Przejdź do głównej zawartości

OBOP: Polacy za związkami. PO: who cares

Według najnowszego sondażu TNS OBOP przeprowadzonego dla "Gazety Wyborczej" aż 54 procent badanych jest za wprowadzeniem ustawy o związkach partnerskich. Przeciw jest 41 procent, a 6 procent nie ma zdania na ten temat. Dla porównania - gdy w 2010 roku CBOS zapytał Polaków i Polki o związki, za było 45 procent.

Rozwiązanie to poparło ponad trzy czwarte zwolenników SLD, ale też dwie trzecie wyborców PO. Co na to politycy? Sondaż skomentował dziś w radiu TOK FM szef doradców premiera Michał Boni:

Procesy kulturowe w Polsce zachodzą jednak dość powoli, trzeba dostosować przepisy prawa do tego, czy my je akceptujemy czy nie (...). Te wyniki badań oczywiście pokazują w jakim punkcie jest społeczeństwo, chociaż zawsze można dyskutować o skali badań.

Zapytany przez Dominikę Wielowieyską, czy PO poprze ustawę, gdy poparcie dla niej wzrośnie do 70 procent, wywinął się:

To nie chodzi o to, żeby patrzeć na wyniki. Ja używam takiego pojęcia w wielu dziedzinach: jest taka masa krytyczna społecznej akceptacji i myślę, że potrzebne jest toczenie otwartej dyskusji, pokazywanie argumentów, a nie tylko ściganie się o to, czy już jakieś rozwiązanie ma wejść czy nie.

Jasne. Tu nie chodzi o to, żeby patrzeć na wyniki, a nawet nie o to, by iść za głosem swoich wyborców. Tu chodzi o to, by tak rozmydlić debatę, żeby złowić trochę głosów zwolenników PiS-u, trochę SLD, nie stracić tego, co się już ma i utrzymać się na wygodnym rządowym stołku z elegancką pensyjką ufundowaną przez społeczeństwo, w tym również tę jego część, której postulatów się nie realizuje. Mam szczerze dość tych gładkich politycznych gadek obliczonych na to, by nikt przypadkiem nie poczuł się urażony, powoływania się na opinię społeczeństwa, gdy jest to wygodne (czy tak samo było z reformą emerytalną? A z podwyżką VAT-u?), i ignorowania jej, gdy nie jest zgodna z taktyką partii. A najgorsze jest to, że i tak nie ma co liczyć na to, że ktoś tym państwu pokaże w najbliższych wyborach palec, bo my mamy ten głupi zwyczaj głosowania na "mniejsze zło", narzekania post factum i powtarzania w następnych wyborach dokładnie tego samego ruchu.

Ciekawostką z sondażu "Wyborczej" jest to, że najbardziej konserwatywne okazały się osoby po 60. roku życia oraz w przedziale 18-29 lat (blisko 50 procent opowiedziało się przeciw związkom). Można to interpretować w kategorii backlashu czy oddziaływania giertychowskiej edukacji, choć ja bym stawiała raczej na brak pracy, trudną sytuację materialną i ogólne zagubienie w rzeczywistości, które nie sprzyjają otwartości na innych. Potwierdzają to chociażby najnowsze badania Gallup Europe, z których wynika, że młodzi Polacy (15-30 lat) należą do najmniej aktywnych w Europie jeżeli chodzi o działalność w organizacjach, jeżeli już angażują się w wolontariat, to zazwyczaj po to, by dostać za to papierek, a ich aktywność obywatelska ogranicza się do udziału w wyborach, bo na więcej nie mają ani czasu, ani chęci. Nie oszukujmy się, liberalizm światopoglądowy łatwiej przychodzi społeczeństwom zamożnym. W końcu co mnie obchodzi, że jakieś lesby się żenią, skoro ja właśnie jadę swoją nową BMW-icą na weekend w pięciogwiazdkowym hotelu.

Komentarze

  1. Tak, to prawda, że pokolenie -30 jest najbardziej konserwatywną grupą wiekową w Polsce.

    Ale czy na pewno wynika to z epizodu Giertycha czy ugruntowania pozycji religii w szkole (mimo że na lekcjach religii dyscyplina jest bardzo słaba)?

    Może to po prostu "efekt CV"? Mówisz i piszesz o sobie to, co inni chcą usłyszeć, pragniesz zdobyć pracę, jakikolwiek status, albo i ta religia w szkole: wszyscy przez cały rok ją zlewają, ale na ostatnią lekcję przyjdą i odmówią paciorek żeby ocena nie była brzydka.

    Paskudny ksiądz gada o zagrożeniach dla rodziny, no ale jak zostaniesz "specjalistą" w swojej dziedzinie, to dobrze byłoby dostać od niego zamówienie na wykonanie jakiejś pracy.

    Dobrze, gdy do czasu za "efektem CV" stał konkret: ktoś dostawał pracę z anonimowego tłumu. Obecnie to kompletna ściema i dostaje się tylko po znajomości, ale paradoksalnie efekt CV jest jeszcze silniejszy, bo jeszcze bardziej przestajesz wierzyć w sprawiedliwość. Czasem nawet cię bawi, że udajesz ułożoną i grzeczną, a oni udają, że im przykro.

    Taki jest manifest pokolenia -30?
    Może właśnie taki.


    No ale i to mozna skomercjalizować!

    Parę dni temu wiodące towarzystwo ubezpieczeniowe wystawiło kampanię: zniżki bez babci! Ze u nas możesz zostać uznany za dorosłego, nawet jak świat cię za takiego nie uważa, nie musisz rejestrować ubezpieczenia na swoją babcię! Tylko że by oprócz ubezpieczenia dało się w wieku dwudziestu paru lat kupić bez babci cały samochód! No ale to taki szczegół...


    Dlatego paradoksalnie nie można się do końca nie zgodzić z takim śliskim neoliberalnym wężem jak Boni, że te badania opinii społecznej dają niestabilny i niepewny obraz. Owszem, te badania to stan płynnego światopoglądu ludzi walczących o jakąkolwiek śmieciową pracę która często i tak nie zapewnia im samodzielnego utrzymania.

    Kleszcze są zaciśnięte: tacy ludzie są dla reszty społeczeństwa nikim i to nieważne, czy w danym badaniu są bardziej za, czy bardziej przeciw czemuś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, bejbe, jak Ty marudzisz. Jestem z pokolenia 30-, zaraz po studiach zacząłem pracę w średniej firmie, w średnim mieście. Bez znajomości, bez protekcji, bez niczego. Jestem humanistą, więc ponoć powinno mi być podwójnie trudno. A jakoś nie było. I takich jak ja jest w dziale czworo, w całej firmie też dominują ludzie w wieku 20-35 lat. Część przyszła na staż, spodobali się i zostali, część trafiła z rekrutacji. Zarobki może nie są super, ale są przyzwoite, po godzinach trzeba zostawać tylko w nagłych przypadkach, czyli jest jak powinno być. Może ta praca nie jest naszym marzeniem, ale jest niezła, a na dodatek będzie dobrze wyglądać w CV.

    Nie wszyscy moi koledzy i koleżanki ze studiów zahaczyli się już gdzieś na dobre, ale zauważyłem, że największe kłopoty ze znalezieniem pracy mają ci, którzy podczas studiów nic nie robili w tym kierunku. Ja pracowałem dorywczo, na umowę o dzieło, praktycznie od pierwszego roku studiów. Na zmywaku, w knajpach, nic genialnego, ale było i dawało mi doświadczenie. Plus zrobiłem kilka praktyk, darmowych.

    Mam propozycję - zamiast narzekać, jakim to jesteś biednym i straconym pokoleniem, weź się za siebie, znajdź jakiś staż, praktykę, a nie oczekuj, że dostaniesz wszystko za darmo. Wierz mi, że osoby po 50. (a w przypadku kobiet i młodsze) mają znacznie większe problemy ze znalezieniem pracy niż młodzi. No chyba że im się nie chce.

    Arek

    OdpowiedzUsuń
  3. No i mamy dyskusję rospracowaną na osi innowacyjni kontra nieudacznicy, dokładnie to, co jest podbudową systemu opartego na dysproporcjonowaniu i antagonizowaniu ze sobą ludzi.

    W knajpie albo w dyskoncie pracujesz do chwili, gdy twoja podwyżka wyniosła w sumie 2 złote a oni mogą zatrudnić kogoś, komu zapłacą jeszcze 3 złote za godzinę mniej. Kwalifikacje są łatwe do odtworzenia, a zresztą nową osobę podszkolą koleżanki i koledzy z pracy i nawet nie trzeba im za to zapłacić a ich krew zalewa!

    Jeśli z takiej pracy udało ci się spotkać kogoś, kto polecił ci jakąś niszę, to super, tobie się udało, yes, you can :D

    Natomiast sam ton twojej wypowiedzi świadczy o tym, że raczej nie umówiłbyś się na randkę z gejuszkiem, który nie obkupi się z tobą w galerii handlowej i nie postawi ci kolorowego drinka. A tym bardziej poza troską o swój spadek nie interesują się postulaty pracownicze i socjalne ludzi, którzy są w innej sytuacji niż ty. Nie masz nawet wyobraźni, co jest wokół ciebie.

    Więc mnie właściwie też nie interesują żadne twoje postulaty...

    niech autorki bloga rozsądzą:

    - uczciwe?

    Moim zdaniem to jest uczciwe postawienie sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie umówiłbym się na randkę z drugim mężczyzną, bo tak się złożyło, że jestem hetero. A dziewczynę wolę zabrać na spacer do lasu, a nie do lansiarskiej knajpy.

    Nikt mnie nie polecił mojemu obecnemu pracodawcy, to, co mam, jest wyłącznie moją zasługą. Mojej pracowitości, aktywności i niewybrzydzania, że niektóre rzeczy są poniżej moich kwalifikacji.

    Twojej gadki o dzieleniu ludzi na tych, którym się udało, i na tych, którym nie, nie kupuję. Bo jawisz mi się jako osoba bierna, z pretensjami do całego świata (o czym świadczy choćby tekst o "gejuszkach", galeriach i kolorowych drinkach), że nie pomaga Ci zmienić sytuacji, w której jesteś. Chcesz coś zmienić? Działaj. Bo na razie widzę, że oczekujesz, że to inni zmienią za ciebie Twoje życie.

    Arek

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie ciekawi, jak można powtarzać stereotypy o dzianych gejach, których nic nie obchodzi oprócz ich własnego tyłka i drinka i używać pogardliwego określenia "gejuszki", gdy parę dni temu protestowało się przeciw stereotypizowaniu Jej Perfekcyjności. Ale może to taka queerowa wrażliwość;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Sorry koleś, nie wiem, co sobie chcesz wyczytać w moich postach. Jestem osobą czynną zawodowo i pracuję na śmiecowych umowach. Jakoś ci nie życzę znalezienia się w mojej sytuacji.

    Ty natomiast piszesz tylko o sobie - "mojej pracowitości, mojej aktywności". Wiesz, a ja jakoś się lepiej czuję w otoczeniu ludzi, którzy dostali bardziej po dupie od losu, którym coś się nie powiodło albo sami stracili głowę. Ich historia dodaje siły, nie jesteśmy osamotnieni.

    Nie wiem natomiast, po co słuchać ludzi ciągle opowiadających o swoich sukcesach, a jeszcze bardziej, po co oni ciągle o tym mówią. Moze czegoś im jednak brakuje?

    A co do gejuszków, to była bardzo życzliwa forma jak na mnie, bo normalnie mówię o nich gejuchy i nie znoszę ich, tak szczerze o serca :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Łatwo przychodzi Ci ocenianie ludzi, o których kompletnie nic nie wiesz. Najpierw twierdzisz, że w potencjalnym partnerze interesuje mnie jedynie to, na jaką knajpę go stać, teraz piszesz, że skoro mam pracę i nie narzekam, to widać życie nie dało mi po tyłku, nie miałem niepowodzeń czy czasów, gdy czułem się zagubiony. Tekstów o gejuszkach nie komentuję, bo jeśli prawdą jest to, co pisze anonimowy, to komentarza to nie wymaga.

    To, co nas różni, to nie sytuacja materialna, a podejście do ludzi. Ja nie widzę w drugim człowieku wroga i nie mam do niego pretensji, że ma inne wartości niż ja. Współczuję Ci, szczerze. To musi być bardzo smutne być kimś takim jak Ty.

    Arek

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…