Przejdź do głównej zawartości

Geje nie są straight

Pourlopowy przegląd homofobicznych mediów przyniósł kilka niespodzianek. Jedna - ciekawa - to fotoreportaż "Twarze EuroPride" w "Rzeczpospolitej". Czarno-biały, wysmakowany, po prostu ładny. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Kolegom z Frondy nie spodobał się taki wysmakowany wizerunek paradowiczów, więc wysmażyli swoją własną galerię (linka nie podam, jak chcecie, to poszukajcie). Cel - pokazać uczestników EuroPride "bez retuszu" i dowieść, że osoby nieheteroseksualne są nieatrakcyjne, co oczywiście jest też jedną z przyczyn ich nieheteroseksualności (no wiecie, lesba to tak brzydka baba, której żaden facet nie chciał, a gej to przegięty koleś, który w rzeczywistości chce być kobietą). Głupie to strasznie i dziecinne, po Frondzie spodziewałam się lepszych "argumentów" niż spod znaku "Jesteś głupia, wredna i leniwa - zostań feministką!" (tak na marginesie - pamiętacie "akcję" opartą na przywołanym haśle?).

Ale już w prawdziwe osłupienie wprawił mnie tekst na zrecenzowanym przeze mnie tutaj jakiś czas temu portalu Prohomofobia.pl, również będący pokłosiem wspomnianego reportażu. Nosi toto tytuł "Kim jest mężczyzna STRAIGHT dla dziennika Rzeczpospolita" i poświęcony jest różnicom między gatunkiem "gej" a gatunkiem "mężczyzna straight". Kilka cytatów (zachowałam oryginalną pisownię):

Prawda jest taka, że męscy i atrakcyjni są heteroseksualiści. Podobnie jest z kobietami. Potwierdza to każde kolejne i rzetelnie przeprowadzone badanie na – co dziwniejsze – reprezentantach wszystkich heteroseksualnych orientacji.

Homoseksualiści różnią się od większości społeczeństwa i to na niekorzyść, bo są "przegięci". Ten kolokwialny epitet nie wymyślili heterycy. "Straight" to mężczyzna pożądany przez geja – ktoś taki jak "ale laska" dla heteroseksualisty. (...) Jest dosłownie wyprostowany, ma męską twarz, potrafi być twardy i zdecydowany. Straight mieści w sobie spełnioną fizjologię mężczyzny i osobowościowe cechy przypisywane heteroseksualistom: zdecydowanie, asertywność, odwagę. Wszystko to zamyka ukierunkowanie na kobiety podsycane rywalizacyjnością i zdolnością do męsko-męskiej konfrontacji. W straight zbiega się więc tak orientacja seksualna, jak oryginalna osobowość oraz fizyczna postawa.

Geje nie są straight. W mniejszym lub większym stopniu są "przegięci". To następny kolokwializm, który oddaje opozycję między światem heteryków a subkulturą gejów. Przegięcie to coś więcej niż sama poza, albo gra. Przegięcie jest ikoną pewnej wrażliwości, fizykalną i genderową, czyli odwołującą się do stereotypów o kobiecości. Fizykalną, ponieważ owa wrażliwość gruntuje temperament i psychofizjologię. Rzeczpospolita tę różnicę między jedną a drugą wrażliwością i właściwą dla nich autoprezentacją spróbowała postmodernistycznie zasłonić i rozwodnić.

Całkiem niedawno, w odpowiedzi na przywołany już mój wpis o tymże portalu, jego autorzy pisali między innymi:

Mamy mnóstwo pytań. O miejsce lesbijskiej i gejowskiej tożsamości, o relację hetero- do homoseksualności, o konsekwencje wywyższenia seksualności. Czekają nas kolejne projekty. Planujemy otoczyć rodziców homoseksualnych dzieci wsparciem, wypromować zdrowie osób homoseksualnych, przeprowadzić kampanię reklamową "nigdy nie eksperymentowałem z własną płcią".

Zabrzmiało obiecująco, niestety sposób realizacji, delikatnie mówiąc, rozczarowuje. Bo jeśli odpowiedzią na pytanie o relację homo- do heteroseksualności ma być stwierdzenie, że geje różnią się od mężczyzn heteroseksualnych zarówno fizycznie (czy tylko mnie się nasuwają skojarzenia z mierzeniem wielkości nosów?), jak i psychicznie, to ja raczej nie chcę wiedzieć, jak będzie wyglądała realizacja kolejnych pomysłów.

Niedawno czytałam w "Dużym Formacie" reportaż Tomka Kwaśniewskiego "Pranie.pl". Z grubsza rzecz biorąc, jest to tekst o pewnym mentalnym eksperymencie, który Tomek przeprowadził wspólnie ze swoim dawnym kolegą, z którym obecnie różni go wszystko - Tomek jest liberałem, jego kolega konserwatystą, Tomek wierzy w dobrą wolę Rosjan w sprawie Smoleńska, jego kolega, że to oni przyczynili się do tragedii... I tak pewnego dnia, zamiast rzucać po raz kolejny słuchawką, postanowili się wzajemnie wysłuchać. I spróbować zrozumieć. Powstał z tego świetny tekst, a ja pod jego wpływem po raz kolejny zaczęłam się zastanawiać, czy i na ile jestem w stanie się porozumieć z kimś, kto prezentuje skrajnie odmienne do moich poglądy. Po raz kolejny, bo swojego czasu nie tylko się nad tym zastanawiałam, ale nawet szukałam tego porozumienia, prowadząc długie dyskusje na różnych Frondach. Teraz bliżej mi do stanowiska, że dyskusja z pewnymi osobami nie ma sensu, niemniej jednak w debacie na temat strategii walki o nasze prawa nadal pojawiają się głosy, że przekonywanie przekonanych to żadna sztuka, trzeba się zabrać za nieprzekonanych. Idea jak najbardziej słuszna, kłopot tylko z realizacją. Bo, nie wiem, jak wy, ale ja nie mam jakoś ochoty wysłuchiwać osób, dla których argumentem (nieważne, jak wydumanym) przeciwko przyznaniu komuś równych praw jest jego wygląd. Podobnie zresztą jak nie jestem w stanie ustąpić na krok w dyskusjach wewnętrznych o tym, kto ma niby prawo nas reprezentować - czy to na paradach, czy w mediach, czy gdziekolwiek bądź.

Komentarze

  1. Cóż, ja miałem wiele okazji do rozmawiania z osobą o skrajnie odmiennych poglądach. Mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa jest osobą o skrajnie rasistowskich i homofobicznych poglądach.

    Zasadniczo rozmawialiśmy dość szczerze, z tym że tylko teoretycznie. Nigdy nie dowiedział się, że jestem gejem ("zboczeńcem" jak on to mówił) - im bardziej ja akceptowałem siebie, tym mój kontakt z nim (co oczywiste) słabł.

    Pamiętam jednak, że zdążyłem się go zapytać czemu właściwie nienawidzi tak homoseksualistów przecież niczym mu nie zagrażają - ale wprost odpowiedział "po prostu".

    Myślę, że z tego rodzaju mentalnością nie da się dyskutować.

    Z drugiej strony - dyskusje i słowa to jedno, działania to drugie.

    Nie wiem tak naprawdę jak by zareagował, jakby to na niego wpłynęło, gdyby dowiedział się, że od dawna miał pod samym nosem geja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do tych facetów. Ja generalnie widzę się z mężczyzną, myślę że to mogłoby mieć miejsce. Geje są jak wiadomo różni, jedni przystojni, drudzy brzydcy, ale jest coś w tym dowcipie, który mówi o tym, że wszyscy fajni faceci mają swoich chłopaków :) W moim otoczeniu jest ze trzech takich, co naprawdę pasują do mojego snu o mężczyźnie idealnym, tylko niestety są nieosiągalni :)

    Co do różnic poglądów, to ja czasami nie umiem odpuścić dyskusji, nawet jeśli sens marny. Robię to albo ze zwykłej ciekawości człowieka i jego poglądów (i zdarza się, że wtedy czasem weryfikuję swoje, a czasem każdy idzie ze swoimi do domu), albo z przekonania, że jakiś pogląd jest groźny (w tym drugim przypadku oczywiście już z mniejszą otwartością).

    OdpowiedzUsuń
  3. zależy, Ewo, jak zdefiniujesz "nieprzekonanych"... niekoniecznie musisz zabierać się za twardych homofobów, chętnie udostępnię Ci do debaty kogoś z mojego baaardzo bliskiego podwórka ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko, że aby mogło dojść do dialogu, to obie strony muszą go chcieć. A im większa różnica tym bardziej chcieć. Muszą także chcieć założyć, że pewnie rozstaną się z taką samą różnicą poglądów jak przyszli i nie uważać, że to źle że tak się stanie. W przypadku homofobii to trudne, bo homofobia jest fobią.

    OdpowiedzUsuń
  5. No w zasadzie, to geje prosci (str8) nie sa :) wiec teza, ze wszyscy geje sa w mniejszym lub wiekszym stopniu 'przegieci' (non-str8) jest jak najzupelniej sluszna. Gej, ktory nawet najbardziej przypomina stereotypowego heteroseksualnego mezczyzne jest 'przegiety', gdyz pociagaja go mezczyni, a nie kobiety. A przegietosc pewnie mozna by mierzyc na skali w jakims przegietosciowo-str8owym kontinuum. Gdyby jakos nalozyc na siebie wszystkie continua orientacji, przegietosci, genderowosci itp itd to by nam pewnie wyszedl jakis fantastyczny wieowymiarowy twor... mmm matematyka, stastystyka z seksualogia w jednym... chcialbym chociaz 4wymiarowy rzut tego modelu zobaczyc :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyle że to przegięcie ma się nijak do fizycznej atrakcyjności, zdecydowania, asertywności itd. itp., jak uważa autor owego wywodu. Pewnie, że wolę dyskurs spod znaku "jesteśmy inni" od tego, który mówi, że jesteśmy tacy sami, jednak streszczanie inności w wyglądzie zewnętrznym nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale za to można się pośmiać z niezdecydowania - z jednej strony homoseksualizm jest nabyty, a drugiej strony mierzymy nosy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Są homoseksualiści 'przegięci' mniej bądź bardziej, jednak stereotyp o przegięciu jest nieprawdziwy z prostego powodu, że przegięcie nie jest żadną domeną homo i znajdzie się takich (w takiej samej ilości) wśród hetero, podobnie jak str8 (jeśli rozumieć to słowo jako 'męski', bo w pierwotnym znaczeniu oznacza ono po prostu heteroseksualny). Wiadomo, że jeśli ktoś odczuwa pociąg do danej płci, to preferuje >osobniki< o bardziej zaznaczonym dymorfizmie, czyli najbardziej męskich mężczyzn i najbardziej kobiece kobiety, ale jaki ma to związek z orientacją? Żaden, bo jedyne, czym różnią się przedstawiciele poszczególnych orientacji seksualnych, to orientacja seksualna. Wiele osób mówi, że stereotypy nie biorą się z księżyca. Owszem, biorą one z mediów i filmów produkowanych dla ludzi ograniczonych, które lubią karmić swoich odbiorców różnymi antagonizmami, bo oni lubią to jeść i jeszcze za to sowicie zapłacić. Nie istnieją żadne stereotypy, które wynikałyby z osobistych doświadczeń z homoseksualistami, bo 90% społeczeństwa nie zna żadnych, co zresztą świadczy o tym, że nie da się ich po niczym rozpoznać. Prawdopodobieństwo, że ten przegięty facet jest homo, wynosi 5%, bo 5% mężczyzn to homoseksualiści, więc nawet jak się komuś uda trafić, to przez przypadek. Ale durne społeczeństwo i tak tego nie zrozumie, a media będą podtrzymywały stereotypy, bo to przecież biznes.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…