poniedziałek, 5 lipca 2010

A jednak Komora

Po podaniu wyników z 20 procent komisji i objęciu prowadzenia przez Kaczyńskiego zrobiło się dziś w nocy nerwowo. Homiki i Abiekt wznowili zakończone przed północą relacje, a niżej podpisana miała chwilę satysfakcji, gdy różnica między kandydatami w pewnym momencie była mniejsza niż liczba nieważnych głosów (i próbowała ją - dość nieskładnie - w obu relacjach na żywo wyrazić). A potem wszystko wróciło do "normy". Ja już tego nie doczekałam, poszłam spać, ale Gosia czuwała, tak że rano powitała mnie taka wiadomość:

Czyli po fatalnej kampanii wyborczej mamy prezydenta który wygrał tylko z jednego powodu - bo nie jest Jarosławem Kaczyńskim. Naprawdę jestem ciekawa, jakie byłyby wyniki, gdyby nikt nie robił kalkulacji w rodzaju "mniejsze zło", tylko poparł swojego kandydata (a w razie braku takowego - wybrał grilla lub Lady Gagę) w obu turach. Moglibyśmy się zdziwić. I to jest najgorsza rzecz w tych wyborach - że nie odzwierciedlają rzeczywistego poparcia, jakim cieszą się kandydaci i ich ugrupowania, a jedynie pewną kulturę głosowania, w której na zwycięstwo składa się suma głosów pozytywnych i negatywnych. A i tak zwycięzca uzna, że cieszy się poparciem większości Polaków i Polek. No bo przecież wygrał, prawda? I nic innego się nie liczy.

Cóż, PO ma swoje 500 dni spokoju, o które prosiło. Nie będę złośliwa i nie napiszę, że czekam na obiecany cud gospodarczy. Nie czekam. PO ma swój czas i życzę im, aby go jak najlepiej wykorzystali. I mogę jedynie zachęcić tych, którzy poparli Komorowskiego, aby trzymali "swojego" (lub swojego) kandydata za słowo i przypominali mu o jego obietnicach i swoich oczekiwaniach. I mieć nadzieję, że nasze organizacje, które swojego czasu obraziły się na Radziszewską i odmówiły przychodzenia na organizowane przez nią spotkania, jeszcze zmienią zdanie. Nie, nie uważam, że PO coś dla związków partnerskich zrobi. Ale skoro chcą rozmawiać o naszych problemach, to rozmawiajmy, od tego korona nikomu z głowy nie spadnie. I może za parę lat ugramy przynajmniej tyle, że żaden z kandydatów nie będzie mógł powiedzieć, jak Komorowski w tej kampanii, że on o żadnych problemach par jednopłciowych, których nie da się załatwić na bazie istniejącego prawa, nie słyszał.

Zazwyczaj nie promuję tu kiepskiej muzyki, ale to podsumowanie wyborów chodzi mi od wczoraj po głowie, tak że na koniec sobie pozwolę:

9 komentarze :

Ja też się dziś nie wyspałam :)
Luźne przemyślenia na szybko.

1. gdyby nieprzekonani wybrali grilla, wygrałby Kaczyński - tendencja w okręgach jest taka, że im więcej głosów na Komorowskiego, tym mniej głosów nieważnych
2. moja reakcja na wahania sondażowe była dokładnie odwrotna - pomyślałam sobie, że mało brakuje a przez głosy nieważne będziemy mieli powrót największego w polskiej polityce homofoba
3. w sumie cieszę się, że część osób oddała głos nieważny, ale też cieszę się, że część planujących taki ruch się rozmyśliła, bo dzięki temu jest efekt (z mojego punktu widzenia) w sam raz - tak czy inaczej ryzyko było
4. nie wiem czemu tak wiele osób, które nie zagłosowały na kandydata, tak się teraz cieszą, że wygrał Komorowski,
5. oczekiwanie, że kiedyś będzie tak, że ludzie będą głosowali za kandydatem a nie przeciwko drugiemu jest idealistyczne - to jest naturalny mechanizm wyborczy,
6. mam nadzieję, że zwyczaj oddawania nieważnych głosów jednak się nie utrwali.

Niemniej jednak dziękuję za dobrą zabawę - nie da się nie pośmiać z kart z lady gagą :)

Zgadzam się z Eile, szczególnie w punkcie piątym, gdyż tak naprawdę większa część elektoratu jest tzw. elektoratem płynnym, czyli niezdecydowanym, a gdy brak konkretnego kandydata, głosuje się przeciw temu "gorszemu" ;-)
czyli wybiera "mniejsze zło" ;D

Bronek po sondażowej wygranej, powiedział, że Polska jest podzielona na pół.
To chyba dobrze, że po tych kilkunastu latach partyjnego mrowia, powoli klaruje się system dwupartyjny ;>
Ale rozumiem ból tych, którzy w tym systemie spostrzegają świat bardziej czerwono ;)

A ja ostatnio wymyśliłem, co zrobić, aby wybory były nieco mądrzejsze. n-1 tur, gdzie n to liczba kandydatów (po każdej odpoada jedna osoba)
i wtedy nie byłoby ryzyka że marnujesz głos głosując na bardzo mało znanego polityka
oczywiście w tradycyjnym wykonaniu to by było bardzo drogie, ale w epoce głosowania internetowego...

Aruś

Ja chyba jednak jestem masochistką. Jak usłyszałam, że wygrał Kaczyński, to się zezłościłam, ale ta złość była podszyta dziką satysfakcją.
Jak się dowiedziałam, że jednak Komorowski, to poczułam się zupełnie tak, jakby nic się nie zmieniło.

To znaczy, że jednak nie jesteśmy aż tak totalitarni, ale wciąż wolimy gdy myśli za nas ktoś inny...

@Anonimowy/a
A ja czytałam ostatnio o metodzie standaryzowanej licytacji - z grubsza chodzi w niej o to, aby móc każdemu kandydatowi przyznawać punkty, a nie głosować tylko na jednego. Szczegóły tu:
http://supermozg.gazeta.pl/supermozg/1,91626,8043473,Prezydenta_mozna_wybierac_lepiej_.html

@Eile
Kaczyński to wcale nie największy homofob w polskiej polityce. A Wierzejski, Giertych, Orzechowski...? Zresztą Komorowski to przecież też homofob, ino cywilizowany. Ale cieszę się, że ktoś się cieszy z jego zwycięstwa. A co do nieważnych głosów, to Magda Środa zapowiedziała start w wyborach za 5 lat. Jak dotrzyma słowa, to oddam ważny głos.

@hds
A mi się wydaje, że system dwupartyjny to nic fajnego, bo oznacza brak szans na reprezentację dla tych, którzy się w nim nie odnajdują (co mi niedawno uzmysłowiła pewna Amerykanka). My przynajmniej taką szansę wciąż mamy.

@Arc
Ha, ja poczułam wyłącznie satysfakcję. Ale czego się spodziewać po kimś, kto wybrał większe zło:)

Metod demokratycznego wyboru jest pół tony, z czego wiekszosciowy i proporcjonalny sa generalnie najgorsze :)

http://en.wikipedia.org/wiki/Voting_system

Ja na środę też zagłosuję. Tylko szkoda, że trzeba tyle czekać.

A co do Kaczyńskiego to dobra, zgadzam się, że nie największy. Ale za to mógłby być najbardziej znaczący :) Poza tym najgorsza jest tak głęboko uwewnętrzniona homofobia :)

On a more shallow note (is it though?)... love your new hair - like flames rising from your head (a la Sylvia Plath). Inspiring me to shear my locks off as soon as this cold winter is over. I wanna be a 'real lesbian' again! :P
@>–;– <(-_-)>

"Real lesbian" - love it! You're right, it's like flames. Gosia says I look like a dragon. Or a rooster.

Prześlij komentarz