środa, 11 sierpnia 2010

Niewidzialność w internecie

Dziękuję za wszystkie miłe słowa i życzenia pod poprzednim postem. Trochę zaszokowały mnie słowa Lajt, że nasz blog jest obiektywny, to oczywiście bardzo budująca opinia, ale nie wiem, czy zasłużona. Dziękuję też nieocenionym Homikom i Abiektowi za poświęcenie urodzinom bloga osobnych wpisów - dzięki wam poczułam się niemal jak news dnia. A przy okazji w i pod waszymi tekstami pada trochę ciekawych słów, do których chciałabym się odnieść. Na Homikach pytania o kabaret - czy to prawda, że już go nie ma (wszak na Pudelku o tym nie pisali) i dlaczego właściwie go nie ma. O tym, dlaczego, pisałam już tu, a co do Pudelka... Cóż, to jest jedna z bolączek, o której dotąd chyba nie zdarzyło nam się mówić publicznie, no ale skoro Barbie Girls przeszło do historii, to chyba już można. Otóż przez większą część naszej działalności było tak, że nasze portale, dla których teoretycznie powinien to być jakiś news, nie zauważały naszego istnienia. Chlubny wyjątek to oczywiście Homiki (choć przed nimi była Ela Turlej, która próbowała sprzedać wywiad z nami między innymi do "Przekroju"), które pierwszy raz napisały o nas w 2008 roku i z mety objęły nasze występy matropartoqueeronatem (czy jakoś tak). Pozostali obudzili się po wywiadzie o WP.tv (Kobiety Kobietom) albo po okładce "Wysokich Obcasów", czyli dopiero po tym, jak zauważył nas mainstream. I, paradoksalnie, podobnie jest z rozwiązaniem kabaretu - oprócz Homików nie zauważył go nikt.

Nie chcę bynajmniej sugerować, że za końcem Barbie Girls stoi też brak zainteresowania ze strony naszych mediów. Niektórzy z was pewnie pamiętają, że nie najlepiej zniosłam to całe zamieszanie wokół nas w ostatnich miesiącach ubiegłego roku, czemu kilkakrotnie dawałam wyraz na tym blogu. Nie da się jednak ukryć, że nasze portale, a już szczególnie te skierowane do kobiet nieheteroseksualnych, nie robią wiele w kierunku promocji naszej kultury, co chyba zresztą przyczynia się do tego, że wiele ciekawych zjawisk przechodzi niezauważonych i w efekcie, choć kobiety nieheteroseksualne mają całkiem pokaźny dorobek kulturalny, wychodzi, jakby tej kultury w ogóle nie było. Przykłady z ostatnich miesięcy - czy którykolwiek portal kobiecy choćby zająknął się o premierze spektaklu "Orlando. Pułapka?", nie mówiąc już takich inicjatywach jak Teraz Poliż? Czy gdzieś mieliśmy (a szczególnie miałyśmy) okazję przeczytać o nowych talentach na dragkingowej scenie - nawet tej warszawskiej? I czy to jest normalne, że na portalu Kobiety Kobietom pojawia się informacja o zwycięstwie dk Morfi w konkursie drag queens napisana przez... dk Morfi? Nie będę oczywiście udawać, że nie wiem, z czego to wynika. To nie żaden spisek czy brak zainteresowania, po prostu nie ma komu takich rzeczy śledzić i opisywać. A jedyna możliwość, aby wypromować swoją inicjatywę, to przygotować tekst na ten temat i przesłać zainteresowanym.

Właściwie jedynymi portalami dla kobiet nieheteroseksualnych, które nie bazują na przeklejkach z Gazeta.pl czy innego Onetu (i nie łamią przy okazji praw autorskich), są Lesploty i W stronę kobiet. A jako że są to nadal inicjatywy nowe, a przy okazji ciekawie i profesjonalnie prowadzone, nie tracę nadziei, że z czasem będzie tam więcej informacji i publicystyki z naszej, polskiej, działki, bo jakoś mam wrażenie, że to byłby dobry sposób na zyskanie większej liczby użytkowniczek i lepszego odzewu na teksty. Jak również na zapełnienie potężnej luki w polskim internecie, którą znacznie lepiej - i tu płynnie przechodzę do wspomnianego tekstu Abiekta - wypełniają blogi. Przyznam szczerze, że, w przeciwieństwie do Wojtka, nie mam poczucia, że nasza blogosfera jest niedoceniana. Być może wynika to z tego, że nadal jestem nowicjuszką w tym temacie i dyskusje, które toczą się na zaprzyjaźnionych blogach i tutaj, są dla mnie wyrazem czegoś zupełnie przeciwnego - że i owszem, jest chciana i doceniana. Oczywiście trudno się nam mierzyć z portalami pod względem liczby użytkowniczek i użytkowników, ale z drugiej strony nie mamy całej tej społecznościowej otoczki (ogłoszenia, forum, galerie zdjęć, profile), która robi masę na większości portali. Trudno też szukać naszej platformy blogowej równej takim inicjatywom jak Salon24 (czy, jak chce mój blogowy guru Wojtek Orliński, Psychiatryk24) - rzecz jasna niektóre portale spod znaku LGBTQetcetera umożliwiają użytkowniczkom i użytkownikom prowadzenie blogów, ale nikt (łącznie z samymi blogerkami i blogerami) nie traktuje ich specjalnie poważnie (czytaj: traktuje je raczej jako osobiste pamiętniki - w czym nie ma oczywiście niczego złego - a nie okazję do wyrażania opinii - i to już jest złe).

Wiem, że się trochę powtarzam, ale jako że internet to jeden z moich koników (niespodzianka), nie mogę czasami o nim nie napisać. Bo to już jest naprawdę ponury paradoks, że z jednej strony powstaje kolejny portal społecznościowy (opisany niedawno LGBTQF.com), a z drugiej wciąż nie mamy (my, kobiety nieheteroseksualne) dużego opiniotwórczego portalu z własną publicystyką, kulturą, newsami itd. itp.

11 komentarze :

Oficjalnie żadnego LGBT24 nie ma, ale gdyby przejrzeć blogrolle Twój, Abiekta oraz tych do których linkujecie - to okaże się, że spontanicznie powstała sieć blogów, których autorki i autorzy wchodzą w dialog czy inne interakcje.

(BTW - mój już można wykasować, bo atak gejowskiej histerii skłonił mnie znowu do zaczynania od nowa, hi hi)

Akurat istnienie takiej platformy jak psychiatryk24 może świadczyć bardziej o autentycznych problemach tam piszących - na przykład tendencji do okopywania się i stadnego reagowania na otaczający świat. Zauważ, że nie ma analogicznej platformy w "lewackiej" blogosferze (chyba, że o czymś nie wiem).

Co najwyżej, tak sobie myślę, można by pomyśleć o stworzeniu jakiejś strony, która niczym ogólnodostępny RSS zbierałaby aktualizacje z (jakoś) wyselekcjonowanych blogów poświęconych LGBT. Inna rzecz, że nie mam pojęcia kto miałby to zrobić. W teorii mógłby jakiś portal, ale jak na razie żaden na to nie wpadł. No i portal rodziłby podejrzenie o stronniczość wyboru prezentowanych blogów. Lepszym pomysłem byłaby strona na której selekcja odbywałaby się na drodze "głosowania" społeczności, ale jak to technicznie zrealizować nie mam pojęcia.

Może coś jak Page Rank Google? Nie wiem...

Co się przywiążę do jakiegoś Twojego bloga, to go kasujesz - zaraz ja wpadnę w histerię:)

Nie kojarzę "lewackiego" odpowiednika Psychiatryka24, ale zauważ, że platformę blogową ma każdy większy serwis internetowy i są to platformy publicystyczne. My niestety nie mamy tego miłego zwyczaju.

Próbę stworzenia projektu, o którym piszesz, podjął portal Kobiety Kobietom - zbiera treści z kilkunastu blogów na stronie les.art.pl. Niestety wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Ale sam pomysł dobry - może ktoś się pokusi o bardziej twórcze rozwinięcie.

Cóż, moje ciągle zaczynanie od nowa to pewno podświadoma mimikra re-inventujacej się Madge-idolki :)

Chociaż, mam przeczucie, że teraz to na stałe. Tylko, poprzednio też tak myślałem...

Co do platform poszczególnych - rzeczywiście, to jest coś czego brakuje, ale obawiam się, że nawet największe portale LGBT są pod względem redakcyjnym karłami w porównaniu do jakichkolwiek mediów mainstreamowych. Zresztą, nie wiem jak to jest z serwisami zorientowanymi na les, ale nie sądzę by taka Inna Strona, Gaylife czy co tam istnieje miało w ogóle coś takiego jak zestaw swoich publicystów (z prawdziwego zdarzenia) - jakim więc cudem miałyby mieć platformy blogowe?

Zajrzałem na wspomniany les.art. Prawdę mówiąc, myślałem, że będzie gorzej. Co najwyżej zadbałbym o podział tematyczny, zrobił bardziej estetyczną oprawę (nie wiem, jak dla mnie za jasno, pastelowo i bez wyrazu jednocześnie, niebyt się wpisuje w dominujące nurty minimalistycznego designu) - nie mniej właśnie o coś podobnego mi chodzi.

Z tym, że należałoby naprawdę wartościowe teksty wydzielać ze strumienia aktualizacji i promować bardziej.

Zresztą, tak sobie piszę, w końcu to najłatwiej robić, więc zmilczę skoro sam się nie zabieram za wykonanie...

Ale to jest dobre, co piszesz. Podeślę Twoje uwagi admince KK, swojego czasu pytała, czy to dobry pomysł i w którą stronę go rozwijać.

Lubię kobiety kobietom, ale moim zdaniem tam nastąpiła istotna blokada rozwojowa. Blokada wzięła się moim zdaniem z klimatu tworzonego przez szefostwo portalu. Po kilku awanturach forumowych, dziwnych reglamentacjach, kasowaniu postów, dziwnych akcji nagonkowych itd. w połączeniu z polityką "tak ma być bo ja tak powiedziałam" nie miałabym ochoty na zaangażowanie się w jego rozwój. Wiem też, że nie tylko ja tak myślę. Więc moim zdaniem można fikać koziołki, robić salta przez główkę i stawać na głowie, ale żadnej rozwiniętej blogosfery tam nie będzie i już.

Najpierw o "obiektywności". To co napisałam o Twoim blogu Ewo, należy rozpatrywać w pewnych granicach. W Życiu nie da się być obiektywnym stricte, ale można prowadzić tak dyskusje, tak pisać, żeby nie stawać się wyrocznią, a jedynie wyrazić swoje zdanie z szacunkiem do innych, i to miałam namyśli pisząc o obiektywności bloga :)
Teraz. KK są bardzo "zaborcze" i tylko pewna grupa, nawiasem mówiąc pewnie znajome sobie na wzajem, rządzi tym co wskazane, bądź nie. Nie daj Boże "obrazić" którąś z Pań z zaprzyjaźnionego grona, to zaraz pojawia się sfora gotwa rozszarpać na części. Tam trzeba się umieć porószać. Tematy niewybredne, a te ambitne szybko odchodzą w zapomnienie, bo brak dyskutantek, ale to już inny problem. Osobiście uważam, że brak tam właśnie ambicji i umiejętności dyskusji. Czasem odnoszę wrażenie, że słowo feminizm i feminizacja jest wielu bardzo obce, no tak... przecież to lesby piszą, nie feministki. Ciągle zapominam, że to dwie różne sprawy :)

Klimaty towarzyskie to coś co się tworzy samo i zawsze są jakieś grupy dominacji - to naturalna kolej rzeczy. Mi to osobiście na kk nie przeszkadza. Natomiast ktoś kto szefuje portalem ma wobec użytkowników pewne zobowiązania.
Na kk nie prowadziłabym bloga bo nie mam pewności, czy nie zniknąłby np. w którymś momencie w jakiś dziwnych okolicznościach.



Poza tym ten blog jest najlepszym przykładem tego, że klimat jaki twórca tworzy w jakimś miejscu w sieci jest bardzo ważny.

Myślę, że i z blogspotu blogi czasami znikają w dziwnych okolicznościach. A od blogowania na KK odstraszył mnie brak wielu przydatnych funkcji czy chociażby personalizacji layoutu.

Myślę, że problem z takimi społecznościami jak ta na KK (ale nie tylko ta) wynika z tego, że są stosunkowo małe, poszczególne osoby zazwyczaj choć trochę się znają, co skutkuje relacjami, które są dość bliskie i momentami ciut zbyt intensywne (nie zawsze w zdrowym sensie). I stąd się biorą kwasy, bany itd. itp. Zresztą to nie tylko nasza domena - podobnie jest chociażby na Psychiatryku.

Nie będę tu uprawiać oczywiście jakiejś antypropagandy, ale moim zdaniem kk to jest jednak odrębny temat. Ogłaszanie nagonek na użytkowniczki z apelami o pomoc w nazwiskowej identyfikacji jest jednak moim zdaniem sieciowym fenomenem, a teksty, że forum jest moją prywatną własnością i nie muszę się z niczego tłumaczyć są jednak wyjątkowo wyraziste. Tu doszukuję się źródeł porażek. Właśnie z tego powodu, że wiele użytkowniczek znam, wiem że niewiele ma ochotę na współpracę. Nie zmienia to faktu, że czasami jeszcze korzystam.

Fajnie byłoby stworzyć taką stronę internetową dla kobiet nieheteroseksualnych, która by była podobna w swej formie do Facebooka, gdzie użytkowniczki mogłyby dzielić się ze sobą linkami do różnych artykułów, recenzji, blogów czy plików (foto, audio, video) z zastrzeżeniem, iż wszystkie te linki muszą odnosić się do czegoś, co tematycznie powiązane jest z nieheteroseksualnością kobiet.
Byłoby tam miejsce na konto użytkownika z funkcją bloga czy nawet vloga,byłaby też strona główna na którą stale odpowiedzialne za to osoby pisałyby ciekawe artykuły tematyczne o osobach/miejscach, recenzje książek oraz relacje z ważnych wydarzeń.

@Joanna

Google Wave idealnie by się do tego nadawał, z tym, że Google chce go zamknąć, bo niedochodowy...

Prześlij komentarz