Przejdź do głównej zawartości

Reklama dźwignią handlu

Klawiatury aż zatrzeszczały od komentarzy na blogu Abiekta i na naszym garniturku, a to za sprawą plakatu Pomady, tego ocenzurowanego i nie. Dla mnie plakat jest po prostu brzydki, ale nie o estetykę mi chodzi. Patrząc się na to "dzieło" podobno "sztuki", w życiu bym się nie domyśliła, że ma ono na celu zareklamowanie fajnej, bogatej w różnorakie ciekawe wydarzenia imprezy. Pierwsze, co przyszło mi do głowy: w trakcie 14 dni Pomady geje, lesbijki, osoby transseksualne i wszyscy inni będą prezentować techniki seksualne. Koniec kropka.

Dużo większe przesłanie niesie w sobie plakat ocenzurowany (tutaj). Zakrywa wstydliwie (?) to, co jest przecież ludzkie i piękne. Pokazuje, że to, co wolno innym, dla nas jest zakazane. Co zresztą potwierdza 37 procent badanych przez CBOS, którzy chcieliby zabronić nam seksu. Prawdopodobnie niezamierzona, ale ciekawa prowokacja.

W nosie mam, jak plakat Pomady wpłynie na nasz wizerunek. Szczerze. Bo choćby wszystkie leski, lesbijki i lesby (i jak się jeszcze zwą) zapuściły włosy, nałożyły stertę tapety na twarz, wcisnęły się w mini, wcześniej oczywiście zapewniwszy sobie figurę top modelek, i założyły 11-centymetrowe szpilki, a geje, ciotki i pedały (i wszystkie inne miana, jakimi się określają) wbili się w jak najbardziej męskie stroje i zaczęli pakować na siłowni, nic to nie zmieni. Co poniektórzy i tak będą nas postrzegać jako odmieńców, zboczeńców, wybryki natury etc. Poza tym zawsze znajdą się outsiderki (na przykład ja:)) czy outsiderzy (np. Jego Różowa Eminencja - z różu nie zrezygnuje), którzy i tak wrednie, wstrętnie i co tam chcecie od tej grupy będą odstawać. Szuje!

Ale nie jest mi obojętne to, że większość ludzi, którzy z chęcią wybraliby się na imprezy organizowane przez Pomadę, nie dotrze na nie. A wszystko to za sprawą durnego, nieprzemyślanego przekazu reklamowego. Wszyscy znają slogan autorstwa nielubianego przeze mnie i Ewę z przyczyn osobistych Wańkowicza: "Cukier krzepi" i hasło Osieckiej "Coca-cola to jest to!". Proste, czytelne i genialne w swojej wymowie. Słowa, które mówią wszystko i jeszcze więcej. Nic dodać, nic ująć. Są to hasła niewymagające wyjaśnień, objaśnień i tłumaczeń czy obrony. Każdy, dosłownie każdy, jest w stanie je zrozumieć.

I jak świetne jest hasło "Ganc pomada" (Furjo, czy to twój pomysł?), bo mówi: "Nieważne, kim jesteś, jaki jesteś i w co się ubierasz, jest dla ciebie miejsce wśród nas", tak plakat zepsuł ten cudowny przekaz. To, o czym piszę, dotyczy również nieszczęsnego plakatu EuroPride (o którym tu) i równie fatalnego hasła "Nie lękajcie się".

I tak się zastanawiam, czy organizatorzy Pomady nie mogli zareklamować swojej inicjatywy, tworząc plakat w konwencji queer, ale tak aby przekaz był jasny, a jego wymowa jednoznaczna i zrozumiała? Mówiącego: "Ganc pomada, kim jesteś, masz prawo takim być i to wyrażać". A może, mój rozumek tego nie obejmuje, teoria queer na to nie pozwala? Może według niej im bardziej zagmatwany przekaz, tym lepiej? I czy myśliciele organizujący EuroPride wraz z wynajętą agencją reklamową nie mogli skorzystać ze źródeł ideowo nam bliższych? Czy zamiast "Nie lękajcie się" nie lepsze byłoby hasło afirmatywne, a nie "na nie", na przykład wymyślone przez Ewę pod wpływem "Obywatela Milka" "Przybywajcie, skądkolwiek/gdziekolwiek jesteście"?

Komentarze

  1. A ja powiem szczerze, autentycznie się tym przejmuję. Bo taki plakat wytrąca mi wszystkie argumenty w jakiejkolwiek dyskusji z katolikami czy konserwatystami, nie mówiąc już o oszołomach- choć z tymi przestałam już dawno dyskutować na jakiekolwiek tematy (;

    Poza tym jak pisałam na swoim 'blogasku', EuroPride to OGROMNA szansa, którą spierdoliliśmy, zamiast jakoś sensownie wykorzystać.

    Wygląda to tak jakby każdy sobie rzepkę skrobał, nie ma żadnej odgórnej tendencji, a ta by się przydała, aby to ogarnąć. Zamiast tego mamy akcje utrwalające stereotypy + i fatalne estetycznie niespełniajace swojej roli(informacyjnej) plakaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znakomity wpis. Z tymi plakatami to już chyba jakaś plaga - ta wyższa siła, co przez wiele lat naszej drogiej ojczyźnie błogosławiła, ewidentnie nas teraz przeklina. pewnie ktoś z branży ją obraził i teraz musimy takie kwiatki znosić;).

    Pomady szkoda. Samej Pomady, bo na organizatorów - złość. Ten plakat jest jak graffiti a la Tomba-Tomba umieszczony naprzeciwko przedszkola. Niektóre rzeczy są fajne, ale nie nadają się na ulicę - po prostu. I takim brakiem wyczucia (nie tylko pijarowego) można sporo zaszkodzić: czy to sobie, czy jakiejś Sprawie. Chociaż moim skromnym zdaniem żenująco amatorskie NIE LĘKAJCIE SIĘ (plus jajo plus happening plus "Fundacja plakatu nie widziała" - że co?) i tak pozostaje wtopą roku.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…