Przejdź do głównej zawartości

Ćwiczenia z kobiecości

Dyskusja wizerunkowa na KK zakończona ("cieszyłam" się z niej tu). Syta trollica poszła spać, pozostałe dyskutantki jakoś się tam porozumiały. Najgorsze w tego typu "debatach" jest to, że zanim wszystkie zainteresowane dojdą do tego, o co właściwie im chodzi, większości odechciewa się rozmawiać. Czyli stereotypy i autohomofobia to jedno, a nieumiejętność uważnego czytania i dobierania argumentów tak, aby były zrozumiałe dla drugiej strony, to drugie. Dodatkowy kłopot to określenie, o czym właściwie rozmawiamy - indywidualnych gustach, prawie do swobodnej ekspresji tego, kim się jest, społecznym odbiorze, języku, kulturze? Odpowiedź zapewne brzmi: o wszystkim po trochu. A nawet jeżeli uznamy, że chodzi tylko o tak banalną rzecz jak wygląd, to nadal trudno o jednoznaczność, bo przecież "męska" może być tak Sigurney Weaver w "Obcym", Linda Hamilton w "Terminatorze" czy Jodie Foster w "Odważnej", jak Jeanette Goldstein w "Obcych" (słynna szeregowa Vasquez) czy Demi Moore w "G.I. Jane". Choć z drugiej strony każda z nich, jako teoretycznie heteroseksualna, prędzej zostanie określona jako "silna". "Męska" może być tylko lesba. Lub feministka, bo całkiem sporo stereotypów dzielimy właśnie z nimi.

Najbardziej chyba oczywisty przymiot "męskości", oprócz bycia nieheteroseksualną/feministką, to krótkie włosy. Co jest w sumie dość zabawne, jeśli weźmiemy pod uwagę , że obecnie trendy fryzurowe dopuszczają w zasadzie wszystko. Z tym że najwyraźniej dopuszczają pod warunkiem, że owo "wszystko" nie sugeruje czy nie podkreśla czegoś więcej niż zamiłowania do krótkich fryzur właśnie. Czyli filmowa lesbijka w mainstreamowej produkcji może i założy spodnie, ale włosów już nie zetnie (inaczej niż heteroseksualne G.I. Jane czy Ripley w "Obcym 3"), a makijaż ma nienaganny. Jest więc tak samo niewidzialna jak w prawdziwym życiu. Bo przecież - zarówno w filmie, jak i w rzeczywistości - niemal nikomu (czytaj: stereotypowemu heteroseksualnemu mężczyźnie i kierującej się jego gustem kobiecie orientacji dowolnej) nie przeszkadzają dwie kobiety rodem z heteroseksualnej pornografii. Gorzej, gdy te dwie kobiety pokazują, że wcale nie są z tej samej bajki co patrzący. Co ciekawe, mam wrażenie, że jest to względnie nowy pomysł - bo jeszcze kilkanaście lat temu filmowe lesbijki były bardziej różnorodne (jak w "Foxfire" z 1996 czy "The Incredibly True Adventure of Two Girls in Love" z 1995). Pewnie ma to coś wspólnego z miałkością współczesnej kultury (przynajmniej zachodniej) w ogóle. Ale chyba z oswojeniem "obcego" też - pornolaski są swoje, więc i lesbijki pornolaski są swoje. I takie będziemy pokazywać, a pozostałe wrzucimy do kategorii "babochłopy" i zostawimy twórcom niezależnym. Geja też oswoiliśmy - to taki rozrywkowy "zniewieściały" koleś, najlepszy przyjaciel kobiety. A pozostali niech robią to w domu po kryjomu.

I to jest chyba właśnie to, co mnie najbardziej irytuje we wszystkich wizerunkowych dyskusjach - stary dobry dualizm spod znaku "męska-kobieca" ("męski-zniewieściały", "kobieca-reszta świata") i zupełne zamknięcie na mnogość opcji na prawo, na lewo i pośrodku. Na może i skończoną, ale mimo wszystko całkiem pokaźną liczbę możliwości ekspresji samych siebie, wcale nie tak łatwo szufladkowalnych, a już na pewno niepasujących do jednego worka. A może jednak pasujących? Poniżej kilka bardzo różnych kobiet, które, stereotypowo rzecz jasna, nie zostałby określone jako "kobiece". Pytanie brzmi - jak byście je określiły/określili? Wybór możliwości dowolny - stone butch, soft butch, typ androgyniczny, harcerka, studentka polonistyki, punkówa, femme czy cokolwiek jeszcze chcecie. Uzasadnienia mile widziane.

Komentarze

  1. Przejrzałem sobie tą żenującą dyskusje, one wszystkie wyglądają tak samo. Kiedyś niemalże identyczna była na IS.

    Ostatnio zaś wkurwiłem się bo jakieś ludziki głosiły swoje opinie na temat "dziwadeł" w kontekście przegiętych ciotek etc...

    Najbardziej niesamowite jest dla mnie bezrefleksyjne trwanie w tych obrzydłych poglądach - choćby czarno na białym takiemu/takiej pokazać, że jest jawnym homofobem, wzbogaconym o kolosalną hipokryzję, to czesto nie rozumie o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. i znow ta Twoja slynna tolerancja- babochlop to obrzydliwe okreslenie sugerujace pogarde, nietolerancje, homofobie- i co tam jeszcze sobie wymyslisz, a pornolaska- to takie wlasnie fajne okreslenie kobiety, koniecznie niewolnicy meskich fantazji seksualnych
    kolejny przejaw twojej tolerancji to tez sugestia, ze kobiety( hetero i homo)nie posiadaja wlasnych estetycznych upodoban tylko kieruja sie gustem tego potwora- heterseksualnego samca; w Towim swiecie chya nie ma innej alternatywy- albo stajesz sie fantazja samca, albo sama go zaczynasz przypominac- to tez smutne; pozdrawiam- shadowland

    OdpowiedzUsuń
  3. @shadowland
    No i zobacz - to co napisałam w akapicie pierwszym okazuje się być prawdą. A przynajmniej dwa punkty - nieokreślenie podmiotu dyskusji i nieużywanie argumentów zrozumiałych dla obu stron. Pytanie, czy takie argumenty da się znaleźć. Ale mimo wszystko spróbuję, bo mimo wszystko uważam, że, odrzuciwszy emocje, można się choć trochę porozumieć.

    Drugi akapit jest o mainstreamowych produkcjach filmowych, nie realnym świecie. Stąd stereotypowy (!) patriarchalny samiec (patrzący) i odbicia jego fantazji na ekranie. I tak - tam jest dualizm: stereotypowy mężczyzna i jego fantazje na temat kobiet, czyli pornolaski. I tak, uważam, że się zdarza, że kobiety podzielają te fantazje, o co w patriarchalnej kulturze nietrudno. Ale nie, nie oznacza to, że ja je podzielam - stąd pornolaska jest filmową wizją, a nie realnie istniejącą kobietą.

    Co do realnie istniejących kobiet - o nich jest trzeci akapit. Tam piszę o mnogości opcji, których - i w dyskusjach, i w kulturze mainstreamowej - mi brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nie zauwazylam w mainsteamowych produkcjach filmowych zadnych pornolasek; o jakich produkacjach konkretnie mowisz? bo rozumiem, ze nie o pornosach...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj wątpię czy Pani prowokująca tą smutną dyskusję się uspokoi. Co jakiś czas powraca na K-K, a to zaogniając rozmowę np. przy okazji biednych i Bogu ducha winnych Chrząszczyków lub wrzucając swój "przepełniony" kobiecością anons. To smutne, że zamiast jednoczyć się i działać, sami zaczynamy zjadać się od środka.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Anonimowa
    Pornolaska - w tym przypadku lesbijka/biseksualistka, którą patrzący (przynajmniej zdaniem twórcy/twórczyni danego filmu) chętnie zaprosiłby do trójkąta/indywidualnych igraszek. Wbrew pozorom modelowa bohaterka filmu pornograficznego nie musi (i chyba zazwyczaj nie jest, choć nie znam na tyle pornografii, by być tego pewną) być silikonową barbie. Musi jednak spełniać kilka warunków - a właściwie jeden: być atrakcyjna fizycznie. Atrakcyjna w bardzo stereotypowy sposób. Przykłady w lesbijskich (lub "lesbijskich") produkcjach? Mnóstwo - od większości głównych bohaterek "The L Word", przez skądinąd urocze "Imagine Me&You" czy "I Can't Think Straight" po głupotki w rodzaju "D.E.B.S.".

    Nie uważam, by w tak pojmowanej kobiecości było coś złego. Nie zmienia to jednak faktu, że takie zawężanie kobiecości (do bycia seksualnie atrakcyjną dla wyimaginowanej większości) jest krzywdzące zarówno w stosunku do kobiet, które w jakiś tam sposób modelowe nie są (i być nie chcą) lub modelowości nie lubią, jak i mężczyzn, których traktuje się jako niezdolnych do posiadania upodobań innych niż "ogólnie przyjęte" i zainteresowania się czymś, co nie ma nic wspólnego z fantazjami erotycznymi.

    @orsokane
    Myślę, że im więcej takich dyskusji, tym - mimo że są one momentami bardzo nieprzyjemne - lepiej. Widać, że temat jest wciąż nieprzegadany, a jedyny sposób, by to zmienić, to gadać. A poza tym wolę, jak toczą się na "moim" podwórku, bo, jeżeli się zrobi niemiło, zawsze mogę to przerwać i utemperować. A przy okazji - ciekawego masz bloga, muszę się mu lepiej przyjrzeć w wolnej chwili:)

    OdpowiedzUsuń
  7. @Ewa
    Co do bloga dziękuję i zapraszam :)
    Masz rację, trzeba rozmawiać. A dokładniej rzecz ujmując prowadzić kulturalny dialog na poziomie, a nie słowne przepychanki. Niestety osobniki takie jak Shira są z góry stracone i raczej niereformowalne. I na tej płaszczyźnie jak i na wielu innych jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Swoją drogą znalazłam tekst(który gdzieś już tam się kiedyś pojawił) o Tobie "nonszalancko-aroganckiej blogerce lesbijce " na bardzo ciekawej stronie...

    http://www.kosciol.pl/article.php/20100620040711712

    Swoją drogą można uznać to za swego rodzaju "zwycięstwo" Kościół wie, że istniejemy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wiem czy masz swiadomosc absurdu tego o czym piszesz ale wynika z tego mniej wiecej, ze wszystkie kobiece, atrakcyjne kobiety wystepujace w mainstreamowych filmach to wg Ciebie pornolaski; skad Ci do glowy przyszlo takie okreslenie skoro jak piszesz, nawet nie znasz porno- pojecia nie mam; glowna wina tych pornolaseczek np. z l- worda to fakt, ze sa atrakcyjne fizycznie zarowno dla facetow jak i dla kobiet( ta wiekszosc wcale nie jest wyimaginowana)- to naprawde straszne! powinny natychmiast sie oszpecic, wlozyc worek pokutny zeby bron boze jakis facet w swoich fantazjach nie chcial ich zaprosic do trojkata...
    jak na ironie w kontekscie wczesniejszych Twoich wypowiedzi- jakos kompletnie nie masz swiadomosci pogardy i chamstwa
    zawartych w uroczym okresleniu- pornolaski:)
    shadowland

    OdpowiedzUsuń
  9. @shadowland

    Przyglądam się dyskusji tu i tam i widzę, że tobie chyba umyka sedno: to nie Ewa zaczęła używać stereotypowych i deprecjonujących określeń - wręcz przeciwnie "pornolaska" została przywołana jako analogon "babochłopa - coś równie nieuprawnionego i stereotypowego. Miała pokazać, że tak jak shira kpi z innych zachwycając się swoją kobiecością, tak z niej można zakpić szufladkując ją bez głębszego namysłu do arbitralnie zdefiniowanej grupki "pornolasek" właśnie.

    To jednak nie oznacza, że Ewa czy ktokolwiek posługujący się taką argumentacją sam wyznaje pogląd jakoby każda "kobieca" kobieta to pornolaska.

    OdpowiedzUsuń
  10. komus z pewnoscia umyka sedno- jednak nie mam pewnosci czy akurat jestem to ja:)analogicznym odpowiednikiem butch jest femm a nie porno- laska:)poza tym skoro Ewa nawoluje do szacunku i tolerancji nie powinna stosowac chwytow kogos kogo nazwala homofobiczna trollica, czy tak?

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że wykreowane na potrzebę chwili określenie na stałe wejdzie do branżowego słownika :) I to nie Ewa broniąc i pokazując "drugą" stronę medalu traci sedno. To Shiro-podobne straciły je w momencie rozpoczynania dyskusji gdyż zapomniały o czymś co jest naprawdę istotne. O szacunku do drugiego człowieka, a w tym wypadku o szacunku dla kobiet. Tyle się mówi o tym jak to mężczyźni nie szanują kobiet. Ale z tego co widać to kobiety pokroju Shiry nie mają krzty przyzwoitości i szacunku dla innych. takie osoby jak ona zapominają tylko o jednym. Czy to super piękne i kobiece, chodzące na szpilkach czy takie co non stop chodzą w jeansach i t-shirtach - koniec końców i tak trafiamy do jednego worka z napisem HOMO.

    OdpowiedzUsuń
  12. @shadow: Witaj ponownie:)A teraz ad rem. Na wstępie kilka słów wyjaśnienia: Ewa pisze o filmie i kobiecie w niej, jako towarze. Określenie pornolaska jest kulturowe. Absolutnie nie określa tak kobiety zwanej femme w rzeczywistości. (Znajome femki dałyby nam popalić:). Zakładam, że uważasz się za femkę i mam pytanie: chciałabyś być traktowana jako obiekt seksualny li i jedynie?
    A tak właśnie traktuje się wymienione kobiety w filmie i stąd nazwa pornolaski.
    Ewa, uwierz mi, znam ją, nie ma nic przeciwko femkom. Za to nie cierpi stereotypów, uproszczeń etc. I o tym jest ten post. Nie o Ewy uprzedzeniach. Zresztą Ewa to tłumaczy praktycznie w każdym swoim komentarzu. Shadow na boską Safo, przecież jesteś inteligentna:)
    Porno. Ja trochę różnego porno oglądałam, i faktycznie część panienek z elworda wpisuje się w ten schemat, niestety.
    A jak przy L jesteśmy, jak zaklasyfikujesz Shane, na widok której femki również niemalże ściągają majtki przez głowę?

    OdpowiedzUsuń
  13. Co komentarz to inne sedno sprawy :) Żeby nie mieszać nie będę dokładać mojego odniosę się tylko do zdjęć:
    1. Soft butch. Urocza. Te luźne portki, ta zacięta mina :)
    2. Femme rodem z ASP. Poznaję po kokardce, ponoć takie teraz modne.
    3. Typ chłopięcy. Tylko ten balejaż...
    4. Nie mam pojęcia - długie włosy są, bluzka podkreślająca figurę jest, makijażu brak, spodnie luźne. Zwyczajna kobieta?
    5. Znowu zwyczajna (z wyglądu bo dokonania ma niezwykłe) kobieta w średnim wieku.
    Zdałam?

    OdpowiedzUsuń
  14. Pojęcie "pornolaski" wydaje mi się bardzo dobre. Korzystając choćby z "L Worda". Według mnie rewelacyjnie ilustruje to pojęcie scena, kiedy ustalana jest obsada do "Lez Girls".
    Odrzuca się aktorkę, która wydaje się do roli idealna, bo nie jest "fuckable".
    Rzeczywistym przykładem było ostentacyjne wywalenie z obsady mainstreamowego "GA" Brooke Smith i zastąpienie jej "atrakcyjniejszą" (w rozumieniu heteroseksualnego wzorca) aktorką.
    Nie chodzi tu o "porno" w ścisłym znaczeniu słowa, a o promowany obraz "kobiecości" i "męskości". Wchodzi tu nie tylko aspekt homofobiczny (odrzucanie różnorodności środowiska LGBT), co kult "piękna i młodości" doprowadzający ludzi do anoreksji, itp.

    W dyskusji na K-K mam wrażenie powielania takiego wzorca i próby (co wkurza najbardziej) jego arbitralnego narzucania. Kręcą cię długie włosy i szpilki? Ok. Mnie czasami też, co nie znaczy, że nie podobają mi się też kobiety butch i daruj sobie gadkę o tym, co się podoba tobie, bo ja naprawdę wiem co lubię.

    Używanie określeń pejoratywnych i brak kultury, to inna kwestia. Ludzie naprawdę często zapominają o wzajemnym szacunku, ale to plaga szerząca się bez względu na orientację.

    Poza tym, wydaje mi się że dyskusja na K-K jest dodatkowo podszyta mizoandrią. "Męskość" została tam wyraźnie połączona z niedbałością o siebie, brudem i masą innych pejoratywnych określeń. Stereotypowo rozumiana "kobiecość" (długie włosy, obcasy, makijaż) ma być cudownym antidotum na demonizowaną "męskość".

    Wciśnięcie kogoś w pasujące do czyjegoś obrazu świata kategorie (zachowanie integralności konstrukcji kulturowej) staje się tam ważniejsze, niż prawdziwi ludzie.

    Kobiety dużo częściej określane są GŁÓWNIE przez pryzmat wyglądu. Są poddawane ciągłej ocenie estetycznej, w każdym aspekcie ich aktywności. Przez to wiecznie, bez względu na wszystko, pozostają przede wszystkim obiektem seksualnym.
    Nie przypominam sobie dyskusji o wizerunku gejów w kontekście ich fizycznej atrakcyjności. Wojny wizerunkowej na linii "zniewieściali"/"męscy" nie zaobserwowałam, a jeśli coś takiego występuje to na pewno nie na skalę dynamiki butch/femme.

    Nikomu po meczu piłkarskim mężczyzn nie przyjdzie do głowy ocenianie, który to się bardziej spocił i włosy ma nietakie.
    I oby kiedyś tak samo patrzyło się na kobiety.

    A panie na zdjęciach są po prostu piękne. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja już na KK, przez te właśnie dyskusje bez ładu i składu, za to mocno agresywne, przestałam wchodzić- nie mój styl, nie lubię przepychanek.
    Patrzę tu i co widzę ;) Shadowland...
    No ale cóż, jak mawia moja babcia- ludzie, jak to ludzie- wszędzie tacy sami ;)
    Porozmawiać owszem mogę chętnie ale tylko z tymi, co rozmawiać chcą a nie z tymi, którzy wymuszają uznanie ich zdania jako jedyne i niepodważalne:)
    dubiduu

    OdpowiedzUsuń
  16. Niesamowite, na ile sposobów można odczytać w sumie krótki tekst. Najbliżej tego, o co mi chodziło, są Rude (niespodzianka:)) i Metaxu, co oczywiście nie sprawia, że inne odczytania uważam za nieuprawnione, po prostu nie przyszły mi do głowy. A poza tym uważam, że wielość odczytań jest fajna - w końcu kocham postmodernizm (tak na marginesie - czy on nadal jest, czy żyjemy już w innej "epoce"?).

    @shadowland
    Mam prośbę - czytaj dokładnie to, co piszę, to ułatwi dyskusję. Pierwszy przykład z brzegu: filmy pornograficzne. Nie napisałam, że ich (jak twierdzisz) nie znam (swojego czasu nawet o nich pisałam), ale że nie znam ich na tyle, by stwierdzić, jaki dokładnie typ bohaterek w nich dominuje (poza tym, że są atrakcyjne, choć oczywiście również w porno atrakcyjność jest różnie pojmowana, więc można się zastanawiać jedynie nad dominującym wzorcem). Tak czy siak między "nie znać" a "nie znać na tyle, by szczegółowo analizować" jest spora różnica. Co do pozostałych kwestii - Rude i Metaxu już o nich napisały, tak że nie będę po nich powtarzać.

    @Metaxu
    Masz rację, tego typu teksty są również mizoandryczne. Co do "męski-zniewieściały" - kojarzę kilka dyskusji z Homików na temat chłopców "co to chcą być dziewczynkami", tak że nie tylko kobiety mają kłopot z kwestiami genderowymi. Co oczywiście wcale nie jest pocieszające.

    @orsokane
    Tak, widziałam ten tekst na Kosciol.pl (pojawił się też na Frondzie i Prohomofobii), nawet próbowaliśmy go rozgryźć ze znajomymi na Facebooku. Najbardziej mnie urzekło porównanie do Judith Butler - niezasłużone, ale jakże miłe.

    OdpowiedzUsuń
  17. sorry Ruda ale najwidocznie przeceniasz moja inteligencje;) kobiety w l- wordzie, np taka Beth to pornolaska bo jest traktowana jak towar i postrzegana li tylko jako obiekt seksualny... czytam to kolejny raz i dalej nie wiem o co chodzi:)
    a co do odrzucenia aktorki, ktora nie jest fuckable- mysle, ze tu kierowano sie gustami nie heterykow tylko lesbijek- ona dla lesbijek nie byla atrakcyjna i dlatego nie dostala roli; a to, ze atrakcyjniejszym jest w zyciu łatwiej i czy jest to sprawiedliwe to juz zupelnie inna bajka, na inna dyskusje
    co do Shane- kompletnie nie moj typ, ani osobowosciowo ani z
    wygladu wiec klasyfikuje ja jako aseksualna dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dyskusje wizerunkowe już mnie troszkę znudziły, choć nie lekceważę ich znaczenia. Są bardzo blisko tych na temat strategii działań na rzecz poprawy sytuacji LGBT. Czy mamy być ugrzeczni czy możemy być różni? Czy mamy zawsze udawać, że jesteśmy monogamiczni i promałżeńscy czy nie? Czy mamy paradować czy nie? Czy na parady mamy chodzić goli czy ubrani? itd. Ponieważ w tym temacie się różnimy to i w dyskusjach wizerunkowych. Był gdzieś taki temat - czy przegięte cioty mogą chodzić na parady. W sumie podobny.

    OdpowiedzUsuń
  19. A Shane dla mnie nie jest męska. Jest w jakiejś innej kategorii - sama nie wiem w jakiej. Zresztą ani Gosi ani Ewy nie zakwalifikowałabym do kategorii męska, w żadnym wypadku. Dla mnie "męskość" u kobiet jest gdzieś bardziej w byciu niż w wyglądzie - w mówieniu, staniu, siedzeniu, traktowaniu innych kobiet itd.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Ewa
    O, muszę się trochę dokształcić jeśli chodzi o dyskusje wizerunkowe dotyczące gejów. Ale dalej wydaje mi się, że wśród lesbijek to dużo ostrzej przebiega.

    I faktycznie, niesamowite bogactwo interpretacji wychodzi. To chyba ta Butler w Tobie zaczyna się przebijać ;)

    @shadowland
    Zerknij na definicję, którą sformułowała Ewa: "pornolaska" - lesbijka/biseksualistka, którą patrzący (przynajmniej zdaniem twórcy/twórczyni danego filmu) chętnie zaprosiłby do trójkąta/indywidualnych igraszek (niekoniecznie silikonowa barbie).

    Innymi słowy "fuckable". I proponuję przypomnieć sobie 5 sezon. Producenta absolutnie nie interesowało, czy będzie się podobało lesbijkom. Zmiana zakończenia, gdzie główna bohaterka wraca do chłopaka, nie pozostawia złudzeń. Miało się podobać głównie heteroseksualnym facetom.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Eile
    Myślę, że dyskusje wizerunkowe są troszeczkę inne niż strategiczne, chociaż gdzieś tam się zazębiają. Strategia to coś wewnętrznego (choć zahacza o emancypację innych dyskryminowanych grup), wizerunek ma szerszy zasięg, bo jest zakorzeniony w bardzo powszechnym kulcie ciała, młodości, piękności i Photoshopa. I choć samo dbanie o siebie jest zdrowe, to wiadomo, do czego może doprowadzić przesadna chęć dorównania paniom i panom z okładki (pisała o tym parę komentarzy wyżej Metaxu). Pomijając już fakt, że wszelkie zabijanie (choćby kulturowe) indywidualności na dłuższą metę uczyni z tego świata wybitnie nudne miejsce (nudniejsze, niż dyskusje wizerunkowe:)).

    @Metaxu
    Niech przebija jak najczęściej! Inteligencja jest (dla mnie, żeby nie było) bardzo seksi:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Miałam na myśli to, że lęk przed "męską" kobiecością ma związek moim zdaniem z lękiem przed odrzuceniem przed społeczeństwo. I z tego powodu te dyskusje budzą też tyle emocji.To jest obawa przed tym, że ktoś pomyśli, że ja jestem taka jak one. One są jakieś dziwna a ja chcę być normalna - taka jak wszystkie. A najlepiej jak te kobiety ze snów facetów i innych kobiet. Wtedy może nawet będą mnie podziwiać.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Metaxu - trzeba jeszcze dodać, że twórczyniom L-word chodziło o to, żeby oprócz publiczności lesbijskiej (która by serial przełknęła na surowo z aktorkami każdego "typu" i urody) serial miał się sprzedać publiczności heteroseksualnej. To dla niej został zakupiony do stacji telewizyjnych, bo lesbijki i tak by go sobie kupiły na dvd (tzn. u nas ściągały masowo z internetu, bo jakie zarobki, taka i siła nabywcza towarów z "prawdziwego" Zachodu). A tym samym aktorki musiały być "fuckable", a przede wszystkim niekontrowersyjne (może za wyjątkiem Shane, która odjechane zachowanie łączy z odjechanym wyglądem - czyli potwierdzenie stereotypu, tudzież Jenny, która o ironio jest jakimś tam potwierdzeniem homofobicznej tezy, że lesbijka to kobieta psychicznie zaburzona.
    Zabawne jest też to, że kiedy nawet pojawiała się w serialu osoba trans, to była wizualnie kosmicznie niewiarygodna (Ivan Aycock, Moira/Max).

    Przyznam szczerze, że o wiele bardziej wiarygodnie wypadli mężczyźni homoseksualni w obu wersjach Queer as Folk.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Joey
    Oczywiście, nie ma wątpliwości, że "L Word" był kierowany do szerokiej publiczności.

    Tylko w piątym sezonie następuje pewnego rodzaju "rozliczenie". De facto nie chodziło w nim o produkcję filmu, a o to jak powstawał sam "L Word". Łącznie z problemami, na które natrafiły twórczynie serialu. W dyskusjach na AfterEllen praktycznie przy każdym odcinku zastanawiano się, na ile fabuła odzwierciedla rzeczywistość.

    Dlatego 5 sezon był z całą tą autoironią i grą z widzem (np. prześmieszny motyw z Jenny, która twierdzi, że Vancouver w żadnej mierze nie nadaje się na filmowe LA; a dokładnie tak było z "L Wordem") rewelacyjny :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Określenie pornolaski jednak jest obraźliwe.
    A dyskusja...
    No sorry. To tylko film. Nie przekładajcie go ani na realia, ani nie róbcie z tej skądinąd miłej dla oka telenoweli ideologicznego manifestu.
    To jest rozrywka, Cokolwiek byście chciały więcej w nim widzieć.
    Ten serial nie różni się ciężarem gatunkowym od innych filmów. Wszystko dziś robi się o dupie Marynie i bądźmy szczerzy - to ludzie chcą oglądać w TV.
    Jak potrzebuję kina i dyskusji to nie włączam telewizora, tylko idę klubu dyskusyjnego albo wyciągam dvd z płytoteki.

    Doktorat z L Word ? Jak ktoś koniecznie chce to ok, jest wiele idiotycznych prac doktorskich.

    I jeszcze jedno - co to znaczy "atrakcyjna w stereotypowy sposób ? "
    I uwaga, bo od tego zwrotu tylko krok to przeciwagi "atrakcyjna inaczej". A przecież wiemy, jesteśmy mądrymi kobietami, że atrakcyjność nie polega tak naprawdę na długości kiecki czy krawata tylko na tym jak się je nosi... ale glównie na tym ile z nas i jak z środka wydostaje się na fasadę :)
    Co do traktowania kogoś jak obiekt tylko i wyłącznie seksualny - cóż to jest glównie problem patrzącego.
    Dobrze to mieć na uwadze.
    ./.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…