Przejdź do głównej zawartości

In or Out - suplement

Mały suplement do toczącej się pod poprzednim postem dyskusji o męskości, kobiecości i innych ościach. Jako że ów wpis był z założenia głównie kulturowy (choć nie do końca taki wyszedł), dziś kilka już chyba kultowych scen filmowych o przykrawaniu do stereotypowego wzorca.

Numer jeden to scena z "Przodem do tyłu" (1997), w której Kevin Kline uczy się, jak być "prawdziwym mężczyzną":



Numer dwa - poważniejszy - to moment "ukobiecania" Chloë Sevigny w "Gdyby ściany mogły mówić 2" (2000):



Numer trzy to właściwie cały film, czyli różowo-niebieskie "But I'm a Cheerleader" (1999) o ośrodku True Directions, w którym młodzi ludzie "leczą się" z homoseksualności, podejmując zachowania stereotypowo uznawane za kobiece (dziewczęta) lub męskie (chłopcy). Chyba najlepiej pokazuje to ten fragment:



Warto też przypomnieć scenę, w której stereotypowa lesba (ta wygolona) orientuje się, że w rzeczywistości jest heteroseksualna - po prostu z powodu jej wyglądu oraz zamiłowania do piłki nożnej wszyscy uważali ją za lesbijkę, więc uznała, że naprawdę nią jest. Oraz zdziwienie głównej bohaterki, że jest lesbijką - to przecież niemożliwe, ona jest cheerleaderką - i jej chęć dowiedzenia się, jak ową lesbijką być.

Przywołane scenki świetnie egzemplifikują opresywność etykietek "męski" i "kobiecy". Bo przecież jedyną "winą" wszystkich bohaterów i bohaterek jest to, że chcą być sobą, a nie projekcjami swojego otoczenia (nieważne, czy heteroseksualnego, czy nieheteroseksualnego).

Komentarze

  1. http://wiadomosci.onet.pl/1623456,2677,2,kioskart.html

    OdpowiedzUsuń
  2. @Eile: Skoro tak, cyt. - WAZNE! Chodzi o skomentowanie newsa, jakoby Polki były najbardziej agresywnymi kobietami świata. POSZUKIWANE OSOBY Z WROCLAWIA! Do skomentowania poszukuje dziennikarka Magdalena Gwozdz, moze dojechac w kazde miejsce Wroclawia, info za Genderwoym Kołem Literaturoznawczym, kontakt genderowe.kolo@gmail.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. OK, puściłam informację dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie czytam badania (czy "badania"), do których zlinkowała Eile - jak ktoś jeszcze ma ochotę, niech poszuka pozycji "Woman's Inhumanity to Woman" na Google Books. Póki co brakuje mi jakichś twardych faktów - autorka z lubością operuje takimi określeniami jak "wiele", "mnóstwo", "wszystkie", nie podaje za to, z iloma kobietami rozmawiała, jak przebiegało badanie itp. Ale może to jest w dalszej części książki. Jak doczytam, to napiszę, póki co ma wrażenie, że jest to rzecz bardziej "refleksyjna" niż naukowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno były badania dotyczące przestępczości kobiet, ale nie mam czasu teraz szukać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie trochę brakuje tym badaniom konkretów, ale mam wrażenie, że główny problem, który opisuje to brak solidarności między kobietami. Niezależnie od orientacji. Dla heteroseksualnych, w którymś momencie najważniejsze stają się dzieci/facet, często kosztem znajomych. Z kolei nieheteroseksualne rzadziej integrują się z branżą, zwłaszcza kiedy znajdą stałą partnerkę.
    Faceci nigdy nie rezygnują z kolegów("bros before hoes").

    "Solidarność jajników" nie ma nic wspólnego z siostrzeństwem, a integracja kobiet (poza rodziną, w ramach przekazywania tradycji) nie jest uważana za istotną, przez co same kobiety nie widzą w niej wartości (dla mnie to główny powód, dla którego miejscom przeznaczonym dla kobiet tak trudno się utrzymać).

    Z tej perspektywy, w porównaniu z mężczyznami, stosunki kobiet między sobą wypadają kiepsko.

    Tylko ten artykuł próbuje udowodnić, że to leży w "kobiecej naturze", a to po prostu kolejna kulturowa konstrukcja.

    Ewa, dzięki za podpowiedź z książką :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej trudno mówić tu w ogóle o jakimś naukowym podejściu - tekst raczej nastawiony na sensację. Ja go podrzuciłam oczywiście nie dlatego, że się zgadzam z tezami, że Polki są jakoś wybitnie agresywne, tylko trochę żartobliwie w nawiązaniu do wizerunkowych dyskusji podczas których jedne panie zjadają drugie panie. Natomiast, że solidarności nam brakuje, to niestety często prawda.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak myślałam, że do żartobliwa wrzutka:) Co ciekawe, to w książce nie znalazłam informacji o jakiejś szczególnej agresji Polek, ale może przy dokładniejszym czytaniu coś znajdę. A póki co zapisałam sobie, by nie ufać depeszom z PAP-u.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Metaxu

    A ja właśnie czytałam przekonujące opracowanie dot. jakości męskiej (heteryckiej) przyjaźni, o w tym tomie:

    http://www.lideria.pl/Meskosc-w-kulturze-wspolczesnej-Andrzej-Radomski-Bogumila-Truchlinska/sklep/opis?nr=183890#o

    OdpowiedzUsuń
  10. @Paulina
    Dzięki, muszę poszukać w moich okolicach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że wystarczy gdzieś w czytelni w biegu spojrzeć. Autorkami artykułu są Iwona Chmura i Joanna Ostrouch. Muszę przyznać, że przegapiłam to w formie wystąpienia konferencyjnego i nie wiem, jaka była dyskusja, ale tekst jest pesymistyczny - badani panowie albo wspominają przyjaźnie z dzieciństwa, albo deklarują przyjazne więzi (możliwość zwierzeń, itp.) z kobietami. To ciekawe również w kontekście backlashowego artykułu: http://wyborcza.pl/1,76498,8250006,Mezczyzna_zdegradowany.html - autor, wzorem Whitmana, przeczy samemu sobie (co jest piękne w poezji, nie sprawdza się w uargumentowanym głosie polemicznym), i sam nie wie, czy ubolewa nad koniecznością wdrożenia się mężczyzn w "soft skills", czy tę okoliczność chwali...

    OdpowiedzUsuń
  12. A na K-K znowu "odgrzewają" kotleta :P Słów brakuje...

    "Wygląd ma znaczenie Wygląd ma znaczenie. Nie będę twierdzić że 100% ale moim zdaniem stanowi przynajmniej 50-60% atrakcyjności tej drugiej osoby. Nie chciałabym się spotykać z kobietą, która twierdzi że wygląd nie ma znaczenia, bo w rzeczywistości pewnie sama ma poczucie wartości na wysokości swoich kolan.Chciałabym spotykać się z uśmiechniętą, pewną siebie kobietą, świadomą swoich słabości i walczącą z nimi. Tak więc kochane, do roboty. Obalcie stereotyp polskiej lesbijki - Dbajmy o siebie."

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…