piątek, 15 kwietnia 2011

Ogniem i mieczem

Do napisania tego tekstu natchnęło mnie kilka rzeczy. Fatalna msza za duszę zmarłej "Jedynej", komentarze pod wpisem "Papamobile" na zaprzyjaźnionym blogu Scenki, "Posmoleński Słownik Polityczny" Magdaleny Środy (a szczególnie hasła: Kościół – zobacz: państwo; Państwo – zobacz: Kościół), długotrwałe i wytrwałe ściganie przez policję twórców krzyża zrobionego z pustych puszek po piwie "Lech" przyniesionego prawie rok temu pod Pałac Prezydencki oraz oczywiście nieodłączne spacery (w deszczu!) z psem.

W dziwnym kraju przyszło mi żyć. W kraju wyznaniowym, który oficjalnie jest świecki, a przynajmniej tak twierdzi jego Konstytucja. Ta sama, w której naczelną rolę przyznano jednej jedynej religii. Katolickiej. Wiele osób stara mi się udowodnić nadrzędność owej racją historyczną. Przyznaję, z historii jestem noga, ale wiem, że decyzja o przyjęciu takiego, a nie innego wyznania przez pierwszego oficjalnego władcę Polski była w istocie polityczna. A katolicyzowanie, bo nie napiszę chrystianizacja (gdyż Chrystus nieodmiennie kojarzy mi się z postacią Ha-Nocri z pewnej powieści, która to postać z przyjętymi sposobami narzucania wiary nic wspólnego mieć nie mogła) naszego pięknego kraju trwało, jak podają niektóre przekazy, nawet do XVII wieku. Co ciekawe, kraj nasz do czasów obecnych nie był jednolity, jeżeli chodzi o wyznanie. Pewnego dnia jednak coś się zmieniło. Nie, nie w ostatnich latach.

Lat temu kilkadziesiąt zostałam ochrzczona. Twierdzę, że to dlatego, iż chodzić jeszcze nie umiałam. W wieku lat siedmiu miałam objawienie. Buntowniczym tonem ogłosiłam (bo rodzina raczej niewierząca), że chcę chodzić na religię. Wpływ na taką decyzję miał zapewne fakt, że w mojej klasie tylko trzy osoby (na trzydzieści!) na takową nie uczęszczały. Jedną z nich była, tak jak i ja, córka oficera LWP (Ludowego Wojska Polskiego) i tłumaczyła się (sic!), że tata miałby kłopoty w pracy, druga zaś była innego wyznania. Mój bunt spalił na panewce, kiedy ojciec spokojnym głosem powiedział: "ależ proszę cię bardzo" i zaprowadził mnie do salki katechetycznej (dla młodszych czytelniczek/ów - kiedyś tam właśnie uczono o dzieciątku). Po czterdziestu pięciu minutach odebrał dziecko nieco zamyślone i przygaszone. W końcu dziecko zapytało: "Tato, a dlaczego za wiarę stawiają oceny?". Tatę pytanie lekko zaskoczyło, ale że w młodości był ministrantem, a nawet zwiał z seminarium (tłumacząc matce swojej, że pociąg do sukienek to on owszem ma, ale do nieco innych), próbował berbeciowi sprawę rzeczowo wyjaśnić. Berbeć wysłuchał, przemyślał i stwierdził: "To ja nie chcę już chodzić".

Życie dziecka, nawet w tamtych czasach, w których podobno Kościół był prześladowany, nie było łatwe. Bo było ono, to dziecko, inne, dziwne i wytykane palcami. Zegarka na komunię nie dostało, a całkowicie potępione zostało, kiedy to nie chcąc się zbytnio wyróżniać przy wizycie w kościele (wycieczka klasowa, serce Chopina), co prawda się przeżegnało, tylko jakoś na odwrót i na dokładkę lewą ręką. To wydarzenie uświadomiło mi, czym tak naprawdę jest dla większości wiara katolicka. Zbiorem pustych regułek, dziwnych ćwiczeń gimnastycznych, całkiem podobnych do tych na PO (przysposobienie obronne, nie mylić z czymś innym), czyli padnij - powstań. W liceum osobie nieutożsamiającej się z jakimkolwiek wyznaniem było łatwiej. Chociaż przyznaję, że osłupiałam, kiedy panna z krzyżem wielkości szybowca (bez pilota) na piersi zarzuciła mi, że afiszuję się ze swoim ateizmem, gdy grzecznie, aczkolwiek stanowczo podałam powody, dla których nie chcę wstąpić do Oazy. Przygód z katolicyzmem miałam więcej, ale najbardziej rozczulił mnie ksiądz krzyczący do mnie na ulicy "Przeklinam cię!". Fidrygałki ze swojego życia przytaczam, bo są śmieszne i żeby pokazać, że moja niechęć do religii wszelakich, w tym katolickiej, ma długoletnie korzenie.

Jednak, pomimo że Ewa mówi o mnie per "moja ty katolożerczyni", oprócz gadania praktycznie nie zrobiłam nic, aby powstrzymać zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez Kościół katolicki. Nawet mój akt apostazji, choć już wypisany, czeka nie wiadomo na co. Chyba na zmiłowanie. Ale czy tylko ja tak mam? Niedawno dowiedziałyśmy się, że istnieje coś takiego jak zjazd apostatów. Jakoś tak cicho się zjeżdżają. Na marsz ateistów nawet bym się wybrała, ale słowa rzeczniczki "Jest wśród nas sporo osób, które zdecydowanie odrzucają antyklerykalną retorykę. Im po prostu jest nie po drodze z Kościołem, ale nie są od razu zwolennikami aborcji czy eutanazji. Marsz 10 października ma pokazać, że ludzie bezwyznaniowi mają normalne poglądy" (Ewa pisała o tym tu) skutecznie zniechęcił mnie do udziału w tym wydarzeniu. Jasne, ja wiem, że ateiści są różni. Ale, aż chciałoby się napisać "na litość boską", czemu tak grzecznie kładą uszy po sobie i zachowują się jak geje i lesbijki w akcji "Niech nas zobaczą"? Czemu znakomita większość z nich chrzci swoje pociechy i wysyła je na religię? Dlaczego nie domagają się respektowania swoich praw? Głośno i wyraźnie. Ot, chociażby zamiast podpisywać zgodę na udział dziecka w lekcjach religii, co odważniejsi zgadzają się na sytuację odwrotną - to oni piszą oświadczenia, że nie zgadzają się na udział ich pociech w tej szopce. A przecież prawo stanowi inaczej. Gdzie do cholery byliśmy, kiedy podpisano konkordat, wprowadzono religię do szkół, a następnie na świadectwa? Jak to możliwe, że godzimy się na to, aby ustawy antydyskryminacyjne akceptowane były najpierw przez biskupów czy innych takich?

Brakuje mi oporu na masową skalę. Takie walnięcia pięścią w stół i powiedzenia: "Dość, do diabła!". Ups, napisałam "do diabła"?

25 komentarze :

Świetny wpis, naprawdę :) Przeczytałam od deski od deski a to naprawdę rzadko mi się zdarza :) Coraz częściej ja i moja połóweczka zastanawiamy się nad wyjazdem z tego kraju - pełnego hipokryzji, chorych kontrastów i przymykania oka na kościół w roli Wielkiego Brata!

Piszesz o katolicyźmie, piszesz, że nie wierzysz katolikom, kościołowi(instytucji), a co z Bogiem? Przecież wiadomo, że ludzie są w stanie zniszczyć praktycznie wszystko, dlatego tez uważam, że nie powinno się oceniac wyznawców Chrystusa i Jego samego na tej samej płaszczyźnie, a czytając ten post odnioslam wrażenie, że mówisz o religii (tylko!) przez pryzmat jej wyznawców.

Co do lekcji religii w szkołach, zdemoralizowanych, nadużywających swej władzy duchownych zgadzam się.



PS. Niechcąco (lub z przyzwyczajenia) kliknęłam 'publikuj' bez jakiegokolwiek podpisu, a że wiem, że 'anonimom' nie odp. naprawiam błąd.

Anonima skasowałam (jako duplikat), zanim przeczytałam postscriptum, przepraszam!

Napiszę ze swojego punktu widzenia, który niekoniecznie pokrywa się z podejściem Gosi. Dla mnie brak boga (choć niecałkowity, bo przecież pojawia się Jezus, wprawdzie w wydaniu Bułhakowa, ale jednak) we wpisie jest celowy. Bo w przejawach religii opisanych w tekście po prostu go nie ma. Jest Kościół i jest obecność tej instytucji w przestrzeni publicznej.

Mnie nie przeszkadza wiara, w żadnym wydaniu (nawet zupełnie niezgodnym z moim światopoglądem) ani sposób, w jaki się manifestuje (kościoły, procesje, pielgrzymki, hołdowanie pewnym wartościom itd. itp.) do momentu, kiedy to, że ktoś jest wyznawcą takiej a nie innej religii, nie wpływa bezpośrednio na moje - osoby niewierzącej - życie. Kłopot w tym, że fakt, iż w Polsce większość ludzi jest (przynajmniej formalnie) katolikami jest pretekstem, by kształtować prawo według tej religii lub wręcz usprawiedliwiać nią wszelkie dyskryminujące działania. Spójrz choćby na to, co się ostatnio wydarzyło w Suwałkach - plakaty akcji "Miłość nie wyklucza" nie pojawią się w autobusach, bo: "Regulamin zabrania umieszczania plakatów, których treść mogłaby naruszyć cudze uczucia. Suwalczanie, to w 90 procentach katolicy. Na pewno poczuliby się dotknięci".

I to jest problem, a nie przedmiot wiary.

Paulina: oczekujesz ode mnie wyznania czy wierzę w jakąś moc sprawczą?
Ja nie oceniam ludzi poprzez ich wierzenia czy to Allacha czy Manitou czy Jezusa. Dla mnie wiara nie równa się religia. A mój stosunek do jakiejkolwiek religii jest negatywny.

Ewa; Wybaczam ;)
Oczywiscie zgadzam się
z wybieraniem religii wg własnego sumienia, upodobań(...) i koniecznością akceptacji tego wyboru przez środowisko, a co do prawa pisanego wg religii to uważam, ze tylko w wypadku takich niewygodnych akcji jak właśnie 'Miłość nie wyklucza' wszyscy politycy i przeciwnicy danej sprawy powołują się na wiarę katolicką i zapewniają o swojej szczerzej wierze, szkoda (albo moze i nie), że tylko wtedy, zresztą jak to bywa wśród nas Polaków (nie ważne czy ateistów czy też katolików ) 'jak trwoga to do Boga'.
Wniosek - Religia jest tylko wygodną wymówką dla niewygodnych spraw.

Gosia; Absolutnie nie i szanuję Twój ateizm, po prostu - po przeczytaniu tego tekstu odniosłam wrażenie, że rzeczywiście nie oceniasz ludzi poprzez religię, ale jak dla mnie oceniasz religię poprzez ludzi(ale to jest mega subiektywne, bo pisane tylko na podstawie tego jednego postu).

Paulina: Skąd wniosek, że jestem ateistką?
I nie oceniam religii poprzez ludzi. Aczkolwiek dziwi mnie, że religia oparta ponoć na miłości, w swoich szeregach ma tak ogromną rzeszę ludzi głoszących nienawiść. W imię tej miłości, oczywiście.

Układ powinien być prosty: nich sobie wierzą każdy, w co chce, ale ode mnie wara.

W Polsce religa bardzo się zautonomizowała od wiary. Przynależność do Kościoła Katolickiego nie oznacza, że ten ktoś jest wierzący i przyzwoity, brak przynalezności nie oznacza, że jest niewierzący (jest całkiem sporo wierzących apostatów, którym tylko z instytucją nie po drodze).

Poza tym pojawiła się tu kwestia, że religii nie powinno się oceniach według postaw jej wyznawców. A po czym niby? Po wartościach poznawczych?

Rzeczywiście, to było zbyt pohope, zwracam honor, pisalam to na podstawie opisu marszu ateistów (chyba na czymś takim są z zasady tylko ateiści?) i komentarza słow rzeczniczki, w każdym razie sorry.


Mnie też to dziwi, ale przeciez w każdej dziedzinie życia znajdziesz kogoś kto nie pasuje do stereotypu tejże dziedziny, prawda?
Nie jestem w stanie obalić takiego argumentu, jest jak jest, ale wg mnie to tylko ludzie indentyfikujący się z Bogiem, nie wierzę, że ktoś pelny nienawiści może być katolikiem, a już hasła typu ; 'Bóg nienawidzi Żydów' rozwalają mnie na łopatki, przeciueż Jezus, Syn Boży, on był Zydem... nie, tego nie powinno się nawet komentować.

Paulina: Owszem, zdarzają się wyjątki. Nieliczne. Te liczniejsze to apostaci, o których których pisała/ły (nie wiem jakiej formy użyć:) scenki.
A poza tym to ten tekst nie jest o religii, a o tym, że dajemy (pisząc my mam na myśli ateistów, agnostyków, innowierców etc.) pozwolenie na zawłaszczenie przestrzeni przez kk.
Uwierz mi, o religii nie byłby tak wyważony.
Merka: A może jednak zostać i odzyskać miejsce dla siebie?:)

A , czyli jesteś jednak ateistką (no ewentualnie agnostyczką lub innowiercą). ;)

Ja z zasady lubię się czepiać jakiegoś szczególu,akapitu czy czegoś takiego, bo komentarz do ogółu wyglądałby mniej więcej tak, jak wyglądają komentarze na nk czy innego typu portalach, albo niebyłoby go wcale (co nawet teraz, o 2 w nocy wydaje mi się bardziej prawdopodobną, a napewno mniej kompromitującą wersją).
Na resztę ewentualnych zarzutów odpowiem jutro, czas spać , jak Bóg przykazał ;)

"My etc." hm... podoba mi się.

Nie mogłam się oprzeć, żeby nie odpisać ;]

"Brakuje mi oporu na masową skalę" - a kiedy po 89 roku był opór na masową skalę? Uśpiono rewolucję już dawno.

Wojtek: No też piszę, że mi tego brakuje;)

Tekst dobry :). Rysunki obok niego bezcenne! :))


KaFor

Mnie od dawna chodzi po głowie rewolucja i o tym nie raz już pisałam, tylko pojawia się coraz więcej aspektów i przedmiotów, które chciałabym zrewolucjonizować.

1. Ludzi na świecie jest za dużo
2. Korporacje zawłaszczają umysły,ludzie są sterowani pilotami-nie potrafią już samodzielnie myśleć.
3. Kościół Katolicki, to korporacja
4. Korporacje trzeba unicestwić.
5. Ludzie żrą mięso, trzeba pozwolić mięsu zżerać ludzi.
6. Systemy się nie sprawdzają, trzeba... - fuck the system http://www.youtube.com/watch?v=xroDBOK88sQ
7. Proponuję OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO!

KaFor: rysunek podrzuciła/y scenki w komentarzach pod wpisem Papamobile.
Lajt: aż tak?

"Ludzie żrą mięso, trzeba pozwolić mięsu zżerać ludzi" - ostre ale obywatelskie nieposluszenstwo wyklucza przemoc, więc raczej powinna paść propozycja narodowej rewolucji, zeby się przypadkiem nie ograniczać ;D

A ja wciąż nie mogę się zdobyć na akt apostazji... Nie wierzę od dawna, nie chodzę do kościoła od wielu, wielu lat, a jakoś tak nie umiem tam iść i się wypisać. Może ze względu na mamę, może ze względu na słuchanie tego patafiana za biurkiem, może z lenistwa... Ale tekst bardzo ciekawy i godny uwagi. Pozdrawiam! M.

Takich inicjatyw jest całkiem sporo, przykłady z pamięci:
apostazja .pl
apostazja.info
racjonalista.pl

Warto też poszukać, wystarczy w google:
- Stowarzyszenie Młodych Wolnomyślicieli
- Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów
- Stowarzyszenie Ateistyczne.

A imprezy? Choćby: Zjazdy Apostatów (w tym roku będzie w Toruniu), marsze ateistów (z reguły w Krakowie). Mozna sie przyłaczać lub rozpętać coś całkowicie nowego. Akurat moja znajoma szuka chętnych do tworzenia portalu laickiego. Są chętni?

scenki: Owszem takowe miejsce są. Tylko jaki mają wpływ na rzeczywistość? Taki realny?
Marsz ateistów, dziękuję postoję, powody wymienione we wpisie.
Zjazd apostatów. Na stronie brak podanego terminu, miejsca tegorocznego zjazdu. A rozumiem, że już coś więcej wiadomo.
Portal laicki. A co to znaczy?

Manomento: u mnie bez czynnika matki, ale podobnie. To może tak wespół zespół?;)

A to znaczy, że jest na etapie pomysłu i zbierania ekipy i można mieć duży wpływ na to, co to będzie znaczyło. (Na przykład także informatyk jest poszukiwany). Dać namiar na inicjatorkę?

Nic na to nie poradzisz, schizma dzieląca chrześcijaństwo nastała w połowie pierwszego stulecia drugiego tysiąclecia, kiedy piastowie zdążyli już wprowadzić nową religię. Ale jak się jest "nogą z.." i wszystko uzasadnia "wolnościowy tryb życia" to takie kwiatki, jak katolicyzm przed katolicyzmem wychodzą. :D

Prześlij komentarz