Przejdź do głównej zawartości

Tak to się robi, pani minister!

Obiecałam relację z naszego niedzielnego występu w ramach Dnia Różnorodności. Niestety wideo nie będzie (zresztą było tak głośno, że i tak jakość byłaby pewnie bardzo słaba), ale spróbuję opisać, w jaki sposób uczciłyśmy patronkę imprezy, czyli naszą ulubioną pełnomocniczkę Elżbietę Radziszewską.

Na występ miałyśmy 20 minut, tak że postawiłyśmy na trzy w miarę krótkie skecze. Jeden o outingu, czyli "Lesbę", z której pochodzi piosenka "Brzoskwinka - mój raj", jeden telewizyjny, czyli "Trzy piękne blondynki", i jeden wierszowany, czyli słynną już przeróbkę "Lokomotywy" Tuwima - "Pociąg". Wszystko w konwencji telewizyjnej (jak nasz ostatni program "Teleswizja"). Czyli z zapowiedziami, dedykowanymi wiadomo komu.

Zaczęłam tak:

Witam Państwa serdecznie! Dziś po raz pierwszy nasza Teleswizja nadaje na żywo z publicznością z największego centrum kultury w Polsce – ze Złotych Tarasów.

Słyniemy z tego, że wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom widzów. Dlatego również tym razem postanowiłyśmy  zbadać najbardziej trendy trendy medialne i wprowadzić je do programu. A zatem uwaga, proszę państwa, od dzisiaj Teleswizja oferuje... outowanie, czyli ujawnianie tożsamości psychoseksualnej osób publicznych i nie tylko! Opieramy się na najlepszych wzorcach, zgodnych z polskimi normami, wykorzystując również własne doświadczenie, dzięki czemu outujemy kulturalnie, z klasą i w sposób absolutnie niedyskryminujący! 

Czy ktoś z Państwa chciałby zostać wyoutowany? Tak? To zapraszam!

I w tym momencie wychodzi Furja i prosi o wyoutowanie. Zapewniam ją, że wszystko odbędzie się z szacunkiem i kulturalnie, pytam, czy jest gotowa, dostaję potwierdzenie i mówię, parafrazując słowa Radziszewskiej wypowiedziane do Krzyśka Śmiszka parę tygodni temu w telewizji : "Wiem, kto jest pani partnerką i w jakim środowisku się pani obraca".

Następnie dziękuję, upewniam się, czy nie bolało i zapowiadam program muzyczny. Wchodzą Gosia i Ania i odgrywają "Lesbę".
Fot. Grzegorz Banaszak

Po skeczu - kolejna zapowiedź:

Podobno osoby nieheteroseksualne, czyli geje, lesbijki, osoby biseksualne, transseksualne itd. itp. nie powinny pracować w niektórych miejscach i zawodach, bo nie kultywują wartości, które określa się jako rodzinne czy, szerzej mówiąc, tradycyjne. Nasz następny program pokazuje, że takie obawy są całkowicie nie na miejscu. Opierając się na najlepszych heteroseksualnych wzorcach, które możecie Państwo oglądać w telewizji publicznej w czasie największej oglądalności, stworzyłyśmy nasz autorski serial, który pokazuje, że potrafimy żyć zgodnie z najlepszymi tradycjami. Za chwilę zobaczycie rodzinę, która składa się z zadeklarowanych lesbijek, a jednak kultywuje wartości, zacieśnia więzy i przekracza wszelkie granice bliskości. Członkinie tej rodziny kochają się miłością siostrzaną, macierzyńską, małżeńską i jeszcze wieloma innymi miłościami. Poznajcie "Trzy piękne zadeklarowane blondynki".

I tu wchodzą nasze piękne blondynki (nagranie z Olsztyna):


Potem próbuję zapowiedzieć "Pociąg", ale na scenę wbiega Gosia z okrzykiem "Przepraszam, czy tu outują?". Wyoutowuję ją słowami "Wiem, kto jest pani partnerką", proszę, aby dzieci odeszły od telewizorów i zapraszam na dobranockę. Furja, otoczona wianuszkiem dzieci, które towarzyszyły nam na scenie od początku występu, recytuje "Pociąg" ("Stoi na stacji moja dziewczyna..."), potem przychodzi czas na pożegnanie, ale najpierw pytam, czy ktoś jeszcze chciałby zostać wyoutowany. I tu niespodzianka, zgłasza się dziewczyna z publiczności. Zapraszam ją na scenę, recytuję formułkę ("Wiem, kto jest pani partnerką...") i pytam, czy jest zadowolona. Dziewczyna podnosi kciuk do góry, obecne na scenie Gosia, Ania i Furja robią to samo.
Fot. Grzegorz Banaszak

A ja wskazuję w stronę stoiska Radziszewskiej i mówię "Tak to się robi, pani minister!".

I tyle. Niestety sama pani minister była nieobecna, ale miny osób siedzących przy jej stoisku - bezcenne! Sam występ trudno wprawdzie zaliczyć do specjalnie udanych - Złote Tarasy szumiały, nagłośnieniowiec nie dawał rady (na szczęście mój mikrofon dał), po scenie biegały dzieci, a widownia była, cóż, niewielka (przy okazji - podziękowania dla wszystkich, którzy zjawili się, żeby nas wesprzeć), więc wydźwięk naszej manifestacji też trudno uznać za oszałamiający, ale mimo wszystko opłaciło się. Z kilku powodów. Bo dzięki naszej obecności podczas Dnia Różnorodności choć kilka razy padły takie słowa jak "gej" czy "lesbijka". Bo miałyśmy okazję rozbawić choć kilka niewtajemniczonych osób. No i dlatego, że zagrałyśmy na nosie Radziszewskiej podczas "jej" imprezy. Tak że było warto. Oj, było.

Komentarze

  1. Świetnie to zaplanowałyście :) zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. I bardzo dobrze :) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no no :)

    wygląda na to, że zrobiłyście dokładnie to co trzeba było zrobić i to jest znacznie lepsze niż obrażanie się (choć obrażanie wydawało mi się tym razem niezłe :))

    OdpowiedzUsuń
  4. :) szkoda, że nie w Gdańsku :]

    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  5. To bb w stylu Barbiow.Super!

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję wygranej! :)

    (Sorki zza małe opóźnienie w życzeniach, ale net na kilka dni zdech i dopiero dziś się dowiaduję.)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahah, jesteście genialne! xD

    OdpowiedzUsuń
  8. "Serio, serio, serio. Odmawiam bycia serio. Nie interesuje mnie serio."

    OdpowiedzUsuń
  9. a co z obiecanym video z występu po euro pride?

    OdpowiedzUsuń
  10. Eile: to moja wina i przepraszam, muszę pociąć i wrzucić:) Podejrzewam, że zrobię to w najbliższej wolnej chwili, a tej póki co mi brakuje:) Ale będzie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dopiero dziś trafiłam na Wasz blog więc mam sporo do nadrobnienia. Ale na poczatek serdecznie Wam gratuluję i zycze wszystkiego NAJ w przyszlosci!

    OdpowiedzUsuń
  12. A mnie już w Warszawie nie było. ;( Występ dodzinę wcześniej i bym się pośmiał, no! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. lol.

    przepraszam, być miało:
    godzinę. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…