wtorek, 26 października 2010

Telewizja to potęga (niestety)

Właśnie się zorientowałam, że dotąd nie pokusiłam się o jakieś sensowne podsumowanie tego, co się wydarzyło w konkursie SAS. To znaczy pozwoliłam sobie na podziękowania, które opublikowałam na Kobiety Kobietom i które wywołały (hurra!) kolejną dyskusję wizerunkową, ale refleksji nad dość zaskakującym wynikiem jednak nie było. No więc moim zdaniem to nie jest tak, że SAS, nagradzając dwie pary z jednej edycji konkursu, postąpił miło czy się nad kimkolwiek zlitował. To znaczy oczywiście to bardzo miłe, że tak zrobili, ale mimo wszystko dla mnie jest to zagranie czysto marketingowe. Z jednej strony nagrodzili Niemców, bo Niemcy są dla nich atrakcyjniejszymi konsumentami, z drugiej Polki, bo dzięki nam mają w Polsce całkiem niezłą kampanię w mainstreamowych mediach. A przy okazji mogą się pokazać jako firma wrażliwa społecznie. Same plusy.

Wniosek dla mnie? Niestety, jak telewizji nie lubię, tak nadal jest to potęga. I nie można się na nią obrazić, choćby bardzo się chciało. Zresztą jak się zastanowić nad rachunkiem zysków i strat z tej naszej medialnej obecności w ostatnich tygodniach, to jednak zyski przeważają. Mogę się oczywiście mylić, ale nie pamiętam, żeby dotychczas któraś stacja tak intensywnie promowała nasze sprawy jak robi to ostatnio TVN (jutro będziemy w "Między kuchnią a salonem", tak na marginesie. Tak, też nie wiem, co to za program). Nie, nie łudzę się, że ktoś za wszelką cenę chce nam zrobić dobrze, przede wszystkim liczy się nośny temat, ale skoro nasz ślub i, pośrednio, kwestia naszych praw ma być tym tematem, to nie będę się gniewać. Na inną reklamę w TV nas nie stać, umówmy się.

Gdzieś tam w dyskusji pod moim tekstem na Kobiety Kobietom pojawił się głos, że może powinnyśmy ugrać w mediach coś więcej. Ha, łatwo napisać. To nie my ustalamy tematy, to my jesteśmy tematem. Co też jest zresztą jednym z powodów (oprócz głównego, że telewizja to ogłupiacz i zjadacz czasu), dla których telewizji nie lubię. Bo otwarte osoby nieheteroseksualne, które mają swój program w jakiejś stacji, można policzyć na palcach jednej ręki. A takich, które mają szansę powiedzieć coś z naszej perspektywy, nie ma prawie w ogóle (kojarzę jedynie "Lepiej późno niż wcale" w TOK FM). Czyli nie ma co liczyć na stałą obecność naszych spraw na wizji czy fonii. A tak naprawdę dopiero wtedy będzie można będzie mówić o normalności, kiedy będziemy widoczni tak często, że to nie nasza tożsamość będzie tematem. Kiedy nie będzie się dyskutować o lesbijkach, gejach, osobach biseksualnych itd., a po prostu o ludziach. Kiedy orientacja psychoseksualna stanie się przezroczysta.

A skoro już o naszej medialnej obecności mowa, to w izraelskiej edycji "Tańca z gwiazdami" pojawi się para kobieca:

fot. news.pinkpaper.com

Pani z prawej to Gili Shem Tov, prezenterka telewizyjna i otwarta lesbijka. Jak Gosię (bo mnie lepiej nie) zaproszą do którejś polskiej edycji, to uznam, że polskie media normalnieją.

14 komentarze :

Ubawił mnie post ekscentryczki.

Ach, szkoda, że nie jestem kobietą, to bym tam się poskarżył innym kobietom, że choć czytam i czytam, to w sumie o waszej seksualności nie wiem za dużo, pomimo rzekomego "trąbienia o niej na prawo i lewo"...

Ej, Dorota Deląg czy Kwiecińska chyba nie gryzą :):)
Program nowiutki, raczej spoko. Taka komercyjna rozrywka i talk show w jednym.
Bardzo stereotypowo i kobieco.

Niestety miałam okazję obejrzeć fragment. Masakra, ale mają u mnie plusa za zaproszenie Was :D Powodzenia z Deląg, widziałam jej wywiad z Pirógiem i stwierdzam, ze jej IQ oscyluje gdzieś między IO kury, a IQ mopa.

Program na pewno obejrzę, choć też pierwsze słyszę :P U nas pewnie by to nie przeszło, a w Izraelu - no proszę :) zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

Rękę daję uciąć, że taki program w Polsce powstanie.
@Ewo, będziesz pierwszą zaproszoną i się nie wywiniesz. Bierz kase, rób swoje i tym sposobem wpasujemy się w heteronormy. Ja chętnie zatańczę z Gosią, bo już tyle razy Jej obiecywałam.

dżiii, dziewczyny, podlinkowaniem jednej debaty spowodowałyście, ze chyba wrócę na k-k. tam tyle ciekawych rzeczy można poczytać!!!

@lajt: oj lepiej żeby Ewa nie była pierwszą zaproszoną, to tak jakby mnie zaprosić do programu jak oni śpiewają czy jakoś tak:) Związek partnerski to nasze motto ja tańczę, Ewa śpiewa:) Na odwrót nie wychodzi nam najlepiej:)

O, proszę! Właśnie sobie spokojnie choruję i zdecydowałam się na pobuszowanie w Internecie (choć powinnam siedzieć w łóżku). W samą więc porę trafiłam na informację o tym, że będziecie w telewizji - mogę spokojnie wrócić do łóżka, a przy okazji pooglądać znowu Was :)

Jak się tylko ta "Kuchnia w salonie" pojawi na necie to prześledzimy z Żoną poczynania wasze z panią Deląg :)

Ojejku, ojejku ;D właśnie widziałam Was w telewizji przed chwileczką i jestem po prostu, no nie wiem.. dumna! Mam nadzieje, że temat związków partnerskich będzie poruszany jeszcze częściej, zwłaszcza w tv. A właśnie, jak zaczęłyście machać do kamery, to z wrażenia aż odmachałam haha ;) Jeszcze raz gratuluje wygranej i oby tak dalej, pozdrawiam serdecznie :)

mam nadzieję na link z programu dzisiejszego :]

pomysł na udział Gosi w tańcu z gwiazdami - z zawodową TANCERKĄ rzecz jasna :) wyśmienity

poza tym Gosia powinnaś na wzór Ellen poprowadzić polski tok show dla nas i o nas :)) (niezależnie od orientacji)


KaFor

26 grudnia 2009: "może pod koniec 2010 rodzice i teściowie w końcu zasiądą przy jednym stole, a my zadebiutujemy w jakże tradycyjnej i heteronormatywnej roli (będącej ponoć postrachem wszystkich świeżo poślubionych) organizatorek wigilii."
Skąd to?

lingwistka

Ze mnie:) Moje smutki z zeszłego roku:)
Prorokini czy co? (z tym ślubem, bo z wigilią pewnie znowu nie wyjdzie)

Eee... zaraz heteronormatywność - wychowaliśmy się w jakimś systemie wartości, kulturze, tradycjach itp. I jak świat długi i szeroki wielu, wielu homików chce kontynuować swoje zwyczaje, rodzinne tradycje itp. itd. ale w wersji homo. Bo tak z ręką na sercu - czy tylko dlatego, że jestem lesbijką mam przestać mieć ochotę na święta Bożego Narodzenia i spędzenie ich przy jednym stole z moją połowicą i jej akceptującymi nas rodzicami? Tak więc spoko - a ze ślubem to niechybnie proroctwo :-D

Prześlij komentarz