niedziela, 14 lutego 2010

Postsingielnajtowe impresje

Zazwyczaj wyżywam się tutaj na różnych robionych na gotowych szablonach stronach internetowych, dziś dla odmiany będę chwalić. Parę dni temu swojej nowej www dorobiła się "Replika" - i jest naprawdę dobrze. Jasno, przejrzyście, intuicyjnie niemal, a na dodatek po prostu ładnie. Parę poprawek jeszcze by się przydało - np. dział "Informacje" jest właściwie pusty, wszystkie teksty mają ten sam URL - ale generalnie to najładniejsza z dotychczasowych stron pisma (a było ich chyba z pięć). Dodatkowy atut to informacja o miejscach, gdzie można "Replikę" znaleźć (dział "Mapa") - mała rzecz, a cieszy.

Tymczasem Gosia zadebiutowała wczoraj na UFO-wym Singiel Najt w roli drag kinga - i była słodka. Jak zdobędę jakąś fotkę, to rzecz jasna wrzucę, a ponownie w tej roli będzie ją można zobaczyć w Ustach Mariana 4 marca. Szczegółów póki co nie zdradzę, bo program się robi, ale już mogę obiecać, że nie będzie jedyną z Barbie Girls, która pokaże się w zupełnie innym niż zwykle wcieleniu. A właściwie to wszystkie się pokażemy (dodaję to specjalnie dla Neospazmina, który potencjalnym rozłamem w kabarecie się martwi).

Samo Singiel Najt było ciekawe. Ogromny plus dla mnie to - oprócz Gosi jako słodkiego geja - atrakcyjna ekipa za barem (a co!). Choć pewnie jeżeli ktoś się nastawił, że na imprezie nie będzie par, to się trochę zdenerwował. My z Gosią miałyśmy oczywiście alibi - w końcu przyszłam ją wspierać i dopingować - ale obserwowanie reakcji mniej lub bardziej zaprzyjaźnionych par na nasze radosne spostrzeżenia w rodzaju "o, przyszły kolejne singielki" było dość zabawne. Podobnie jak śledzenie przedimprzowych komentarzy na Facebooku, w których pary zastanawiały się, czy powinny się pokłócić i rozstać przed wejściem, a zejść ponownie na imprezie. Oczywiście mam nadzieję, że osoby, które rzeczywiście przyszły z zamiarem rozejrzenia się za drugą - mniej lub bardziej trwałą - połówką, choć w części zrealizowały swój zamiar. Albo po występach drag kingów i Masskotek przerzuciły się na Kotylion Party w Obiekcie Znalezionym - w końcu daleko nie miały.

O właśnie, Masskotki. W wersji studyjnej brzmią mniej więcej tak:



Nie przepadam za współczesnym elektropunkiem, ale ta grupa coś w sobie ma (szczególnie od momentu, kiedy do klawiszy i basu dołączyła gitara) i chętnie obejrzę je w lepszych nagłośnieniowo warunkach. Choć koncerty w UFIE mają w sobie coś z atmosfery "Nieba nad Berlinem", tak że mimo wszystko warto było ich posłuchać i tam.

A o tych parach i singlach piszę nie dlatego, by sobie pokpić, czy też bo uwierzyłam, że idea Singiel Najt jest bardzo poważna i misyjna, ale dlatego, że szykuję się do posta na temat związków, w którym przy okazji podsumuję moją poligamiczną ankietkę. Bo mam wrażenie, że wiele osób dość jednoznacznie wartościuje związki - że lepsze, ważniejsze są te z dłuższym stażem, z jedną osobą, połączone ze wspólnym zamieszkiwaniem, że osoba samotna z założenia jest nieszczęśliwa i tak dalej, i tak dalej. Ale o tym za parę dni, choć nie sądzę, żeby przez ten czas układ sił w głosowaniu jakoś szczególnie się zmienił.

3 komentarze :

Dział "Mapa" potwierdza to, co zdawało mi się niemożliwe: w Krakowie nie ma lokalu, gdzie można dostać "Replikę". A łudziłam się, że może gdzieś, gdzie nie bywam, np. w Coconie... (ja dostaję pocztą, no cóż).

W kwestii ankiety... Jestem bardzo ciekawa, co napiszesz! Trudno abstrahować od własnego przypadku (wartości preferowanych deklaratywnie, i realizowanych) czy od swoich lektur uczonych jak cholera (chyba odkryciem był dla mnie Giddens, ale gdy dzisiaj do niego wracam, patrzę sceptycznie), ale myślę, że ważnym czynnikiem "za" monogamią - niezależnie od konfiguracji płciowej w danym związku - jest poczucie bezpieczeństwa, coś, co uważam za godne tego, by móc być rozważane jako - naprawdę waham się przed użyciem tego słowa - uniwersalne. Większościowe - na pewno.

Ha, ja też jestem ciekawa, co napiszę! Szczerze mówiąc, poczucie bezpieczeństwa nie jest pierwszą rzeczą, która mi przychodzi do głowy, gdy myślę o monogamii. Tzn. wydaje mi się, że składa się na nie bardzo wiele czynników, które akurat od kwestii wierności są niezależne. Ale mam jeszcze kilka dni, żeby to przemyśleć:)

Mnie też nie narzuca się jako pierwsza, chociaż znam przypadki każące wręcz sprowadzać sprawę komfortu stabilizacji do wymiaru finansowego (małżeństwa cementowane nawet nie przez dzieci, ale przez wspólny kredyt, ekhem...) - w sensie, jak wyżej, nie ważne, czy to akurat związek jednopłciowy. Wszelako monogamia osób homoseksualnych często jest postrzegana jako parcie ku naśladowaniu ogólnospołecznych wzorców, czy też jako dowodzenie, że tylko (?) pary jednopłciowe chcą dążyć do tego ideału (wierności, wyłączności, etc.), albo wręcz go osiągają. Cóż, wychodzi jak w tych dowcipach, wedle których już niedługo pobierać się będą tylko homoseksualiści. Na drugim biegunie mamy niedawny artykuł Damiana Krzysztonia, i dyskusję pod nim. W wielu przypadkach argumentem osób wypowiadających się było "to nieprawda, bo ja żyję inaczej".

Prześlij komentarz