Przejdź do głównej zawartości

Dziękuję, księże Nowaku

Miałam nie pisać o pogrzebie Izabeli Jarugi-Nowackiej, ale jednak parę słów być musi. I to nie ze względu na to, kto się na nim zjawił (wszyscy - od prawa do lewa) czy przemówienia nad urną, w których nie zabrakło takich słów jak "mniejszości seksualne" czy "feminizm", ale z uwagi na to, co powiedział ksiądz Arkadiusz Nowak, który odprawił mszę pogrzebową. I w brodę sobie pluję, że nie weszłam do kościoła (choć chyba bym się nie zmieściła) i nie usłyszałam tego na żywo, bo to piękna odtrutka na niedawne słowa prymasa Muszyńskiego.

Najczęściej tak to jest, że musi człowiek umrzeć, żeby usłyszeć o sobie tyle dobrych słów. Jednak myślę, że Iza była tą osobą, o której dobrze wielu z nas, choć nie wszyscy, a na pewno wielu z nas tu obecnych, mówiło za życia. Onieśmielała nas swoją osobą, urodą. Przyciągała nas swoją bezpośredniością. Iza zawsze wyglądała wspaniale - wiecznie młoda, bo tak, jak rękopisy nie płoną, tak ludzie, którzy niosą w sobie wewnętrzną radość, nigdy się nie starzeją. I taka właśnie była Iza - była cała w uśmiechach i nawet wtedy, kiedy było jej przykro i kiedy się smuciła, ten smutek poniekąd był jakoś radosny. Była niezwykła, elegancka, była uosobieniem kobiecości. Szyk, styl i elegancja. Nikt nie przypuszczał, że była babcią małego Jakuba i że z niecierpliwością oczekiwała wnuczki Zosi, która ma się urodzić w czerwcu. 

Była wierna sprawom, w które się angażowała. Niezłomna, silna, można powiedzieć spolegliwa, ale w takim rozumieniu tego słowa, że była osobą, na której można było polegać, bo rzeczywiście na niej zawsze można było polegać. I choć różniliśmy się po wielokroć w różnych sprawach, to Iza wyznawała tę zasadę, która mi osobiście jest również bardzo bliska: należy przede wszystkim szukać w nas tego, co łączy, a nie tego, co dzieli, budować dobro wspólne i dobro drugiego człowieka na tym, co nas łączy, a nie tym, co nas dzieli. 

Cechowała Izę wielka kultura osobista, wielka kultura słowa i argumentacji. Doceniali to w niej nawet przeciwnicy polityczni. Cechowała ją również rzadko spotykana empatia i to, co my chrześcijanie nazywamy miłością bliźniego. Cechowała ją również życzliwość wobec świata, odpowiedzialnie rozumiana tolerancja i, co chyba bardzo ważne, szacunek dla różnorodności. Kardynał Stefan Wyszyński powiedział, że "niebo otwarte jest dla każdego człowieka, a szczególnie dla człowieka dobrego". Jako osoba głęboko wierząca jestem przekonany, że przyjdzie ten moment, kiedy spotkam kiedyś Izę, która z tym właściwym dla siebie uśmiechem powie mi: "Arku, długo tu na ciebie czekałam, pozwól, że teraz oprowadzę cię po tych miejscach, o których wtedy, gdy żyliśmy na Ziemi nie wyobrażaliśmy sobie, jak one wyglądają". Głęboko wierzę, że tak właśnie się stanie.
 

I dzisiaj, w tej ostatniej chwili, kiedy można i trzeba powiedzieć "dziękuję" w imieniu tych wszystkich, którzy nie mogą tego uczynić publicznie, pragnę powiedzieć "droga Izo, pani premier, w imieniu wszystkich, którym czyniłaś dobro, serdecznie ci za to dziękuję. Niech ci Bóg wynagrodzi".

Właśnie tacy ludzie jak ksiądz Nowak czy jak środowisko "Tygodnika Powszechnego" przywracają mi szacunek do Kościoła (choć jestem ateistką) i wiarę w to, że nie wszyscy w nim zapomnieli lub na swoją korzyść zinterpretowali to ponoć najważniejsze przykazanie - przykazanie miłości.

Komentarze

  1. Jeszcze raz chciałam usłyszeć te słowa - zapiszę je sobie. Jakże ważne było dla mnie być tam dziś, stanąć przed jej grobem, pochylić głowę i szepnąć "dziękuję".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładny fragment, ale szkoda, że zabrakło kropki nad i w momencie wymieniania środowisk (wcześniej), których postulaty Izabela Jaruga-Nowacka reprezentowała. Ekskomunika chyba za to nie grozi...
    Na cmentarzu Grzegorz Napieralski nazwał sprawy po imieniu.

    Wzruszająca, bardzo smutna uroczystość. Uważam, że miała wspaniałe pożegnanie. Wielka, wielka szkoda, że tak wcześnie :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Zobacz Paniewa, do tej wypowiedzi x.Nowaka, jakze ludzkiej,jakze empatycznej, jakze oddajacej hold p.Jarudze zadnego bostwa nie potrzeba.
    I zdziwienie ze tak empatycznie moze mowic katolicki ksiadz.

    A co z pomyslem by parade jej imieniem nazwac? Albo polski 8 marca?
    Ufie patronke przypisac?
    Nagrode pinkowa/stypendium jej nazwiskiem udekorowac?

    BTW. Tego ksiedza tez mozna na wasz wystep zaprosic, skoro taki normalny."Dyche nas mikroporta" pewnie odzaluje?

    m@B

    neospasmin.blox.pl

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…