Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2010

Cássia Eller

Jako że mamy czas wspominek (w sensie kalendarzowym, nie historycznym), dziś u mnie nieżyjąca już od paru dobrych lat pani, która zrobiła sporo dobrego dla południowoamerykańskiej muzyki. Cássia Eller była prawdopodobnie najbardziej znaną brazylijską wokalistką i gitarzystką, która nie ukrywała swojej lesbijskiej tożsamości. Jej styl określano jako połączenie rocka z brazylijską muzyką popularną. Ze względu na jej seksualność oraz muzykę, którą grała, porównywano ją z Ani DiFranco, Melissą Etheridge i Indigo Girls. Rzeczywiście nie można jej odmówić z jednej strony ogromnego głosu (jak Melissie), z drugiej eklektyzmu i odnajdywania się w wielu gatunkach muzycznych (jak Ani). Od siebie dodałabym swoistą melancholię - nie wiem, czy to efekt języka, w którym śpiewała, czy melodyki, czy może czegoś w niej samej. Fakt, że jak się ją raz usłyszy, trudno o niej zapomnieć.

Cassia zmarła młodo, bo w wieku 39 lat, w wyniku serii zawałów serca. Po jej śmierci jej wieloletnia partnerka Maria Eugên…

Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny

Czytam sobie komentarze pod moim wpisem o wojnie torebkowej i wpisie Ewy o zmianach i oczy przecieram ze zdumienia. Wychodzi mi na to, że nie ma sensu się szarpać, zamęczać, niedosypiać, wydawać pieniędzy, tracić czasu i nerwów, walczyć o związki partnerskie chociażby poprzez takie akcje jak "Miłość nie wyklucza", która już za chwileczką, już za momencik będzie miała premierową premierę itd., itp. Wystarczy cichutko usiąść sobie w kąciku i poczekać, a wszystko to, czego pragniemy, i to, o czym nie wiemy, że tego pragniemy, będzie nam dane. Jeszcze dokładnie nie wiadomo, przez kogo, ale sądząc po wspomnianych komentarzach, najprawdopodobniej przez Unię Europejską, Tomaszów Raczka i Lisa i może coś niecoś dorzuci Jacek Żakowski i niejaki Ryszard Kalisz. A wtedy dołączy się jeszcze Joanna Senyszyn ramię w ramię z Katarzyną Piekarską i już! Mamy ustawę, mamy związki, mamy małżeństwa i szczęśliwość ogarnia Polskę.

"No ludzieee!", chciałoby się krzyknąć, jak zwykła krzyc…

No jak się nie zmienia, skoro się zmienia?

Pod wydawałoby się niewinnym tekście Gosi o wojnie torebkowej rozwinęła się arcyciekawa dyskusja. Tematy są dwa: wizerunek i działacze i działaczki - pomagają czy szkodzą? Komentowanie pierwszego sobie odpuszczę, bo nic nowego się nie pojawiło, drugi, choć również nienowy, zdecydowanie wart jest pogłębienia. Tak że obiecuję, że będzie tu wracał, a póki co refleksja do opinii, że przecież nic się w ciągu ostatnich lat w Polsce dla nas nie zmieniło. Jeżeli chodzi o prawo, to rzeczywiście zmieniło się niewiele, ale kilka rzeczy, jak zmiany w prawie pracy czy kaleka, ale jednak, ustawa antydyskryminacyjna się pojawiły. Jeśli chodzi o zmiany w traktowaniu osób nieheteroseksualnych, to moim zdaniem są - zarówno jeśli chodzi o przestrzeganie obowiązującego prawa, jak i o podejście tzw. przeciętnego człowieka. Nie podejmuję się sięgać do lat 90., bo wtedy nie byłam zbyt uważną obserwatorką tego, co się w naszych sprawach dzieje, doskonale za to pamiętam rok 2003 i akcję "Niech nas zobacz…

Telewizja to potęga (niestety)

Właśnie się zorientowałam, że dotąd nie pokusiłam się o jakieś sensowne podsumowanie tego, co się wydarzyło w konkursie SAS. To znaczy pozwoliłam sobie na podziękowania, które opublikowałam na Kobiety Kobietom i które wywołały (hurra!) kolejną dyskusję wizerunkową, ale refleksji nad dość zaskakującym wynikiem jednak nie było. No więc moim zdaniem to nie jest tak, że SAS, nagradzając dwie pary z jednej edycji konkursu, postąpił miło czy się nad kimkolwiek zlitował. To znaczy oczywiście to bardzo miłe, że tak zrobili, ale mimo wszystko dla mnie jest to zagranie czysto marketingowe. Z jednej strony nagrodzili Niemców, bo Niemcy są dla nich atrakcyjniejszymi konsumentami, z drugiej Polki, bo dzięki nam mają w Polsce całkiem niezłą kampanię w mainstreamowych mediach. A przy okazji mogą się pokazać jako firma wrażliwa społecznie. Same plusy.

Wniosek dla mnie? Niestety, jak telewizji nie lubię, tak nadal jest to potęga. I nie można się na nią obrazić, choćby bardzo się chciało. Zresztą jak s…

Dwa światy

Za nami bardzo intensywny weekend. Wczoraj byłyśmy po raz kolejny w Uwadze - filmik tu. A mój ulubiony moment reportażu wygląda tak:
Również wczoraj bawiłyśmy się w Nowym Wspaniałym Świecie na Gejsza Love Party zorganizowanym przez agencję turystyczną Gejsza Travel. Generalnie nie przepadam za tłocznymi i głośnymi imprezami klubowymi, ale muszę przyznać, że atmosfera była niczego sobie. Może dlatego, że gospodarze nie bawili się w selekcję i wejść mógł każdy. A może dlatego, że ostatnio nie miałyśmy czasu na zabawę i miło było w końcu oderwać się od różnorakich zobowiązań i zwyczajnie napić piwa w towarzystwie starych i nowych znajomych. Oraz uściskać już realnie, a nie tylko wirtualnie choć kilka z tych osób, które nas wspierały w konkursie, a potem składały gratulacje. Bo organizatorzy przygotowali dla nas niespodziankę i podczas imprezy miałyśmy swoje pięć minut z szampanem na scenie, więc była okazja do najpierw gromadnych, a potem indywidualnych podziękowań.

Później przeniosłyśmy …

Wojna torebkowa

Jak wiecie, jest sobie akcja "Miłość nie wyklucza". A ja sobie myślę, że miłość może i nie, ale my sami siebie i owszem. I to na wielu płaszczyznach.

Generalizując i zdecydowanie upraszczając oraz przymrużając oko, można stwierdzić, że pedały nie lubią lesb, lesby biseksów, biseksy transeksualistów, transeksualiści transwestytów, tranwestyci pedałów macho, pedały macho też nie lubią lesb, lesby femme nie lubią lesb butch, ale jednoczą się w nielubieniu biseksualistek i tak w koło Macieju. Fakt, że literki z bogatego akronimu LGBTQetcetera wiele różni. Wspólne jest tylko traktowanie osób, które określają, jako obywatelek i obywateli drugiej kategorii w naszym pięknym kraju nad Wisłą. Szkoda, że jest to wspólne, a nie łączy. Wszak walka o podstawowe prawa człowieka powinna ludzi jednoczyć, niezależnie od tego, którą literką akurat jesteśmy lub nie (dodatek dla osób, które absolutnie nie lubią się określać). I oczywiście mogę teraz podzielić się swoimi bardzo poważnymi przemyśl…

Tak to się robi, pani minister!

Obiecałam relację z naszego niedzielnego występu w ramach Dnia Różnorodności. Niestety wideo nie będzie (zresztą było tak głośno, że i tak jakość byłaby pewnie bardzo słaba), ale spróbuję opisać, w jaki sposób uczciłyśmy patronkę imprezy, czyli naszą ulubioną pełnomocniczkę Elżbietę Radziszewską.

Na występ miałyśmy 20 minut, tak że postawiłyśmy na trzy w miarę krótkie skecze. Jeden o outingu, czyli "Lesbę", z której pochodzi piosenka "Brzoskwinka - mój raj", jeden telewizyjny, czyli "Trzy piękne blondynki", i jeden wierszowany, czyli słynną już przeróbkę "Lokomotywy" Tuwima - "Pociąg". Wszystko w konwencji telewizyjnej (jak nasz ostatni program "Teleswizja"). Czyli z zapowiedziami, dedykowanymi wiadomo komu.

Zaczęłam tak:

Witam Państwa serdecznie! Dziś po raz pierwszy nasza Teleswizja nadaje na żywo z publicznością z największego centrum kultury w Polsce – ze Złotych Tarasów.

Słyniemy z tego, że wychodzimy naprzeciw oczekiwanio…

Żenię się!

Całość tu. Refleksje, jak ochłonę.

Miłość nie wyklucza i zaproszenie

Kilkanaście dni temu obiecywałam napisać coś więcej o akcji "Miłość nie wyklucza". Czemu dotąd mi się nie udało, to raczej jasne (konkurs SAS), a teraz to trochę musztarda po obiedzie, bo pewnie już wszyscy wiedzą, o co chodzi  (i dobrze!). Tak że tylko z kronikarskiego obowiązku wrzucam kilka skanów z "Gazety Wyborczej" i "Dużego Formatu", które wsparły kampanię.
Oczywiście doniesienia medialne i strona internetowa akcji to dopiero początek. Do tego dojdzie jeszcze kampania outdoorowa i towarzyszące jej działania, za czym pójdzie, mam nadzieję, również zainteresowanie większej liczby mediów, osób LGBTQetcetera i friendly, i w końcu polityków. Ale i tak już jest się z czego się cieszyć i czym chwalić. Dla mnie osobiście najcenniejsze jest www kampanii, ze wskazaniem na dział "Dołącz do nas", w którym można znaleźć kilka prostych sposobów na to, co można zrobić, aby związki partnerskie stały się w Polsce rzeczywistością. Niby nie ma tam jakichś ni…

Dzień Różnorodności

W niedzielę (17 października) w warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy będziemy jako Barbie Girls świętować Dzień Różnorodności, obchodzony ramach kampanii Komisji Europejskiej "Za różnorodnością. Przeciw dyskryminacji" w kilku europejskich miastach. Niestety w Polsce nie będzie tak różnorodnie, jak pewnie w innych krajach, bo odkąd okazało się, że patronat nad wydarzeniem objęła nasza ulubiona pełnomocniczka rządu do spraw równego traktowania, z udziału w imprezie wycofały się między innymi Kampania Przeciw Homofobii, Stowarzyszenie Lambda Warszawa, Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita i Żydowskie Stowarzyszenie "Czulent". Na stronie internetowej Lambdy można przeczytać między innymi:

Stowarzyszenie Lambda Warszawa zgodziło się na udział w wydarzeniu organizowanym przez Komisję Europejską, z przekonaniem iż będzie ono organizowane w duchu unijnego prawa, które dużo skuteczniej chroni grupy dyskryminowane niż prawo polskie. Swoim udziałem Stowarzyszenie chciało…

Niespodzianka?

Będzie niespodzianka czy SAS podgrzewa atmosferę? Aż boimy się mieć nadzieję...

Zmiany, zmiany, zmiany...

I jak tu teraz żyć, co? Dopiero docierają do nas wiadomości z ostatnich tygodni. Jedna całkiem ciekawa - zmieni się ponoć tryb organizowania warszawskiej Parady Równości. To znaczy nie wiem, czy się zmieni, czy pojawiła się kolejna grupa, która chce coś zmienić, ale niekoniecznie jest to ustalone z dotychczasowymi organizatorami, czyli Fundacją Równości. W każdym razie, jak donosi portal Gaylife, inicjatywa ma być ponad podziałami, a na spotkaniu Społecznego Komitetu Parada Równości 2011 pojawiło się zarówno przedstawicielstwo KPH w osobie wiceprezeski Ani Urbańczyk, jak i Monika Czaplicka z FR oraz Szymon Niemiec, Jacek Adler z Gaylife i Łukasz Pałucki z SDPl. Co ustalono? Że impreza ma być ponad podziałami, a do współorganizowania będą zaproszeni wszyscy chętni, że kwestiami finansowymi zajmie się firma Gepon (nie wiem, co za jedna, wygoogle'owałam sobie, że firma o tej nazwie zajmuje się "optycznymi sieciami pasywnymi", ale nie jestem pewna, czy to o nią chodzi), że b…

Ostateczne odliczanie - relacja na żywo

Dziś dobiega końca głosowanie w konkursie SAS. Na początek ważny komunikat: o godzinie 24 tablica zostanie wyczyszczona. Potem wszystkie głosy zostaną jeszcze raz zweryfikowane. Ostateczne wyniki poznamy w przeciągu ośmiu dni. Kiedy dokładnie, dowiemy się niedługo.

Relację na żywo z ostatnich godzin głosowania możecie prześledzić również tu.

14:49 Póki co jest spokojnie. W ostatnich godzinach wspierają nas między innymi Homiki.pl, Roznicawieku.pl i Tomasz Raczek.
18:16 Trochę się denerwujemy, a wy? Na szczęście mamy się do kogo przytulić, bo po raz kolejny wspiera nas bear news pl. 18:26 Tablica SAS pokazuje 70 240. Czy ktoś obstawiał taki wynik? Przy okazji - mamy pierwszy komentarz, że można głosować raz za razem. No można, ale niestety liczy się tylko pierwszy głos z danego IP. Oszczędzamy paluszki, ćwiczymy nóżki. Dziś zabawa. Szczególnie że w końcu przyszły jakieś kobiety: 19:00 Powoli zbieramy się do Amsterdamu, gdzie weźmiemy się za ostateczne odliczanie. Tymczasem uaktywnił się na…

Przemyślenia okołokonkursowe

Doigrałyśmy się - Facebook zablokował dziś stronę "Gosia & Ewa in the Air". Nie do końca wiemy, dlaczego, najprawdopodobniej została uznana za stronę reklamową SAS-u (a założona była jako strona społecznościowa, więc bez reklamowego przekazu). Dobra wiadomość jest taka, że jej nie skasował, więc jest szansa na przywrócenie. Szkoda by było, gdybyśmy dostały bana na stałe, bo udało się zgromadzić na niej ponad 10 tysięcy osób i dobrze by było nie zmarnować tego potencjału. Bo, mimo iż docierają do mnie krytyczne głosy na temat niektórych aspektów konkursu, to jednak uważam, że plusy tej akcji zdecydowanie przebijają minusy.

Przede wszystkim udało się wykorzystać może nie nowy, ale zdecydowanie słabo dotychczas widoczny, sposób informowania o naszych potrzebach. Taki bardzo zwykły, bardzo ludzki, bardzo zrozumiały - nie tylko dla osób LGBTQetcetera, ale również dla ludzi, którzy na co dzień nie tyle są nam nieprzychylni, co nie interesują się naszymi sprawami. I, co ważniej…

Chroń mnie panie od przyjaciół...

Ha, do 10 października miało być tylko o konkursie, ale to po prostu muszę skomentować. Dominika Wielowieyska popełniła dla "Gazety Wyborczej" kolejny z założenia prohomoseksualny tekst (z wcześniejszym, o adopcji dzieci przez osoby nieheteroseksualne, rozprawił się portal W stronę kobiet tu). Tym razem jest trochę lepiej, bo pani Dominika rozprawia się z Radziszewską i tłumaczy, że dla niej, jako katoliczki, postawa Radzi jest niezrozumiała, bo przecież homoseksualizm jest stary jak świat, tradycyjne rodziny przez niego nie wyginęły, a poza tym to, że ktoś urodził się taki a nie inny, to nie powód, by skazywać go na życie na marginesie wspólnoty religijnej. Argumentacja jak argumentacja, mogę się z nią nie zgadzać, ale czepiać się nie będę, przynajmniej nie tych fragmentów. Kłopot w tym, że w tym samym tekście znalazło się kilka kwiatków, które są po prostu homofobiczne (choć pewnie w intencji autorki wcale nie miały takie być).

U nas parady są demonstracją walki o prawa soc…

Fan art

Straciłam nadzieję i wy też już jej nie miejcie. Do 10 października o niczym oprócz konkursu pisać nie będę. A potem pójdę spać! W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że to wszystko się tak rozkręci. Już nie tylko lodówkę boję się otworzyć - to samo mam z windami, szafkami, pokojami w pracy, a kukurydzę kupuję w słoikach, żeby mieć pewność, że nas tam nie ma. Mam nadzieję, że jak już będzie po wielkim finale, to znajdę czas, by to wszystko podsumować, bo jak dla mnie cała ta akcja nadaje się do zgłoszenia do jakiegoś konkursu na najlepszą kampanię zrealizowaną przy zerowym budżecie. Choć nie wiem do końca, kto miałby ewentualne wyróżnienie odebrać, bo zaangażowana jest taka liczba osób, że gdybym miała im tylko osobiście (twarzą w twarz) podziękować, to zajęłoby mi to czas do końca przyszłego roku. A należy się im znacznie więcej niż zwykłe "dziękuję".

Dziś jedna z twarzy kampanii, czyli fan art. A dokładnie wybór z plakatów i rysunków zachęcających do głosowania, k…

Coming out i inne, czyli dorwałam się do bloga!

Jako że wysłałam Ewę na urlop zdrowotny i grożąc różnorakimi bliżej niesprecyzowanymi konsekwencjami zabroniłam wchodzenia do sieci, niniejszym przejmuję bloga:). Nie martwcie się - to chwilowe.

Korzystając z okazji, chciałam uspokoić wszystkich, którzy czekają na kolejne rozdziały "Znaku smoka". Niebawem się pojawią. Wstrętne choróbsko, które objawiało się między innymi gorączką, nie pozwoliło mi sklecić żadnego przyzwoitego zdania. Tak, wiem, niektórzy twierdzą, że i bez gorączki mi to nie wychodzi, ale nie wierzcie im.

Pod wpływem rozmów na wczorajszym spotkaniu z sympatyczną parą lesbijek, naszła mnie refleksja na temat coming outów. Czy ważniejsze są te spektakularne, medialne, czy te małe wśród najbliższych, sąsiadów i w pracy? Te wewnętrzne pokazują rodzinie, znajomym, sąsiadom, współpracownikom, że nie jesteśmy wielbłądami z zielonymi różkami, a zwyczajnymi ludźmi. Być może, któryś z nich w trakcie dyskusji stwierdzi: Ale ja znam parę lesbijek, gejów i są zupełni…