poniedziałek, 12 lipca 2010

Równość w pracy - na marginesie konferencji OPZZ

Na początek dobra wiadomość - LGBT-eka, czyli mój ulubiony blog (a właściwie teraz już portal) o literaturze wróciła. Ponoć jeszcze trochę w budowie, ale nie mogę się powstrzymać i muszę napisać o tym już teraz.

Już w czwartek jedno z najważniejszych moim zdaniem wydarzeń EuroPride, czyli konferencja OPZZ „Zmierzając ku równemu traktowaniu pracowników LGBT w Europie Środkowej i Wschodniej”. Główny cel to próba przeniesienia do Europy Centralnej i Wschodniej dobrych praktyk i doświadczeń dotyczących traktowania osób LGBT w zatrudnieniu, wypracowanych przez zachodnioeuropejskie związki zawodowe. W 2008 roku podobne wydarzenie zorganizowało KPH. Nie wiem, czy konferencja OPZZ jest kontynuacją lub wynikiem tego wydarzenia, zresztą nie jest to istotne - ważne, że jest.

Mimo że polskie prawo teoretycznie chroni osoby nieheteroseksualne przed dyskryminacją w pracy, to, przyznajmy szczerze, zazwyczaj jest to ochrona tylko na papierze. Według raportu KPH i Lambdy Warszawa o dyskryminacji i nietolerancji ze względu na orientację seksualną w Polsce za lata 2005 i 2006, 10,3 procent badanych (z tych, którzy w tym czasie pracowali lub poszukiwali pracy) zetknęło się z jakąś formą dyskryminacji w zatrudnieniu. Najczęściej było to wymaganie od nich znacznie więcej niż od innych pracowników/kandydatów – 44 procent przypadków w grupie osób, które doznały dyskryminacji - następnie odmowa zatrudnienia – 27,9 procent - zwolnienie – 23 procent - odmowa awansu – 14,8 procent. 16,4 procent badanych wybrało odpowiedź: inna forma. Warto też dodać, że zaledwie nieco ponad 10 procent mogło mówić w pracy o swoim życiu prywatnym tak samo swobodnie jak osoby heteroseksualne - pozostali byli ujawnieni przed nielicznymi kolegami i koleżankami z pracy bądź zupełnie się ukrywali. Te wszystkie liczby mogą być niestety zaniżone, bo udział w badaniu wzięli udział głównie młodzi ludzie z większych miast. Tak że spokojnie możemy przyjąć, że praca - obok szkoły - to miejsce, gdzie najczęściej udajemy osoby heteroseksualne. To też miejsce, w którym spędzamy niemal połowę swojego świadomego życia (wyłączam czas na sen i oczywiście piszę o osobach w wieku produkcyjnym), tak że siłą rzeczy zawiązujemy tam jakieś relacje towarzyskie. Chyba nie muszę dodawać, jak niepełne, ubogie i frustrujące są te relacje, jeżeli cały czas się pilnujemy, aby przypadkiem nasza nieheteroseksualność wyszła na jaw.

Jest też druga strona medalu, niewątpliwie istotniejsza dla pracodawców, których niekoniecznie mogą interesować kwestie towarzyskie. Jak pisali swojego czasu twórcy nieistniejącego już polskiego Towarzystwa Ekonomicznego na rzecz Gejów i Lesbijek, pracownik, który nie jest pewien, czy jego orientacja psychoseksualna nie będzie przeszkodą w karierze lub jej ujawnienie spowoduje problemy w środowisku pracy, pracuje mniej efektywnie oraz częściej zmienia pracę. Z tego względu większość pracowników LGBTQetcetera ukrywa swoją orientację ze szkodą dla efektywności pracy (o 20-30 procent) i częściej ją zmienia (o 20 procent). Dodatkowo specjaliści ds. HR i zarządzania wskazują, że współpraca osób o różnym pochodzeniu, orientacji psychoseksualnej, płci i wieku pozwala na większą kreatywność oraz głębsze wykorzystanie doświadczenia poszczególnych osób.

W bardziej cywilizowanych krajach powstają rankingi firm przyjaznych LGBTQetcetera. W tym roku na liście najbardziej przyjaznych nam korporacji tworzonej przez Międzynarodową Gejowsko-Lesbijską Izbę Handlu znalazły się: IBM, Google, BT Group, Morgan Stanley i Cisco Systems. W Polsce przez jakiś czas zajmowało się wspomniane już Towarzystwa Ekonomicznego na rzecz Gejów i Lesbijek. Niestety projekt upadł.

Oczywiście nie tylko związki zawodowe mogą mieć wpływ na to, na ile przyjazne nam są nasze miejsca pracy, jednak trudno nie doceniać ich roli. Na Zachodzie każdy szanujący się związek ma sekcję czy osobę, która zajmuje się wyłącznie tą kwestią, a ochrona praw osób nieheteroseksualnych jest na stałe wpisana w jego priorytety. W Polsce jedynym związkiem zawodowym, który zajmuje się problemami związanymi z dyskryminacją ze względu na orientację seksualną, jest - niespodzianka - ZNP. Trudno więc nie uznać konferencji OPZZ za wydarzenie bez precedensu. Żałuję, że nie będę mogła w nim uczestniczyć (chętnie podzieliłabym się doświadczeniami dobrych praktyk, które są wdrożone w mojej firmie - najistotniejsze to uwzględnienie w pakiecie socjalnym również związków jednopłciowych), i niecierpliwie czekam na jego efekty. A jak ktoś może, niech idzie i koniecznie zda relację - więcej szczegółów i formularz rejestracyjny do pobrania tu.

PS Plakat reklamujący konferencję wygląda tak:

Nie ma to specjalnego znaczenia, ale jako że plakaty związane z EuroPride odgrywają ostatnio niespodziewanie ważną rolę, to zamieszczam jako przykład może nie pięknej, ale o jasnym przekazie i niekontrowersyjnej reklamy.

1 komentarze :

Prześlij komentarz