Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2010

And the winner is...

Zanim ogłoszę wyniki konkursu, kilka słów podsumowania i rozwiązanie zagadki. O zinterpretowanie sytuacji ze zdjęcia pokusiło się siedem osób, zgłaszając osiem historii. Żadna nie odgadła, co się naprawdę działo (żadna chyba zresztą nawet nie próbowała), w związku z czym oceniłyśmy (rzecz jasna subiektywnie) inwencję. Co się zatem naprawdę dzieje na zdjęciu? Właśnie zaczyna się druga tura występów drag kingów, w związku z czym przeciskam się przez rozentuzjazmowany tłum na z góry upatrzoną pozycję w rogu sali. Marta (kobieta ze spinką w kształcie kokardy) próbuje przyspieszyć owo przeciskanie, kładąc mi rękę na prawym ramieniu, gdyż zasłaniam jej scenę. Ręka na moim lewym przedramieniu to ręka Gosi, która ciągnie mnie za sobą. Monika (kobieta z muszką) robi głupią minę do fotografki. Trywiał, prawda?

No dobrze. Jednogłośnie wygrała Vesna. Niniejszym proszę o kontakt - trzyczesciowygarnitur(at)gmail.com. Zadecydowało idealne wpasowanie w realia wieczoru oraz dłonie jako element koszuli…

Pieprzyć konto na obcasach (i nie tylko)

Sezon polowania na absurdy rozpoczęty. Rada Europy, na skutek interwencji Watykanu, odłożyła do kwietnia planowane na wczoraj głosowanie nad rezolucją o dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową. Powód? Niezgodność jej zapisów z prawem naturalnym i wartościami chrześcijańskimi. Ze spraw "pozabranżowych", które mnie ostatnio zirytowały, miłościwie nam panujący pan prezydent podpisał właśnie ustawę o abonamencie telewizyjnym, zgodnie z którą zwolnieni z jego płacenia mają być między innymi internowani w stanie wojennym. Szkoda, że nie ma w niej zapisu, że SB-cy mają płacić podwójnie! Paradoksalnie nowa ustawa zbiegła się ze zdjęciem z anteny ostatniego programu edukacyjnego emitowanego przez TVP - "Laboratorium" (przy okazji - zachęcam do zaprotestowania w tej sprawie, szczegóły tu).

Wracając do spraw LGBTQetcetera i pokrewnych (czasem odlegle), w Ameryce Południowej odkryto gatunek mrówek, który wyeliminował ze swojej populacji wszystkie m…

Męskość na Homikach i konkursik

Liczba komentarzy pod moim tekstem na Homikach ma szansę dobić sześciu dziesiątek, co mnie oczywiście bardzo cieszy, tym bardziej że i kierunek, w którym poszła dyskusja (pomijając teksty randkowe) jest dosyć ciekawy. Otóż pisząc ten tekst, zastanawiałam się między innymi, czy znajdą się pod nim uwagi odnośnie wyglądu działaczy mężczyzn. I voila - Sven, mój ulubieniec w tej dyskusji, pisze między innymi tak:

Cały problem polega na tym, że jeżeli pan Kowalski występuje jako pan Kowalski w zagranicznej telewizji, w starym swetrze i z PRL-owskim wąsem to ma do tego prawo. Jeśli jednak ma opowiadać o Polakach i Polsce to mogę uznać, że reprezentuje mnie nie tak jak trzeba, nawet jeśli treść jego wypowiedzi jest bez zarzutu. Z gejami i lesbijkami jest dokładnie tak samo. Ludzie muszą najpierw zaakceptować, że w ogóle są jacyś homoseksualiści, i przestać ich traktować jako całkowitych odmieńców, a dopiero potem uczyć się akceptacji dla ,"przegięcia". W polskim, politycznym ruchu g…

Nie zarost czyni drag kinga

Skończyło się spotkanie, na którym mniej więcej uzyskałyśmy odpowiedź na pytanie, po co nam "Furia" (więcej o spotkaniu w poprzednim poście), i powstał dylemat "iść już do domu czy zostać". Ja byłam za opcją "dom, ale jeżeli chcesz zostać, kochanie, to zostaniemy". Ewa była za opcją "zostać, ale jak zechcesz, słonko, to pójdziemy do domu". I pewnie dalej byśmy sobie tak stały w CDQ, gdyby nie to, że jedna z redaktorek "Furii" powiedziała: "Jak to idziecie, przecież ja będę występować. Zimny Łokieć to ja!". Redaktorka urodziwa, a my na niewieście wdzięki niezbyt odporne, zostałyśmy.

Występy miały się zacząć o 22.00. Nauczone doświadczeniem, odczekałyśmy 15 minut. Nadal nic. O 22.20 postawiono jeden mikrofon. Chwilę potem zaczął się pierwszy występ. Dlaczego tak szczegółowo piszę o czasie? Ano bo mnie złości, kiedy przesuwa się godzinę występu. Ale o tym kiedy indziej.

Niestety w tym oczekiwaniu na start występów zasiedziałyśmy…

"Furia" wymiata!

Dotąd nie było chyba u mnie słowa o reaktywacji legendarnego pisma "Furia". A to dlatego, że nie byłam przekonana, czy w dobie kryzysu tradycyjnych pism robienie czegokolwiek nowego w papierze ma sens. W zasadzie byłam przekonana, że nie ma, i z myślą, aby zapytać twórczynie "Furii", po co zabrały się za tak bezsensowne przedsięwzięcie, wybrałam się wczoraj na spotkanie Po co nam "Furia"? w warszawskim CDQ. Efekt? Wyszłam ze spotkania z dwom egzemplarzami (jeden dostałyśmy od osoby "zbliżonej do redakcji" - ja nie wiem, co my mamy z Gosią takiego w sobie, że zazwyczaj załapujemy się na jakieś gratisy, ale to oczywiście strasznie miłe), obiecałam napisać tekst do następnego numeru i pomóc w promocji inicjatywy w internecie.


Kolejne zdjęcie z cyklu "Barbie Girls czytają..." - tym razem "Furię". Fot. qbs


Od lewej: prowadząca spotkanie Furja, wicenaczelna 
Marta Konarzewska i naczelna Anna Laszuk. Fot. qbs


Anna Zawadzka z redakcji &…

Jeszcze raz to samo, czyli gościnny występ na Homikach

Jeżeli komuś się jeszcze nie znudziły dyskusje o wizerunku, "męskości", "kobiecości" itd., itp., to zapraszam do przeczytania i skomentowania mojego tekstu na Homikach, który powstał właśnie pod wpływem tychże dysput, a właściwie jest jakąś tam ich kompilacją i częściowym (bo jeszcze nie czas na całościowe) podsumowaniem. Część tez (a nawet tekstów) już znacie, ale jest i parę nowości.

Pamiętam, jak te parę lat temu (osiem? dziesięć? dwanaście?) każda wzmianka w mediach o gejach czy lesbijkach - bo o innych literkach ze skrótu LGBTQetcetera wtedy chyba w ogóle nie pisano – wywoływała u mnie przyspieszone bicie serca i chęć natychmiastowego posiadania odpowiedniego numeru pisma czy fragmentu programu telewizyjnego. Do dziś mam moje archiwum z tamtych i ciut późniejszych czasów, z obowiązkowym "Cosmopolitanem" z 1998 roku z coming outem Izy Filipiak, "Newsweekem" z 2002 roku Ygą Kostrzewą i Anną Zawadzką, legendarną już serią artykułów z "Gaze…

Kolejna wiedźma o imieniu na "M"

No i klapa. Morrigan (dla zapominalskich - postać z gry Dragon Age, pisałam o niej tu) jak była niedostępna, tak nadal jest. I choćbym stanęła na rzęsach, nic z niej nie wykrzeszę, oprócz słów o przyjaźni. Grając męskim osobnikiem, miałabym szansę na romans ze wszystkimi paniami i Zevranem półelfem na dokładkę. I gdzie tu sprawiedliwość, ja się pytam? Gdzie?:)

A skoro już przy wiedźmach jesteśmy, i to takich, których imię zaczyna się na "M", chciałabym zachęcić was do zapoznania się historią pięknej, niezależnej i dumnej Morgiany, zwanej też Morgan Le Fay, Morgaine bądź Morgain. W wielu wersjach historii arturiańskiej to właśnie ona była tą złą, wstrętną wiedźmą spiskującą i knującą przeciwko szlachetnym rycerzom króla Artura i oczywiście samemu cnotliwemu i prawemu królowi, a przy okazji nieźle dającą popalić równie zacnemu jak rycerze i król czarnoksiężnikowi Merlinowi.

Marion Zimmer Bradley w swojej niesamowitej książce "Mgły Avalonu", zaliczanej już do kanonu …

Trochę głupot - dla odmiany

Dziś krótko i bez sensu, bo właśnie popełniłam dla Homików tekst o wizerunku kobiet nieheteroseksualnych w mediach (w każdym razie takie było jego założenie) i czuję się nieco wypluta. A poza tym z drżeniem serca czekam na informację, czy w ogóle zostanie opublikowany, bo jak zwykle wyszło zupełnie coś innego, niż zamierzałam napisać, i trochę coś innego, niż widniało na zamówieniu. Ha, zobaczymy, najwyżej będę się wam tutaj żalić i szkalować mój ulubiony portal.

Plotkarskie media zachwycały się dziś pocałunkiem Sandry Bullock i Meryl Streep podczas rozdania Złotych Globów.



Na wypadek, gdyby ktoś potrzebował kontekstu, pocałunek (w wielu relacjach określany jako namiętny) miał miejsce po tym, jak okazało się, że w tym roku obie panie otrzymały nagrodę dla najlepszej aktorki (Bullock za "The Blind Side", Streep za "Julia i Julia"). A wyglądało to tak:



Jak zwykle z igły widły, nieprawdaż? Grunt to strzelić dobrą fotkę. Zdecydowanie wolę pocałunek Meryl Streep i Emmy T…

Obraza uczuć w praktyce (głównie sądowej)

Skandal (zawsze chciałam tak zacząć)! Wśród fraz, po których ludzie do mnie trafiają, zdarza się czasami moje imię i nazwisko (co jest rzecz jasna bardzo miłe), ale dziś pojawiły się one w towarzystwie sformułowania "mój pierwszy raz". Droga pani lub panie, lub osobo nieokreślająca swojej płci, jeżeli jeszcze tu jesteś lub zaglądasz - to nie jest TAKI blog! He, he. Jeżeli zaś masz "czyste" intencje i chcesz po prostu się dowiedzieć, czy moje kabaretowe monologi o internetowych randkach i pechowych romansach są prawdziwe, mogę powiedzieć, że i tak, i nie. To znaczy zawsze są prawdziwe, ale nie bazują wyłącznie na moich doświadczeniach. A tak w ogóle to wiem, że trochę was tym Google'em katuję, ale czasami po prostu nie mogę się powstrzymać. A poza tym to on jest duży, silny i warto się z nim przyjaźnić.

Dobrze, dość lansu, wracamy do tematów ciężkich i dyskusyjnych. Z ciekawych spraw sądowych o naruszenie dóbr osobistych rozpoczął się proces Wandy Nowickiej prze…

Polemiki, plebiscyty i znów o Pinkwatch

Zamiast wstępu okazjonalny meldunek z Google'a: fraza "Kara Auchemann" osiągnęła już miejsce trzecie wśród fraz, po których ludzie do mnie trafiają, wyprzedzając dwa rodzaje garniturów (przy okazji - ktoś u mnie ostatnio szukał garnituru dla psa; ja szukam dla odmiany krawata dla naszego, tak że jak napotkacie model na naprawdę niezłego ABS-a, dajcie znać). A sama K.A. jak się pojawiła, tak znikła, bo Lesbijka.org jest, jak głosi komunikat, "z przyczyn wiadomych zablokowana". I ostatnia ciekawostka w temacie - Szymon Niemiec w jednym z komentarzy pod zmartwychwstaniowym tekstem K.A., o którym niedawno pisałam, stwierdził, że Kara ze zdjęcia przy nim nie jest tą kobietą, którą kiedyś spotkał. Normalnie zagadka nieśmiertelności.

Ze spraw bieżących - dostałam ostatnio maila w sprawie drugiej odsłony strony Pinkwatch.pl (serdecznie pozdrowienia dla autorki, tak na marginesie). O pierwszej, która mi się nieszczególnie spodobała, pisałam tu. W tymże mailu było sporo …

Przyszedł czas na otwartego geja homofoba

Na początek wielkie podziękowania dla M. za wspaniały muzyczny prezent. Wprawdzie nie mam pojęcia, ile czasu zajmie mi przesłuchanie wszystkiego na tyle dogłębnie, by śpiewać wszystkie kawałki wspólnie z paniami na A., M. i B., ale na pewno będą to upojne chwile. A, nie ukrywam, spora dawka pozytywnych emocji bardzo mi się teraz przyda. Z pewnością spora część z Was miała już "przyjemność" zapoznać się z wywiadem udzielonym przez naczelnego Gaylife "Rzeczpospolitej". Jeżeli nie, znajdziecie go tu (to link do źródła, tak że wchodzicie na własną odpowiedzialność). Chyba wszystko, co było do powiedzenia na temat tego wywiadu, zostało już powiedziane między innymi na blogu Abiekta, na Homikach i na Kobiety Kobietom, tak że chciałabym jedynie powtórzyć to, co napisałam już w którymś komentarzu tutaj - piszmy i mówmy o Naszej Sprawie. Nie o wiadomym naczelnym, który, mimo iż mamy dopiero początek stycznia, zasłużył sobie na zaszczytny tytuł "szkodnika roku", ni…

Agnieszka Graff o NGO-izacji

Za nami dwa, hm, dość specyficzne występy. Usta Mariana były trudne, bo zdecydowana większość osób na widowni była płci męskiej. Nie żeby mi to jakoś szczególnie przeszkadzało, ale przekonanie ich do siebie było jednak wyzwaniem. Ale chyba jakoś poszło. Na pewno pomógł okazjonalnie (i z błogosławieństwem samego Sikory) zagrany skecz kabaretu Potem "Miłość potrafi zaskoczyć", który pokazywałam tu. I oczywiście wyśmienita drag queen Mariola, której tożsamość ujawniłam dla odmiany tu. CDQ był jeszcze trudniejszy, bo niestety grałyśmy w średnio przystosowanej do takich występów sali. Dużej, z piękną sceną, dobrym nagłośnieniem, otwartym barem na tyłach i bez miejsc siedzących. Efekt? Zainteresowani oglądali, niezainteresowani (lub ci, którzy po prostu nie widzieli) stali z tyłu i gadali, co oczywiście bardzo rozpraszało. Swoją drogą, rozpieszczone już jesteśmy. Bo przecież zdarzało nam się, i to całkiem często, grać na podobnych imprezach i w podobnych warunkach, ale nie wydawał…

Dragon Age: Początek i mój początek

Uległam (w końcu!) namowom Ewy, by coś na jej blogu napisać. W myśl zasady, której wyznawczynią jest moja druga, niewątpliwa lepsza, połowa, że jeśli chcesz o czymś przeczytać, to sama o tym napisz, mój debiutancki wpis poświęcę gierkom RPG fantasy na PC i PS3. A szczególnie jednej - "Dragon Age: Początek".

Miłośniczką gier komputerowych wszelkich jestem od początku istnienia komputerów osobistych. Najpierw gier najprostszych, później już tak "skomplikowanych" jak "Prince of Persia" (tak, ten pierwszy:)). Jakiś czas później moje dnie i noce zajęła bez reszty gra "Hereos". Przeszłam wszystkie od II do V kilka razy, oczywiście nie pomijając dodatków. Aż w końcu pojawiło się "Baldur's Gates" i kontynuacja tegoż - "Neverwinter Nights". Przepadłam. Zaginęłam bez wieści. "Wiedźmin", tak wyczekiwany, również nie pozwalał mi zasnąć przez szereg nocy.

I tu mały wtręt: Ewa niestety nie rozumiała mojej pasji, a dokładniej…

No to gramy dalej

Po miłym, nie ukrywam, urlopie wracamy do występowania, przez co w najbliższych dniach będzie mnie tu niestety trochę mniej (a konkretnie będę w komentarzach). W czwartek zaległy, niegdyś przedświąteczny, teraz już postświąteczny, występ w Ustach Mariana, przed którym mam sporą tremę, bo w ostatniej chwili wykruszyło się nam kilkoro gości, a konkretnie artyści niekonwencjonalni i Ela Wycech, w związku z czym podczas jutrzejszej próby musimy wyrzeźbić jakąś dodatkową atrakcję, coby nie zawieść widowni. A już w piątek wesprzemy przedmanifowy benefit w CDQ, w ramach którego będzie można też pooglądać kobiece erotyki, potupać przy klubowej muzyce, wziąć udział w seksownych akcjach grupowych i wylicytować bardzo tematyczne gadżety z autografami. Hmm, czyli że zapowiada się upojna noc chyba. I cel szczytny, słowem przyjemne z pożytecznym.

A poza tym? No dzieje się. Lesploty i W stronę kobiet reaktywowały się po przerwie świąteczno-noworocznej, dzięki czemu znów dostępna jest codzienna śwież…

Powody do świętowania i żenada na Gaylife

Właśnie po raz pierwszy jako osoba prywatna odczuwam coś, co internetowych dziennikarzy i dziennikarki (przynajmniej część z nich) kręci najbardziej - satysfakcję z trafienia w temat. Dwa ostatnie dni są rekordowe pod względem oglądalności bloga, a wszystko dzięki wejściom z Google'a na hasło - niespodzianka - "Kara Auchemann", które w rankingu fraz, po których ludzie do mnie trafiają, obecnie plasuje się na miejscu piątym, przed moim ulubionym "madonna porno" i za wszelkimi odmianami garniturów. Żeby było jeszcze milej, wpisawszy imię i nazwisko niedoszłej nieboszczki w ulubioną wyszukiwarkę większości internautów, dostajemy taki oto wynik:



Miejsce pierwsze i drugie, przed takimi gigantami jak Lesbijka.org, Homiki, Inna Strona i Kobiety Kobietom - no to jest wynik, jakiego jeszcze nie miałam (i już za chwilę może wyglądać inaczej, stąd pamiątkowy screenshot). A jak to się robi? Ano trzeba mieć newsa lub temat, którego nikt przed tobą nie miał (przynajmniej osta…

A jednak żyje

Jako że na noc zapowiadają 30 stopni mrozu, a jutro kończy mi się urlop (dobra wiadomość jest taka, że w końcu przestała mnie boleć głowa - przy okazji, pozdrowienia dla M. i M., które okazały się być nie tylko zatrważająco gościnnymi gospodyniami, ale też przerażająco niekłopotliwymi i uczynnymi gośćmi), szukałam na dziś czegoś zabawnego. I proszę, moje życzenie się spełniło. Zobaczcie, jak wygląda dziś strona główna wortalu Lesbijka.org:
Tak, Kara Auchemann wróciła zza grobu i zapowiada kłótnie, swady i jazdy. Mam nadzieję, że na decyzję o powrocie nie wpłynął mój niedawny post o niej, tak swoją drogą. Ale kto wie, ostatnio było na niego dziwnie dużo wejść. W każdym razie popłakałam się ze śmiechu i czekam na ciąg dalszy. Może być wesoło, no chyba że na wielki powrót jest już za późno, a zrobione cztery lata temu w balona fanki nie wybaczą swojej idolce numeru ze sfingowaniem własnej śmierci. Zobaczymy. A póki co, witaj wśród żywych, Karo (o ile jest to twoje prawdziwe imię).
Przy t…

Z nową skórą w nowy rok

Jak widzicie, blog dorobił się nowego layoutu. Nie wiem, na jak długo mi wystarczy i ile jeszcze zrobię w nim poprawek, ale mam nadzieję, że jestem bliżej końca niż dzisiaj rano. Duży problem widzę właściwie tylko jeden - pod Mozillą nie działa widżet wyciągający obserwatorów i obserwatorki mojego bloga. Za to pod Internet Explorerem wszystko jest w porządku (to ci niespodzianka!). Dajcie proszę znać, jak to wygląda u Was, może mi to pomoże znaleźć rozwiązanie. Za to znowu działa widżet z ostatnimi komentarzami, na który już jakiś czas temu położyłam kreskę. Jeżeli widzicie jeszcze jakieś błędy, będę oczywiście wdzięczna za uwagi. Aha, layout zrobiłam w programie Artisteer (wersja 2.3, wcześniejsze nie uwzględniają Bloggera), który gorąco polecam wszystkim podobnym mnie amatorom i amatorkom - jest praktycznie intuicyjny.