Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2010

Queer UW jak parada

Artykuł w "Gazecie Stołecznej", spory materiał w TVN Warszawa, w sieci kilka mocnych tytułów w rodzaju "Protesty przeciw pierwszej organizacji studentów-gejów" czy "Demonstracja przeciwko promowaniu dewiacji na Uniwersytecie Warszawskim", a wszystko to za sprawą kilku smutnych panów, którzy postali sobie z tabliczkami z niezbyt mądrymi hasłami przed bramą Uniwersytetu Warszawskiego:

Na uniwersytecie protestowali przeciwko "promocji homoseksualizmu"

Panowie na co dzień związani są z grupą Krucjata - Młodzi w Życiu Publicznym, ale na okoliczność tego spotkania określili się mianem Studenckiego Komitetu Przeciwko Homoseksualnej Propagandzie na UW. O co im poszło? Ano o nową organizację studencką, a w zasadzie koło naukowe Queer UW, które wczoraj miało swoje spotkanie organizacyjne i które nie wiedzieć czemu zostało uznane za jakąś szczególnie wywrotową czy przełomową inicjatywę. Rzeczywiście próżno u nas szukać formalnie zarejestrowanych stowarzysze…

Coś pozytywnego

W komentarzach pod poprzednim postem dano mi delikatnie do zrozumienia, że ostatnio smęcę, tak że dziś coś wesołego, ale też w temacie. Otóż, jako że na tym blogu programowo promuje się i dowartościowuje wyłącznie jeden typ kobiecości, nie mogę w końcu nie wrzucić ideału, do którego dążą wszystkie prawdziwe lesbijki, czyli kogoś w typie kanadyjskiego drwala. Przed wami lesbijska piosenkarka folkowa Susan Walker i jej wielki hit "Shut Up and Fuck Me!":



Na wypadek, gdyby ktoś nie wiedział, za Susan stoi Liam Kyle Sullivan, amerykański komik, aktor i reżyser, który zyskał sławę dzięki You Tube (jego kanał tu, klip, od którego wszystko się zaczęło, tu). Teraz ma na koncie występy między innymi z takimi gwiazdami komedii jak Margaret Cho (którą pokazywałam tu), Amanda Palmer, Dave Navarro czy Lisa Nov, kilka płyt CD i DVD oraz People's Choice Award.

Skąd się wzięła Susan Walker? Tu opowiada swoją historię. Polecam zwłaszcza piosenkę śpiewaną przez wokalistę, która zainspirowa…

Karty zostały rozdane

Może to pogoda, może stres przed podróżą, ale jakoś nieszczególnie mnie ekscytuje informacja, że mamy pierwszego otwartego geja na stanowisku publicznym. A już hasła w rodzaju "polski Milk" wręcz mnie irytują. Nie dlatego, że uważam wybór Krystiana Legierskiego za nietrafiony (choć nie raz, nie dwa zdarzało mi się z Krystianem nie zgadać). Po prostu te wybory samorządowe po raz enty pokazały, że to nie my rozdajemy karty, tylko politycy, a konkretnie duże partie. Bo tak naprawdę swojego pierwszego radnego czy pierwszą radną (a nawet posła czy posłankę) mogliśmy mieć już dobre parę lat temu. Nie po raz pierwszy osoby nieheteroseksualne kandydowały w wyborach, choć w tym roku wybór był rzeczywiście pod tym względem większy niż wcześniej. Po raz pierwszy za to "nasz" kandydat dostał jedynkę na liście, i to w dobrym okręgu. Oczywiście zdarza się, że i jedynki nie wchodzą, rzadko natomiast, i to właściwie jedynie w przypadku naprawdę znanych nazwisk, zdarza się, że wejd…

Między autohomofobią a krytyką poglądów

Na początek dwa cytaty:

"Zinternalizowana homofobia" to wytrych służący do... zamykania ust osobom, które mają inne zdanie. (forumowicz Homiki.pl)

Termin "uwewnętrzniona homofobia" uważam za niepoważny i pusty. Jak dla mnie służy on tylko i włącznie do zamykania ust tym, co nie płyną z prądem. (Magda pod moim postem Prasówka)

Zanim przejdę do rzeczy, coś oczywistego (przynajmniej dla mnie): homofobia zinterioryzowana istnieje. A konkretnie istnieje zaburzenie określane również mianem homoseksualizmu egodystonicznego, objawiające się stanami depresyjnymi i niskim poziomem zadowolenia ze swojej orientacji psychoseksualnej, niechęcią do siebie i innych osób nieheteroseksualnych, ukrywaniem i tłumieniem swojej homoseksualności. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie o to zaburzenie autorowi i autorce powyższych cytatów chodzi, a o zespół zachowań i poglądów bynajmniej niewynikających z nienawiści do samych siebie. Tak że tyle psychologii, czas na dywagacje wokół innych, mniej…

Za dwa tygodnie lecimy!

Do wylotu z Polski zostały dwa tygodnie, czas więc na kolejny okołoślubny wpis. Dobra wiadomość jest taka, że jesteśmy bardziej gotowe niż niegotowe. Kilka spraw jest w trakcie, kilka (mniej istotnych) czeka na rozstrzygnięcie, ale najważniejsze rzeczy już są. Najważniejsze - czyli promesy. Przyszły przedwczoraj kurierem, a załatwienie pozwolenia na ich wydanie zajęło nam dwa dni. Z czym wiąże się, mimo że samą procedurę uważam za dość upokarzającą, całkiem sympatyczna historia. Otóż dzień po wypełnieniu wniosków w internecie Gosia zadzwoniła do ambasady, aby umówić nas na rozmowę z konsulem. Pani po drugiej stronie słuchawki zadała kilka standardowych pytań, a gdy Gosia powiedziała o celu podróży ("biorę ślub na pokładzie samolotu"), po drugiej stronie zapadła chwila ciszy, po której pani zapytała, kiedy chce się pojawić na rozmowie i czy sama, czy też z kimś. Na to Gosia, że ze mną i w ten sposób umówiła nam wizytę na dzień następny (przeciętnie czeka się ponoć dwa tygodni…

To straszne słowo na "a"

Pod moim wywiadem z Anią Grodzką trwa dyskusja. Oprócz wynikających z niewiedzy tekstów o tym, że transseksualizm jest wymysłem, fanaberią, że wystarczy wziąć magiczną pigułkę i wszystko będzie w porządku, pojawiły się też głosy osób oburzonych tym, że Ania wprost mówi, że tolerancja to za mało. Że wszystkim ludziom, którzy tym, kim są, nie krzywdzą innych, należy się szacunek i akceptacja. Co jest takiego strasznego w słowie "akceptacja", że tak wiele osób odmawia jej innym? Przecież "akceptować" znaczy jedynie "przyjmować do wiadomości, że ktoś jest inny niż ja i nie odmawiać mu prawa do samorealizacji, do walki o swoje". Nie oznacza przyjęcia czyichś poglądów, stylu życia, tożsamości (czy to w ogóle możliwe?). Ot, zwykłe "żyj i pozwól żyć innym". Kłopot chyba w tym, że niektórzy mają problem z odróżnieniem swojego od cudzego. I że wydaje im się, że wszystko, co im się nie podoba, bezpośrednio ich dotyka. Oczywiście wybiórczo, bo przecież jako…

Wybory i Antifa

Jutro mamy Dzień Tolerancji. Choć nie lubię tego święta, nie tylko ze względu na moją niechęć do słowa "tolerancja", ale też dlatego, że jedynie przypomina, czego w naszym kraju brakuje, zamiast być okazją do świętowania tego, co powinno być normą, to popełniłam z tej okazji tekst do serwisu Supermózg.Gazeta.pl. A konkretnie jest to wywiad z Anią Grodzką, na początku którego Ania bardzo słusznie mówi, że takie dni przynajmniej dają pretekst do przypomnienia o grupach dyskryminowanych. Dalej jest między innymi o tym, dlaczego film "Trans-akcja" (moje wątpliwości co do niego wyraziłam tu) jest taki, a nie inny. Argumentację przyjmuję, wywiad, choć jest dość szkolny, polecam.

Już w niedzielę wybory samorządowe. Mniej więcej wiem, kogo skreślę na trzech karteluszkach (rada dzielnicy, miasta i prezydent) i w jednej książeczce (sejmik wojewódzki), właściwie mam kłopot jedynie z moją dzielnicą, która od niedawna jest moja, więc nie wiem do końca, co ją najbardziej boli i …

Miało być pięknie...

... a wyszło jak zwykle. Podobnie jak parę tysięcy osób zjawiłam się wczoraj na Placu Zamkowym. I mimo że po przeczytaniu w "Gazecie Wyborczej" i "Metrze" kilku tekstów, w których co rusz pojawiało się słowo "faszyzm", miałam wątpliwości co do całej akcji, to z drugiej strony nie wyobrażałam sobie, że może mnie tam nie być. Nie lubię szafowania takimi słowami jak "faszyzm". To znaczy nie mam wątpliwości co do tego, że w Marszu Niepodległości wzięły udział również osoby, które mają poglądy faszystowskie, w czym utwierdziła mnie lektura forów, na których wypowiadali się jego uczestnicy, jak również słowa Korwina-Mikke, który z nimi szedł: "Wiem, że między narodowcami jest sporo narodowych socjalistów – ale oni są podzieleni i skłóceni: mam nadzieję, że idę z właściwymi...". Ale z drugiej strony uważam, że określanie mianem faszystów wszystkich uczestników marszu i organizowanie całego protestu wokół tego słowa (hasło akcji to "Faszy…

Prasówka

Powrotu do życia ciąg dalszy - już nie tylko czytam teksty na moich ulubionych blogach i portalach, ale też powoli zaczynam je komentować. Może to tylko złudzenie wynikające z tego, ze każdego budzę się z trochę spokojniejszą głową niż poprzedniego (i jutro też tak będzie, bo dziś dostałyśmy wizy), ale mam wrażenie, że ostatnie dni obrodziły w wyjątkowo ciekawe notki. Tak że dziś mały przegląd dla tych, którzy niekoniecznie są na bieżąco z innymi sieciopisarzami (ponoć tacy istnieją, nie krzyczcie).

Na początek coś naprawdę mocnego, czyli dwa teksty na blogu Hodowla idei - "Dopalacze i odmieńcy" cz. 1 i cz. 2. Tak mocno upraszczając, to pierwsza część jest o tym, że, jak pokazuje sprawa z dopalaczami, nasze prawo jest jak sito, co stało się szczególnie widoczne przy okazji akcji rządu przeciw producentom i sprzedawcom dopalaczy, którzy co rusz wykorzystywali luki prawne, aby uciec przed kolejnymi zakazami. Abstrahując od etycznej oceny ich działań, autor zastanawia się, na i…

The Kids Are All Right i klipy

Nie chcę zapeszać, ale chyba powoli wracam do życia. Wprawdzie wokół naszego ślubu nadal dzieje się sporo, ale mniej medialnie - dostałyśmy między innymi zaproszenie do projektu Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie "Wesela 21". Efekty będzie można obejrzeć w roku 2012. Zazwyczaj nie lubię czekać, ale jako że ostatnio czas stał się w moim życiu towarem wybitnie deficytowym, długi okres realizacji projektu strasznie mnie cieszy. Toczy się też akcja "Miłość nie wyklucza" (tu można sobie pooglądać, jak wisimy na ulicach, a tu, jak gadamy do kamery) i zbiera naprawdę dobre recenzje, które, mam nadzieję, przełożą się na coś więcej (wiadomo, co). Nie sięgam jeszcze do przedkonkursowych zobowiązań (ale naprawdę o nich pamiętam, a te i tych z was, którym coś obiecałam, proszę jeszcze o trochę cierpliwości), bo póki co nie czuję, że potrafię wziąć na siebie coś jeszcze. Ale to minie, wiem na pewno.

W ramach odpoczynku jak zwykle to, przy czym odpoczywam naj…

Mała książka o homofobii

Od jakiegoś czasu Czarna Owca wydaje książeczki z cyklu "Bez tabu". Była demokracja, feminizm, śmierć, przemoc, przyszedł czas na homofobię. "Mała książka o homofobii" Anny Laszuk, z ilustracjami Beaty Sosnowskiej, teoretycznie przeznaczona jest dla dzieci i młodzieży (9-15 lat). Poszerzyłabym trochę tę grupę, tak do 99-latków albo i dalej. Bo choć książka jest napisana prostym językiem i jest w niej tyleż obrazków, co tekstu, to już poruszane w niej tematy, a szczególnie sposób ich prezentacji, może być moim zdaniem ożywczy dla bardzo wielu osób, niezależnie od wieku. A prosty sposób ich podania w tym przypadku bynajmniej nie jest wadą. Bo trudno jest rozmawiać o uprzedzeniach, nie sięgając wpierw do ich źródeł.

"Mała książka o homofobii" sięga. Zaczyna się od wieloznaczności słowa płeć - z obowiązkową płcią kulturową, ale też genetyczną, genitalną, psychiczną, seksualną itd. Pojawia się nawet nawiązanie do performatywności płci (mój ulubiony fragment, B…

Trans-akcja

Wybrałyśmy się dziś do kina Praha na pokaz przedpremierowy wyprodukowanego dla HBO dokumentu Sławomira Grünberga i Katki Reszke "Trans-akcja". Rzecz jest o Ani Grodzkiej, prezesce fundacji Trans-Fuzja. W zapowiedzi filmu można przeczytać między innymi, że "'Trans-akcja' to opowieść o tym, jaką cenę trzeba zapłacić za bycie sobą". Mogę o tym filmie napisać sporo dobrego, ale akurat mam wrażenie, że tej jednej rzeczy - ceny, którą trzeba zapłacić - tak do końca nie pokazuje. Ania - bohaterka filmu - nie jest tą samą Anią, którą znamy z "Pociągu osobowego" Piotra Pacewicza. Bo jest to Ania szczęśliwa, otoczona gronem przyjaciół, wspierana przez syna, akceptowana przez otoczenie - panie w sklepach z perukami i odzieżowym, stylistkę czy sprzedawców i sprzedawczynie na targu. Są oczywiście zgrzyty, ale niewielkie. Spotkanie z kolegą ze studiów, który bardzo się stara odnaleźć w nowej dla niego sytuacji, ale też widać, że jest nią mocno speszony (od sieb…

Lekcja druga: Polski seks

Cieszę się bardzo, że pierwsza lekcja historii, pomimo że subiektywna, wzbudziła zainteresowanie. Bardzo podobają się nam wasze wspomnienia z tamtych czasów zamieszczane w komentarzach. Jeżeli chcecie, możecie przesyłać je również mailem (kontakt tu), a my je będziemy sukcesywnie publikować. W końcu historia to nie tylko fakty, daty, nazwiska działaczy, ale także opowieści z tamtych lat. Po tym komunikacie czas wrócić do historycznych wspomnień.
Ta lekcja miała się zacząć od roku 1989 i Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Grup Lambda. Ale jako że piszę tę historię z własnej perspektywy, cofnę się o rok i opiszę bardzo istotne dla mnie zdarzenia, które doprowadziły mnie do zostania działaczką. Mamy więc rok 1988. Zakończyłam kolejny i jak się okazało ostatni, nieudany głównie dla niego, związek heteroseksualny. Na balandze lub też na prywatce, jak wtedy jeszcze się mówiło, wpada mi w oko urocza zielonooka dziewczyna. Pomimo że siedzi na kolanach swojego faceta, patrząc jej głęboko w oczy, m…