Przejdź do głównej zawartości

Siedlce małą stolicą kultury

Dziś temat dnia może być tylko jeden - kolejna wygrana w Strasburgu. Trybunał orzekł dziś, że brak możliwości dziedziczenia przez partnerów w związkach jednopłciowych narusza Konwencję Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Chodziło o sprawę Piotra Kozaka, któremu odmówiono możliwości odziedziczenia mieszkania komunalnego po zmarłym partnerze, gdyż takie prawo według polskich urzędników i sądów mają jedynie związki heteroseksualne. Więcej szczegółów tu, a ja z chęcią otworzyłabym szampana, gdyby nie to, że mam dziś jeszcze trochę pracy. Tak że otworzę go prawdopodobnie dopiero w niedzielę, gdy już się uporam ze wszystkimi nadprogramowymi obowiązkami, które ostatnio na mnie spadły i które są też odpowiedzialne za ciszę na blogu.

Jak może pamiętacie, w niedzielę miałyśmy występ w Siedlcach. I było to na kilka sposobów nowe przeżycie, a na kilka może nienowe, ale za to bardzo miłe. Raz, że pierwszy raz zdarzyło nam się występować przed w większości heteroseksualną publicznością, na dodatek przyzwyczajoną do bardziej mainstreamowych kabaretów. Dwa, że mimo iż występ miał miejsce w klubie, podczas przedstawienia było po prostu cicho (poza momentami, kiedy publika się śmiała i dogadywała), chociaż bar był otwarty, a scena tuż przy nim. Ha, więc jednak można, trzeba tylko chcieć! Trzy, że na występ zapraszały chyba wszystkie lokalne media (trafiłyśmy nawet na okładkę "Kultury Siedleckiej"!) - papierowe i internetowe - i te zapowiedzi oczywiście wywołały trochę głupich komentarzy (na przykład takich jak tu), ale też nic poza nimi. Nie, żebyśmy się spodziewały jakiejś manifestacji, ale lekki niepokój przed występem był. Podczas występu zresztą też, kiedy w pewnym momencie do klubu weszło kilku młodych mężczyzn odpowiadających wyglądem stereotypowemu wyobrażeniu o antyparadowych kontrmanifestantach. I co? I jeden z nich podszedł do mnie po występie i stwierdził: "Fajnie było. Szkoda, że tu się nigdy nic nie dzieje". Wracając do wyliczanki, cztery to superprofesjonalna organizacja i przetroskliwe organizatorki z grupy "Oczami kobiet". Pięć to prezent, który dostałyśmy od sponsora plakatów z zapowiedziami występu - siedleckie rękodzieło, które będzie z nami występować w nowym programie. A sześć to recenzja występu - poniżej pamiątkowy printscreen, a całość do przeczytania tu.
Co więcej? Ha, mam nadzieję, że jeszcze nas kiedyś zaproszą. Bo mimo iż nie do końca wstrzeliłyśmy się z programem, to jednak ogólne wrażenia mam bardzo pozytywne. Tak że, drogie czytające artystki i czytający artyści, jak was zaproszą do Siedlec, nie ważcie się nie jechać. Może i nie jest to już mała stolica kultury porównywalna z Zieloną Górą (która posiada słynną "Gębę"), ale nie znaczy to, że zmienili się ich mieszkańcy. I że taką stolicą Siedlce jeszcze kiedyś nie będą.

Tyle na dziś, wracam do pracy niestety. Do przeczytania w bardziej sprzyjającym momencie, czyli mam nadzieję niedługo. A, jak macie możliwość, to wpadnijcie w czwartek do Ust Mariana na Drag King Comedy Show. Zaczynamy o 20.

Komentarze

  1. Bo to jest trochę tak - mam nadzieję, ze tylko głupio uogólniam ;) - że nie doceniamy tzw. "prowincji" myśląc o niej schematycznie. a tu proszę, siurpryza ;). ja tak ostatnio się nie mogę otrząsnąć w kwestii Olsztyna. zawsze myślałam, ze dziura, a tymczasem np. program wydarzeń okołomanifowych powalający!

    OdpowiedzUsuń
  2. ale proszę, nie prawo dziedziczenia, a prawo do wstąpienia w umowę najmu... a to 2 zupełnie różne kwestie, inne prawo... tu szczegóły prawne
    http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/402927,bezprecedensowy_wyrok_w_strasburgu_moze_otworzyc_droge_do_legalizacji_zwiazkow_homoseksualnych.html,2

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…