Przejdź do głównej zawartości

Przyjemny i rozpoznawalny(?) kłopot

Znamy już wyniki ankiety ewaluacyjnej dotyczącej akcji "Miłość nie wyklucza", przeprowadzonej wśród osób LGBTQetcetera. O szczegółach ewaluacji pisze Wojtek, w każdym razie ankieta nie była rozprowadzana "oficjalnymi" kanałami akcji, respondenci nie wiedzieli też, kto ją przygotował, a pytania dotyczyły różnych kampanii społecznych - m.in. "Razem bezpieczniej" (KPH) i "Zgłaszam problem" (Lambda Warszawa). Szczegółowe wyniki tu, generalnie optymistyczne, bo okazało się, że "Miłość nie wyklucza" jest najbardziej rozpoznawalną kampanią z wymienionych w ankiecie - kojarzy ją aż 80 procent respondentów (ciekawe, co na to Anna Laszuk, która niedawno pisała, że "Miłość nie wyklucza" to akcja znana wyłącznie użytkownikom i użytkowniczkom Facebooka?). Dla mnie najciekawsze jednak było ostatnie pytanie ankiety, w których sprawdzano, z jaką akcją respondenci kojarzą... Gosię i mnie. A konkretnie pokazano nasze zdjęcie i zapytano, w której akcji (do wyboru były: "Miłość nie wyklucza", "Niech nas zobaczą", konkurs SAS, żadna/inna) wzięłyśmy udział. Skąd w ogóle pomysł, by a ankiecie zapytać o nas? Wojtek tłumaczy to tak:

Na koniec - pewnym "kłopotem", choć przyjemnym był dla kampanii konkurs linii lotniczych SAS - wzięły w nim udział nasze bohaterki i dzięki zmasowanej ekspozycji w mediach wygrały konkurs. Czy po tym panie są kojarzone z kampanią "Miłość nie wyklucza"? Na to próbowaliśmy znaleźć odpowiedź.

Odpowiedź brzmi tak:
Niniejszym dementujemy, w "Niech nas zobaczą" (w przeciwieństwie do waszych lodówek i wanien) nas nie było. A która grupa najbardziej nas kojarzy?
Niespodzianki nie ma - osoby identyfikujące się jako lesbijki.

Nie mam pojęcia, czy to wynik "dobry", "zły" czy "taki sobie", zresztą nie ma co go chyba w takich kategoriach interpretować. Z pewnością pokazuje, że konkurs SAS najbardziej dotarł do lesbijek, w innych przypadkach różnice procentowe między osobami kojarzącymi nas z konkursem SAS i MNW są niewielkie. W każdym razie doświadczenie bycia obiektem "badania rozpoznawalności" ciekawe. Tym bardziej, że chyba po raz pierwszy takie badanie dotyczy kogoś z LGBTQetcetera.

Swoją drogą takie badania powinno się robić częściej - sprawdzać widoczność poszczególnych osób oraz akcji robionych przez organizacje. I ze względów promocyjnych, i po to, aby się przekonać, które grupy są "niedoinwestowane", gdzie nie docieramy, gdzie powinniśmy zintensyfikować działania. W końcu organizacje nieraz muszą odpierać zarzuty, że ich działania mają na celu jedynie wydanie pozyskanej z grantów kasy, a tak naprawdę nikt o nich nie słyszał i nikt się nimi nie przejmuje. Warto zobaczyć, jak jest w rzeczywistości.

Komentarze

  1. Komentarz Laszuk na temat MNW to dla mnie wciąż zagadka. Chętnie bym się dowiedział skąd ten pomysł, że jesteśmy tylko na fejsie i zrobienie z tego całego felietonu.

    A co do rozpoznawalności - brakuje kanałów docierania do lesbijek. Kobiety-kobietom ledwo przędą niestety, inne portale ciągle w powijakach. To jest już poważny problem :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Co tu dużo ukrywać.
    "Miłość nie wyklucza" jest świetnie przemyślaną i prowadzoną kampanią.
    Brawo!!!
    Aż strach pomyśleć, co by było gdyby szło na nią dużo więcej kasy ;)

    Ale zastanawia mnie fakt, dlaczego ankieta została skierowana do środowisk LGBTQ, skoro akcja chyba??? (z tego co się orientuję) skierowana jest do ogólnie pojętego społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Z pewnością pokazuje, że "Miłość nie wyklucza" najsłabiej dociera do lesbijek, w innych przypadkach różnice procentowe między osobami kojarzącymi nas z konkursem SAS i MNW są niewielkie."

    Dlaczego tak interptetujesz ostatni wykres? Przecież ze wszystkich grup to procentowo najwięcej lesbijek kojarzy was z "Miłość nie wyklucza". A że jest dysproporcja. No cóż, konkurs SAS był jednak bardziej medialny w skali ogólnopolskiej niż "MnW". Dotarł więc do kobiet, które wogóle nie interesują się działaniami na rzecz LGBT i reagują tylko jak widzą, że o lesbijkach. Tak zupełnie jak na plotkarską cikawostkę. Podejrzewam, że gdyby wygrała para gejowska, to ta większa dysproporcja byłaby u gejów.

    OdpowiedzUsuń
  4. @hds
    Dlaczego do LGBTQetcetera chyba najlepiej wie Wojtek, mam nadzieję, że odpowie. Przypuszczam, że chodzi o dwie rzeczy:
    - łatwość dotarcia do respondentów (poza fejsem nie mamy kanałów ogólnych),
    - koncentracja na części kampanii prowadzonej do wewnątrz (i ty możesz coś zrobić, związki partnerskie to też twoja sprawa!).

    @reader
    Masz rację, źle to zinterpretowałam (tekst już poprawiony). Jedyne, co można z tego wykresu wyciągnąć, to to, że SAS bardziej dotarł do lesbijek niż MNW. Pozostałe interpretacje są już bardziej kłopotliwe, chociażby dlatego, że pewnie proporcja głosów byłaby trochę inna, gdyby respondentom i respondentkom pokazano zdjęcie pary chłopaków.

    OdpowiedzUsuń
  5. powiem tak że często "NASZA" społeczność siedzi cicho w szafie i nie kiwnie palcem by dowiedzieć się przynajmniej coś nowego... Prawda jest taka że ich to nie interesuje.... eh.....

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Laszuk badań sondażowych nie robiła i oparła swoją opinię na subiektywnym wrażeniu. Ale różowo rzeczywiście nie jest. Mała grupka organizatorów się szarpie. Nieco większa się przygląda, dopinguje, "Lubi to" i wspiera jak potrafi i może. Zdumiewa fakt, że rozpoznawalność kampanii jest nieproporcjonalnie duża, biorąc pod uwagę małe środki, jakimi dysponuje.

    Przypomina się pytanie: "Gdzie jest ten milion polskich lesbijek? Gdzie jest choćby sto tysięcy?" W kontekście kampanii "Miłość Nie Wyklucza" należałoby oczywiście powiedzieć "gejów i lesbijek". Cała ta niby społeczność "wycisnęła" z siebie tylko kilkanaście tysięcy PLN? Przecież to zaledwie kilka średnich krajowych. Jedyna namacalna liczba to ponad 8200 "Lubiących" fejsbukową stronę MNW. Porównując z inną popularną stroną, "Gosia & Ewa in the Air", gdzie wpisało się około 12500 osób, to chyba dość duża liczba. Poza tym, nie wszyscy wspierający kampanię muszą koniecznie wpisywać się na jej stronie. Namacalne są też dane procentowe dotyczące rozpoznawalności. Te rzeczywiście robią wrażenie. Ciekawe, jaka jest rozpoznawalność kampanii "Miłość Nie Wyklucza" w społeczeństwie w ogóle. Wśród tych 8200 jest pełno entuzjastów spoza LGBT, którzy już swoje związki mają i mogłoby ich nie obchodzić wspieranie MNW. Ale oni reprezentują myślenie obce niektórym, których związki partnerskie powinny teoretycznie obchodzić. Może rzeczywiście większość wcale związków nie chce? Ale jeśli ktoś nie chce, to niech przynajmniej nie wkłada kija w szprychy, niech nie przeszkadza i nie dowodzi obłudnie na różnych forach, że związki są niepotrzebne, bo JEJ czy JEMU są niepotrzebne. Nigdy nie wiesz, czy ci nie będą potrzebne. A jak już, to bądź konsekwentny/a i zwalczaj też hetero-śluby. Bo komu one są właściwie potrzebne, jeśli ponoć bez związku można sobie większość spraw załatwić?

    Gdy pojawi się jakiś ekscytujący newsik, w mig dziesiątki klikają w "Lubię to". Niektóre newsiki na pewno są tego warte, ale w jakim sensie takie klikanie wspiera kampanię? Wszystko dzisiaj wymaga KASY, KASY i jeszcze raz KASY. Kasy wymaga projektowanie, druk plakatów, wynajem powierzchni, produkcja gadżetów etc. Szkoda tego nawet powtarzać. Ale jak się wspomni o tym na FB, to lubiących prawie nie ma. Omijają takie wpisy szerokim łukiem. Oczywiście jest taka możliwość, że omijają, bo biegną do banku lub na pocztę zrobić przelew! Jeśli tak, to wszystko odszczekam.

    OdpowiedzUsuń
  7. lingwistko, chciałabym zlajkować Twój komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. @Uschi - już to właśnie zrobiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bo wiesz, lingwistko, dotknęłaś dwóch ważnych kwestii - z jednej strony olewactwa i braku zaangażowania (nie tylko ze strony osób trzecich, ale także tych, które rzucają na wiatr "taktak, pomogę, bardzo chętnie" i na tym się kończy), co pewnie jest bolączką wielu działań w trzecim sektorze, ale z drugiej - postawy psa ogrodnika, która dziwi mnie zawsze i wszędzie i nieodmiennie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…