Przejdź do głównej zawartości

Trans-akcja

fot. Katka Reszke
Wybrałyśmy się dziś do kina Praha na pokaz przedpremierowy wyprodukowanego dla HBO dokumentu Sławomira Grünberga i Katki Reszke "Trans-akcja". Rzecz jest o Ani Grodzkiej, prezesce fundacji Trans-Fuzja. W zapowiedzi filmu można przeczytać między innymi, że "'Trans-akcja' to opowieść o tym, jaką cenę trzeba zapłacić za bycie sobą". Mogę o tym filmie napisać sporo dobrego, ale akurat mam wrażenie, że tej jednej rzeczy - ceny, którą trzeba zapłacić - tak do końca nie pokazuje. Ania - bohaterka filmu - nie jest tą samą Anią, którą znamy z "Pociągu osobowego" Piotra Pacewicza. Bo jest to Ania szczęśliwa, otoczona gronem przyjaciół, wspierana przez syna, akceptowana przez otoczenie - panie w sklepach z perukami i odzieżowym, stylistkę czy sprzedawców i sprzedawczynie na targu. Są oczywiście zgrzyty, ale niewielkie. Spotkanie z kolegą ze studiów, który bardzo się stara odnaleźć w nowej dla niego sytuacji, ale też widać, że jest nią mocno speszony (od siebie mogę dodać, że się odnalazł, bo był na pokazie i wspierał Anię). Moment, w którym Ania jedzie na grilla urządzonego przez młodszego syna dla jego przyjaciół i występuje tam jako mężczyzna - wprawdzie z tipsami, ale też w spodniach - bo nie wszyscy zaproszeni goście o niej wiedzą i nie chce ich stawiać w niewygodnej sytuacji. Oraz scena w sądzie, dla mnie najbardziej poruszająca, kiedy to zapada decyzja o tym, że Ania może zmienić dokumenty i według prawa być kobietą. Najbardziej poruszająca, bo, choć widzimy, że przed sądem stoi kobieta, to jednak sędzina cały czas mówi do niej w rodzaju męskim. I dlatego, że, choć wszystko dobrze się kończy, pokazuje bezduszność machiny urzędniczej - że nie wystarczy czuć się kobietą, wyglądać jak kobieta, dokonać operacji zmiany płci (czyli - mądra myśl z filmu - nie tylko zmian operacyjnych, ale przede wszystkim zmian w całym swoim życiu, stania się kobietą w sensie społecznym) - trzeba jeszcze przejść niezbyt przyjemną procedurę potwierdzania tegoż. I nagle tą najważniejszą osobą, która ma stwierdzić, kim jesteś, staje się urzędnik.

Ale mimo wszystko nadal uważam, że "Trans-akcja" jest obrazem dość sielankowym. Jasne, że z tego wszystkiego, co widzimy, można wywnioskować, że cała ta operacja dzieje się dla Ani bardzo późno. Że przeżyła bardzo wiele lat, będąc kimś, kim nie chciała być. Że gdzieś tam musi być była żona, której w filmie nie oglądamy. Że jest ogromny kawał jej życia - choćby zawodowego - które nagle przestało być jej życiem. Znajomi, przyjaciele, którzy już nie są znajomymi, przyjaciółmi. Ale tego nie zobaczymy ani nie usłyszymy. Rozumiem koncepcję twórców filmu, że pokazujemy historię Ani poprzez relacje z innymi ludźmi, spotkania z nimi, działanie. Mimo wszystko jednak mam wrażenie, że jej historię przedstawili w sposób mocno niepełny. Że to tylko pewien etap zmiany, w sumie bardzo szczęśliwy, bo pozwalający jej w końcu w pełni stać się tą, którą od zawsze była. Ale bez tej ceny, którą przyszło jej zapłacić, ceny utraty pracy (jako mężczyzna była producentem filmowym), kontaktów, znajomych, życia zawodowego, które przecież było dla niej bardzo ważne. Jasne, że to nie zawód, który wykonujemy, stanowi o tym, kim jesteśmy, ale z drugiej strony przerażające jest to, że można być świetnym fachowcem i nagle przestać nim być. Tak jakby nasze kwalifikacje, doświadczenie, wnętrze nagle po prostu zniknęły. Koszmar. Pytanie tylko, czy widz HBO, który dzięki temu filmowi zobaczy Anię po raz pierwszy w życiu, wyciągnie z tej historii również to. Że choć wiele się zmieniło, to nadal jest to ta sama osoba i nic nie usprawiedliwia traktowania jej i innych osób, które przechodzą to samo, w sposób odmienny. I że to odmienne traktowanie przydarza się nader często.

Niezależnie od tego, że można było pokazać więcej, Ania Grodzka, która jest nie tylko główną bohaterką, ale również współpomysłodawczynią "Trans-akcji", zrobiła tym filmem wielką rzecz. Nie pierwszy raz w życiu zresztą, bo jej walka o siebie oraz upublicznienie tej walki na pewno już niejednej osobie pomogły i jeszcze pomogą. A to jest w sumie chyba w tym wszystkim najważniejsze.

Komentarze

  1. Bardzo podobne wrażenie: sielanka.
    Wątek podjęty zresztą przez wspomnianego powyżej kolegę ze studiów w trakcie dyskusji po projekcji, ale szybko zbyty - "Przykrych faktów nie ma, bo nie zarejestrowaliśmy żadnych podczas prac nad filmem", "nie znaleźliśmy nikogo, kto chciałby o tym mówić przed kamerą".
    To pokrętne odpowiedź, bo do poruszenia problemu niepotrzebne jest egzemplum w postaci nagrania. Wystarczy, że jest bohaterka, która niejedno zapewne mogłaby powiedzieć o problemach, z jakimi zmagają się osoby transseksualne, o których prawa walczy jej fundacja.
    Na ulotkach towarzyszących pokazowi, bardzo starannie wydrukowanych na sztywnym papierze w formacie A4, największymi literami wytłuszczona jest deklaracja Ani Grodzkiej: "Chcę sprzeciwić się dyskryminacji, ksenofobii i społecznej nietolerancji dla odmienności". I pięknie, i wiemy że to robi. Szkoda tylko, że nie w filmie, w których nie ma nawet wzmianki ani o jednym, ani o drugim, ani o trzecim.
    Nie wiem w związku z tym, czy przeciętny widz, nie interesujący się tematyką LGBTQ, zrozumie trud drogi, który wciąż przechodzi bohaterka "Trans-akcji". Na pewno Ania będzie w stanie zjednać sobie wielu swoją pogodą ducha i determinacją, normalnością, kobiecością. Ale niejeden pewnie wzruszy przy okazji ramionami: "No i cacy. Chce być kobietą, to jest. W czym problem...?"

    OdpowiedzUsuń
  2. Historia życia Anny - od tej ciemnej strony - jest jednoczesnie przynajmniej dla jednej (znanej mi osoby) przykładem / doświadczeniem, które wstrzymuje osobę tą przed życiem jawnym, krokami związanymi z korektą płci: sprach przed utratą przyjaciół, znajomych, strach przed degradacją zawodową.

    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  3. Kilka lat temu powstała 'Trans-misja' - bardzo ciekawy niezależny dokument, który pokazuje kwestię procesu korekty płci (będę się upierać przy tym terminie) przede wszystkim od strony prawnej i bezdusznej biurokracji.

    OdpowiedzUsuń
  4. czytalalm kiedys historie transeksualnego matematyka( albo fizyka), ktory po zmianie plci porzucil zawod bo on przestal pasowac do jego kobiecego wcielenia- tak jakby sposob w jaki sie spelnial przez kilkadziesiat lat zycia intelektualnie i zawodowo byl przynalezny temu mezczyznie, ktorym byl( ktorego udawal) a juz jako femme mial zupelnie inne zainteresowania i pomysly na siebie- moze tu bedzie podobnie; bo to jednak wcale nie jest juz ta sama osoba; co do znajomych zapominasz, ze ludzie nie siedza w czejejs glowie- i kupuja ten obraz czlowieka jaki sie im prezentuje- gdy okazuje sie, ze to byla sciema- moga czuc sie oszukani; jednak Ania jest naprawde sympatyczna i pozytywna osoba wiec mysle, ze sobie jakos poradzi towarzysko i zawodowo shadow

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem osobą do której przemawia literkowa klasyfikacja. Społeczność LGBTQ to tak naprawdę obcy, nic nie znaczący dla mnie ludzie. Nie czuję z nimi wspólnoty, wręcz przeciwnie, podchodzę do każdej nieznanej mi osoby z rezerwą i ostrożnością bo taki już mam charakter. Zbliżam się tylko wtedy, kiedy zobaczę w człowieku coś bliskiego dla mnie samej. I dla mojej nieufności i niezrozumienia ten film był jak balsam. Zobaczyłam w nim ciepło, zrozumiałam człowieka. Dla mnie najpiękniejsza i najważniejsza w tym filmie była możliwość ujrzenia radości i wdzięku kobiety na ekranie. Tego, że jest spełniona.

    Każdemu jest ciężko, każdy może stracić pracę i przyjaciół w różnych okolicznościach życiowych - pokazywanie tego na ekranie mogłoby skończyć się martyrologią, użalaniem się nad smutnym losem. Czuję przecież, że nie było cukierkowo - słychać to szczególnie w rozmowach z innymi osobami trans w Tajlandii. Mi zapadły w pamięć słowa matki jednej z dziewczyn. Powiedziała, że nikt przy zdrowych zmysłach nie przeszedłby tej drogi dobrowolnie, że to musi być tak głębokie i tak silne, że ludzie decydują się na tą ciężką drogę bo po prostu muszą. Aby dalej żyć. To działa na wyobraźnię. I pomaga zrozumieć. Pomaga zrozumieć osobie "z zewnątrz", która nie interesuje się tematem, jest sceptyczna i nietolerancyjna :).

    OdpowiedzUsuń
  6. @Magda
    Nie do końca jesteś osobą z zewnątrz. Wiesz to i owo o literkach LGBTQ, a więc i o osobach transseksualnych, tak że masz szansę dojrzeć w tym filmie również i to, że nie jest różowo. Obawiam się jednak, że widz HBO, który po raz pierwszy zetknie się z tematem, oglądając ten film, może go odebrać tak, jak pisze Timofieusz: "Chce być kobietą i jest, więc w czym problem?". Nie chodzi o martyrologię, ale też nie można malować sielankowego obrazka i udawać, że jest różowo. Bo wtedy ma się wrażenie, że skoro jest tak dobrze, to nie są potrzebne żadne zmiany, chociażby w społecznej świadomości i że osoby transpłciowe nie są narażone na dyskryminację czy szykany. A przecież wiemy, że tak nie jest.

    @shadowland
    Oczywiście, że Ania sobie poradzi, ale nie dlatego, że jest sympatyczna i pozytywna, ale dlatego, że nie ma innego wyjścia. Musi sobie poradzić. Choć jej zainteresowania i pomysły na siebie się nie zmieniły - o tym akurat wielokrotnie mówiła, choć nie w tym filmie.

    Do docenienia kogoś jako specjalisty/specjalistki nie trzeba siedzieć w czyjejś głowie. Latami pracy udowodniła, że jest świetna w tym, co robi. Uniemożliwienie jej wykonywania zawodu po korekcie płci to zwykła transfobia, a nie foch, że ktoś kogoś oszukał. Kwalifikacje pozostały, inna płeć nie powinna mieć znaczenia. Ja dla odmiany niedawno czytałam historię nauczyciela, który po wakacjach wrócił do szkoły jako nauczycielka. Co zrobiła dyrekcja? Zorganizowała spotkanie dla uczniów i ich rodziców, podczas którego wytłumaczyła, na czym polega transseksualność, korekta płci itd. Odpowiedziała na pytania i rozwiała obawy. Nie muszę chyba dodawać, że nauczycielka nadal uczy w tej szkole i nikt jej nie szykanuje, bo kiedyś była mężczyzną. I że nie działo się to w Polsce. I to jest normalność. Przyjaciele przyjaciółmi, jeżeli się odwracają od kogoś, to znaczy, że nigdy tak naprawdę nimi nie byli. Życie zawodowe to inna sprawa - tu prawo powinno wyraźnie zabraniać dyskryminacji i chronić osoby na nią narażone. Ania nie była górnikiem na przednówku, wykonywała zawód, w którym płeć nie ma znaczenia i sprawdzają się w nim po prostu osoby, które mają właściwe kwalifikacje. Miała je jako mężczyzna, ma je jako kobieta. Nie ma żadnego powodu, by traktować ją odmiennie.

    OdpowiedzUsuń
  7. nie znam szczegolowo tej historii ale chyba nikt nie moze zabronic jej wykonywania zawodu pod tytulem producent filmowy? prawnie? rozumiem, ze mogl ja spotkac jakis ostracyzm towarzyski ale kto mogl jej formalnie zabronic wykonywania zawodu? a co do przyjaciol( ja pisalam o znajomych)to jesli wiedzieli o jej prawdziwej tozsamosci czy rozterkach tozsamosciowych wczesniej, pewnie nie odsuneli sie po zmianie plci; jesli nie wiedzieli- to trudno mowic o przyjazni jesli ukrywalo sie tak istotna czesc swojej tozsamosci

    OdpowiedzUsuń
  8. Ewa, od razu widać, żeś z północy, nie z południa ;)
    górnik to jest na przodku, nie przednówku ;))))

    o filmie zaś trudno mi mówić, bo należy pamiętać - to nie Ty Ewo czy ja, czy Timofieusz czy Abiekt - jesteśmy jego docelową grupą odbiorców...

    zabolały mnie tylko braki warsztatowe, widoczne szczególnie na początku filmu. nie spodziewałam się ich. ale ciepło i autentyczność dalszego ciągu w znacznym stopniu zatarły wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. @anonimowa/y

    anonimow/a - nie, zabronić nikt nie może. ale wyobrażam sobie, że mając przed sobą CV osoby nie-trans, po prostu zwykłego producenta z dobrym doświadczeniem i CV o podobnej treści, ale podzielone na pół na dwie "osoby" (bo przeciez certyfikaty, zaświadczenia, świadectwa pracy wydaje się na nazwisko) i wiedząc, ze transpłciowośc kandydata nie jest tajemnicą, pracodawca zatrudni kogoś, kogo zatrudnić jest jego/jej zdaniem "łatwiej"... bo nie wywoła kontrowersji, bo nie trzeba będzie niczego nikomu wyjaśniać...

    czyli - funkcjonuje stereotyp czy jakiś inny mechanizm, który sprawia, że zatrudnienie osoby trans wydaje się pracodawcy "trudniejsze" - no i ten/ta tego nie robi.

    nie podważałabym uczciwości Ani G. opowiadającej o problemach z zatrudnieniem, ale to dlatego, że znam ją osobiście jako uczciwą i prawdomówną osobę.

    i nie odważyłabym się sugerować, że jeśli osoba trans (szczególnie taka, która uświadomiła sobie swoja odmienność dziesiątki lat temu, kiedy nikt nawet nie miał języka by o tym mówić, w społeczeństwie nie było żadnej wiedzy) nie mówiła przyjaciołom o swoim problemie z tożsamością, to była nieuczciwa w przyjaźni (Twoje słowa: "trudno mowic o przyjazni jesli ukrywalo sie tak istotna czesc swojej tozsamosci"). bo takie stwierdzenie to jest po prostu brak wrażliwości i empatii - nie potrafić sobie wyobrazić, że niezgoda na swoją płeć może być rzeczą tak bolesną i ukrytą, że nawet z najbliższymi czy bliskimi się o tym nie rozmawia. nie jestem trans, nie wiem, ale podejrzewam, ze tak jest. nie odważyłabym się wyrokować.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Ewa,

    znać to znam literki, ale jaki mam do nich stosunek to lepiej nie mówić
    Plus to czy w ogóle je uznaje. Bo jak dla mnie Q to na przykład jakiś nowomodny wymysł ;)

    W łamaniu stereotypów ten film spełnił u mnie swoją powinność. A to chyba dobra sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Magda poprosiła, żebym na wszelki wypadek uściśliła (nie ma już odstępu do netu), że w jej wypowiedzi chodziło o to, ze ona nie uznaje klasyfikacji LGBTQ.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ewa, kwestia transgender dotyczy jednego z fundamentalnych dzis elementow tozsamosci czlowieka.Plci.
    Jesli fizyczna przemiana, dostosowanie musi byc/jest wielkim cierpieniem/wstrzasem dla osoby ktora taka droge w sobie i ze swoim cialem odbywa to czemu sie dziwic ze osoby postronne maja z tym problem?
    Nie wierze by p.Anna nie miala chwil w ktorych odczuwala gleboki sprzeciw wobec wlasnego rozszczepienia,odczuwala watpliwosci, niechec wobec siebie i drogi jaka obrala.
    A jesli ona tak, to czemu miec pretensje do obcych, o jakze mnejszej motywacji, ludzi ze maja problem ze zrozumeniem tego samego?

    m@B
    neospasmin.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. inni, zewnętrzni, mają jeszcze ten dodatkowy aspekt trywializujący: przekonanie, że to jakiś 'wybór', że 'fanaberia'. dlatego jedno z najważniejszych zdań w filmie pada z ust amerykańskiej matki, która ZROZUMIAŁA: "jestem pełna podziwu dla swojego dziecka, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł dobrowolnie wziąć na siebie to wszystko, przez co musiała i musi jeszcze przejść moja córka".

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja mama miała kiedyś koleżankę z pracy (uczelnia wyższa) - trans M/K, która wtedy była po diagnozie "transseksualizm, po zmienionej sytuacji prawnej, występowała w peruce/odzieży damskiej i co ciekawe - miała adopcyjnego 3-letniego synka, którego adoptowała po zmianie płci prawnej. Osoba ta wyjechała do Niemiec (na pochodzenie), bo tam po prostu mogła bez problemu przejść fachową korektę płci fizycznej (my tu mieliśmy tylko ocet na półkach). Jakoś nikt nie miał problemu z faktem, że Staszek nagle zaczął przychodzić do pracy (także ze studentami) w sukience i kazał się nazywać żeńskim imieniem.
    Widać nie wszystko za PRL było takie złe...

    OdpowiedzUsuń
  15. timofiejusz: osoby transgender maja absolutnie wybor: jedni w rezygnacji zapadaja sie w sobie, wypieraja inni pra do zmiany nie kontentujac sie stanami posrednimi.
    To nie jest tak ze kazda konstatacja rozdzwieku miedzy plcia psychiczna a fizyczna konczy sie operacjami i nowym dowodem osobistym.

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  16. @Neospazmin
    Osoby postronne muszą tylko zaakceptować fakt, że takie osoby jak Ania istnieją. Nie muszą się zmagać, mieć wątpliwości, zapadać w sobie lub wychodzić z ukrycia. Ich zadanie jest o wiele prostsze. Dlatego, choć nie mam pretensji, to często po prostu nie rozumiem.

    @Magda
    Jakie konkretnie stereotypy na temat osób transpłciowych miałaś zakorzenione i które z nich ten film przełamał?

    @Uschi
    Górnik na przednówku jest co najwyżej szczuplejszy niż jesienią. Na przodku to już nekrofilia połączona z kazirodztwem. Wybieram północ:)

    OdpowiedzUsuń
  17. @m@B:
    ależ geje też przecież mają wybór :) "jedni w rezygnacji zapadaja sie w sobie, wypieraja inni pra do zmiany nie kontentujac sie stanami posrednimi".
    nie mówimy o wyborze drogi ile raczej o możliwości wyboru stanu wyjściowego. nikt sobie takich rozterek nie funduje na własne życzenie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Z niecierpliwością czekam na emisję filmu na HBO! Podziwiam Annę Grodzką, chociaż niestety nie znam jej osobiście, miałam ją okazję zobaczyć tylko przelotnie na EuroPride. Ale z tego co o niej słyszę to zdeterminowana, silna osoba, która nie boi się pokazywać publicznie, aby walczyć z nietolerancją. Brawo! zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. Ewa, wszystko co napisalem to to ze akceptacja ze strony osob postronnych nie musi byc az tak prosta i oczywista jak sie tego domagasz.
    Ze jest ona refleksem szukania siebie przez osoby trans.

    Inaczej byloby gdyby problemy osob trans sprowadzaly sie tylko do reakcji spolecznych.Tak nie jest.

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  20. Tu pomysl dla ciebie Ewa:
    nie opisalabys ( i rozlozyla na atomy) reakcji roznych ludzi na comingouty? Krewnych, bliskich, tych ktorzy zyczliwi.
    Dodlubalabys sie do ich wszystkich "ale".

    Z tego pomysl na nastepna akcje po "Niech nas zobacza": przyjzeniu sie problemowi braku akceptacji tam gdzie on powstaje, a nie debatowanie nad obiektami (osobami niehetero) tego braku akceptacji.

    Kiedys zaczalem pisac sztuke na ten temat, ale mialem za dlugi jezor i jakis chujo wzial pomysl jak swoj.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Uschi- to nie byl zarzut wobec osoby trans, ze nie wyjawiala swojej prawdziwej tozsamosci( miala swoje powody i obawy) tylko z drugiej strony jesli ktos latami odgrywa teatr udajac kogos kim nie jest- to bez wzgledu na motywacje ta druga osoba jest oszukiwana i zna tylko ta fasade; zeby zaprzyjaznic sie z ta druga tozsamoscia trzeba po czesci zaczac od nowa- i pewnie nie kazdy ma na to ochote; to tak jak kobieta, ktora wychodzi za maz za faceta, ulega pewnemu zludzeniu i potem okazuje sie, ze on jednak czuje sie kobieta a ona bynajmniej nie czuje sie lesbijka- czy ma prawo czuc sie oszukana? mysle, ze tak; empatia powinna dzialac w obie strony

    OdpowiedzUsuń
  22. Ewa, przepraszam, że dopiero teraz.

    Jakie miałam stereotypy wobec osób transpłciowych?. Myślę, że miały i mają one swój początek w mojej zupełnej nieznajomości tematu. Pamiętam, kiedyś U. zabrała mnie na pokaz filmu i dyskusję pod patronatem "Trans-fuzji" - siedziałam jak na szpilkach i najchętniej zwiałabym gdzie pieprz rośnie tak dziwne mi się to wydawało i inne od tego co sama czuje. Ta dyskusja i tamten film niewiele tej niechęci przełamały, bo opierały się tylko na relacjach samych osób transpłciowych - zabrakło mi wtedy łącznika w postaci osób z zewnątrz. Zabrakło mi rodzin, przyjaciół. W filmie Ani Grodzkiej miałam wrażenie, że te osoby bliskie są przewodnikiem po świecie osób transpłciowych. No dobrze a jakie konkretnie stereotypy: takie, że to ludzie wyrwani z więzów rodzinnych, że często szukający zabawy i własnego zadowolenia pod płaszczykiem bardziej lub mniej rzeczywistych problemów, że są to osoby celowo przerysowujące rzeczywistość

    OdpowiedzUsuń
  23. http://transfuzja.org/pl/artykuly/felietony/mimo_wszystko_mozna.htm

    OdpowiedzUsuń
  24. @shadowland - "to tak jak kobieta, ktora wychodzi za maz za faceta, ulega pewnemu zludzeniu i potem okazuje sie, ze on jednak czuje sie kobieta a ona bynajmniej nie czuje sie lesbijka- czy ma prawo czuc sie oszukana? mysle, ze tak; empatia powinna dzialac w obie strony".
    To prawda i Ania to wie i ubolewa, że tak to się ułożyło... Polecam przeczytać (zwłaszcza część trzecią): http://tygodnikradomski.pl/artykul/publicystyka/1696
    http://tygodnikradomski.pl/artykul/publicystyka/1773
    http://tygodnikradomski.pl/artykul/publicystyka/1955

    OdpowiedzUsuń
  25. Lovely ostry post. Nigdy nie myślałem, że to takie proste. Świetna robota!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…