Przejdź do głównej zawartości

Przemyślenia okołokonkursowe

Doigrałyśmy się - Facebook zablokował dziś stronę "Gosia & Ewa in the Air". Nie do końca wiemy, dlaczego, najprawdopodobniej została uznana za stronę reklamową SAS-u (a założona była jako strona społecznościowa, więc bez reklamowego przekazu). Dobra wiadomość jest taka, że jej nie skasował, więc jest szansa na przywrócenie. Szkoda by było, gdybyśmy dostały bana na stałe, bo udało się zgromadzić na niej ponad 10 tysięcy osób i dobrze by było nie zmarnować tego potencjału. Bo, mimo iż docierają do mnie krytyczne głosy na temat niektórych aspektów konkursu, to jednak uważam, że plusy tej akcji zdecydowanie przebijają minusy.

Przede wszystkim udało się wykorzystać może nie nowy, ale zdecydowanie słabo dotychczas widoczny, sposób informowania o naszych potrzebach. Taki bardzo zwykły, bardzo ludzki, bardzo zrozumiały - nie tylko dla osób LGBTQetcetera, ale również dla ludzi, którzy na co dzień nie tyle są nam nieprzychylni, co nie interesują się naszymi sprawami. I, co ważniejsze, dzięki mainstreamowym mediom (których nadal nie kocham, ale na które niestety nie mogę się obrazić) udało się do tych ludzi dotrzeć. I ich zaangażować. Tak, wiem, że dla większości z nich wsparcie nas może być pierwszym i ostatnim działaniem w kierunku wsparcia praw osób nieheteroseksualnych, ale z drugiej strony mogę też mieć nadzieję, że przynajmniej część z nich, gdy będzie miała okazję jeszcze coś zrobić w tym kierunku, po prostu to zrobi. Podpisze petycję. Utnie homofobiczne odzywki ze strony znajomych. Nie zagłosuje na homofobicznego polityka. Życzliwie przyjmie kolegę czy koleżankę albo kogoś ze swojej rodziny, gdy się przed nim lub nią wyoutuje. Mało? Jak dla mnie - bardzo dużo. Bo społeczeństwo to nie są "wszyscy Polacy", tylko zbiór pojedynczych osób, z których każda jest inna i do każdej dociera się trochę inaczej. Tym razem udało się dotrzeć do więcej niż jednej, a zaangażować więcej niż 10 tysięcy.

Oczywiście skłamałabym, gdybym napisała, że to zasługa Gosi i moja. Nie, to zasługa dziesiątek, a może i setek osób, które, oprócz tego, że zagłosowały na nas, starały się zainteresować sprawą jak najwięcej osób. Pisały maile, komentarze i teksty. Przygotowywały i rozdawały ulotki. Stały się dla nas grupą wsparcia i komitetem wyborczym w jednym. A najpiękniejsze jest to, że są to nie tylko osoby dotychczas znane z działania na rzecz równych praw (dziennikarze i dziennikarki, blogerzy i blogerki, działacze i działaczki), ale też ludzie, którzy po raz pierwszy zaangażowali się w tak dużą akcję lub w ogóle po raz pierwszy w jakąkolwiek. Myślę, że to rzecz warta analizy, bo przecież nie od dziś się zastanawiamy, jak zaktywizować większą liczbę ludzi, aby walczyli o swoje. Może właśnie tak? Pozytywnie, bez zadęcia, bez komplikacji, bez używania trudnych słów, bez martyrologii, ale z drugiej strony też bez udawania, że nie walczymy o to, o co walczymy. Szczerze. Bez kluczenia, że chodzi tylko o odwiedziny w szpitalu i dziedziczenie, bo przecież chodzi po prostu o równe prawa. Pod każdym względem i bez wyjątku.

Inna rzecz, że być może udało się przyciągnąć tylu ludzi, bo dotychczas niewiele osób kojarzyło Gosię i mnie. Czyli dla osób, które nie siedzą w naszych mediach, nie interesują się działaniami organizacji, jesteśmy kimś spoza środowiska działaczy. A w każdym razie nie jesteśmy Robertem Biedroniem (absolutnie niczego mu nie ujmując), więc nie zdążyłyśmy jeszcze dorobić się żadnej etykiety, które do naszych celebrytów i celebrytek doklejone są na stałe i na pewno nie ułatwiają im robienia tego, co robią. I to też jest chyba jakaś wskazówka - że warto stawiać na nowych ludzi (a nawet nie do końca nowych, po prostu nieopatrzonych w mediach). Pokazywać, że kwestia związków nie jest jedynie wymysłem działaczy, ale realną potrzebą setek tysięcy ludzi. W końcu w konkursie największą reprezentację mają Polacy i Polki. Warto o tym pamiętać i o tym mówić.

Na koniec jeszcze mała uwaga do tych wszystkich głosów krytycznych, które się pojawiają. Mam wrażenie, że wiele osób nie widzi jednej bardzo istotnej rzeczy. Poza tą całą, dla mnie o niebo istotniejszą, otoczką ideologiczną, to jest również konkurs. A każdy konkurs ma swoją dynamikę i w pewnym momencie musi być eskalacja emocji. I jest. Stąd wiele czasami pochopnych wypowiedzi czy zbyt emocjonalnych działań. Bo jasne, że szum wokół związków, który udało się zrobić, to rzecz fantastyczna i wielka wygrana, ale ludzie chcą też jakiegoś potwierdzenia tej wygranej, poczucia, że udało się coś zrobić tu i teraz. Małego, ale namacalnego dowodu, że ich działania mają sens. Znamy? Znamy! Nie od dziś w końcu frustrujemy się, że w kwestii związków może i dzieje się wiele, ale w prawie nie zmienia się nic.

A na deser zapraszam do oglądania reportażu o nas w Uwadze (o tu) i do poczytania i obejrzenia, o czym tam z Uwagowiczami czatowałyśmy (o tu).

Komentarze

  1. dziewczyny. tu nie ma zadnych minusow. to sa same plusy. zrobilyscie bardzo duzo i chwala wam za to. gdybyscie polecialy to byloby cos. nie mowie tu o frajdzie dla was ale szumie jaki powstalby wokol slubu. to bylaby reklama - i to nie dla pacsow czy zwiazkow partnerskich ale malzenskich! czy polecicie czy nie i tak gratuluje bo jest czego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakby tak tu zaprosić te ponad 10 tyś. osób? :)

    Spokojengo wieczoru
    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  3. Komentarz do blokady Facebooka: sukces nas zabił... marketing szeptany okazał się być tak skuteczny, że aż został uznany za autentyczną komercyjną reklamę! Ale czy bez tego, co FB uznał za spam i naruszenie regulaminu mielibyśmy te wszystkie głosy? Wiele z nich przyszło z miejsc, gdzie nikt nie słyszał o TVN Uwaga ;-)
    A z ważnych pozytywów - po raz pierwszy spotkałam się z takim gigantycznym wsparciem osób heteroseksualnych! Ba, niektórzy stali się wręcz "Psychofanami", którzy przesiadywali na waszej tablicy całymi dniami. Mówcie, co chcecie, ale to zakrawa na jakąś perwersję ;-) Nowy wymiar słowa homofilia?

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy dziś padła strona i pojawiła się przez moment Gosia&Ewa in the Air 2 :) pomyślałam - to dobry patent :0), nie skończyła się jeszcze seria 1 :], a już jest zapowiedź serii 2!!! Dziewczyny są autentyczne, ludzie uwielbiają sagi, dobre zakończenia, chcą pokazać, iż są dobrzy, poczuć siłę wspólnego działania. Spójrzmy na Palikota - skanalizował energię tysięcy - Gosia i Ewa zrobiły podobną rzecz! :) Stały się popularne - potrafią pociągnąć za sobą - niedługo już - miliony! Tylko czy będą miały siłę i odwagę to zrobić? :) Pozostawiam Was z tym pytaniem - tym razem do czasu, aż konkretna 'oferta' wpłynie konkretnie do mnie od Was Panie (we mnie po dzisiejszym dniu pozostało niemiłe ukłucie - koszty zbyt dużego zaangażowania). Kibicuję Wam nieodmiennie (w końcu, jak napisałam, macie magnetyzującą w sobie moc!). :))

    Pzdr
    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam jeszcze jedno przemyślenie dotyczące akcji medialnej. Mianowicie, moim zdaniem, w Uwadze odkryta została nowa znakomita osobowość telewizyjna - Uschi. Mówi z sensem i zrozumiale (każdy odbiorca dobrze rozumie, co chce przekazać), a do tego pięknie (po polsku i bez zająknięć, co nie jest częste w tych czasach), jest inteligentna, umie złapać sedno sprawy i kamera chyba jej nie krępuje. Przyznaje też, że mi osobiście brakuje takiej działaczki, która nie wygląda alternatywnie, tylko trochę bardziej tak jak 'ulica' i może trochę bardziej kobieco, a Uschi spełnia ten warunek. Ja bym Uschi chętnie oglądała częściej. Uschi przed kamerę !!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczywiście nic nie ujmując wszystkim pozostałym, wszystkie jesteście super !

    OdpowiedzUsuń
  7. Eile, zgadzam się z Tobą w 200% co do Uschi. Powinna być twarzą wszelkich kampanii. Podziwiam jej spokój i opanowanie przed kamerą. Była świetna i cieszę się, że jej nie wycięli:).

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie ten konkurs to nie tylko wspieranie dziewczyn, które darzę wielką sympatią, ale także własne przełamanie i nowa odwaga, by mówić o potrzebie związków otwarcie, chociażby (dalekim) znajomym. wcześniej słyszałem "róbcie to, ale w ukryciu!", teraz tak nie chcę...
    co prawda udzielam się w dopiero raczkującym środowisku (misiowym), ale raczej zawsze traktowałem to może nie tyle zbyt pobieżnie, co byłem ostrożny i chyba nie do końca chciałem się w pełni angażować z obawy przed doczepieniem etykiety "to ten gej", która mogłaby zaważyć na poszukiwaniach nowej pracy itd. (zwykłe przyziemne obawy).
    Jednakże obserwując cały proces konkursu SAS, przybywanie fanów na FB, rozmowy z ludźmi, które pewnie nigdzie indziej nie byłby takie jak tam, nową otwartość tych ludzi, sprawiła, że zacząłem bardziej zauważać zmiany w społeczeństwie, te pozytywne. Jak wiemy, najbardziej widoczne są zawsze negatywne komentarze na forach, stronach gazet, czatach itd, dotykają nas, często frustrują, pozbawiają dystansu... i tu nagle pojawia się pozytywny ładunek emocji, jest skondensowany, mocny, daje jakąś nadzieję...
    dlatego warto.

    Dziś nawet odbyłem rozmowę z mamą i zapytałem czy słyszała o tym konkursie. Odparła, że tak i że dla niej jest to chore, więc zapytałem: ale przecież ja też jestem gejem i też będę chciał zawrzeć związek partnerski, to znaczy że też jestem chory? (wie o mnie parę lat i zdziwiła mnie jej reakcja, ale zauważam, że często w pewnych gronach ludzi, inni przyjmują postawę większości). Nie wiedziała co powiedzieć, a przecież dobrze wie że ma syna geja, więc krytykując konkurs skrytykowała także mnie. Stąd jest to też moja sprawa, bo dotyka bezpośrednio mnie.

    Mógłbym jeszcze dużo napisać, ale kiepsko mi idzie pisanie i stąd jedynie moja (może zbyt) prywatna refleksja :)
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja podziwiam przede wszystkim was, bo mialyscie duzo odwagi stawajac przed kamera i zapraszajac ja do swojego mieszkania. mila scena to ta kawiarnii. tak wyszlo, ze ogladalam to u rodziny mej dziewczyny i o maly wlos nie krzyknelam: o marcin! ushi! abiekt! smiesznie tez bylo jak marta mi powiedziala ze w pewnej scenie pojawila sie nazwa mojego bloga. ja tego nawet nie zauwazylam i potem w internecie sprawdzalam czy to prawda.
    a kiedy wyniki? klikalam codziennie, na kampusie z kazdego komputera, ale i tak mam poczucie, ze to za malo. zycze sukcesu!
    arc-en-terre

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest wciąż - dla ogółu - jedynie ciekawostka (na zasadzie dziwności, której ludzie się przez moment przypatrują by wrócić bez zmian do swego życia). Bez dalszego ciągu, bez wywołania skojarzeń - to już widziałam / widziałem, zobaczymy co będzie dalej - sprawa za niedługi czas zostanie całkowicie zapomniana.

    Zwłaszcza jeśli konkurs nie przyniesie Paniom zwycięstwa.

    Naturalnym byłoby (przy drugim miejscu), aby bohaterki konkursu zdecydował się jednak na ślub - pokazały, iż to co ludzie widzieli było do końca autentyczne, iż nie była to demonstracja jedynie (sprawa związków w Polsce), lecz w pełni autentyczna potrzeba kochających się osób by żyć z sobą w związku formalnym.

    Tego w tej historii - jak na razie - brakuje mi ogromnie: wyjścia ponad 'sprawę' w kierunku tego co NAJISTOTNIEJSZE: ludzkich potrzeb, kłopotów życia codziennego, realizacji własnych planów pomimo opresyjnego systemu. W tym kontekście życie tysięcy par, które są już po ślubie (czy to mieszkających poza Polską, czy tych które - jak my - mimo wszystko pozostały w kraju, jest znacznie bardziej prawdziwe (nie plastikowe, nie wydumane, nie jedynie medialne: 'by był temat').

    Nasze życie to nie jedynie zabawa, nasze życie to nie jedynie 'walka o sprawę'. Kończenie akcji kwitowaniem 'dobrze się bawiliśmy i nadal dobrze się bawmy', bez ślubu Pań - a jest on przecież możliwy poza Polską - jest niezwykle płytkie, pozbawione uderzenia / dotarcia do tego co powinno było być - wg mnie - istotą całego tego działania. Praw człowieka, których podstawą są głęboko autentyczne potrzeby człowieka związane z życiem prywatnym, intymnym - z potrzebą posiadania rodziny.

    Dobrej niedzieli

    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem Kafor czy nie za dużo oczekujesz od konkursu i nie podoba mi się, że jak zauważyłam, sporo ludzi mówi dziewczynom co mają i kiedy zrobić.
    To ich życie, ufam, że są mądre i znajdą rozwiązanie na wszelkie scenariusze.
    A ślub jako ceremonia to oprócz politycznej demonstracji, której ja widzę oczekuje Kafor, to też ich własne, prywatne, intymne święto.
    Mają do tego prawo jak każdy z Nas i naprawdę to ich sprawa co zrobią, w jakim czasie i kogo na ten ślub zaproszą.

    OdpowiedzUsuń
  12. Może kolejnym krokiem, jeżeli nie uda się wygrać, powinny być symboliczne choć zaślubiny w PL. Wyobrażacie sobie tą imprezę?:)

    OdpowiedzUsuń
  13. A głosować można przez odkliknięcie fragmentu biletu na stronie:
    http://love.flysas.net/?ui=123

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie oczekuję niczego od Pań Anonimie. To ich życie i jak każdy same o nim decyduję. Nic nikomu do tego.

    Dzielę się swym zdaniem na temat wydarzenia.

    Nie oczekuję też ślubu jako demonstracji politycznej - źle 'widzisz'. Wręcz odwrotnie - zwróciłam uwagę właśnie na pozapolityczny aspekt działania (który w nim był), o ten najgłębiej ludzki: ślubu, jako wyrazu potrzeby pary, która pragnie żyć w związku formalnym, ponieważ postanowiła założyć rodzinę opartą na pełnej odpowiedzialności: wzajemnych wobec siebie obowiązków i praw.

    Napisałam: /.../ aby bohaterki konkursu (nie konkretne - te osoby) zdecydowały się jednak na ślub - pokazały, iż to co ludzie widzieli było do końca autentyczne, iż nie była to demonstracja jedynie (sprawa związków w Polsce), lecz w pełni autentyczna potrzeba kochających się osób by żyć z sobą w związku formalnym.

    Tego w tej historii - jak na razie - brakuje mi ogromnie: wyjścia ponad 'sprawę' w kierunku tego co NAJISTOTNIEJSZE: ludzkich potrzeb, kłopotów życia codziennego, realizacji własnych planów pomimo opresyjnego systemu. W tym kontekście życie tysięcy par, które są już po ślubie (czy to mieszkających poza Polską, czy tych które - jak my - mimo wszystko pozostały w kraju, jest znacznie bardziej prawdziwe (nie plastikowe, nie wydumane, nie jedynie medialne: 'by był temat').

    Nasze życie to nie jedynie zabawa, nasze życie to nie jedynie 'walka o sprawę'. Kończenie akcji kwitowaniem 'dobrze się bawiliśmy i nadal dobrze się bawmy', bez ślubu Pań - a jest on przecież możliwy poza Polską - jest niezwykle płytkie, pozbawione uderzenia / dotarcia do tego co powinno było być - wg mnie - istotą całego tego działania. Praw człowieka, których podstawą są głęboko autentyczne potrzeby człowieka związane z życiem prywatnym, intymnym - z potrzebą posiadania rodziny.

    - Brakuje mi w tym działaniu kropki nad i: przecież zdecydowały się NA ŚLUB ZAGRANICZNY - TEN JEST NAM ZAŚ DOSTĘPNY!!!! Zatem jeśli będą na 2. miejscu, a zrezygnują ze ślubu BEZ SAS-a, to akcja pozostanie wyłącznie demonstracją polityczną - zabraknie w niej elementu prywatnego, autentycznego wyrazu potrzeb tej pary, by żyć jako para w cywilnym formalnym związku TU I TERAZ.

    Tego aspektu zabrakło również niektórym z komentujących: 'dlaczego nie zdecydowałyście się na ślub na własny koszt'?

    Dlatego, iż była to jedynie polityczna demonstracja? - tu widzę brak autentyczności i zarazem słabość wydarzenia: ludzie poparli GŁÓWNIE spełnienie marzenia konkretnej pary o ślubie ZAGRANICZNYM, a nie konkretnie śluby nasze w Polsce / uznawanie tych zawartych za granicą (choć oczywiście łączy się tu jedno z drugim). Pytanie redaktorki TVP2: 'To on nie będzie w Polsce ważny!? wskazuje najdobitniej, iż ludzie nie mają pojęcia najczęściej co i jak.

    Poparli spełnienie marzenia o ślubie: bo w Polsce nie mamy takiej możliwości (nie o jego uznawaniu w Polsce, bo by był uznany wpierw musi zostać zawarty).

    Jeśli go nie będzie ujawni się z całą mocą brak konsekwencji. Brak kropki nad 'i'. Pozostanie zawód, iż można było - i co zostało? Kolejny krzyk: 'nie możemy'. Podczas gdy możemy! Nie w Polsce - to prawda - lecz poza nią.

    Pokażmy zatem, że AUTENTYCZNIE, naocznie: chcemy ŚLUBÓW, chcemy żyć w związkach formalnych, a nie to jedynie, że robimy, 'dobrą zabawę', a jak przyjdzie co do czego, to na 'dobrej zabawie' się kończy. Zachowajmy się dorośle - konsekwentnie.

    Kolejna sprawa - robienie 'zaślubin' w Polsce gdy JEST możliwość by zorganizować ślub poza krajem jest dreptaniem w miejscu - mało dorosłym zachowaniem (kolejną 'dobrą zabawą').

    Kiedy wyjdziemy - działając wspólnie - poza zabawę?

    Indywidualnie wiele par jest już po ślubie. Potrzebny jest krok następny: domagania się - WSPÓLNIE - niełamania naszych praw nabytych, respektowania naszych zagranicznych ślubów.

    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki Kafor, że mi to tak dobrze wytłumaczyłaś...

    OdpowiedzUsuń
  16. mnie sie wydaje, ze caly sukces tej akcji polega na tym, co Ewa napisala - bez martyrologii, bez wznioslych slow.
    mamy tutaj bardzo powazny i wazny przedmikot rozmow politycznych podany w sosie zabawy. wszystko jest nacechowane POZYTYWNIE.
    i wydaje mis ie ze wszyscy kowalscy wlasnie dlatego przystapili do akcji, bo nei bylo tutaj gadek w stylu 'bo nam sie nalezy!'. tylko 'o fajnie, palac slubow.. tak, tez bysmy chcialy. ale jak nie, to nie. bedziemy walczyc o nasze prawa ale i tak sie bardzo kochamy i nic tego nie zmieni'.

    zgadzam sie z tym, ze akcja najwiekszy sukces odnosi w niemedialnej sferze zycia fanow konkursu. mnooostwo moich znajomych po ktorych bym sie w ogole nie spodziewala zaczelo 'lajkowac' moje linki na fb i podawac dalej do swoich znajomych.

    z ktorej by strony nei patrzec - sukces jest :)))

    i za to dziewczyny dzieki!

    / www.fb.com/byebasil

    OdpowiedzUsuń
  17. KaFor czy Ty naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy tą akcją i jej znaczeniem a pojechaniem do jakiegoś innego kraju w celu wzięcia nieważnego ślubu? Czy udajesz, że nie rozumiesz?

    OdpowiedzUsuń
  18. Eile, jeśli to co napisałam powyżej konkludujesz (wyciągasz wniosek), jak wyżej (o moim rzekomym 'nie widzeniu' różnicy), to nie ma między nami wspólnej płaszczyzny kontynuowania rozmowy na ten temat.

    PS. Proszę się jeszcze raz zastanowić nad mówieniem / pisaniem o 'pojechaniu do jakiegoś innego kraju w celu wzięcia NIEWAŻNEGO ślubu' - każdy ślub w USC zawarty jest ślubem jak najbardziej ważnym (kompletnie czym innym jest uznawanie ważnie zawartego zagranicznego ślubu przez polskie państwo).

    Każda osoba, która jest po ślubie w USC za granicą ma interes prawny by domagać się jego uznania w Polsce.

    Pozdrawiam

    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  19. Odnoszę wrażenie, że to nie Eile nie rozumie Kafor.
    To Ty próbujesz dziewczynom narzucić swój sposób myślenia. Może one nie do końca mają na to zgodę? Wzięłaś to pod uwagę ?

    OdpowiedzUsuń
  20. stres mnie zaczyna zżerać! mam nadzieję, że chociaż Wy się trzymacie dzielnie!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…