Przejdź do głównej zawartości

Lesby maszerują

Najnowsze InterAlia miały być poświęcone kobietom nieheteroseksualnym i znalezieniu odpowiedzi na pytanie, czy w badaniach nad odmiennością seksualną przeważa perspektywa gejowska. Wyszło trochę inaczej, bo na to pytanie zdecydowało się odpowiedzieć zaledwie kilka autorek. W efekcie mamy numer poświęcony aktywnościom ważnym dla nieheteronormatywnych kobiet, a kwestia tego, czyja perspektywa przeważa w badaniach, pozostaje bez odpowiedzi.

Zastanawiając się na rozwiązaniem tego problemu, natrafiłam na ciekawy przykład zwiększania widoczności kobiet w ruchu LGBTQetcetera. Bo że nie tylko u nas są one słabo widoczne, to raczej wiadomo. Otóż w Ameryce Północnej już od 1981 roku, zazwyczaj dzień przed ogólnymi paradami organizowane są marsze lesbijek (pierwsze odbyły się w Vancouver i Toronto). Początkowo głównym celem marszy było zwiększenie widoczności oraz aktywności lesbijek. Z czasem znalazły w nich swoje miejsce również inne wykluczane z oficjalnego dyskursu grupy jak kobiety biseksualne, osoby interseksualne i transgenderowe. W większych metropoliach wokół marszy organizowane są wydarzenia stargetowane na konkretne grupy - kobiety starsze, matki itp.



Podwójne parady mamy zresztą nie tylko w Ameryce - również np. Berlin może się pochwalić jednym wydarzeniem komercyjnym i jednym politycznym (i mocno przaśnym przy okazji). Co z tego wynika dla nas i dla pytania z początku tekstu? Właściwie jedynie to, że zawsze są jakieś niezałatwione sprawy i zawsze są jakieś grupy, dla których marsze są protestem, a nie okazją do zabawy. Oczywiście Polska to nie Niemcy, Stany czy Kanada, więc my tych niezałatwionych spraw (jak chociażby związki partnerskie czy ustawodawstwo antydyskryminacyjne) mamy znacznie więcej (dlatego też - tak na marginesie - mam nadzieję, że wykorzystamy EuroPride do promocji naszych spraw, a nie tylko do zabawy). Zastanawia mnie jednak ich gradacja. Często słyszymy, że problemy dla nas istotne to według polityków czy dziennikarzy sprawy marginalne. Czy że najpierw w Polsce powinniśmy się zająć uzdrowieniem jednego obszaru, a dopiero potem brać się za kolejne. I po trosze ten sposób myślenia powielamy w naszych debatach (jak Piotr Oczko w tekście, o którym pisałam tu), skupiając się na jednych rzeczach, a inne odsuwając na dalszy plan. A ten dalszy plan zależy oczywiście od tego, czyj głos słychać najlepiej. Pozornie brak odpowiedzi na pytanie, czy i w Polsce teoria queer stała się domeną (białych) homoseksualnych mężczyzn jest bez znaczenia (wszak to "tylko" akademicka debata). W praktyce pokazuje, że również badacze i badaczki (którzy zazwyczaj mocno wyprzedzają wszelkie działania) nie bardzo wiedzą, jak sobie z tym kłopotem poradzić, albo też zwyczajnie nie są nim zainteresowani. Jak to rokuje wszelkim organizacjom i pojedynczym aktywistom i aktywistkom? Ano prawdopodobnie tak, że jak już w końcu (za tysiąc lat) załatwimy kwestię związków partnerskich, to dopiero rozwiąże się worek z problemami. I szczerze mówiąc, za cholerę nie wiem, jak to wszystko ugryźć, żeby tak się nie stało. Choć oczywiście na jakiś Dyke March z przyjemnością bym się wybrała.

Komentarze

  1. "tak na marginesie - mam nadzieję, że wykorzystamy EuroPride do promocji naszych spraw, a nie tylko do zabawy"

    a wiesz, od jakiegoś czasu chodzi za mną ta kwestia i w sumie chyba trzeba by uruchomić kolejną debatę - jaka w zasadzie ma być EuroPride? czy będzie to kolejna parada warszawska, czyli pomieszanie z poplątaniem, polityka z imprezą, czy może tak jak w zeszłym roku podzielimy ją na część polityczną (daj bogini, by szła na przodzie jak w zeszłym roku) i część imprezową, czy też - jak większość EPsów - będzie po prostu wielka balanga i celebracja?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…