Przejdź do głównej zawartości

Koniec Barbie Girls

Minął nam tydzień bez telewizji, prasy, internetu, śledzenia zdjęć, relacji i podsumowań EuroPride, wypełniony za to wczesnym wstawaniem i kładzeniem się spać, intensywnym i czasami destrukcyjnym dla kostek i kolan chodzeniem, podziwianiem tatrzańskich szczytów i dolin oraz ucieczkami przed kolejnymi burzami. Cudowne, odświeżające doświadczenie. Już tęsknimy.

Pod moim przedurlopowym postem kilka pytań o losy Barbie Girls. Bez zbędnych wstępów zatem potwierdzam - występ w 1500 m2 był występem ostatnim, przynajmniej w stolicy. Nie wykluczamy, że pokażemy się jeszcze gdzieś poza Warszawą, szczególnie jeżeli dostaniemy propozycję z miejscowości, w której dotąd nie byłyśmy, ale tak, kończymy karierę. Powodów jest kilka, główne to zmęczenie materiału - wszak debiutowałyśmy z Gosią ponad 5 lat temu - oraz skrajnie różne koncepcje co do tego, jak właściwie ten nasz kabaret ma wyglądać. "Teleswizja" (ostatni program) rodziła się w prawdziwych bólach i zrobiłyśmy ją właściwie jedynie dlatego, że nie chciałyśmy kończyć działalności, nie dając czegoś tym wszystkim, które i którzy lubili nas oglądać, na pożegnanie. A poza tym żal nam było kilku dobrych pomysłów, które gdzieś tam w trakcie ostatniego roku się urodziły, i to nie tylko w naszych głowach. Podziękowania za "Teleswizję" należą się m.in. Kasi i Grynie, które stworzyły rap, Żabie, która wykonała nową wersję piosenki "Julia i ja", Neospazminowi i black6ox z Fioletowej Windy, z których kombinacji pomysłów powstał skecz o lesbijce polskiej, oraz Monice i Agnieszce, twórczyniom m.in. sztuki "Orlando. Pułapka?", które wsparły nas w chwilach zwątpienia i konsultowały naszą grę sceniczną.

W najbliższych kilku tygodniach wszystkie skecze z ostatnich dwóch programów, które udało nam się zarejestrować, trafią do internetu. Chętnym udostępnimy też ich teksty - dla inspiracji i do dowolnego wykorzystania. A my? Mamy w głowach kilka nowych projektów, jak coś z nich wyniknie, to oczywiście o tym poinformuję.

Obiecałam jakoś podsumować EuroPride, ale mam wrażenie, że teraz, po tygodniu od jego zakończenia, nie ma to większego sensu - wszystko, co można było napisać, zostało już chyba napisane. Frekwencja była, jaka była, ta na organizowanych przez nas wydarzeniach grubo powyżej oczekiwań, ta na samym przemarszu chyba jednak poniżej nawet najbardziej ostrożnych szacunków. Szkoda też, że organizatorzy nie zdecydowali się wykorzystać potencjału niektórych grup, które wzięły w niej udział - chórzystów, przedstawicieli zagranicznych organizacji itp. Pięknie by wyglądały, gdyby każda szła osobno, tak jak to na Zachodzie bywa. Tradycyjnie już zabrakło wyrazistego początku i zakończenia. Marzeniem byłby koncert w miejscu w miejscu docelowym parady. Mimo to jednak była to chyba najlepsza warszawska parada, na jakiej byłam - może dlatego, że czułam, że jestem tam po coś, czyli aby powalczyć z grupą przyjaciół o widoczność naszych politycznych postulatów. Powalczyć udanie, co widać w Abiektowym podsumowaniu widoczności naszego banerka, który w większości relacji awansował na główne hasło parady, a w niektórych szedł nawet na jej czele, co jest oczywiście nieprawdą, ale i tak konia z rzędem temu, kto za rok będzie pamiętał, co na czele było. Ja w każdym razie na pewno zapamiętam dzielną grupę niosącą transparent i równie dzielne Uschi i Gosię go prowadzące (mnie też się zdarzało, ale jako że media o moim udziale milczą, więc i ja zamilczę:)):
źródło: Homiki.pl
I oczywiście swoje hasło uzupełniające:
źródło: Wiadomości24.pl

Wiele osób w podsumowaniach EuroPride zastanawia się, czy udało mu się odmienić Polskę. Nie jestem aż taką optymistką, by stwierdzić, że tak, ale mam wrażenie, że trochę odmieniło nas. A konkretnie - to też żadna nowa myśl - pokazało, że, oprócz "oficjalnych" działaczy, jest ileś tam osób, którym się chce i które potrafią coś zrobić "dla sprawy". Mam nadzieję, że dla większości z nich nie był to jednorazowy wybryk i coś się z tej wokółeuropride'owej mobilizacji jeszcze urodzi.

Komentarze

  1. Ja mam nadzieję, że jeszcze kiedyś Wam się zechce, bo szkoda tego bardzo.

    A wypadu zazdroszczę, bo nie mogę teraz wyjechać a choruję na wyjazd w góry.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda Barbiow, ale zycie zyje sie dalej.
    Bylyscie najlepsze i z wystepu na wystep coraz lepsze coraz madrzejsze.

    Jesli mialabys czas i nastroj ( ty i Ruda tez) to napiszcie jak barbie was zmienily; co daly, co zabraly.

    m@B
    neospasmin.blox.pl

    PS.Dziekuje za umieszczenie w "napisach koncowych".

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabawne ale wydaje mi sie ze oto upadl ostatni zwornik warszawskiego lesbianstwa.
    Niczego poza wami juz nie ma...

    Moze zrobic wasze woskowe figury tak by bylo do czego pielgrzymowac?

    Gdyby stanely zamiast krzyza ku czci zaszczutego pilota to moglyby stac sie memento dla prezydenta: by dal wam z Ruda slub zawrzec. :)

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda rzeczywiście że kończycie z kabaretem i naprawdę myślę, że to niepowetowana strata... Ale skoro podjęłyście taką decyzję, widać jest słuszna i sądzę, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. A czasem koniec jest początkiem czegoś nowego. Innego wprawdzie, ale kto powiedział że nie czegoś lepszego?:)
    Zresztą odejście w pełnej "glorii i chwale" jest lepsze niż powolne dogorywanie. No i zawsze pozostawia u fanów to osobliwe czucie niedosytu.
    Co do rodzenia w bólach Teleswizji- nie wierzę i nie chce mi się wierzyć. Ja widziałam dobrze dopracowany, prowadzony lekko występ i dziewczyny bawiące się świetnie razem z widownią. I tak Was zapamiętam:)

    Spike

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy wiesz ze od dzis jestescie juz legenda? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A nie można się podzielić (jak są różnice kierunków) kogoś dokooptować i zrobić dwa kabarety?:) Będzie podwójna korzyść :)

    OdpowiedzUsuń
  7. @Eile
    Nam się z Gosią bardzo chce, tylko już czegoś innego. A niestety doba nie jest z gumy i aby coś robić, trzeba z czegoś zrezygnować. Przekonałam się o tym te parę lat temu, jak usiłowałam ciągnąć jednocześnie kabaret, "Replikę", a przy okazji też zarabiać na życie i czasami odpoczywać:)

    @Marcin
    Dziękuję:) Ale o przyczółki lesbijstwa się nie martwię, nawet ktoś tak próżny jak ja wierzy, że jest ich znacznie więcej.

    @Anonimowa
    Nieskromnie napiszę, że "Teleswizja" to chyba nasz najlepszy program. Ale powstawał naprawdę w bólach i gdyby nie zakontraktowane terminy występów i pomoc przyjaciół, nie wiem, czy byśmy go skończyły. Serio, serio:)

    A to, że w 1500 m2 grało się nam go wyjątkowo dobrze, to jak zwykle zasługa widowni. Iskrzyło od pierwszego wejścia na scenę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ewatar... but I haven't had the pleasure of seeing you all perform 'live' yet... I guess that means you owe me a personal performance if I ever make it to Warsaw :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dla mnie Barbie Girls to najlepszy nie tylko w Polsce ale i na świecie kabaret i dlatego wierzę, że któregoś dnia nastąpi reaktywacja :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kończycie działalność? Mam nadzieję, że nie na stałe i p jakiejś przerwie wrócicie z nowymi pomysłami. A w Bydgoszczy kiedyś byłyście? Bo tam na pewno bym się wybrała na Wasz występ! No proszę, to ja ten transparent z Irlandią widziałam, czyli widziałam także Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. czasem się kończy, żeby skończyć, a czasem, żeby zacząć - i to jest ten drugi przypadek! :) my możemy iść dalej, inne mogą wejść w kabaret: morze możliwości - i bardzo wiele emocji, doświadczeń, radości, przeżyć, nauki o sobie i niesobie - za które w swoim imieniu dziękuję całemu kabaretowemu zespołowi, a zwłaszcza Rudej i Ewie, które leżą u podstaw :D (ale mam nadzieję, że teraz raczej leżą pod palmą!)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…