Przejdź do głównej zawartości

Kolejna wiedźma o imieniu na "M"

No i klapa. Morrigan (dla zapominalskich - postać z gry Dragon Age, pisałam o niej tu) jak była niedostępna, tak nadal jest. I choćbym stanęła na rzęsach, nic z niej nie wykrzeszę, oprócz słów o przyjaźni. Grając męskim osobnikiem, miałabym szansę na romans ze wszystkimi paniami i Zevranem półelfem na dokładkę. I gdzie tu sprawiedliwość, ja się pytam? Gdzie?:)

A skoro już przy wiedźmach jesteśmy, i to takich, których imię zaczyna się na "M", chciałabym zachęcić was do zapoznania się historią pięknej, niezależnej i dumnej Morgiany, zwanej też Morgan Le Fay, Morgaine bądź Morgain. W wielu wersjach historii arturiańskiej to właśnie ona była tą złą, wstrętną wiedźmą spiskującą i knującą przeciwko szlachetnym rycerzom króla Artura i oczywiście samemu cnotliwemu i prawemu królowi, a przy okazji nieźle dającą popalić równie zacnemu jak rycerze i król czarnoksiężnikowi Merlinowi.

Marion Zimmer Bradley w swojej niesamowitej książce "Mgły Avalonu", zaliczanej już do kanonu literatury fantasy na równi z tolkienowską trylogią, oddaje głos samej zainteresowanej. Morgiana opowiada swoją historię w przejmujący, ale i samokrytyczny sposób. Dostrzega swoje błędy i nie szuka usprawiedliwień. A droga bohaterki nie jest usiana bynajmniej różami. Przede wszystkim los wyznaczył jej niewykonalne zadanie walki z wszechogarniającą Brytanię chrystianizacją (ogniem i mieczem). Ma to uczynić jako następczyni Vivian, Pani Jeziora.

Morgiana, wyrwana jako dziecko z rodzinnego domu, zostaje wychowywana na tajemniczej wyspie Avalon. Po latach jednak buntuje się i ucieka z wyspy. Życie jej jednak nie rozpieszczana. Porzuci ją jej pierwszy ukochany mężczyzna, nie kto inny jak słynny Artur, noszący też imię Gwydion, kiedy po upojnej nocy w święto Beltaine i paru innych dowie się, że jest jej bratem. Zostawi, wiedząc, że jest ona z nim w ciąży. Morgiana nie będzie mogła wychować samodzielnie ich syna. W efekcie różnych sztuczek i zabiegów przejmie go na wychowanie Morgause - jej młodsza przyrodnia siostra. Morgiana straci również swoją młodzieńczą miłość - osobnika zwanego sir Lancelotem - na rzecz pustogłowej, bogobojnej i jakże kobiecej (w stylu "ach" i "och") i pięknej Ginewry, jak wszystkim wiadomo późniejszej żony króla Artura i kochanki już tu wymienionego cnotliwego rycerzyka. Morgianę spotka też wiele innych przygód, a krótkie chwile szczęścia okupi cierpieniem.

Oto jest moja prawda: opowiadam ją wam ja, Morgiana,
którą w późniejszych czasach zwano Morgan le Fay.


Książka ma ponad 1000 stron, ale uwierzcie mi, że jak już zaczniecie ją czytać, nie będziecie mogli przestać. Może o tym zaświadczyć założycielka tego bloga, która podchodziła do tej lektury jak pies do jeża. Kiedy jednak wzięła ją w swoje ręce, widziałam ją z nią wszędzie.

PS. Do znajomych czytających, kto u diabła ma nasze "Mgły Avalonu"?! Przyznać się i oddać! Uprzejmie proszę!

Komentarze

  1. Jestem ciekawa, jak patrzysz na kontynuacje cyklu, szczególnie te po śmierci Zimmer Bradley. Ja wymiękłam po "Pani Avalonu", ale to jednak nie do końca moja bajka, ot co. Z jednej strony słuszna rewindykacja i reclaiming ("od zawsze" byłam przekonana, że to Nimue ma rację XD), z drugiej, anachronizm gorszy, niż u Renault.

    OdpowiedzUsuń
  2. Paulina: przejrzałam, nie zdzierżyłam, odłożyłam. Po "Mgłach" wszystko wydawało się już nie takie.
    To jak z dalszymi częściami "Wiedźmina", ale o tym inną razą:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wg mnie Sapkowski sprawdzał się w opowiadaniach, ze stylizacją a la Sienkiewicz i tak dalej. Gdy sięgał - w ostatnich częściach cyklu - ku "wysokim" rejestrom, także po imaginarium arturiańskie, był już nie do zniesienia. Hm, czy jest jakiś cykl, który się nie psuje?

    OdpowiedzUsuń
  4. Paula: zajrzałam na półkę, sprawdziłam i zauważyłam, że nie tylko jest, ale i są:) Ale to już pomysł na kolejny wpis:) Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy można prosić o zdradzenie? umieram z ciekawości, czy kojarzę! Moją ulubioną opowieścią o czarownicy są - chyba będę dość oryginalna - "Dziurdziowie" Orzeszkowej. XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Paula: Duncan, Hobb, Eddings:)

    OdpowiedzUsuń
  7. A widziały Panie ekranizację o tym samym tytule? Nie wiem na ile jest wierna, bo nie czytałam książki, ale film jest moim zdaniem dobry. A główną rolę gra piękna Julianna Margulies.

    OdpowiedzUsuń
  8. Julianna zaiste piękna (nawet bardzo i obie z Gosią do niej wzdychamy), ale film niestety nawet w połowie nie oddaje klimatu i rewolucyjności książki Bradley. Po jej przeczytaniu traci bardzo wiele, choć to i tak chyba najciekawsza filmowa wersja legendy arturiańskiej.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…