Przejdź do głównej zawartości

Liberałowie z PiS, konserwatyści z PO

"Ciekawe, że PO - teoretycznie partia w miarę liberalna - do zadań publicznych ciągle znajduje (choćby Gowin) zajadłych konserwatystów" - podsumował słynny już wywiad Ewy Siedleckiej z nową RPO Ireną Lipowicz forumowicz Gazeta.pl. Jeszcze ciekawsze, że PiS postępował dokładnie odwrotnie - wystarczy porównać Kluzik-Rostkowską z Radziszewską czy Kochanowskiego z Lipowicz. Żeby nie być gołosłowną, kilka (wyrwanych z kontekstu, ale do całości linkuję) cytatów:

Joanna Kluzik-Rostkowska podczas debaty "Gazety Wyborczej" "Lesbijki i geje w Polsce. Wolność? Równość?": "Jestem przekonana, że pewne rzeczy powinny być uregulowane. Na przykład kwestia dostępu do szpitala i opieki lekarskiej wtedy, kiedy jeden z partnerów jest chory. Kwestie związane z dziedziczeniem - i to dotyczy zarówno związków homoseksualnych, jak i konkubinatów - bo przecież to w Polsce jest również nieuregulowane i powoduje kłopoty, a czasem bardzo poważne dramaty".

Elżbieta Radziszewska w radiu RMF FM: "Dyskryminacja homoseksualistów nie jest najsilniejsza jeżeli chodzi o zawieranie przez nich związków partnerskich. Umowę cywilno-prawną może zawrzeć każdy, upoważnienie kogoś do odwiedzin w szpitalu też nie stanowi problemu. Prawdziwa dyskryminacja homoseksualistów ma miejsce na rynku pracy".

Janusz Kochanowski w "Dzienniku": "Dopuszczam możliwość powstania takich związków. Można się zastanowić nad wprowadzeniem rozwiązań prawnych, które pozwoliłyby ludziom bez względu na płeć i orientację seksualną żyć we wspólnocie opiekuńczej. Są ludzie, którzy nie chcą lub nie mogą założyć tradycyjnej rodziny i także oni powinni mieć prawo do pomocy w opiece nad sobą, w dziedziczeniu".

Wspomniany wywiad z nową RPO Ireną Lipowicz: "Nie widzę potrzeby ustawy o związkach osób tej samej płci. Współtworzyłam konstytucję, w której jest zapisane, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. (...) Zajęłam się już kwestią prawa do informacji o stanie zdrowia. Okazuje się, że nie ma tu dyskryminacji par homoseksualnych, bo dokładnie te same trudności mają osoby heteroseksualne. To kwestia złego traktowania ludzi w ogóle, a także tego, że często pacjenci nie zaznaczają przy przyjęciu do szpitala, kogo informować o ich stanie zdrowia. (...) Natomiast jest problem z osobami zmarłymi: z wydaniem dokumentacji lekarskiej, a także wydaniem ciała komuś, kto nie jest małżonkiem czy krewnym. Tu może potrzebne będą zmiany, lecz powtarzam - ta sama sytuacja dotyczy osób heteroseksualnych, więc nie ma dyskryminacji ze względu na orientację seksualną".

I - dla porównania - niedoszła RPO z ramienia PiS-u w TOK FM: "Ja jestem za związkami partnerskimi, one bywają w bardzo różnych sytuacjach niezwykle potrzebne. (...) W ogóle bym się nie interesowała, czy są to związki homoseksualne czy heteroseksualne".

Daleka jestem od stwierdzenia, że Kochanowski, Romaszewska czy nawet Kluzik-Rostkowska to wymarzeni rzecznicy naszych praw. Pamiętam wybitnie niefajne i homofobiczne wypowiedzi pierwszej dwójki (w przypadku Rostkowskiej nie, ale może ktoś mnie oświeci), ale jedno im przyznać muszę - w przeciwieństwie do "liberałów" z PO cała trójka (no, Romaszewska najmniej) przynajmniej widzi (widziała), że osoby nieheteroseksualne są nierówno traktowane w polskim prawie, i nie udaje (udawała), że to tylko kwestia liczby papierków, które musimy podpisać, żeby chronić swoje partnerki i partnerów. Mimo wszystko jednak, choć emocjonalnie taki gest jest mi bardzo bliski, mam nadzieję, że nasze organizacje nie obrażą się na Lipowicz, tak jak obraziły się na Radziszewską, i przynajmniej podejmą próbę uświadomienia jej, że dyskryminacja osób nieheteroseksualnych jednak istnieje. Nie mam pojęcia, czy działania pojedynczych osób mogą coś zmienić, ale na wszelki wypadek linkuję do bloga Jacka, który już od jakiegoś czasu prowadzi akcję wysyłania listów do osób publicznych, w których polemizuje z ich homofobicznymi wypowiedziami. W końcu Lipowicz powiedziała również: "RPO może badać, czy jest nierówne traktowanie w określonych obszarach i informować o swoich ustaleniach. Na razie dyskryminacji nie stwierdziłam". Pomóżmy jej w takim razie ją stwierdzić.

Komentarze

  1. Cóż, tak naprawdę trudno wskazać jakikolwiek sens słowa "liberalny", w politycznym kontekście przynajmniej, który pasowałby do Platformy.

    Tak, mam wrażenie, że od dawna wielu z nas myli to słowo ze słowem "estetyczny" i bierze lepsze garnitury i stylizacje za lepszą politykę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani K-R wydaje się bardzo rozsądną i wyważoną osobą nie wiem co ona robi u boku JarKacza.

    PO to banda populistów, naobiecują gejom, naobiecują katolikom, wszystko jedno; i tak chodzi wyłącznie o kasę.

    Wydaję mi się, że PO jest znacznie groźniejsze niż PIS, po PIS wiadomo czego się spodziewać w kwestii naszych praw (najwyżej możemy być mile zaskoczeni), PO ma w swoich szeregach mnóstwo katooszołomnstwa (vide Niesiołowski) zamaskowanego dobrym PRem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sly - umarłam. Twój komentarz trafia w samo sedno sprawy. a przy tym jest cudownie zwięzły i złośliwy :).

    PO jest groźna. groźne sa pozory bycia partią cywilizowana, która zaprowadzi nas w końcu do wymarzonej Europy Zachodniej - nie wiem, czy zaprowadzi gospodarczo i w zakresie poziomu życia, ale na pewno nie światopoglądowo i społecznie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Gospodarczo to ona nas zaprowadzi w niebyt. Partia ekonomicznie liberalna podwyższa podatki a jednocześnie broni się przed programem reform (w tym niezbędnej reformy emerytalnej) i toleruje a nawet wspiera rozbuchaną administrację publiczną, która wciąż woła jeść…Platforma opanowała kilka sprawnych sztuczek budujących jej wizerunek jako ugrupowania jasnego, optymistycznego i zmierzającego ku nowoczesnej Europie. I ochoczo pomagają jej w tym właściwie wszystkie "niezależne" media, robiąc przy okazji z PiS bandę oszołomów.

    Magda

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…