziejkę" ogląda się nadal dobrze, a Sary Waters, która podobno gra tam jakąś małą ró…

A jednak myślę stereotypowo

Kilka dni temu zaprosiłam na Fecebooku do znajomych młodego człowieka, którego kojarzyłam z UFY oraz z naszych występów. W powitalnym mailu napisałam, że pamiętam go z jednej z imprez - jako pana w krawacie proszącego o piosenkę "Video killed the radio star". Młody człowiek - o męskim imieniu - odpowiedział, że niekoniecznie "pana". Przyjrzałam się jej zdjęciom w profilu - no rzeczywiście, niekoniecznie. Wpadłam w pułapkę - męskie imię czyli mężczyzna. Anegdota jest o tyle ciekawa, że myślałam, iż w temacie transgenderyzmu jestem naprawdę dobrze wyedukowana, w końcu Judith Butler i jej teorii performatywności płci zwykle bronię jak niepodległości, negacja istnienia płci biologicznej już mnie kompletnie nie boli, a eksperyment Beatriz Preciado, która/y zmieniając własne ciało, dowodzi swojej teorii panseksualnego trangenderyzmu, bardzo mi się podoba. Cóż, dostałam nauczkę - na szczęście dość zabawną.

Skoro już w temacie jesteśmy, najbardziej w zrozumieniu, o co chod…

Far Out - odsłona pierwsza

Pierwsza część internetowego serialu "Far Out" obejrzana. Dla przypomnienia - "Far Out" to taki brytyjski "L Word" albo lesbijski "Queer as Folk" - zależnie od punktu widzenia. Więcej pisałam o nim tutaj. Skoro już o "L Wordzie" wspomniałam - mała dygresja. Otóż serial miał już nie tylko swoją kontynuację w sieci w postaci "taśm z przesłuchań" (już niedostępne w "oficjalnej" dystrybucji, czyli na stronie producenta), nie tylko w przygotowaniu jest jego wersja kinowa, z której ponoć mamy się w końcu dowiedzieć, kto zabił Jenny Schecter, ale również będziemy miały reality show na jego podstawie, czyli "The Real L Word". Castingi na bohaterki show właśnie trwają (ciekawe, ile klonów Shane się zgłosi), całości pilnuje, jakżeby inaczej, producentka "L Worda" Ilene Chaiken. Nie będzie za to zapowiadanego już spin offa z Leishą Hailey w roli głównej - Showtime ostatecznie zrezygnowało z pomysłu.

Wracają…

Zasady są po to, żeby...?

Kiedy nasz kabaret zaczął tak na dobre rozwijać skrzydełka (czyli nieco ponad rok temu, choć pierwszy występ miał miejsce w 2005), stworzyłyśmy sobie niepisany kodeks, którego staramy się przestrzegać. Zasada pierwsza - śmiejemy się z tego, co znamy. Czyli najczęściej z lesbijek, osób biseksualnych, czasami z gejów i feministek. Co oczywiście poskutkowało tym, że na dobre przylgnęła do nas łatka "pierwszego polskiego lesbijskiego kabaretu", co nas rzecz jasna wcale nie martwi - fajnie jest być pierwszymi! Ale też sprawia, że nie wszyscy uznają to, co robimy, za zabawne (i niekoniecznie mówię tu o osobach heteroseksualnych). Albo też nie wiedzą, czy im się z takich żartów śmiać wypada - bo czy śmianie się z lesbijek nie podpada przypadkiem pod dyskryminację? (Wątpliwość autentyczna - jedna z naszych heteroseksualnych znajomych na serio przyznała, że gdy widziała nas po raz pierwszy, nie wiedziała, czy wypada jej się śmiać - bo przecież ona nie jest lesbijką, więc może jej nie…

Iza Filipiak i niewidzialność lesbijek

Na Kobiety Kobietom świetny felieton Izy Filipiak o uwewnętrznionym opresorze u Witkowskiego. Szkoda, że Iza tak rzadko już pisze swoje "Listy znad Zatoki", bo o ile jej twórczość książkowa nie jest czymś, co mi koniecznie odpowiada, o tyle jej felietony lubię i cenię bez wyjątku - za erudycję, za radykalizm, za nieoglądanie się na to, czy się komuś jej wizja rzeczywistości spodoba czy nie i za świetny styl. W kontekście ciągle żywej dyskusji o EuroPride warto przy okazji przypomnieć inny jej tekst - Młodość, męskość, pełnosprawność - w którym wyjaśnia, dlaczego rok temu, zupełnie inaczej niż we wszystkich wcześniejszych latach - nie wzięła udziału w warszawskiej Paradzie Równości. To ważny głos - bo jednocześnie osoby z zewnątrz, która na nasze parady spogląda z perspektywy swoich amerykańskich doświadczeń, jak i z wewnątrz - bo w końcu, jakby nie patrzeć, Iza jest jak dotąd jedyną znaną polską lesbijką, która zrobiła coming out. Zresztą tekst jest wart zauważenia z wielu p…