Przejdź do głównej zawartości

Ars Homo Erotica, Romaszewska i znów wybory

Jutro wernisaż wystawy "Ars Homo Erotica" w Muzeum Narodowym. I o ile nie wydarzy się coś nieprzewidzianego, na pewno się z Gosią wybierzemy, bo skala wydarzenia jest nieporównywalna z czymkolwiek, co dotychczas mieliśmy okazję w Polsce oglądać, tak że fajnie będzie zobaczyć początek. Przy okazji ciekawostka:

Wystawa przypadkowo zbiegnie się w czasie z wielką paradą gejów i lesbijek EuroPride, która odbędzie się w lipcu w Warszawie. - Cieszy nas to, bo wystawa jest również polityczna, zwłaszcza jej część w holu głównym zatytułowana "Czas walki". Bo dla gejów i lesbijek w Europie Środkowo-Wschodniej to wciąż jest czas walki - z dyskryminacją, cenzurą, o prawa do związków partnerskich 
- czytamy w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

Kandydatka na RPO Zofia Romaszewska tak się przejęła wczorajszym wywiadem dla radia TOK FM, że postanowiła przedstawić swoją koncepcję działalności na tym stanowisku na blogu swojej córki. A przy okazji zaznaczyć, że jej wypowiedź została przez media zmanipulowana. Punkt dla niej, też uważam, że opis wywiadu i sam wywiad różnią się dosyć mocno. Co nie zmienia faktu, że nie zgadzam się z pojmowaniem parad jako "demonstracji seksualności", a i do jej wizji związków partnerskich po krótkim namyśle jakoś trudno mi podejść poważnie (choć zrobiło na mnie wrażenie bezproblemowe używanie słów "gej" i "lesbijka" - wbrew pozorom nie każdy tak potrafi). Co do koncepcji związków, to, jak dowcipnie zauważył forumowicz Reader na Homikach:

Nie radzę się też cieszyć z jej poparcia dla związków partnerskich, bo ona za taki uważa np. związek między siostrami. Jej wizja jest raczej bliższa przysposobieniu osoby bliskiej, które proponuje Olechowski, niż prawdziwym związkom partnerskim, gdzie jest to rodzaj formalizacji zarezerwowany dla par. 
Czyli znowu wybieg, żeby przypadkiem nie uznać pary za parę. Jest też spora szansa, że po PiS-owej i sejmowej obróbce byłoby to dostępne tylko dla krewnych i heteroseksualnych konkubinatów.

Zgodnie z okołowyborczą tradycją (ostatni raz zdarzyło mi się tam być mocno aktywną w 2005 roku, też przy okazji wyborów) wciągnęłam się w debatę na forum portalu Kobiety Kobietom. Zabawa przednia, bo przy okazji wyłuszczenia mojego sposobu na "mniejsze zło" (oddanie nieważnego głosu - więcej pisałam o tym tu) dowiedziałam się od szefowej KK, że jestem niczym Lepper, nie rozumiem podstawowych zasad demokracji, a moje argumenty są szkodliwe dla mniej wyćwiczonych umysłów, które potrafię zwieźć gładką gadką. Słowem obrzydliwy i niebezpieczny troll ze mnie, tak że uważajcie. A tak serio, to lubię takie dyskusje, bo wychodzą w nich fajne emocje (jednak coś w tym jest, że wybory to święto demokracji). I bardzo polecam sondaż na początku zlinkowanego wątku, bo uwzględnia dwie opcje przy każdym nazwisku - dla tych, które głosują na kogoś z przekonaniem, i dla tych, które uważają, że inni są jeszcze gorsi. Póki co wychodzi na to, że większość nie ma tak naprawdę swojego kandydata. Ciekawostka, prawda?

Z dobrych wieści - zreaktywował się jeden z moich ulubionych blogów Fioletowa Winda. Zachęcam do regularnego zaglądania, naprawdę warto.

Komentarze

  1. Od dłuższego już czasu szkoda mi atłasu na dyskusje na KK ;) i podziwiam, że starcza Ci cierpliwości na takie przepychanki :)
    Pójdziemy z moją partnerką na wybory z poczuciem niesmaku i pewnie najbliżej nam będzie do oddania nieważnego głosu. Szkoda, może kiedyś będzie nam dane zagłosować na kogoś, kto nasze sprawy potraktuje poważnie.
    pozdrawiam
    dubiduu

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się obudziłam na KK przedwyborczo i pewnie zamilknę na kolejne 5 lat. I w sumie nie miałam zamiaru dyskutować, ale skoro pomysł z oddaniem nieważnego głosu okazał się tak kontrowersyjny, nie mogłam się powstrzymać:) Z tego, co czytam, nie tylko my (w sensie osoby nieheteroseksualne) mamy problem z tymi wyborami. Tak że może idzie ku lepszemu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…