Przejdź do głównej zawartości

Lekcja czwarta: Ciało miała miętkie jak galaretka

Po pierwsze ostrzeżenie: poniższy wpis może zawierać treści przez niektórych uznane za erotyczne (autentyczny cytat z jakiegoś portalu randkowego).Tak że aby przeczytać ten wpis, musisz mieć ukończone 18 lat. Teraz niech każdy i każda sobie odpowie, czy ma lat to 18 skończone. Jeśli tak, może czytać sobie dalej. Jeśli nie, niech omija ten wpis z daleka.

Na wstępie dla tych, co lubią fakty, dwa sprostowania do poprzedniej lekcji w jednym: z Sigmy wyrzucono nas przed rejestracją stowarzyszenia, a niedługo po nakręceniu filmu dla Channel4 (nie BBC Channel 4), czyli w 1989 roku. I oświadczenie: niniejszym wyżej podpisana oświadcza, iż nieprawdą jest, jakoby w tamtych czasach każda spała z każdą. A przynajmniej nic wyżej podpisanej o tym nie wiadomo.

Mamy rok 1990, grupa zapaleńców po dokonaniu malwersacji pieniędzy Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Grup Lambda celem zakupu czajnika dzielnie uczęszcza na szkolenia. Jesteśmy tak zdolni, że psycholog zastanawia się, czy jest ktoś, kto przyjmie go na terapię. Powód: Monisi w trakcie odgrywania różnego rodzaju scenek udaje się doprowadzić mnie do skoczenia z mostu. Wczułyśmy się w rolę. Ale łyk ciepłego napitku (kawa lub herbata) stawia nas do pionu.*

A Stowarzyszenie, a co za tym idzie i „przestępcza” Lambda Warszawa chronicznie cierpi na brak pieniędzy. Wydawać by się mogło, że geje, lesbijki i inne osoby nieheteroseksualne wesprą swoją organizację nie tylko regularnie wpłacanymi składkami, ale także mniej lub bardziej skromnymi datkami. Nic bardziej mylnego. Już wtedy, a należy pamiętać, że był to rok 1990, wiele osób uważało, że organizacja, jaką była OSGL, jest zbędna. Bo co właściwie ci działacze robią poza defraudowaniem kasy, która ponoć szerokim strumieniem płynęła z zagranicy? Jaka walka o równe prawa, z jaką dyskryminacją? Przecież możemy żyć otwarcie, mamy własne miejsca spotkań (nawet siedziba Monaru dzięki Byczkowi, wspaniałemu barmanowi, i oczywiście czajnikowi zamieniła się w nielegalny, ale uroczy pubik), nikt nas nie prześladuje, no i mamy swoją prasę. Znacie te argumenty?

No dobra, pomyśleli ci niedobrzy, nawiedzeni i skorumpowani działacze, działać nie chcecie, ale bawić się lubicie i zorganizowali dyskotekę. Dochody z biletów w całości przeznaczone zostały na działalność Lambdy Warszawa. Impreza na cel szczytny odbyła się rzecz jasna w Warszawie, przy ulicy Marszałkowskiej 2 w knajpie Pod Dwójką. Pomysł chwycił. Była kontynuacja. I co to były za imprezy... Ech, rozmarzyłam się.

A co z lesbijkami? Ano w kolejnym moim występie w prasie podałam adres naszej skrytki pocztowej. Listy (a były ich dziesiątki) odbierała i odpisywała na nie Danka, której pracy wtedy nie potrafiłam docenić, czego do dziś się wstydzę (zważcie, że były to czasy przedinternetowe, więc nie tylko trzeba było po listy do skrytki pójść, ale, po odpisaniu, wpakować je do kopert, zaadresować, nakleić znaczki i wrzucić do skrzynki). Danusiu, dziękuję i przepraszam. Dzięki tej pozytywistycznej pracy robiło nas się więcej i więcej. Zaczęłyśmy nawet dzielić się na podgrupy. Moje marzenie się spełniło!

Gdzieś w połowie roku dobiła do nas Joanna Garnier. Wspominam o tym dlatego, że okoliczności naszego rozpoznania się (bo poznanie nastąpiło trochę wcześniej) były dość zabawne. Pracowałyśmy razem w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Kiedy już poznałyśmy się ciut lepiej, Asia w drodze powrotnej z poczty rzuciła w przestrzeń: "Chciałabym poznać lesbijkę". Zatkało mnie. Tak, drodzy czytelnicy i drogie czytelniczki, był w moim życiu taki okres, w którym również ja byłam skrytką. O swoim zerwaniu mówiłam, że odszedł ode mnie ktoś ważny, osoba, z którą byłam itd. itp. I bałam się. Ale przełamałam strach i tak Lambda zyskała kolejną działaczkę.

Spotykałyśmy się gromadnie raz w tygodniu. Dyskutowałyśmy na różne tematy i współdzieliłyśmy egzemplarze takich czasopism jak "Inaczej" czy "Filo". Tak, wiem, że wychodziły wtedy inne, ale tam o lesbijkach nie pisano prawie wcale (a i my się w nich nie udzielałyśmy). Swoją drogą, kupując "Inaczej", wykazywałyśmy się niezłymi skłonnościami masochistycznymi, gdyż pierwsze numery tego pisma obfitowały w męskie akty. Kobietom poświęcone były cztery strony. Najczęściej pojawiały się tam opowiadania. Zdarzały się niezłe, dobre, znośne, ale bywały i takie, w których trafić można było na perełki językowe w rodzaju: "ciało miała miętkie jak galaretka" czy "z czułością dotknęła jej maleńkiej grudki przypominającej konsystencją tę z kaszki mannej" (czy jakoś tak). Dziwne, że po takich opisach nie obrzydło nam życie seksualne.

Przesądy i stereotypy mówią, że życie erotyczne lesbijek jest nudne (dlatego zupełnie nie rozumiem Roberta W.). Ale nie wierzcie temu. Do dzisiaj z rozczuleniem wspominam imprezę, na której gospodyni po nieudanych próbach zapanowania nad rozpasaniem seksualnym hordy lesbijek w końcu machnęła ręką i rzuciła się w wir uciech. Co tam się wyrabiało! Sodomia i Pogoria, jak mówi stare żeglarskie przysłowie. Ale milcz, serce moje. Nadmienić należy, że żadna z bohaterek nie była w związku. Kiedy bowiem wstępowało się w związek, to człowiek pozostawał wierny na zawsze. No, może do pierwszej nadarzającej się okazji.

I to właśnie w tym szalonym roku 1990 w związku z tym, co mogło przerodzić się w związek, ale się nie przerodziło, zaczęła się moja niechęć do gejów, a wówczas pedałów. Otóż wyobraźcie sobie taką oto sytuację. Sobotni wieczór, balanga u Włodka Antosa (nieżyjącego już wydawcy jednego z pierwszych pism gejowsko-lesbijskich "Okay"). Podochocona grupa imprezowiczów postanawia udać się na balety do działającej już wówczas Rudawki. Dwie osoby (ja i ta moja wymarzona) nie wyrażają ochoty do wyjścia, co reszta przyjmuje z ulgą, gdyż martwili się, co stanie się z dopiero co wstawioną golonką. Pouczone, ile czasu jeszcze świńska noga powinna się gotować, zostajemy w końcu same. Półmrok, nie wiem, czy nie była zapalona jakaś świeczka, w tle Kora szemrze "Kocham cię, kochanie moje", moja głowa na jej kolonach, jej usta już prawie stykają się z moimi, kiedy rozlega się dzwonek do drzwi. Z obydwu młodych piersi jednocześnie wyrwało się słowo, którego użyć tu nie mogę. Dzwonek próbowałyśmy zignorować, ale niestety stojący za drzwiami był uparty. Po trzech minutach poddałyśmy się. Wściekłe otworzyłyśmy. Za drzwiami stała młoda i niezwykle przegięta "cioteczka", która słodkim głosem spytała, czy jest Antos. Naszej odpowiedzi nie przytoczę, ale chyba wiem, skąd się biorą opowieści o agresywnych lesbijkach. Spłoszony chłopiec sobie poszedł, a razem z nim zniknęła romantyczna chwila.

Przynajmniej uratowałyśmy golonkę, która już zaczęła się przypalać.

*Nauki nabyte na szkoleniu starałam się wykorzystać kilka lat później. Moja przygoda z telefonem zaufania w Ośrodku "Rainbow" , z którego wyrosła obecna Lambda Warszawa, była jednak krótkotrwała. Przyznaję bez bicia, przerosła mnie odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Komentarze

  1. Genialne, genialne i jeszcze raz genialne. Z tym, że nie uważam żeby trzyczesciowygarnitur był czytany przez osoby niepełnoletnie(powód? zbyt duża powaga bloga, tematyka, brak świadomości, może nawet samoświadomosci problemu polskiej społeczności w braku akceptacji pewnych rzeczy), przynajmniej napewno nie w dużej liczbie, poza tym treści zawarte w poście to nic , w porównaniu do reali przeciętne/j/go/ 15-stolatk/i/a, w kazdym razie, jak już nie raz społeczeństwo (a raczej jego ograniczona część przewrażliwionych rodziców, bądż osób w zadziwjający (przynajmniej mnie) konserwatywny sposób) udowodniła, że doszukać się,powiedzmy,że nazwiemy to hm...(?) demoralizacją młodzieży do lat 18, można absolutnie wszedzie, więc skoro przy tego typu poście dane jest ostrzeżenie,to chyba cały blog powinien mieć status +18, ze względu na dość (patrząc oczywiście okiem przeciętnego, przewrażliwionego rodzica, szukającego nie wiadmo w zasadzie czego) powiedzmy sobie szczerze kontrowersyjne (w społeczeństwie jakim żyjemy) autorki. W każdym razie, jestem osobą młodą,jednak czytam ten artykuł zgodnie z zaleceniem zawartym w akapicie 1.(choć od niedawna;)),która przez, a raczej dzięki Wam , dzięki temu blogowi, artykułom na Wasz temat oraz przede wszystkim materiałowi z "Love is in the air" uświadomiła sobie ogrom problemu Polaków, ich brak akceptacji oraz bezpodstwną i jakże idiotyczną (szkoda, że anonimową) nienawiść względem dwóch, nieznanych sobie bliżej kobiet (bądż odnieśmy to do ogółu : homoseksualistów, problem oczywiście nie dotyka tylko grup o odmiennej orientacji seksulanej, rasowej,etnicznej(...) ale też zwykłych jednostek,wręcz cywilów powiedziałabym, patrz:Dorota Świeniewicz,wybitna polska siatkarka i skutki działań anonimowych "internautów"), dotarło do mnie,że nic nie zmieni się w Polakach (a raczej w ich nowych pokoleniach) póki będą je wychowywać niewykształceni, zacofani, irracjonalni, a już napewno - nie mający zielonego pojęcia o homoseksualiźmie 'normalni ludzie' , a niemniej nazywający się przeciwnikami "lesb, pedałow, ciot, ...",(módlmy się oby nie była to większość Polaków)także już reasumując ten wywód, serdecznie życzylabym sobie 'legalizacji związków partnerskich',jednak wśród polityków zasłaniających się, jak twierdzą, większością społeczenstwa(mam nadzieje, że jednak nie jest to aż taka większość, co udowodniły tysiące, bądź może nawet ich dziesiątki waszych fanów, ludzi naprawde w porządku, życzących Wam dobrze i przede wszystkim popierających Wasz szczytny cel)jednak uważam, że tu gdzie żyjemy, w takim tempie postępu umyslowego Polaków, (lbo polityków;)) doczekamy się legalizacji... ale nie w tym wieku, jeżeli ogól nie zostanie uświadomione o głupotach jakie wygadują / wypisują, jak już mówiłam (choc nie można było tego zauważyć),kończę gdyż czas na naukę :|

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam...
    w życiu by mi nie przyszło do głowy, że życie erotyczne lesbijek może być nudne... nawet nudnych lesbijek;DDDD

    nad niechęcią pokiwałam ową głowa ze zrozumieniem:DDDD

    Pozdrawiam serdecznie:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Boska lektura. Serio-serio.

    Choc przyznam, ze sila rzeczy niechec do wzmiankowanych 'pedalow' nie do konca podzielam :).

    OdpowiedzUsuń
  4. a co to rudawka, gdzie byla?

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle świetny tekst Ruda.

    Do pierwszych "Inaczej" zdjęcia wykonywał mój stary ;) znajomy.

    Już wiadomo kogo najmocniej będziesz biła torebusią ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy: ostrzeżenie to taki żarcik:)
    Sydonia: No co Ty?;)
    Szafirowy: Dziękuję, ale może by tak odrobina empatii?;)
    pa, bazyli: tu: http://www.homiki.pl/modules.php?name=News&file=print&sid=3468 dowiesz się więcej.
    hds: A Twoje ciało też tam było? Chociaż fotek dzieci tam sobie nie przypominam;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tekst świetny i z przymróżeniem oka. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ładnie napisane, na koniec niemal chichotałam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Droga Gosiu,

    pracowałaś w bibliotece?:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Em: Dziękuję. Takie są założenia coby było z przymrużeniem oka:) Odpozdrawiam:)
    scenki: dobrze, że niemal;)
    eN Zet: ano:) Pracownica, ze mnie była nienajlepsza. Ulubione zajęcie: siedzenie na drabinie i czytanie układanych właśnie książek:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo nieskończonych 18 lat przeczytałam. Uch, ta nutka ekscytacji z łamania zasad ; ).

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyznam(bez bicia), że nie dostosowałam się do polecenia z góry. Ot co taki młodzieńczy "bunt". Osiemnastu lat jeszcze nie mam, jednak znajdując Trzyczęściowygarnitur przypadkiem gdzieś w internecie, postanowiłam przeczytać sporo Waszych prac.
    Wolę przeglądać Waszą stronę i czegoś się dowiedzieć, niż słuchać bandy przeciętnych nastolatków z wymyślonymi problemami.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo nam miło. Odzywaj się częściej.
    Polecenie z góry to w sumie żart - w końcu jest to bardzo niewinny tekst.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…