wtorek, 30 marca 2010

Ricky gejem i kolejna szkolna afera

Co za dzień! Rano informacja o coming oucie Ricky'ego Martina (pierwszy był chyba niezawodny Pudelek, dopiero po nim newsa podchwyciły inne media). Niby nie jest to żadne wielkie halo, ale miło, że coraz więcej znanych i lubianych decyduje się na ten krok. Fajna jest też motywacja Ricky'ego: 

To jest to czego potrzebuję teraz, szczególnie jako ojciec dwóch wspaniałych chłopców. Oni są pełni blasku i codziennie uczą mnie czegoś nowego. Gdybym żył jak dotychczas, byłoby to dla nich tłamszące i niszczyłoby blask z którym się urodziły. To musi się zmienić. To nie powinno się wydarzyć 5, czy 10 lat temu, teraz jest najlepszy czas - napisał na swojej stronie internetowej.

A tu Ricky z synkami:

Kilka godzin później na main topic wortali Gazeta.pl i Wyborcza.pl trafiła historia dwóch łódzkich licealistek, które zamieściły na fotoblogu jednej z nich artystyczne zdjęcia, na których, według dyrekcji szkoły, propagują anoreksję i manifestują swoją orientację seksualną. No i dyrekcja kazała zdjęcia z bloga usunąć. A jak nie, to usunie dziewczyny ze szkoły. Cała historia i fotki tu. Jak zauważa wiele osób w komentarzach, cała ta afera jest śmieszna w kontekście tego, co uczniowie zamieszczają na portalach społecznościowych jak Nasza-klasa czy Facebook. Ale też pokazuje, że choć nie ma już Giertycha i spółki, to homofobia w szkołach ma się na tyle dobrze, że niektórzy czują się uprawnieni do ingerencji w życie prywatne uczniów. Oraz że jej ofiarami mogą być niekoniecznie osoby nieheteroseksualne - bo chociaż pojawił się wątek orientacji dziewczyn, to przecież tak naprawdę wcale nie muszą być one lesbijkami. Jedyne, co cieszy w tej sprawie, to postawa rodziców i polonistki uczennic (co akurat nie powinno dziwić, w końcu owa polonistka to jednocześnie wicenaczelna "Furii"). Petycję do dyrektora szkoły o respektowanie praw uczniów i nieingerowanie w ich prywatność można podpisywać tu.

Dotarła do mnie najnowsza "Replika". O cztery strony grubsza niż dotychczas, co, mam nadzieję, stanie się regułą, a nie miłym wyjątkiem. Na okładce Kayah, co mi się akurat podoba średnio - cały czas odnoszę wrażenie, że dużo lepsze byłyby mniej gwiazdorskie, a bardziej ludzkie okładki (na poprzedniej była Lady Gaga).
Ale może klubowicze rzeczywiście potrzebują trochę innej motywacji, by zajrzeć do środka. A w środku m.in. kontrowersyjna (jak pokazała dyskusja na Homikach) queerowa opowieść na Wielkanoc (z Jezusem-kobietą i jej nieheteroseksualnymi rodzicami), kilka bardzo ciekawych wywiadów (m.in. z Jackiem Kochanowskim, Agnieszką Łuczak - bohaterką słynnej tomaszowskiej afery, o której pisałam tu - oraz z drag queen Kim Lee), część pierwsza gejowskich opowieści z Azji oraz drugi już felieton Ani Laszuk, tym razem o "Mojej les" Zofii Staniszewskiej. Mój faworyt z tego numeru to wywiad z Jackiem, w którym opowiada o swojej nowej książce, o tym, dlaczego czuje się niezręcznie, gdy przychodzi mu zakreślić w jakimś formularzu słowo "mężczyzna", o swoich fantazmatach i oczywiście o teorii queer.

Nie czuję się "tożsamy" ze sobą sprzed dziesięciu, dwudziestu lat. Może dlatego bliska jest mi perspektywa queer, która wskazuje, że owa "tożsamość" jest iluzją. Symulacją spójności, ciągłości, jednoznaczności. Queer upomina się o prawo do bycia niespójnym, popękanym, niejednoznacznym. Do zmieniania swoich pragnień, marzeń, fantazmatów. Upomina się o prawo do bycia kuriozalnym - mówi między innymi Jacek. Cóż mogę dodać? Ja też tak mam. I pewnie nie tylko ja.

A na Homikach hula od dziś mój głos w sprawie związków partnerskich. Pierwsi komentatorzy uznali, że rozsądny i wyważony. No chyba niestety tak - zupełnie jak ja!

6 komentarze :

nobliwy, Kochana, nobliwy ;)

Jakoś zwlekałam z tym komentarzem, a mam skojarzenie dotyczące fragmentu o uczennicach IX LO w Łodzi. Z jednej strony Hanna Jarząbek i dyskusje o niekobiecym image'u lesbijek, z drugiej, pary kobiet połączone czy to w życiu, czy tylko przed obiektywem, dla ich walorów dekoracyjnych w kontekście heteroseksualno-przeciwnopłciowego ;D spojrzenia. Nie mogąc jakoś zapomnieć Gazecie Wyborczej wielkiej zmiany frontu sprzed paru lat, złośliwie pytam o ich skrzywienie ku właśnie takiemu podejściu. W aktualnych Wysokich Obcasach podziwiamy takie cudo:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/51,80530,7705866.html?i=7

Nie wiadomo jakie sugestie (np. "znaczenie symboliczne, osobiste i sekretne"), trzymanie się za - mówiąc wprost - tyłki, i... plaster antykoncepcyjny. Czy ja się czepiam?

Nie jestem pewna, czy się czepiasz. Choć to tylko dwa przykłady, więc jeszcze nie reguła. I sama jestem ciekawa, jak Gazeta zrecenzowałaby fotoreportaż Hani chociażby.

Dobre pytanie! Niedawno organizatorzy Berlin-Yogyakarta w Krakowie zwrócili się do "GW" z prośbą o patronat - z tego, jak to rozumiem, to "nic" nie kosztuje - właśnie głównie po to, by się dowiedzieć, jaka będzie reakcja. Niestety, akurat wisi nade mną deadline, i jestem trochę nie na bieżąco, nie wiem, czy plan się powiódł.

Nie wierzę w reguły, ale każda indukcja niepełna od pewnego momentu zaczyna robić wrażenie... ;D

Wystawy Berlin-Yogyakarta, znaczy się...

Kosztuje, kosztuje:) Po pierwsze miejsce w Gazecie, po drugie ewentualne świadczenia reklamowe. Zazwyczaj załatwia się to w barterze, ale to też pieniądze, bo uwzględnia się je w przychodach i wydatkach. Do tego czas pracy dziennikarzy, redaktorów, prawników (umowa barterowa)... Dlatego duże media zazwyczaj biorą patronat jedynie nad dużymi imprezami, bo wtedy jakoś się to opłaca.

Prześlij komentarz