Przejdź do głównej zawartości

Polemiki, plebiscyty i znów o Pinkwatch

Zamiast wstępu okazjonalny meldunek z Google'a: fraza "Kara Auchemann" osiągnęła już miejsce trzecie wśród fraz, po których ludzie do mnie trafiają, wyprzedzając dwa rodzaje garniturów (przy okazji - ktoś u mnie ostatnio szukał garnituru dla psa; ja szukam dla odmiany krawata dla naszego, tak że jak napotkacie model na naprawdę niezłego ABS-a, dajcie znać). A sama K.A. jak się pojawiła, tak znikła, bo Lesbijka.org jest, jak głosi komunikat, "z przyczyn wiadomych zablokowana". I ostatnia ciekawostka w temacie - Szymon Niemiec w jednym z komentarzy pod zmartwychwstaniowym tekstem K.A., o którym niedawno pisałam, stwierdził, że Kara ze zdjęcia przy nim nie jest tą kobietą, którą kiedyś spotkał. Normalnie zagadka nieśmiertelności.

Ze spraw bieżących - dostałam ostatnio maila w sprawie drugiej odsłony strony Pinkwatch.pl (serdecznie pozdrowienia dla autorki, tak na marginesie). O pierwszej, która mi się nieszczególnie spodobała, pisałam tu. W tymże mailu było sporo zastrzeżeń m.in. co do szaty graficznej, rozjeżdżającej się prawej szpalty, wyboru tagów, loga strony (podobnego do loga Europride) i loga grupy KPH Studia, która za stronę odpowiada, i trudno mi się z tymi zastrzeżeniami nie zgodzić. Jednak najpoważniejszy kłopot tej strony to jej funkcjonalność. Tak dla przypomnienia, Pinkwatch ma być bazą cytatów i publikacji dotyczących różnych aspektów problematyki LGBTQetcetera. Cytaty mają dodawać jego użytkownicy, po uprzednim założeniu sobie konta. I tu się właśnie pojawia problem, bo instrukcja dodawania cytatów jest na tyle długa (choć niekoniecznie skomplikowana), że, nawet jak już się przez nią przejdzie, nie ma się ochoty projektu współtworzyć. A ta ochota jest tu niestety kluczowa, bo aby baza cytatów rzeczywiście była skarbnicą wiedzy dla dziennikarzy, twórców raportów itp., musi być duża. To jest tak naprawdę uwaga natury ogólnej - żaden serwis oparty na kontencie generowanym przez użytkowników nie może być skomplikowany. Bo użytkownicy internetu są niestety niecierpliwi i jak, ogarnąwszy stronę wzrokiem, nie wiedzą, co mają zrobić, po prostu z niej wychodzą. Najlepiej działają mechanizmy w rodzaju "załóż konto w 30 sekund". Przykre, ale tak jest. Jakimś rozwiązaniem byłoby połączenie mechanizmu dodawania cytatów z profilami na jakimś innym serwisie. Że możesz sobie założyć profil, poznać fajnych ludzi, podzielić przemyśleniami, a przy okazji czasami wrzucić jakiś cytat na Pinkwatch. Inna opcja to po prostu formularz kontaktowy do twórców strony, za pomocą którego można by podesłać cytat.

Tymczasem tekst Agnieszki Graff o NGO-izacji, o którym pisałam tu, doczekał się polemiki ze strony Wandy Nowickiej z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Wanda zgadza się z wieloma tezami Agnieszki, ale też zarzuca jej, że pisze nie z polskiej, a z amerykańskiej perspektywy. Uważa też, że pomieszała objawy "choroby" z jej przyczynami - to nie organizacje są jej zdaniem winne niskiej samoorganizacji społeczeństwa, ale to, że społeczeństwo nie chce się organizować.

Graff maluje przed nami czarną wizję, w której głównym problemem społeczeństwa obywatelskiego są organizacje pozarządowe. Wyparły one autentyczne i spontaniczne ruchy społeczne realizujące cele polityczne, zmonopolizowały całą przestrzeń i, pobierając środki od rządu, przestały się zajmować tym, czym powinny. Tymczasem problemem nie jest to, że istnieją organizacje społeczne - wolę używać tej nazwy - tylko że społeczeństwo nie chce się organizować.

NGO-sy nie ograniczają wolności innych do organizowania się, tworzenia zupełnie nowych inicjatyw czy ruchów. Nieszczęściem jest skandalicznie niski poziom samoorganizowania się społeczeństwa. Byłoby idealnie, gdyby w Polsce zaczęły się pojawiać liczne i różnorodne w formie i treści inicjatywy obywatelskie, ale tak nie jest i raczej szybko nie nastąpi. Tymczasem organizacje pozarządowe za to, że są tym, czym są, a nie tym, czego nie ma, obrywają od Graff .


Agnieszka Graff chciała zachęcić do dyskusji na temat zjawiska NGO-izacji. Dyskutować można i o tym. Mnie jednak bardziej interesowałaby dyskusja na temat zatrważająco niskiego poziomu organizacji społeczeństwa oraz sposobów na to, co zrobić, by wreszcie społeczeństwo skorzystało z wolności do organizowania się i wzięło sprawy w swoje ręce - pisze między innymi. Całość tu, oczywiście polecam. I mam nadzieję, że to nie ostatni głos w tej sprawie. Swoją drogą ciekawe jest, że niemal dokładnie w tym samym czasie ruch LGBTQetcetera i ruch feministyczny zastanawiają się nad tym samym problemem.

Pozostając w tematach okołoogólnokobiecych, "Wysokie Obcasy" ogłosiły plebiscyt na Polkę 2009. Lista kandydatek tu, a mnie się oczywiście od razu zamarzył polski plebiscyt, z którym mogłabym się bardziej zidentyfikować. Bo wiele spośród w tym roku nominowanych kobiet wprawdzie lubię, a nawet podziwiam, ale żadna nie budzi we mnie aż tak pozytywnych emocji, abym mogła stwierdzić, że to właśnie ta najlepsza. Ha, zdecydowanie wolę oceniać według kryterium urody. A może po prostu jawnej lesbijki mi w stawce zabrakło. Jeżeli już jednak miałabym kogoś wskazać, to byłaby to Joanna Kluzik-Rostkowska, właściwie jedyna posłanka PiS-u, która wydaje się wiedzieć, na czym jej praca polega. I o niebo lepsza pełnomocniczka do spraw równego traktowania niż Elżbieta Radziszewska z PO, nominowana zresztą w kategorii "szkodnik roku".

A skoro już przy nominacjach jesteśmy, to na koniec coś zagranicznego. Amerykańska organizacja GLAAD właśnie ogłosiła nominacje do tegorocznych GLAAD Media Awards. W najbardziej mnie interesującej kategorii Outstanding Music Artist między innymi Brandi Carlile i Gossip. Oczywiście trzymam kciuki za Brandi. I antykciuki za Lady Gagę, która może i robi dużo dobrego, ale słuchać się jej po prostu nie da (a i tak pewnie wygra). Dla przyzwoitości - wszyscy nominowani tu.

A teraz - go Brandi! (przy okazji - "Grey's Anatomy", z którego jest poniższy teledysk, dostało nominację w kategorii Outstanding Drama Series)

Komentarze

  1. Tak w kwestii Googla to mnie z kolei cieszy fakt, że LGBTeka ustępuje tylko Wikipedii jeśli wpisać "LGBT" lub "literatura LGBT" :) Już nawet nie będę pisać czyje rady mi się przydały by do takiej sytuacji po części doprowadzić... ;)

    A co do Szymona - ostatnio zadziwiło mnie, gdy weszłam na jego stronę i znalazłam tam właściwie tylko informacje dotyczące jego "duchowej" działalności. Zero odnośników do erotycznych galerii ;) Chyba Szymon dojrzewa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. I znowu sobie zapomniałam zaznaczyć opcję "wyślij kolejne komentarze pocztą e-mail"... Dlatego robię to teraz!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewo, za minus dla Lejdi GaGi masz minus ode mnie :) no, dobra, żartuję, pięć z minusem, bo to jednak świetny blog. Ale to właśnie Lejdi GaGa robi największy szum w branży wokół homo, a słychać ją, bo to obecnie jedna z największych gwiazd na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Arc
    Bardzo się cieszę, że działa jak trzeba. No I jestem ciekawa statystyk, ale to już na priv.

    @Anonimowy
    Śpieszę zatem zapewnić, że Lady Gaga ma u mnie minusa jedynie w kategorii muzyka. Na nominację w jakiejkolwiek innej kategorii nie powiedziałabym złego słowa:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę oddechu po ostatnich dyskusjach :)

    PinkWatch dalej poszukuje... Muszą popracować nad tą stroną.

    Go Brandi! Hell yeah! :D
    Ale Lady Gaga wygra. Dawno nikt tyle szumu w showbiznesie nie narobił. Muzycznie też mi raczej nie leży, chociaż nie powiem, miałam jakieś dance'owe okresy kiedyś (chociaż to chyba przez QAF było...) Zwłaszcza, że na zmianę katuję teraz "So Much Shouting..." i "The Other Side" :D

    I o "GA" sobie pomyślałam... Do mojego rozwoju muzycznego się trochę przyczynił (m.in. Tegan & Sarę usłyszałam tam po raz pierwszy). Zresztą Brandi też sporo popularności dzięki niemu zyskała, a "The Story" chyba nadal jest jej najbardziej rozpoznawaną piosenką. Kiedyś to był niezły serial, ale sprawy Brook Smith im nigdy nie wybaczę :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha, a ja się na dance nie załapałam. Ale za to miałam chwilę fascynacji techno, kiedy transowe imprezy pojawiły się w Polsce - ale pewnie tylko z racji tego, że nawet taka abnegatka taneczna jak ja nie miała szans się na takiej imprezie skompromitować.

    A jednak "The Other Side"? Ja mam jednak straszny sentyment do "In the Eyes of Strangers" - i z powodu klimatu, i z racji jakości nagrania i klasy muzyków towarzyszących. No a poza tym to jednak była moja pierwsza płyta MF :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak sobie teraz pomyślę, to techno też się gdzieś przewinęło w tym samym kontekście (QAF).

    "In The Eyes Of Strangers" lepiej znałam, choćby z materiału z koncertów, więc wzięłam się za zupełnie "nowe" :) A sentyment mam do "Freedom". Oj, długo nic innego nie mogłam znaleźć, więc skatowałam dość mocno :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…