niedziela, 8 sierpnia 2010

Jak nie zostałam "osobą jedną z Nas"

Parę dni temu dostałam takiego maila (oryginalna pisownia zachowana, niektóre dane ukryte):

Witaj!
Użytkownik Adam xxxxx, jeden z ambasadorów z serwisiu LGBTQF.com, zaprasza Cię do uczestnictwa w Naszej społeczności.
Jeżeli dostałeś to zaproszenie – jesteś osobą jedną z Nas. Jesteśmy pierwszym zamkniętym portalem społecznościowym dla mniejszości seksualnych i osób friendly.
Uwolnijmy swoją seksualność i umysł, stwórzmy tolerancyjny świat! 
17 lipca 2010 odbyła się premiera e-usługi która zmieni świat, 
zobacz: 
http://www.youtube.com/watch?v=XdozCqYxZKA
Kliknij poniższy link, aby się zarejestrować:
http://lgbtqf.com/embassy/user/register/xxxxxxxxx
Pozdrawiamy,
Zespół LGBTQF.com


Jakiś czas temu pisałam o pomyśle zamkniętego serwisu społecznościowego dla LGBTQetcetera, no i proszę, oto on. Nie przepadam za grupami zamkniętymi, nie przemawia też do mnie hasło "uwolnij swoją seksualność" (o co w ogóle w nim chodzi?), ale mimo wszystko postanowiłam się zarejestrować, żeby zobaczyć, jak LGBTQF.com wygląda od środka. Niestety, póki co zrezygnowałam z tego pomysłu, z kilku powodów. Pierwszy to brak możliwości precyzyjnego określenia się w formularzu rejestracyjnym:
To w sumie drobiazg, ale jako że nie mam zwyczaju się szufladkować, nie widzę też powodu, by robić od tego wyjątki w sytuacjach prywatnych (bo do celów politycznych oczywiście mogę być lesbijką).

Drugi powód, dla którego nie dołączyłam do społeczności LGBTQF.com, jest znacznie poważniejszy - to regulamin serwisu. Paragraf 5. wygląda następująco (kliknij w obrazek, aby powiększyć):
Szczególnie zaniepokoił mnie ten fragment: "Umieszczając w serwisie dane a w szczególności zdjęcia, materiały, wypowiedzi, Użytkownik oświadcza, że: (...) udziela Administratorowi nieodpłatnej niewyłącznej licencji na wykorzystywanie, utrwalania, zmienianie, usuwanie, uzupełnianie, wykonywanie publiczne, wyświetlanie publiczne, zwielokrotnianie i rozpowszechnianie (w szczególności w Internecie) tych Danych oraz zrzeka się wszelkich roszczeń w stosunku do Administratora w przypadku ich wykorzystania, w tym kopiowania w celach związanych z działalnością Serwisu oraz usunięcia z Serwisu". O ile dobrze rozumiem, oznacza to ni mniej, ni więcej, że właściciel serwisu może dowolnie dysponować np. moimi zdjęciami, które zamieszczę w swoim profilu, np. wykorzystać je do reklamowania serwisu, a nawet do celów zupełnie z tym niezwiązanych. Nie, żebym od razu podejrzewała go o złe zamiary, ale mimo wszystko ten punkt jest bardzo niepokojący.

Również system zaproszeń, który teoretycznie ma chronić użytkowników, wydaje się nie do końca działać, jak trzeba. Szukając informacji w sieci o inicjatywie, znalazłam wpis na forum Gazeta.pl (do przeczytania tu), w którym jeden z forumowiczów wkleił identyczne z moim zaproszenie i stwierdził, że nie ma pojęcia, czemu je otrzymał (najwyraźniej nie uważa się ani za LGBTQ, ani za friendly). Hm...

Żeby nie było, że brakuje mi dobrej woli, przesłałam maila do administratora strony, w którym wyłuszczyłam swoje postulaty i wątpliwości. Póki co nie doczekałam się odpowiedzi, ale może to tylko kwestia czasu i za jakiś czas dowiem się, jak to jest być "osobą jedną z Nas". A póki co pozostaje mi uwalniać swoją seksualność w bardziej indywidualnych okolicznościach.

6 komentarze :

Szczerze mówiąc idea zamkniętego serwisu nie budzi mojego wielkiego sprzeciwu. Przynajmniej w teorii. W praktyce, to jednak kiepsko działa.

Na przykład mamy forum regionalne, na którym mechanizm selekcji jest całkiem niezły. Tylko, że zarejestrowanych jest ponad 200 osób, a aktywność praktycznie zerowa.
W rezultacie korzystam z niego praktycznie jedynie jako bazy linków do artykułów w necie.

A co do postanowień regulaminów, to różne "kwiatki" się zdarzają :] Więcej do poczytania m.in. u Vagli: Duży może (chcieć) więcej - o regulaminie Facebook.
Podsumowując: mogą sobie pisać, ale gdyby ich ktoś pozwał sąd by ich wyśmiał. Inna sprawa, że komu chce się serwisy po sądach ciągać...

Tracą już na starcie. Takie postanowienia nie dość, że niedorzeczne, zwyczajnie odstraszają :/

Nie mam problemu z serwisami zamkniętymi, po prostu niekoniecznie chcę być ich częścią. Zresztą nowy tolerancyjny świat to ja mam na Facebooku.

Na plus twórcom strony trzeba przyznać, że na maile odpisują. Choć niekoniecznie po mojej myśli (katalog możliwości określenia się jest zamknięty, a licencja wcale nie jest licencją, chodzi o wykorzystanie danych do celów statystycznych), ale jednak. Dziękuję za linka, podeślę im i zobaczymy.

przynajmniej jest regulamin, którego brakuje w masie innych serwisów i jesteś świadoma na co się zgadzasz. takie zapisy w regulaminie są potrzebne, żeby chociażby zapisać zdjęcie, które dodajesz na serwerze i wyświetlać je innym użytkownikom.
praktycznie każdy serwis, gdzie regulamin jest przygotowywany przez prawnika posiada takie zapisy, a przypadki wykorzystywania tych "praw" w sposób, który szkodzi użytkownikowi są nieliczne (osobiście słyszałem tylko o jednym)

Tłumaczenie, że "przynajmniej jest regulamin" to nie najlepsza strategia. W tego typu serwisach MUSI być regulamin. To, że w niektórych nie ma ich w ogóle, nie jest żadnym wytłumaczeniem na mankamenty tego konkretnego, który jest.

Zapisy o udzieleniu licencji nie są konieczne w tego typu regulaminach. Nawet więcej - nie są też wiążące. Polecam zapoznanie się tekstem podlinkowanym przez Metaxu w pierwszym komentarzu.

Nie podejrzewam twórców LGBTQF.com o złą wolę, ale upieranie się, że tego typu zapis jest konieczny, sprawia, że zaczynam się zastanawiać, czy są wystarczająco kompetentni, by prowadzić tego typu serwis. Żeby nie było - to nie zarzut, to troska o jakość "naszej" części internetu - pisałam o tym również w mailu wysłanym do administratora LGBTQF.com.

Hmmm, ja mam jedną wątpliwość, a propos nie określania się... Czy kategoria "Queer" nie jest właśnie taką nie-tożsamością, która umożliwia pokazanie jakoś swojego światopoglądu (sprzeciw wobec norm, a zwłaszcza heternormy) jednocześnie nie zawężając za bardzo opisu własnych preferencji?

Kategoria queer jest chyba rzeczywiście najszersza z możliwych, kłopot w tym, że ja się nie czuję do końca queer, ewentualnie queer bywam. Ale bywam też lesbijką. Trochę mnie też irytuje traktowanie queer jako worka na wszystko, co nienormatywne, jeszcze bardziej jako eleganckiego słowa-klucza ("queerowe śniadanie", "queerowy slam poetycki", "queerowy związek" itp.) czy wręcz etykietki (choć z założenia miał nie etykietować). Tak że pozostaje przy opcji "nie określam się".

Prześlij komentarz