niedziela, 1 sierpnia 2010

Jak złapać homoseksualizm

Dziś parę starszych newsów, które umknęły mi podczas urlopu. Pierwszy - trochę przedwcześnie mamy nowe władze KPH. Prezeskę Martę Abramowicz zastąpił Tomek Szypuła, wiceprezeską została Anna Urbańczyk z Gdańska. Dla mnie to smutna wiadomość. Mimo że nie zawsze z KPH było mi po drodze, lubię i cenię Martę - za przygotowanie merytoryczne, twarde stąpanie po ziemi, konkretność. W wywiadzie udzielonym "Replice" w marcu 2009 roku, tuż po tym, jak została prezeską, Marta mówiła między innymi, że ma nadzieję, że jej przykład zachęci inne kobiety nieheteroseksualne do działania. Teraz ja dla odmiany mam nadzieję, że jej rezygnacja z prezesury (bo zakładam, że taki jest powód wcześniejszych wyborów) nie oznacza odejścia od działalności w ogóle. Szkoda by było.


Odejście Marty zbiegło się z wywiadem udzielonym TVN24, w którym opowiedziała między innymi o działalności Grupy Młodzieżowej KPH. I w oparciu o który powstał materiał o obozach młodzieżowych organizowanych przez KPH (do obejrzenia tu), które wzbudziły, jakżeby inaczej, nieliche kontrowersje. Pokrótce rzecz wygląda tak, że co wakacje młodzi działacze spędzają ze sobą trochę czasu, ucząc się przeciwdziałać dyskryminacji, ale też oczywiście miło integrując się we własnym gronie. Co w tym takiego strasznego? Ano to, że według zapytanych przez TVN seksuologa Lwa Starowicza i psycholożki Agnieszki Iwaszkiewicz wiek nastoletni to czas, w którym kształtuje się tożsamość psychoseksualna, i przebywanie w tym czasie w grupie osób nieheteroseksualnych może sprawić, że ukształtuje się ona w jednym (wiadomo, jakim) kierunku. Szkoda, że państwo specjaliści nie wzięli pod uwagę, że ci sami młodzi ludzie większość czasu spędzają w środowisku heteronormatywnym, które, jeżeli teza o wpływie otoczenia miałaby być prawdziwa, ma na nich znacznie większy wpływ. W materiale brakuje też wypowiedzi chociażby psychologów, pod których opieką są podczas obozów młodzi działacze.

Same wyjazdy to moim zdaniem świetna sprawa. Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z podobną inicjatywą (wyjazdy integracyjne organizowały swojego czasu dziewczyny z listy Polles) i to, jak bardzo mi pomogła we wcale niełatwym procesie samoakceptacji. Myślę, że obozy KPH są dla tych młodych ludzi świetną okazją do naładowania akumulatorów w przyjaznym środowisku i przeniesienia swoich doświadczeń na już znacznie mniej akceptujący grunt szkolny czy akademicki. Bo niestety w większości tego typu placówek młode osoby nieheteroseksualne są zdane wyłącznie na siebie i to od nich zależy, na ile uda im się uczynić swoje otoczenie bardziej znośnym dla siebie i swoich mniej odważnych, a może po prostu mających mniej szczęścia (np. niemogących liczyć na wsparcie bliskich) nieheteroseksualnych kolegów i koleżanek. Niestety większość szkół nie może się pochwalić obecnością w swojej kadrze tak fajnych nauczycieli jak Marzanna Pogorzelska z Kędzierzyna-Koźla, autorka słynnego już donosu na samą siebie, który wysłała do Romana Giertycha w czasach, kiedy ten był ministrem edukacji, a w którym napisała między innymi: "Ucząc w liceum, przekazuję moim uczniom informacje i poglądy o równości osób homoseksualnych pod każdym względem. Staram się prostować stereotypy i krzywdzące poglądy dotyczące tych osób".

Ostatnio wrócił też pomysł wprowadzenia w Polsce ustawy zakazującej "propagowania homoseksualizmu". "Każda publicznie przekazywana informacja, reklamująca związki homoseksualne, ma negatywny wpływ na zdrowie psychiczne, rozwój fizyczny, intelektualny i moralny nieletnich" - twierdzą jej orędownicy, związani ze stowarzyszeniem Contra in vitro (sic!). Ilekroć czytam o takich pomysłach czy słucham wywodów jak przywołane przed chwilą słowa Lwa Starowicza, tylekroć się zastanawiam, w czym niby ma tkwić owa urojona przewaga nieheteroseksualności nad heteroseksualnością, że zdaniem niektórych młody człowiek może zdecydować się na wybór tej pierwszej. Czy chodzi o potencjalny ostracyzm najbliższego środowiska? A może o zaliczenie się do drugiej kategorii obywateli, którzy - przynajmniej w najbliższych latach - nie mogą liczyć na prawne uznanie ich związków? Rzeczywiście, wspaniała perspektywa, aż dziwne, że wszyscy nie chcą być nieheteroseksualni. Żeby nie było, uważam, że młodzi ludzie (tak jak wszyscy) mają wybór, ale dotyczy on jedynie podejścia do tego, kim są (niezależnie od tego, czy określą się jako zwolennicy twardego etykietowania swojej tożsamości, czy też bardziej płynnego podejścia spod znaku queer) - czy się zaakceptują, czy zdecydują się żyć jawnie itd. itp. Nie zmienia to jednak faktu, że potencjalnie łatwiejsze życie zapewnia orientacja heteroseksualna. Co widzi chyba każdy, oczywiście oprócz państwa głoszących poglądy o tym, że można ją zmienić pod wpływem filmu obejrzanego w TV. Może powinni wybrać się na obóz KPH, skoro bycie nieheteroseksualnym wydaje się im takie atrakcyjne? Na akceptację swojej tożsamości w końcu nigdy nie jest za późno!

10 komentarze :

Najbardziej podoba mi się tytuł - Młodzi geje jadą na obóz. Wow !!!!
Zapachniało Faktem.

Materiał słaby bo jednostronny. To znaczy niby Bączkowskiemu i Abramowicz dali coś powiedzieć, ale i tak wyszło, że to zły pomysł.

Obozy to fajny pomysł, choć nie wiem czy bym tam uczyła dzieciaki walki z dyskryminacją i homofobią (o ile tak rzeczywiście jest). Raczej stawiałabym na rozwój osobisty, wzmocnienie i wielokierunkowość.

Z jedną rzeczą się zgadzam - uważam, że istnieje coś takiego jak uwarunkowanie(co oczywiście nie sprawia, że obozy uważam za zły pomysł).

Jest taka grupa osób, które wchodzą w relacje homoseksualne z różnych dziwnych powodów. Tak samo jak wśród osób uważających się za heteryków są osoby, które są homo, tak samo wśród homo jest nie - homo. W dużej mierze to pewnie one są odpowiedzialne za niechęć do biseksów i mężatek ;) Myślę też, że to właśnie ich dotyczą cudowne uleczenia z homoseksualności. Zła identyfikacja jest zawsze największym dramatem i moim zdaniem może iść i w stronę homo i hetero. Dlatego rzeczywiście w tak młodym wieku pewnie trzeba do tego podchodzić ostrożnie. Nie oznacza to jednak, że obozy są złym pomysłem, o ile oczywiście ci, którzy je prowadzą chcą wesprzeć w znalezieniu właściwej identyfikacji.

To jest też problem wielu moim znajomych, którzy na etapie poszukiwania siebie szukali psychologa i mówili mi, że jeden był zły, bo homofob, a drugi zły, bo za bardzo naciskał na określenie się jako homo i leczenie z uwewnętrznionej homofobii. A oni chcieli takiej bezstronnej, spokojnej, dającej przestrzeń osoby, która da samemu się odnaleźć w tej materii. I u jednym wyszło homo a u innych jednak nie.

A i jeszcze jedno mi się przypomniało. Jak piszesz: "szkoda, że państwo specjaliści nie wzięli pod uwagę, że ci sami młodzi ludzie większość czasu spędzają w środowisku heteronormatywnym, które, jeżeli teza o wpływie otoczenia miałaby być prawdziwa, ma na nich znacznie większy wpływ" to mi przekornie przychodzi do głowy, że właśnie to pokazuje, że ma. Przecież tyle osób homoseksualnych nie myślałoby że jest hetero gdyby heteronormatywne otoczenie :) :) :)

Clue reportazu w tym ze tozsamosci nie sa sobie rowne: jesli ktos obiera hetero to jest to pozadane,wlasciwe, jesli homo to odsunmy to w czsie jak najdalej-jak palenie papierosow czy picie wodki,chronmy maloletnich.

W mej opinii to najpaskudniejszy rodzaj dyskryminacji-tej p.Starowicza i tej utorow/redaktorow z telewizora.

tu zastrzezenie: reportzu nie widzialem, opieram sie tylko na tym co napisalas.

Teraz najwaznejsze: gdzie postawic krzyz ku pamieci rozstania Barbiow?

m@B
neospasmin.blox.pl

@Neo
A czemu akurat krzyż? :P

Masz rację neo.

Co do pamięci - ja bym postawiła cipkę. Wielką gigantyczną cipkę najlepiej nad Wisłą.

@Paulina

Krzyże są ostatnio w modzie. No a na Wawel byłe już członkinie zespołu się, na szczęście, jeszcze nie nadają...

Krzyzy robi sie ostatnio duzo wiec taniej wyjdzie nizli cipki rzezbienie.

A co waznejsze: czy ktos widzial pozegnalna/zalobna cipke?
ja nie, a co wiecej-zobsczyc bym nie chcial.

Barbiowie na Wawel! Nie dzis, to jutro,wazne by juz dzis miejsce zabukowac.

m@B
neospasmin.blox.pl

Stanowcze veto. Żadnych Waweli, żadnych cip i krzyży, a jak nie uszanujecie naszej woli, to będziemy Was straszyć po kres Waszych dni.

Mamy już swój pamiątkowy akapit w "HomoWarszawie", kilka artykułów, skeczy na You Tube i wystarczy. No chyba że komuś się zechce ufundować tablicę pamiątkową - na ścianie Planu B, gdzie był nasz pierwszy występ, albo przy dawnej siedzibie UFY.

@Eile
Na te obozy jeżdżą po prostu młodzi działacze, niezależnie od orientacji (osoby heteroseksualne też się zdarzają). I uczą się po prostu działać, tak mi się przynajmniej wydaje.

A to, że ktoś myśli, że jest homo, a potem się okazuje, że jednak tak nie jest, to przecież nic złego, choć to, jak sobie z tym poradzi, już zależy od jego podejścia do siebie. Choć pewnie niektórzy rzeczywiście potrzebują do tego psychologa. Ja się nie identyfikuję w ogóle, więc nie mam tego problemu:)

Z drugim komentarzem oczywiście się zgadzam.

paniEwa, nawet sobie nie zdajesz sprawy jak wiele dla ludzkiej, w tym mojej, swiadomosci zrobilyscie.
Stad krzyz musi byc.Musowo!
Najlepiej poswiecony przez papieza. Jesli by sie opieral to podsune mu w swieconce.

Jedynym kompromisem byloby to ze krzyz przypominal ten z kartki wyborczej.

m@B

Miałam na myśli raczej dramaty związane z błędnym określeniem niż tym, że się okaże że było błędne.

Prześlij komentarz