Przejdź do głównej zawartości

Normalni - nienormalni

Na początek ogromne podziękowania dla wszystkich, którzy wspierają nas w naszych podniebnych zmaganiach. Oddając głosy i linkując - tu ukłon w stronę Orsokane, Arc-en-terre, Hyakinthosa, Eile, YgiInnej Strony, która postanowiła ponownie napisać o akcji, bear news plKobiety Kobietom (jak kogoś pominęłam, proszę się upomnieć) oraz wszystkich tych osób, które udostępniają link do akcji na Facebooku i rozsyłają informację dalej. Plus specjalne podziękowania dla Kasi Formeli, która informuje o udziale polskich par w akcji na wszystkich możliwych frontach. W tej chwili jesteśmy na 5 miejscu, 4 wydaje się całkiem realne, a dalej... do 10 października jeszcze trochę czasu. Zobaczymy.

A to specjalnie dla wszystkich, którzy od wczoraj nucą tę samą piosenkę, klikając w tę samą stronę:



Pod moim postem o wynikach badań CBOS-u rozwinęła się dyskusja o normalności/nienormalności osób nieheteroseksualnych. Przyznam szczerze, że boję się słowa "normalny". Nawet nie dlatego, że często używane jest synonimicznie do "zwyczajny" czy "przeciętny", ale dlatego, że zazwyczaj deprecjonuje wszystko, co "normalne" nie jest, lub przynajmniej wpycha je do jakiegoś worka, na przykład z napisem "norma tolerowana" (jak seksuologia robi z homoseksualnością). Mamy więc "normalne kobiety", "normalne pary" czy "normalnych ludzi" i cały zestaw kryteriów, które trzeba spełnić, aby być do danego grona zaliczoną. A jak się nie spełnia, to jest się marginesem, dewiacją, oryginałem, ma się problem ze sobą, buntuje się przeciw rzeczywistości itd., itp. A "normalność" staje się usprawiedliwieniem do wytaczania dział przeciw wszystkim odmieńcom (lub tym jeszcze mniej "normalnym" niż my). Również w naszym gronie, że przypomnę tylko nadal się toczące dyskusje wizerunkowe czy spory o obecność drag queens na paradach. Zawsze dziwią mnie argumenty w rodzaju "Ja jestem zwyczajna, nie wyróżniam się z tłumu i cały czas staram się prostować błędne przekonanie, że lesbijka to taki niedorobiony facet, a gej to koleś, który przebiera się za kobietę". To nie lepiej przekonywać, że jesteśmy po prostu różni, szczególnie, gdy jest się samą na to żywym dowodem?

Fakt, że media mocno upraszczają wizerunek osób nieheteroseksualnych. I że lubują się w sensacyjnych obrazkach. Pytanie tylko, czy to jest problem nasz, czy mediów. I czy rozwiązaniem ma być eliminowanie z publicznych akcji wszystkich bardziej "nienormalnych", czy też praca u podstaw wśród dziennikarzy i dziennikarek. Oraz zadbanie o większą reprezentację medialną nas samych - bo jasne, że media mają swoich ulubieńców, których lansują, ale też osób, które byłyby skłonne pokazać publicznie swoje śliczne buźki, nadal mamy jak na lekarstwo (tu ukłony dla Asi, która dyskutuje pod wspomnianym postem o badaniach CBOS-u, a która jakiś czas temu opowiedziała w "Gazecie Wyborczej" o tym, jak była dyskryminowana w pracy dlatego, że jest lesbijką - tekst tu, a ja trzymam kciuki za wygraną w sądzie).

Jest jeszcze jedna rzecz. Niezależnie od tego, jak się dwoimy i troimy i czego nie próbujemy udowodnić, zawsze się znajdzie ileś tam osób, dla których nie jesteśmy "normalni" nie dlatego, że wyglądamy inaczej (niż kto?) czy żyjemy inaczej (znowuż: niż kto?), ale po prostu dlatego, że jesteśmy nieheteroseksualni. Co jest tak naprawdę kolejnym argumentem za promowaniem nie "normalności", a różnorodności. Bo ta, w przeciwieństwie do wszelkich "norm", tak łatwo nie kategoryzuje i nie wyklucza. A na dodatek potrafi zmienić rzeczywistość.

Komentarze

  1. Wprawdzie ja nucę piosenkę w nieco innym wykonaniu, ale Cher też oddaje jej istotę. Ach, jakże widzę tą reklamę SAS-a :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałem napisać tu koment, który byłby tez odpowiedzią dla Joanny, ale trochę zboczyłem może z tematu i w ogóle dużo tego wyszło, więc wrzuciłem do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja "normalność" polega na tym, że zawsze jestem sobą.
    Przestrzegam obowiązującego prawa, chodzę do pracy, płacę podatki, mam żonę i dzieci.
    Pozdrawiam wszystkich.
    Janina

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wiem czy dobrze zrozumialam- piszesz, ze nie rozumiesz postawy-" jestem zwyczajna, nie wyrozniam sie i staram sie prostowac przekonanie, ze lesbijka to taki niedorobiony facet"
    to jest wg Ciebie bledna postawa- czy nalezaloby mowic tak- lesbijki sa rozne- czesc z nich to tacy niedorobieni faceci ale to jest ok, to jest wrecz cool, bo nie jest normalne a normalnosc jest wstretna bo przecietna
    pozdr- shadow

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja np. jestem zupełnie nienormalna, ale nie ma to nic wspólnego z tym, że jestem lesbijką.
    Hough!

    OdpowiedzUsuń
  6. jeżeli normalny znaczy statystycznie przeciętny i jeżeli normalność jest lepsza niż nienormalność to znaczy, że przeciętność jest lepsza niż nieprzeciętność :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się jak najbardziej zgadzam z tym, że istnieją także w środowisku
    LGBT wykluczenia tych, których niektóre osoby LGBT uważają za bardziej "nienormalnych" od nich, tak jak wykluczenia te w identyczny sposób funkcjonują wśród osób heteroseksualnych - jedni z nich tak samo uważają się za normalniejszych od drugich bo jeden uznaje np. tylko seks po ślubie a drugi niekoniecznie.
    Zgadzam się także z tym, że zamiast o normie, powinniśmy mówić o różnorodności i prawie do bycia sobą takim, jakim się jest bez bycia ocenianym (jeśli tylko nie robi się nikomu krzywdy), natomiast jeśli chodzi o promiskuityzm mówiąc o jego nienormalności miałam na myśli to ,że nie jest on normą w sensie częstotliwości występowania ale myślę, że nawet szanując peferencje osób, którym bardzo odpowiada taki styl życia, osoby o innym podejściu maja prawo nie chcieć być tak postrzegane na mocy stereotypu a ten stereotyp słyszę w swoim otoczeniu bardzo często kiedy tylko poruszany jest temat związków czy adopcji co mnie zawsze irytuje najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Sylwek
    Dyskusja międzyblogowa - lubię to:)

    @shadowland
    Daleka jestem od mówienia komuś, co powinien, a czego nie powinien mówić. Niech każdy mówi, co chce, choć jak dla mnie łatwiej jest kogoś przekonać do swoich racji, choć trochę trzymając się rzeczywistości. Co do wartościowania (ten jest cacy, a ta be) - to samo. Każdy wartościuje inaczej i to też jest przejaw różnorodności. Dla mnie coś takiego jak "normalność" nie istnieje (a dokładnie nie jest żadną stałą, każdy rozumie ją inaczej), ktoś inny może uważać, że to rzecz jak najbardziej obiektywna, z góry dana i najlepsza na świecie. Mogę się z tym nie zgadzać, mogę polemizować, ale nie odmawiam mu prawa myślenia w taki sposób.

    @Asia
    Nie dziwię się, że Cię to wkurza - stereotypy są wkurzające. I nie z każdym da się dyskutować ponad nimi, a już przekonywać, żeby nie wartościować ludzi ze względu na ich styl życia to dopiero zadanie:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Drogie Panie, kampania reklamowa pierwsza klasa :) Zwłaszcza ta na Facebooku :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…