niedziela, 3 października 2010

Coming out i inne, czyli dorwałam się do bloga!

Jako że wysłałam Ewę na urlop zdrowotny i grożąc różnorakimi bliżej niesprecyzowanymi konsekwencjami zabroniłam wchodzenia do sieci, niniejszym przejmuję bloga:). Nie martwcie się - to chwilowe.


Korzystając z okazji, chciałam uspokoić wszystkich, którzy czekają na kolejne rozdziały "Znaku smoka". Niebawem się pojawią. Wstrętne choróbsko, które objawiało się między innymi gorączką, nie pozwoliło mi sklecić żadnego przyzwoitego zdania. Tak, wiem, niektórzy twierdzą, że i bez gorączki mi to nie wychodzi, ale nie wierzcie im.

Pod wpływem rozmów na wczorajszym spotkaniu z sympatyczną parą lesbijek, naszła mnie refleksja na temat coming outów. Czy ważniejsze są te spektakularne, medialne, czy te małe wśród najbliższych, sąsiadów i w pracy? Te wewnętrzne pokazują rodzinie, znajomym, sąsiadom, współpracownikom, że nie jesteśmy wielbłądami z zielonymi różkami, a zwyczajnymi ludźmi. Być może, któryś z nich w trakcie dyskusji stwierdzi: Ale ja znam parę lesbijek, gejów i są zupełnie zwyczajni. I mamy już marketing szeptany, który podobno jest bardziej skuteczny niż wielka kampania reklamowa.

Medialny zaś, szczególnie znanych i lubianych osób, ma to do siebie, że skoro podziwialiśmy i darzyliśmy sympatią kogoś wcześniej, zanim wiedzieliśmy o jego psychoorientacji, pomaga zrozumieć, że te "szaraczki" z sąsiedztwa, w rodzinie czy w pracy nie są wcale tacy złe jak ją malują. Przecież są takie jak nasz idol.
Wniosek: każde, nawet najmniejsze wyjście z szafy jest na wagę złota. Tym bardziej że nie wszyscy z nas mogą pozwolić sobie na luksus pełnego coming outu. W naszym pięknym kraju nad Wisłą nadal grozi to, w lepszym przypadku, ostracyzmem społecznym, szczególnie w małych miejscowościach, w gorszych zwolnieniem z pracy, a w najgorszych napastowaniem słownym i fizycznym.

Mam nadzieję, że pozytywny klimat, jaki wytworzył się wokół naszego udziału w konkursie skandynawskich linii lotniczych, oraz akcja Miłość nie wyklucza w większym niż mniejszym stopniu pozwolą nam wszystkim żyć, niezależnie od miejsca, zgodnie z własną naturą. Czego wam i sobie życzę:)

9 komentarze :

powiem Ci mało odkrywczo - coming outów nigdy za wiele, a każdy kolejny jest cenny.

te małe są dla mnie oczywistością (i często jestem oskarżana, że ich nie doceniam, tzn. trudu ich podejmowania).

te duże typu Raczek - są cenne, bo oswajają szerokie masy ze zjawiskiem, ale niosą ryzyko, ze te "masy" uznają, że "panom artystom to dużo wolno, a my normalne ludzie to się wygłupiać nie będziem, u nas ma być po staremu".

te średnie, tzn. pokazanie tzw. zwykłych osób LGBT szerokiej publiczności w mediach - są dla mnie najcenniejsze. pewnie, mają wady - masy patrzą na zupełnie sobie nieznaną osobę i od razu widza ją w perspektywie orientacji, co naturalnie natychmiast skrzywia perspektywę. ale umówmy się: masy te mają tak rzadko okazję znac "swojego" geja czy lesbijkę - sąsiada, siostrę, współpracowników - że takie wydarzenie jest okazją do przyjrzenia się bliżej, na spokojnie, takiemu człowiekowi, odniesienie się do niego (tak jak nie można odnieść się do celebryty), no i być może stwierdzenia, że nie jest toto wielbłądem i różków nie ma.

i liczę, że mi uwierzycie, że nie piszę tego tylko w kontekście SAS i MNW ;) i nie tylko z intencją dodania Wam ewentualnie potrzebnego ducha :). naprawdę tak sądzę. uwierzycie?

U.

Zgadza się, każdy coming out jest niesamowicie ważny - statystyki dowodzą, że ludzie, którzy znają (albo raczej: wiedzą, że znają) przynajmniej jednego geja lub lesbijkę znacznie częściej popierają legalizację związków partnerskich niż ci, dla których istniejemy "gdzieś tam, ale na pewno nie tu, na naszym osiedlu, w naszym miejscu pracy". Zgadzam się, nie każdy ma taką możliwość, ale kto tylko ma wystarczająco siły i odwagi - niechaj outuje się, gdzie tylko może! zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

Ja czekam z niecierpliwością na 'Znak smoka'. Proszę zagęszczać ruchy przy tej produkcji ;)

A ja zaczęłam mieć wątpliwości co do Tomasz Raczka - po takim czasie. W wiadomym artykule z niedawnego "Przekroju" zacytowano jego słowa (wg opisu, wypowiedziane z irytacją) - "Niech przestaną się bać, co powie mama [...] Kiedy poczują się podmiotami swojego życia, a nie przedmiotami, pewnie się wyoutują". Pozostaje tylko złośliwe pytanie, czy jako 50-latek przestał się bać mamy, czy może dopiero wtedy poczuł sie podmiotem...

Gosia- strasznie wkurza gdy sie nie szanujesz piszac "Tak, wiem, niektórzy twierdzą, że i bez gorączki mi to nie wychodzi, ale nie wierzcie im."

Nie musisz tego robic, slowo!

m@B

Gosia, szanuj zielen! jak uprasza powyzszy interloktur(ka?).
pozdro

Jak to mówia potrzebni są bohaterowie i bohaterowie.
Pozdrowienia od Riffy.

Dzis, po wstukaniu adresu
http://love.flysas.net/?ui=123
system pozwala na głosowanie nieskonczoną liczbę razy z tego samego komputera, jesli nie wejdzie sie w wyniki.

Nieustająco dziękuję za wsparcie w konkursie. Co do samej procedury głosowania - nawet jak można odrywać bilet w nieskończoność, to i tak liczy się jeden głos z jednego IP.

Prześlij komentarz