Przejdź do głównej zawartości

Garnitur na fejsie

Stało się. Długo się wahałam, bo prywatnych stron na Facebooku mamy już trzy (Barbie Girls, Gosia & Ewa in the Air i Gosia & Ewa - Final Countdown), do tego każda z nas ma na głowie po kilka profili związanych z działalnością zawodową, ale w końcu i nasz blog dorobił się swojej strony w "nowym internecie" (jak, chyba słusznie, nazywa fejsa znajoma z pracy). Tak że jak ktoś chce nas dodatkowo polubić, to zapraszam tu.

Fejs mnie tyleż fascynuje, co przeraża. Można go nie lubić, można nie mieć tam konta, ale trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek internetową inicjatywę, która się nim nie podpiera. Przykład z mojej działki - w maju ubiegłego roku wśród źródeł ruchu na blogu królował Google, inne blogi i portale (Facebook był dopiero na ósmym miejscu). Teraz jest to Facebook. Jasne, że ma to trochę wspólnego nie tylko z coraz większą popularnością tego serwisu, ale też z wdrożeniem przycisku "Lubię to" i z intensywniejszą promocją treści z bloga na fejsie, ale też nie ma co się oszukiwać, że niszowe inicjatywy mają wiele innych możliwości pokazania się w sieci.

W 2005 roku, po tym, jak policja spacyfikowała Marsz Równości w Poznaniu, napisałyśmy z Bożeną Umińską-Keff i Gosią list otwarty, w którym zaprotestowałyśmy przeciw brutalnej akcji policji i łamaniu wolności zgromadzeń. Przez kilka dni zbierałyśmy pod nim podpisy - głównie obdzwaniając znane (jedna z nich opowiedziała nam bardzo ciekawą historię o Jarosławie Kaczyńskim, ale szczegóły zdradzę tylko prywatnie) i mniej znane osoby. Efekt to blisko 3 tysiące podpisów w zaledwie kilka dni i spory oddźwięk medialny - list opublikowała "Gazeta Wyborcza" oraz większość dużych portali. Co zabawne, z naszej trójki internet w domu miała wówczas jedynie Bożena. Co ciekawe, jeszcze przez kilka lat po tym, jak nasz protest szczęśliwie stracił na ważności, przychodziły do nas maile od osób, które chciałyby go wesprzeć.

Jak taka akcja wyglądałaby dzisiaj? Cóż, prawdopodobnie powstałaby kolejna strona na fejsie, ileś tam osób kliknęłoby "Lubię to" (i natychmiast o wszystkim zapomniało), zaprzyjaźniony dziennikarz wrzuciłby notkę na Gazeta.pl, pod którą znalazłoby się (o ile sprawa przebiłaby się na stronę główną) ileś tam hejterskich komentarzy i na tym by się skończyło. Rzecz jasna nie odkrywam Ameryki - o tym, że internetowe akcje mają niewielkie przełożenie na rzeczywistość, wiadomo nie od dziś. Trudno też zaprzeczyć, że fejs ułatwia promocję tego typu inicjatyw, choć mam też wrażenie, że wspiera bezrefleksyjność i nie tyle angażuje, co, do pewnego stopnia, tworzy ułudę zaangażowania. Nie żebym miała coś przeciw osobom, które piszą setki komentarzy, inicjują powstawanie kolejnych listów, protestów. Tyle że czasami przeradza się to w wyścig między protestującymi i ich oponentami - kto zbierze i wyśle szybciej i więcej. Co jest bardzo fajne, jeżeli chodzi o aspekt marketingowy, ale niekoniecznie wspiera wydarzenia, w których nie chodzi o największą liczbę odsłon, głosów, like'ów czy sprzedanych egzemplarzy. Polska to nie Tunazja czy Iran, zresztą i tak wpływ mediów społecznościowych na ruchy protestu w tych krajach jest nadal dyskusyjny.

Komentarze

  1. Śmiem twierdzić, że konserwatyzm młodzieży jest skutkiem obecności w szole lekcji religii. To haniebne, aby funkcjonariusze jednej (i w praktyce tylko jednej) frakcji ideowej dostawali publiczną pensję na głoszenie w publicznych szkołach, podczas wyznaczonych w planie lekcji godzin własnej ideologii tak, jak się naucza np. biologii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Napiszę więcej, bo mnie wena prześladuje. Rządzący nami politycy mogą mieć w głębokim poważaniu społeczeństwo, bo w szkołach hodują sobie nowe. Takie nauczone prawomyślności, albo przynajmniej konformizmu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha, ja od lat pracuję właśnie w edukacji, więc nie do końca się zgodzę. Młodzi nie są (tak w ogóle, bo w szczególe to różnie bywa) ani prawomyślni, ani szczególnie konformistyczni. Ale co do tego, że nasz system edukacji nie sprzyja samodzielności czy twórczemu kształtowaniu swoich wyborów życiowych masz rację. Z tym że to nie tylko kwestia obecności religii w szkołach, ale całokształtu zjawiska.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twittera jakoś nie czuję (może dlatego, że nie używam:)). Ale kategorycznego "nie" nie będzie, bo nie wiem, czy mnie za rok nie porwie:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…