środa, 1 grudnia 2010

Szaleństwo!

Zostały cztery dni do wylotu. Przydałoby się kilka dni wolnego przed wyjazdem, aby się do niego solidnie przygotować, ale cóż, nie mamy tego komfortu, więc jest, jak jest. Wyśpimy się w Stanach (prawdopodobnie)! Co wieczór przymiarki u Michała. W dzień praca i załatwianie przeróżnych drobiazgów, bez których wyjazd może i by się udał, ale tak czy siak wydają się niezbędne. Jak walizki, płaszcze, buty, przełączki do kontaktów (w Stanach jest inne napięcie!), pranie (zwykłe i chemiczne), zapasy jedzenia dla kotów, ubezpieczenie, fryzjer, przeglądanie szaf (swoich i przyjaciół) itd. itp. W nocy... no, trochę śpimy. Ale jest dobrze. Mamy już pełny program pobytu w Stanach, rezerwacje biletów, druhny i jednego druża (czy jak go tam nazwać), prawie kompletne stroje ślubne. Oraz perspektywę wolnego wieczoru w piątek. No dobrze, nie wolnego, bo spędzonego na ostatecznym pakowaniu i sprawdzaniu wszystkiego. Przysięgi dopniemy w Kopenhadze (mam nadzieję). Powoli zaczynam rozumieć, dlaczego częstokroć państwo młodzi, panny młode, panowie młodzi są najmniej radosnymi osobami na własnym ślubie. Po prostu są zmęczeni i niedospani. Niemniej jednak my zamierzamy uśmiechać się szeroko. W końcu nie ma czegoś takiego jak brak czasu, jest jedynie zła jego organizacja. I tego będziemy się trzymać.


Nie obiecuję, że do wyjazdu coś jeszcze napiszę (w każdym razie coś, co będzie dłuższe niż ten wpis), ale może jakimś cudem coś się jeszcze pojawi. W każdym razie oglądajcie w czwartek w TVN "Między kuchnią a salonem" (będzie niespodzianka). A jak się wam nie uda, to program będzie pewnie do zobaczenia pod tym linkiem. Dobrej nocy/Miłego dnia!

8 komentarze :

O, a mnie zaciekawiła jedna rzecz: koty. Nigdzie tu zdjęć nie widzę ;> Kusi mnie przeszukać archiwum, ale nie wiem czy wasi Koci Łaskawcy zgodzili się ofotkować i opublikować. Nigdy nie zapomnę jak na święta swoje zostawiałyśmy. Po całym mieszkaniu miski z chrupkami i z wodą... ;D Koniecznie w pewnej odległości, żeby w napadzie szajby nie wylały wody albo chrupek i nie zmieszały ich razem... Coś okropnego do sprzątania...

Udanych przygotowań! :)

Kociaków na blogu nie ma, ale możesz je obejrzeć tu:
http://www.facebook.com/edukacja?ref=ts#!/album.php?aid=20535&id=129307920450831

Oj znam te "bóle przedślubne" :D Nerwy, nerwy, nerwy...Bezsenne noce :) Żeby wszystko było dobrze, żeby dopiąć na ostatni guzik, żeby się nie pomylić przy przysiędze etc;etc.
U nas niestety nie obyło się bez wpadki :P Pomyliłam obrączki. Pani Kane dostała przez przypadek moją, po czym biedna siliła się żeby wcisnąć (oryginalnie) swoją na mój paluch. Koniec końców dopięła swego, paluch mój zsiniał przez resztę ceremonii, a obrączkami zaraz po zakończeniu wymieniłyśmy się jeszcze raz :)

Trzymajcie się mocno i nie dajcie zjeść nerwom, a wszystko będzie dobrze :)
Powodzenia :)

Dlatego nigdy żadnego ślubu! No chyba, że o rękę poprosi mnie Zooey Deschanel to się zastanowię (;

Trzymam za Was kciuki dziewczęta, trzymajcie się, życzę dużo cierpliwości.

P.S. Ach, zazdroszczę Wam tej wycieczki, no. Zróbcie dużo słitaśnych foć na blogaska.

Przy pierwszym naszym ślubie (podwójnym) stres przedślubny bym niemal zabójczy! :]], kolejny - cywilny - już niemalże :] bezstresowy. :)))

Spokoju, nerwów na wodzy i szczęśliwego finału! :)


KaFor

Ja tylko wtrącę, że pan druhna to drużba, więc macie jednego drużbę :p

Jakoś brak wpisów do wyjazdu się przeboleje... Ale po powrocie: obszerna relacja bogato ilustrowana!
Znaczy, mam nadzieję, że się pojawi :)

Dziewczyny - Wszystkiego Najlepszego, a przede wszystkim bawcie się dobrze (no wiem, że będzie pewnie rewelacyjnie, ale żeby Wam przypadkiem nie przyszło do głowy nie wracać na stare śmieci, trzeba studzić emocje ;)

Wszystkiego dobrego!
Stroje macie piękne!!! Widać, że pan projektant bardzo się postarał i włożył w to wiele pracy.
Mam ogromną nadzieję, że wszystko pójdzie po Waszej myśli. Trzymam kciuki!

Prześlij komentarz