środa, 6 października 2010

Chroń mnie panie od przyjaciół...

Ha, do 10 października miało być tylko o konkursie, ale to po prostu muszę skomentować. Dominika Wielowieyska popełniła dla "Gazety Wyborczej" kolejny z założenia prohomoseksualny tekst (z wcześniejszym, o adopcji dzieci przez osoby nieheteroseksualne, rozprawił się portal W stronę kobiet tu). Tym razem jest trochę lepiej, bo pani Dominika rozprawia się z Radziszewską i tłumaczy, że dla niej, jako katoliczki, postawa Radzi jest niezrozumiała, bo przecież homoseksualizm jest stary jak świat, tradycyjne rodziny przez niego nie wyginęły, a poza tym to, że ktoś urodził się taki a nie inny, to nie powód, by skazywać go na życie na marginesie wspólnoty religijnej. Argumentacja jak argumentacja, mogę się z nią nie zgadzać, ale czepiać się nie będę, przynajmniej nie tych fragmentów. Kłopot w tym, że w tym samym tekście znalazło się kilka kwiatków, które są po prostu homofobiczne (choć pewnie w intencji autorki wcale nie miały takie być).

U nas parady są demonstracją walki o prawa socjalne homoseksualistów, a nie promowaniem swoich seksualnych preferencji. Ale rzeczywiście część środowisk gejowskich lubi szokować swoją seksualnością. Atakują też Kościół i etykę chrześcijańską w sposób mało wyrafinowany, bo są fanami wolnej miłości bez zobowiązań. (...)

Tyle tylko, że taka postawa jest promowana także przez heteroseksualistów, a więc ten styl życia nie jest wyróżnikiem jedynie gejów i lesbijek. Heteroseksualiści rozwodzą się, porzucają żony i mężów, dzieci, nie płacą alimentów albo nie dopuszczają dawnych małżonków czy partnerów do opieki nad dziećmi. A mimo to zdaje się, że dla Kościoła bardziej gorszącym zjawiskiem jest to, że dwie kobiety się kochają i razem żyją. Mimo że nie rozbierają się na paradach, nie głoszą, że związki heteroseksualne są z założenia złe, a rodzina to przeżytek. Ba, same tworzą coś w rodzaju rodziny. Ale mimo to są godne potępienia. (całość tu)

Jakoś nie mam wrażenia, że bycie fanami wolnej miłości koniecznie wiąże się z atakowaniem Kościoła. No chyba że sam fakt bycia kimś takim już jest owym atakiem. Szkoda jednak, że autorce nie przyszło do głowy, że wiele (jak nie większość) takich osób ma do Kościoła stosunek kompletnie obojętny i nie żyje tak, jak żyje, aby zrobić komukolwiek na złość.

Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że Wielowieyska pisze również, że nie chce narzucać swojego modelu życia tym, którzy dzieci nie chcą mieć, a stały związek ich nie interesuje. Kłopot jednak w tym, że dla niej dwie kobiety lub mężczyźni, nawet żyjący tak prawie po chrześcijańsku, bo monogamicznie, nadal nie są rodziną, a jedynie czymś w jej rodzaju. I można się nad nimi z chrześcijańską troską pochylić i wesprzeć, ale uznać za równy swojemu już nie. Bo my jesteśmy w najlepszym przypadku niczym rozwodnicy (tytuł tekstu Wielowieyskiej to "Rozwodnik lepszy niż gej?") - grzeszymy, ale to nie powód, by wywalać nas z pracy. A w gorszym przypadku? Cóż, promujemy swoją seksualność i atakujemy Kościół. Ciekawa jestem, czy deklaracja z końcówki tekstu pani Dominiki, że broniłaby nauczyciela, gdyby zwolniono go ze szkoły tylko dlatego, że jest gejem lub rozwodnikiem, dotyczy również fanów wolnej miłości. Nawet jeżeli przy okazji są fanami przedmiotu, którego uczą, i świetnymi fachowcami.

10 komentarze :

Dlaczego ktoś, kto się nie zna na rzeczy pisze artykuł o sprawach, o których nie ma pojęcia?
Jak mawiają Rosjanie- i strasznie i śmiesznie.
Artykuł z tezą, że jesteśmy gorsi i raczej wynika z niego, że autorka sama nie wiedziała o co jej chodzi, i po której właściwie stronie jest.
Jak się ma takie problemy z własną świadomością proponowałabym wizytę u specjalisty a nie pisanie do ogólnopolskiej gazety.
dubiduu

Mimo wszytko - to jest prawdopodobnie najlepszy tekst Wielowieyskiej w tym temacie (a zdaje mi się, że popełniła i inny grzeszek, nie tylko ten o homo-adopcjach, choć palcem nie wskażę, więc może mi się uroiło).

Nawiasem mówiąc - trochę przeraża, że tak właśnie w Polsce wyglądają teksty de facto pro-homo, bo czy się to komu podoba czy nie, Wyborcza póki co wyznacza standardy przyjazności mniejszościom w mediach mainstreamowych.

Najbardziej razi mnie fragment o wolnej miłości - przecież za chwilę mówi o tym, że "dwie kobiety się kochają i razem żyją". Lekka schizofrenia? zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

Ja może mam za małe wymagania, ale nie czepiałabym się, wydaje mi się, że takie teksty robią jednak więcej pożytku niż szkody. My widzimy takie rzeczy, ale większość widzi przekaz, który jak na osobę pro-katolicką jest jednak odważny i wspierający i jednak cenny. Ona ma szansę trafić do grupy, do której nikt z nas nie trafi.

"Ona ma szansę trafić do grupy, do której nikt z nas nie trafi"

i utrwali w tej grupie stereotypowe myślenie, a to się zemści.

oj, jak ja jej nie lubię :[

@Uschi

Nie przesadzałbym z tym utrwalaniem. Jej wizja jest bliższa rzeczywistości niż obowiązujący stereotyp - ergo, zastąpienie obowiązującego stereotypu wizją Wielowiejskiej nie jest może ideałem, ale jest postępem. Nie wiem czemu częściowej zmiany nie uznać za sukces. Inna rzecz, czy faktycznie jest to postęp w stosunku do stereotypu obowiązującego w podgrupie jaką stanowią czytelnicy Wybiórczej.

Jeśli ta pani deklaruje się i wypowiada jako katoliczka, to trudno oczekiwać niewiadomo czego. Katolicyzm jest homofobiczny z założenia, nie zakłada przecież równoważności orientacji i basta. Można katolicką naukę potępiać, można uważać ją za niemoralną. Nie zmiena to faktu, że zgodnie z nauką tej religii związek homo, nawet 30-letni i monogamiczny, jest grzechem. Podobnie zresztą jak wolna miłość. Ten artykuł do po prostu część wewnątrzkatolickiej debaty.
To, co dla mnie jest wkurzające, to że wogóle prawo jest tworzone i interpretowane według nauk jakiejkolwiek religii.

Mi się wydaje, że jak odrobinę wpłynie pozytywnie na poglądy to już będzie dobrze. A pomiędzy tym co czytam na frondzie a tym jest morze postępu. W dodatku ona pisząc to co pisze bardzo podpada swojemu środowisku, więc ja uważam, że taki gest trzeba docenić. Szczerze powiedziawszy dla mnie dużo gorszy był ten numer Pacewicza, który się nieco idiotycznie przebrał i zamiast utrzymać to w konwencji żartu, powiedział, że chciał przez chwilę znaleźć się w naszej skórze (albo coś w tym stylu). Z tym, że generalnie ja się boję takiej ostrej krytyki takich osób, które w sumie dużo dla nas robią, bo to się może jednak zemścić.

Dla mnie i tak jesteście wygrane niezależnie od wyniku:))...

Przeczytałam całość. Wielowieyska ma dobre intencje, w to nie wątpię, ale to oczywiście nie wystarcza bo wiaodmo czym brukowane jest piekło.

Czy jednak rzeczywiście jej tekst jest homofobiczny ?

Nie sądzę. Dla lesbijki, która akceptuje samą siebie te sprawy są oczywiste jak codzienność.
Ale Wielowieyska nie zna tego świata, a nawet jeżeli kogoś tam zna to i tak patrzy i uczy się dopiero.
Dla mnie to co napisała jest dobre z powodu obrony praw obywatelskich w ogóle. Nie należy strzelać focha, za to,ze ktoś nie zachwyca się homorodziną.
Znam poglądy Wielowieyskiej na temat rodziny w ogole i w najśmielszych marzeniach nie spodziewałabym się, że napisze o homorodzinie - RODZINA. Dla niej nawet samotna matka to patologia, choć godna współczucia.

Ale za obiektywny głos w sprawie Radziszewskiej należy jej się jednak plus. Sa sprawy, zwłaszcza te, ktore można określać przepisami, gdzie nie jest ważne czy nas lubią, ale ważne że nas nie krzywdzą i nie traktują jako obywateli drugiej kategorii.
W sprawie poglądu na temat zatrudniania i zwalniania nauczycieli z powodów osobistych Wielowieyska zdała egzamin.
W kwestii mentalności i zrozumienia, że owo "coś w rodzaju" to jednak rodzina, ona w przeciwieństwie do Radziszewskiej ma jakąś nikłą szansę się poduczyć czy oswoić z tematem.
Chyba, że wolimy rzeczywiście wrogów i ciągłe podsycanie atmosfery. Kompromis to samo życie.
Rewolucja jest fajna dopóki nie spadają głowy. Bo jak spadną wszystkie to w końcu nie ma z kim gadać, przychodzi nowe i jest jeszcze gorsze.
Ale może jestem naiwna.
naiwna.

Prześlij komentarz