Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2010

Rzygać czy nie rzygać na homofobów?

Tytułowy dylemat niestety nie mój, a Beth Ditto, a że ostatnio popełniłam tekst o niej do pisma boginiczno-feministycznego "Sabatnik. Trzy kolory" (ciekawa rzecz, swoją drogą), to dziś trochę rozważań na marginesie owego kontrowersyjengo (?) problemu (oraz uzupełnienie dyskusji pod tym postem u Abiekta). Jeżeli ktoś nie zna, to cała historia z rzyganiem z grubsza wyglądała tak: pewnego razu Beth wybrała się na wycieczkę turystyczną łodzią. Obok siedziało kilku chłopaków, którzy zaczęli w jej kierunku rzucać mocno homofobiczne teksty. Jako że właśnie coś zjadła, to włożyła dwa palce do gardła i zwymiotowała na nich. "Może nie było to zbyt higieniczne czy zdrowe, ale za to jakie skuteczne! Patrzę na to nie jak na zemstę, tylko taktykę polityczną. Owszem, kwestia rzygać czy nie rzygać na homofobów jest dyskusyjna, ale jednak to przyniosło mi to ulgę i nie żałuję" - opowiadała później.

Takie działanie to przykład słusznego gniewu, którego, muszę przyznać, trochę mi ost…

Powrót Edyty Bartosiewicz

Fot. Marcin Karpezo (some rights reserved)
Najważniejsze polskie wydarzenie muzyczne 2010 roku? Nie występ Madonny czy planowany Lady Gagi (wiem, że się znowu narażam), ale powrót Edyty Bartosiewicz. Wczorajszy, pierwszy od 10 lat, koncert solowy i, już w październiku, pierwsza od 12 lat płyta. Najważniejsze nie dlatego, że występ na Orange Warsaw Festival był wielki - bo nie był - czy że zagrane podczas niego dwa nowe utwory - "Madame Bijou" i "Upaść, by wstać" - jakoś strasznie powalają (choć nie mogę się doczekać wersji studyjnej pierwszego) - ale dlatego, że Edyta pokazała, że nadal jest jedną z najinteligentniejszych tekstowo i najlepszych muzycznie polskich wokalistek i autorek piosenek. Co w czasach muzycznej posuchy na polskim rynku znaczy naprawdę bardzo wiele. Oczywiście moje przekonanie, że to takie ważne wydarzenie, nie jest szczególnie obiektywne - nie da się ukryć, że Edyta swoimi tekstami trafia do wszelkiego rodzaju odmieńców (że przypomnę tylko tak…

Postawy wobec lesbijek i gejów

W końcu doczekaliśmy się publikacji pełnego raportu z ostatniego badania CBOS na temat postaw wobec gejów i lesbijek, o którym pisałam tu. Ja najbardziej czekałam na odpowiedź na pytanie, czy nadal jest tak, że osoby znające osobiście geja lub lesbijkę (innych literek raport nie uwzględnia) są bardziej otwarte niż te, które uważają, że żadnej osoby heteroseksualnej nie znają. Bo od poprzedniego badania w 2008 roku odsetek takich osób wśród badanych wzrósł z 15 do 24 procent, tak że ciekawiło mnie, na ile ich postawy wpłynęły na jednak ciut bardziej optymistyczne wyniki niż te sprzed dwóch lat. Odpowiedź brzmi: tak, nadal tak jest, choć do pełnej akceptacji nawet ze strony tych osób nadal sporo nam brakuje (przykładowo 49 procent z nich pozwoliłoby nam na publiczne manifestacje, 47 procent uważa, że są zawody, których nie powinni wykonywać geje, a 37 procent sądzi tak samo o lesbijkach, 63 procent dałoby nam prawo do zawierania związków, 26 - małżeństw, 6 - adopcji dzieci i, uwaga, 20 …

Nieludzkie traktowanie kobiet przez kobiety

Miałyście rację - dyskusja wizerunkowa na KK wcale się nie zakończyła. Za to weszła w bardziej cywilizowaną fazę. Doczekała się też pięknego komentarza na blogu Lipshit. Polecam lekturę. Tak za karę dla autorki, która śmiała wyznać, że czyta naszego bloga "z takim chorym zainteresowaniem, z jakim rozwiązuje się quiz w Cosmopolitan". Żartuję oczywiście. Wpis jest świetny. Za tekst o bobrze należą się złote usta. Obowiązkowo uszminkowane.

Ciekawa rzecz pojawiła się za to w komentarzach pod moim poprzednim postem - oto amerykańska profesorka Phyllis Chesler popełniła książkę "Nieludzkie traktowanie kobiet przez kobiety" o tym, jakie to kobiety są straszne i agresywne w stosunku do siebie. Temat podchwycił Onet, zajawiając go sensacyjnym tytułem "Polki najbardziej agresywnymi kobietami na świecie?" i pisząc między innymi, że owo niechlubne pierwsze miejsce Polek wśród agresywnych kobiet świata wyszło z wieloletnich badań prowadzonych przez autorkę. Zaintrygow…

In or Out - suplement

Mały suplement do toczącej się pod poprzednim postem dyskusji o męskości, kobiecości i innych ościach. Jako że ów wpis był z założenia głównie kulturowy (choć nie do końca taki wyszedł), dziś kilka już chyba kultowych scen filmowych o przykrawaniu do stereotypowego wzorca.

Numer jeden to scena z "Przodem do tyłu" (1997), w której Kevin Kline uczy się, jak być "prawdziwym mężczyzną":



Numer dwa - poważniejszy - to moment "ukobiecania" Chloë Sevigny w "Gdyby ściany mogły mówić 2" (2000):



Numer trzy to właściwie cały film, czyli różowo-niebieskie "But I'm a Cheerleader" (1999) o ośrodku True Directions, w którym młodzi ludzie "leczą się" z homoseksualności, podejmując zachowania stereotypowo uznawane za kobiece (dziewczęta) lub męskie (chłopcy). Chyba najlepiej pokazuje to ten fragment:



Warto też przypomnieć scenę, w której stereotypowa lesba (ta wygolona) orientuje się, że w rzeczywistości jest heteroseksualna - po prostu z …

Ćwiczenia z kobiecości

Dyskusja wizerunkowa na KK zakończona ("cieszyłam" się z niej tu). Syta trollica poszła spać, pozostałe dyskutantki jakoś się tam porozumiały. Najgorsze w tego typu "debatach" jest to, że zanim wszystkie zainteresowane dojdą do tego, o co właściwie im chodzi, większości odechciewa się rozmawiać. Czyli stereotypy i autohomofobia to jedno, a nieumiejętność uważnego czytania i dobierania argumentów tak, aby były zrozumiałe dla drugiej strony, to drugie. Dodatkowy kłopot to określenie, o czym właściwie rozmawiamy - indywidualnych gustach, prawie do swobodnej ekspresji tego, kim się jest, społecznym odbiorze, języku, kulturze? Odpowiedź zapewne brzmi: o wszystkim po trochu. A nawet jeżeli uznamy, że chodzi tylko o tak banalną rzecz jak wygląd, to nadal trudno o jednoznaczność, bo przecież "męska" może być tak Sigurney Weaver w "Obcym", Linda Hamilton w "Terminatorze" czy Jodie Foster w "Odważnej", jak Jeanette Goldstein w "Ob…

Indie razy dwa plus D.E.B.S.

Nadrabiania zaległości filmowych ciąg dalszy. Dziś trzy filmy z trzech różnych światów, omówione w kolejności od tego, któremu przyznałabym najwięcej gwiazdek, do, cóż, najsłabszego, ale niepozbawionego pewnych zalet.

Zrealizowany w 1996 roku indyjsko-kanadyjski film "Fire" narobił swojego czasu niezłego zamieszania. W Stanach wywołał dyskusje na temat tego, czy jest wystarczająco feministyczny, rewolucyjny itd., itp., a jego kolejne części ("Earth" i "Water") załapały się na nominacje do Oscara. W Indiach, o których opowiada i w których był kręcony, w wielu kinach nie był wyświetlany w ogóle, a te, które zdecydowały się go pokazać, były demolowane, a nawet podpalane przez hinduskich ekstremistów. Wszystko to dlatego, że reżyserka Deepa Mehta postanowiła opowiedzieć o tym, że to, że hinduskie żony są praktycznie niewolnicami swoich mężów, wcale nie jest fajne, a przy okazji połączyła wątek lesbijski z wątkiem religijnym. Czyli, mówiąc językiem owych ekstr…

Stada lesb w wynajętych kawalerkach

Najpowszechniejsze stereotypy na temat kobiet nieheteroseksualnych? Chcą być mężczyznami, są tak brzydkie, że żaden facet ich nie chciał, więc wiążą się ze sobą, są agresywne, wulgarne, "niekobiece", zaniedbane, w związkach jedna gra rolę "męską", a druga "kobiecą" itd. itp. To repertuar "argumentów" znany z przeróżnych forów internetowych. Również tych dla LBT, choć tam kobietę nieheteroseksualną zamienia się na "męską" lesbijkę. I dorzuca się takie cechy jak kompleksy oraz wstydzenie się własnej "kobiecości", przyprawia powielaniem stereotypów i przepis na wizerunek środowiskowego potwora gotowy. Nic nowego, patriarchat, mizoginia i pogarda w stosunku do innych wśród innych mają się dobrze, również wśród reprezentantek pogardzanej mniejszości, pisałam o tym co najmniej kilkakrotnie. Ostatnio do tej listy doszło jednak coś, czego wcześniej nie widziałam (zachowana oryginalna pisownia):

czasem trzeba uwiezyc w to co sie widzi …

Organizacje plus (oczywiście!) outing

Weekend minął mi pod znakiem burzy mózgów w jednej z organizacji, której staram się, w miarę sił i możliwości, pomagać. Było to dla mnie o tyle nowe doświadczenie, że nie jest to organizacja LGBTQetcetera, a dotychczas tylko z takimi miałam do czynienia. Poza tym, co mnie trochę pocieszyło (choć może nie powinno), problemy, które omawialiśmy, były bardzo podobne do tych, z którymi borykają się nasze NGO-sy. Czyli generalnie skupiające się wokół zagadnienia, jak mierzyć zamiar podług sił. Budujące było to, że mimo trudności, z którymi boryka się owa organizacja, i bardzo różnorodnych pomysłów i doświadczeń zebranych, udało się nam wypracować wspólną wizję tego, co chcemy zrobić, i zaplanować (bardzo konkretnie) działania na najbliższe miesiące. Co, uwierzcie mi, naprawdę nie było łatwe. Klucz do tego małego sukcesu? Chęć porozumienia, wzajemne zaufanie, rozpoznanie (wstępne) mocnych stron wszystkich chętnych do działania, poszukanie strategii pozwalającej optymalnie wykorzystać nasze m…

Lektura na weekend

Być może się zastanawialiście, dlaczego, skoro blogiem opiekują się dwie osoby, ostatnio (no dobrze, szczególnie ostatnio) pisze tylko jedna. Otóż Gosia pracuje nad powieścią. A konkretnie nad lesbijskim (i biseksualnym też) fantasy. Z przygodami, wojowniczkami, czarodziejkami, nieznośnymi końmi, zagadkowymi artefaktami oraz z momentami (tak, TYMI momentami), czyli ze wszystkim, co porządna powieść tego gatunku powinna zawierać.

Pierwsza wersja pierwszego rozdziału przyszłego hitu sprzedażowego, który zapewni nam godne emerytury i kasę na podatek od spadku, pod roboczym tytułem "Znak smoka" jest gotowa, a możecie przeczytać ją tutaj. Zapraszam do lektury, komentowania, oceniania, zachęcania do dalszej pracy i zgadywania, skąd się wzięła postać Białego Wilka.

Niewidzialność w internecie

Dziękuję za wszystkie miłe słowa i życzenia pod poprzednim postem. Trochę zaszokowały mnie słowa Lajt, że nasz blog jest obiektywny, to oczywiście bardzo budująca opinia, ale nie wiem, czy zasłużona. Dziękuję też nieocenionym Homikom i Abiektowi za poświęcenie urodzinom bloga osobnych wpisów - dzięki wam poczułam się niemal jak news dnia. A przy okazji w i pod waszymi tekstami pada trochę ciekawych słów, do których chciałabym się odnieść. Na Homikach pytania o kabaret - czy to prawda, że już go nie ma (wszak na Pudelku o tym nie pisali) i dlaczego właściwie go nie ma. O tym, dlaczego, pisałam już tu, a co do Pudelka... Cóż, to jest jedna z bolączek, o której dotąd chyba nie zdarzyło nam się mówić publicznie, no ale skoro Barbie Girls przeszło do historii, to chyba już można. Otóż przez większą część naszej działalności było tak, że nasze portale, dla których teoretycznie powinien to być jakiś news, nie zauważały naszego istnienia. Chlubny wyjątek to oczywiście Homiki (choć przed nimi …

Otwieramy szampana

Trudno mi w to uwierzyć, ale dziś mija rok od mojego pierwszego wpisu tutaj. A że to świetna okazja do podsumowań, będzie to, co lubię najbardziej, czyli statystyki.

Na początek to, co chyba dla każdej blogerki i każdego blogera jest najważniejsze, czyli czytelniczki i czytelnicy. Miesięcznie trafia tutaj ponad 2 tysiące osób (z miesiąca na miesiąc więcej). Rekordowy pod tym względem był lipiec - ponad 2,5 tys. niepowtarzalnych użytkowników, którzy wygenerowali prawie 10 tys. odsłon. Co mnie najbardziej cieszy, ponad 2/3 z was zagląda tu regularnie, a ponad 1/3 częściej niż raz dziennie! I to widać - napisaliście 1549 komentarzy, co daje średnią ponad 8 komentarzy na wpis. Blisko 39 procent z was wchodzi tu z innych blogów i portali, ponad 28 procent - bezpośrednio, 26 procent - z wyszukiwarek, a nieco ponad 6 procent z Twittera, Blipa itp. Większość z was zagląda tu z Polski, ale spory odsetek odwiedzających mieszka też w Wielkiej Brytanii, Australii, Danii, Holandii, Austrii, Niemcz…

Jak nie zostałam "osobą jedną z Nas"

Parę dni temu dostałam takiego maila (oryginalna pisownia zachowana, niektóre dane ukryte):

Witaj!
Użytkownik Adam xxxxx, jeden z ambasadorów z serwisiu LGBTQF.com, zaprasza Cię do uczestnictwa w Naszej społeczności.
Jeżeli dostałeś to zaproszenie – jesteś osobą jedną z Nas. Jesteśmy pierwszym zamkniętym portalem społecznościowym dla mniejszości seksualnych i osób friendly.
Uwolnijmy swoją seksualność i umysł, stwórzmy tolerancyjny świat! 
17 lipca 2010 odbyła się premiera e-usługi która zmieni świat, 
zobacz: 
http://www.youtube.com/watch?v=XdozCqYxZKA
Kliknij poniższy link, aby się zarejestrować:
http://lgbtqf.com/embassy/user/register/xxxxxxxxx
Pozdrawiamy,
Zespół LGBTQF.com

Jakiś czas temu pisałam o pomyśle zamkniętego serwisu społecznościowego dla LGBTQetcetera, no i proszę, oto on. Nie przepadam za grupami zamkniętymi, nie przemawia też do mnie hasło "uwolnij swoją seksualność" (o co w ogóle w nim chodzi?), ale mimo wszystko postanowiłam się zarejestrować, żeby zobaczyć, jak LGBTQ…

Mądrze o krzyżu

Pod krzyż pod Pałacem Prezydenckim zawędrowała znana wrocławska wideoblogerka Baśka. Pierwsza część nagrania przewidywalna, druga porażająca. Dla mnie to najmądrzejszy z dotychczasowych komentarz do "wojny o krzyż".



Liberałowie z PiS, konserwatyści z PO

"Ciekawe, że PO - teoretycznie partia w miarę liberalna - do zadań publicznych ciągle znajduje (choćby Gowin) zajadłych konserwatystów" - podsumował słynny już wywiad Ewy Siedleckiej z nową RPO Ireną Lipowicz forumowicz Gazeta.pl. Jeszcze ciekawsze, że PiS postępował dokładnie odwrotnie - wystarczy porównać Kluzik-Rostkowską z Radziszewską czy Kochanowskiego z Lipowicz. Żeby nie być gołosłowną, kilka (wyrwanych z kontekstu, ale do całości linkuję) cytatów:

Joanna Kluzik-Rostkowska podczas debaty "Gazety Wyborczej" "Lesbijki i geje w Polsce. Wolność? Równość?": "Jestem przekonana, że pewne rzeczy powinny być uregulowane. Na przykład kwestia dostępu do szpitala i opieki lekarskiej wtedy, kiedy jeden z partnerów jest chory. Kwestie związane z dziedziczeniem - i to dotyczy zarówno związków homoseksualnych, jak i konkubinatów - bo przecież to w Polsce jest również nieuregulowane i powoduje kłopoty, a czasem bardzo poważne dramaty".

Elżbieta Radziszew…

Nowa stara Jeanette Winterson

Jedną z rzeczy, które lubię w Jeanette Winterson (zastanawiam się, czy jest w niej coś, czego nie lubię), jest to, że przynajmniej raz na dwa lata wydaje kolejną książkę. Zasada ta została złamana jedynie w dwóch przypadkach - między "Wolność na jedną noc" i "The King of Capri" (dla dzieci) oraz "Kamiennymi Bogami" i ostatnią jej książką "The Battle of the Sun" (tym razem dla młodzieży) minęły aż trzy lata. Być może dlatego w oczekiwaniu na tę ostatnią zostaliśmy w końcu obdarzeni polskim tłumaczeniem "Dyskretnych symetrii", oryginalnie wydanych w 1997 roku. A może po prostu Rebis postanowił uzupełnić nieliczne już na szczęście braki w polskiej bibliografii spod znaku Winterson - ta druga opcja byłaby oczywiście lepsza.

Jeżeli wierzyć opisowi z tylnej strony okładki i zapowiedziom wydawniczym (a w przypadku Winterson lepiej im specjalnie nie wierzyć), "Dyskretne symetrie" opowiadają o miłosnym trójkącie. Krytycy dla odmiany uk…

Jak złapać homoseksualizm

Dziś parę starszych newsów, które umknęły mi podczas urlopu. Pierwszy - trochę przedwcześnie mamy nowe władze KPH. Prezeskę Martę Abramowicz zastąpił Tomek Szypuła, wiceprezeską została Anna Urbańczyk z Gdańska. Dla mnie to smutna wiadomość. Mimo że nie zawsze z KPH było mi po drodze, lubię i cenię Martę - za przygotowanie merytoryczne, twarde stąpanie po ziemi, konkretność. W wywiadzie udzielonym "Replice" w marcu 2009 roku, tuż po tym, jak została prezeską, Marta mówiła między innymi, że ma nadzieję, że jej przykład zachęci inne kobiety nieheteroseksualne do działania. Teraz ja dla odmiany mam nadzieję, że jej rezygnacja z prezesury (bo zakładam, że taki jest powód wcześniejszych wyborów) nie oznacza odejścia od działalności w ogóle. Szkoda by było.

Odejście Marty zbiegło się z wywiadem udzielonym TVN24, w którym opowiedziała między innymi o działalności Grupy Młodzieżowej KPH. I w oparciu o który powstał materiał o obozach młodzieżowych organizowanych przez KPH (do obejrze…